|
Blog > Komentarze do wpisu
Belfast murem podzielony
Protestancka Shankill Road podczas parady. Belfast, Irlandia Północna
W oczekiwaniu na patrotyczną paradę. Belfast, Shankill Road
Miejsc pamieci ofiar konfliktu w Irlandii Pólnocnej jest mnóstwo
Mural z tablicą pamiatową. Belfast, Shankill Road Kiedy w sobotni poranek na początku września docieramy do Shankill, kręci nam się w głowie od ilości brytyjskich flag. Na przestrzeni niewielkiej dzielnicy są ich tysiące. Jeżeli ktokolwiek myślał, że duma amerykańskich domostw obnosi się masą patriotycznych flag, musi przyjechać do Shankill, by zobaczyć, że Północna Irlandia prześciga ich po tysiąckroć. Ta sobota to dzień lokalnej parady. Gadżety w kolorach Wielkiej Brytanii można kupić na każdym zakręcie. Im wyżej w górę ulicy, zmierzamy, tym trudniej jest się nam przecisnąć. Na ulicy są tłumy. Mężczyźni w czarnych, skórzanych kurtkach ochoczo wlewają w siebie kufle piwa, stojąc przed pubami. Dziewczynki w pełnym makijażu, jakiego nie powstydziłaby się panna młoda, przy pierwszym spojrzeniu wydają się być o jakieś pięć lat starsze. Dopiero widok ich dziecięcych kształtów zdradza prawdziwy wiek.
Uczestnicy protestanckiej parady. Przy pubie w Belfascie
Na Shankill Road spotkać można przede wszystkim wielodzietne rodziny
Mieszkanki protestanckiej dzielnicy Belfastu To, co mnie absolutnie zaskakuje, to stroje pań, ubranych niemalże jak na wesele, w długich szpilach, obcisłych spódnicach z typowo weselnymi fryzurami na głowie. Czy to podniosłość okazji? Czy sama możliwość paradowania wśród sąsiadów na ulicy w odświętnym stroju wymusza takie podejście?
Pań w wysokich szpilkach zdecydowanie nie brakuje
Patriotyzm manifestuje się nie tylko w liczbie flag, ale innych gadżetów
We flagę można się też owinąć... Dla przyjezdnego to całe przestawienie wygląda groźnie. Głośni, podpici faceci, wrzeszczące matki. Rozmair tego wydarzenia, rozmiar samych ludzi. Ku mojemu zdziwieniu, jesteśmy witane przyjaźnie. Mężczyzna w loklanym dialekcie tłumaczy nam, którędy podąża parada. Nikt nie ma nic przeciwko, kiedy robię zdjęcia.
W protestanckiej dzielnicy Belfastu dużo murali jest utrzymanych w tonacji biało-czarnej
Bohaterką murali jest też sama królowa
Chwała tym, co zginęli i tym co bronią żyjących Dopiero przejście na drugą stronę muru, do dzielnicy katolickiej, pokazuje nam inny rodzaj politycznego hasła. Zwolennicy republiki mają bardziej globalne podejście. Ich murale obejmują ponad narodowe hasła o prawa człowieka, łączą się z rewolucją Che Guevary i separatystycznymi tendencjami Basków. W tej dzielnