Blog > Komentarze do wpisu

Wielka Brytania: Looking for Eric

Looking for Eric

Po godzinach - obsesyjny fan piłki nożnej, w pracy - listonosz, mieszkaniec przedmieść Manchesteru, introwertyczny Eric to w skrócie główny bohater najnowszego filmu Kena Loacha. Jeżeli macie ochotę zobaczyć, jak wygląda brytyjskie życie na zapadłych obrzeżach dużego miasta, przedstawione z dużą dozą humoru, to poszukajcie tej produkcji. Oglądanie Szukając Erica w oryginale polecam wszystkim, których ciekawi manchesterski, miejski dialekt, jakże różny od tzw. proper English (standardowej, do niedawna kojarzonej z wymową prezenterów BBC wesji angielskiego, inaczej zwanej received pronunciation).

Film oglądaliśmy w czwórkę: Oliver z bratem i ja ze swoim. Strzygłam uszami, próbując zrozumieć Ericowe wypowiedzi, które dalej niczym w zabawie w głuchy telefon tłumaczyłam bratu na polski. Myślałam, że tylko ja poległam na zrozumieniu manchesterskiej gwary. Tymczasem zarówno Oliver jak i Tom trudzili się w podobny sposób. Mowa Erica (świetnie odegranego przez Steve’a Evetsa) najtrudniejsza dla ucha jest podczas jego znakomitych dialogów-halucynacji z francuskim piłkarzem Ericem Cantoną, niegdyś gwiazdą Manchester United.

Eric z przedmieść mieszka w zdezelowanym domu wspólnie z dwójką synów, którzy mają go w głębokim poważaniu. Bohater ma za sobą dwa nieudane małżeństwa. Kochanek z niego żaden. Drogi mu jednynie papieros, joint, kufel z piwem i wspomniana już wyżej gwiazda brytyjskiego footballu. Ten marnotrawny Eric przejdzie jednak sporą przemianę, w której tkwi cały humor filmu. Im więcej marihuany wpali bohater, tym zabawniejsze będą jego rozmowy z wielbionym piłkarzem i tym mniej przewidywalne realcje. Eric w całej swojej pokraczności będzie próbował zdobyć na nowo serce byłej żony Lily, od której odszedł wiele lat wcześniej. Sprawy skomplikują się, kiedy jeden z jego synów wplącze się w nieprzyjemną historię z lokalnym gangiem. Ale tutaj przyjdą mu z pomocą kumple, a ci zaserwują widzowi kolejną porcję śmiechu. Mężczyźni z wielkimi brzuchami piwnymi i równie wielką miłością do piłki wpadną na genialny pomysł.

Looking for Eric trudno jest gatunkowo sklasyfikować. To połączenie komedii i dramatu obyczajowego. Wątki o różnym zabawieniu emocji przeplatają się jednak wdzięcznie, tworząc ciekawy obraz, trzymający widza w niewymuszonym napięciu. Film to wielce brytyjska produkcja. Znajdziecie tam takie kulturowe ikony życia na Wyspie jak miejski pub, przyciągający zgraną grupę chłopaków z dzielnicy, szeregowce z niezwykle wąskimi korytarzami i uwielbienie dla gwiazd lokalnego klubu piłki nożnej.

Film obejrzałam z nieukrywaną przyjemnością,nawet przy moich translatorskich obowiązkach podczas seansu.

 

***
Looking for Eric, reż. Ken Loach
Wielka Brytania, 2009
Oficjalna strona filmu Looking for Eric

środa, 05 sierpnia 2009, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/08/05 19:58:25
Chętnie bym obejrzała, ale nie jestem pewna, czy będzie można u nas zdobyć ten film. W każdym razie będę go miała na oku - dziękuję, maga-maro :)
-
Gość: una-invitada, *.cable.ubr20.sgyl.blueyonder.co.uk
2009/08/06 07:31:48
ide w weekend, chcialam wczesniej, tylko czasu nie bylo.
co do niezrozumienia jezyka, kiedy jade do Glasgow na poczatku jest szok. a kiedy slucham ludzi z Orkadow, jest jeszcze wiekszy, bo oni spiewaja a nie mowia, tyle ze ich latwiej zrozumiec;)
-
2009/08/06 09:46:36
Tak podejrzewałam - są na świecie dobre filmy, tylko ich w naszych kinach nie ma. A oglądanie w TV mi za bardzo nie wychodzi - zdecydowanie większa przyjemnością jest dla mnie kino.
Nie mówiąć już o tym, że z tego dialektu pewnie nie zrozumiałabym nic a nic.
-
2009/08/06 13:30:56
Wiewiorko: mam nadzieje, ze uda Ci sie zdobyc. Film startowal w Cannes (nic co prawda nie zdobyl), ale moze to skloni dystrybutorow do udostepnienia filmu poza granicami UK.

Invitado: milego ogladania i czekam na Twoje jezykowe wrazenia. Tobie moze byc latwiej sie w tym dialekcie polapac. Mowy z polnocnych wysp nie slyszalam. Chcialabym zobaczyc Okneys!

Ningo: ten film dopiero do wyszedl w UK, wiec moze i na kontynent trafi za jakis czas. TV tez ogladam od wielkiego swieta. Zwykle w piatki program satyryczny i czasem wiadomosci :)

-
Gość: una-invitada, *.cable.ubr20.sgyl.blueyonder.co.uk
2009/08/06 13:51:09
tak, latwiej :) przeciez jesli Ty nie moglas momentami zrozumiec, to ja powinnam isc na seans z napisami. ale chce film zobaczyc.
-
2009/08/06 15:53:56
muszę obejrzeć,nie jako fan MU i E.Cantonty, ale jako fan angielskiego kina,myślę że niedługo pojawi się w kinach w Polsce.
-
2009/08/07 13:52:24
Invitado, bede sie upierac przy swoim :)

Hangai, Catone bedziesz mogl zobaczyc podwojnie: z czasow MU i obecnie. Wciaz charyzmatyczny :)
-
2009/08/07 14:07:54
Film zupelnie nie dla mnie. Drazni mnie kino angielskie, wiekszosc tego co widzialam wydalo mi sie bardzo banalne. Wlasciwie cenie tylko manieryzmy Greenaway'a ("cenie" to malo powiedziane, ja je wielbie!) i kino Kena Loacha, ale tez nie wszystkie jego filmy mnie interesowaly, z tych co widzialam. No i zachwycalam sie "Wonderland" Winterbottoma i "Tube Tales" z metrem londynskim jako tematem glownym. Angielscy rezyserzy sa czesto lepsi gdy wyjada poza Zjednoczone Krolestwo, tak jak np. Winterbottom zrobil w filmie "In this world", takie jest moje zdanie.
-
2009/08/10 12:40:10
Moim zdaniem brytyjskie kino ma wiele ciekawego do zaoferowania, chociazby czarny humor z podworka w stylu "Lock, Stock and Two Smoking Barrels" Guy Ritchie'go czy miejski, swietnie odegrany dramat np. "Vera Drake" Mike'a Leigh. Nie wspominajac juz poczatkow i dawnych filmow chociazby Hitchcocka. Problem z brytyjskim kinem jest taki, ze czesto pada ofiara amerykanskich wyplywow a gwiazdy laduja w komnercyjnym Hollywoodzie.
-
2009/08/11 13:08:04
Mozliwe, ze ma, ale wlasnie to, co oferuje kino angielskie, prawie w ogole mnie nie interesuje, albo do mnie nie przemawia. Ogladalam zarowno te komedie Guy'a Ritchiego, ktora wspominasz, jak i "Snatch" i nie bylam szczegolnie ubawiona. Hitchock owszem, klasa sama w sobie, widzialam ogromna wiekszosc jego filmow, ale dla mnie jest on bardziej hollywoodzkim rezyserem, krecacym przede wszystkim w USA z amerykanskimi aktorami.
Problem z kinem brytyjskim, o czym niejednokrotnie pisala prasa, to brak wsparcia ze strony panstwa (w porownaniu np. z Francja), przez co wielu aktorow wybywa do Hollywood. No i publicznosc brytyjska podobno (w "Sight & Sound" czytalam kiedys o wynikach ankiety) nie lubi tutejszego kina 'ambitnego', zaangazowanego, pokazujacego margines spoleczenstwa, a takie filmy czesto krecil Ken Loach i Mike Leigh - kolejny wielki rezyser brytyjski.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...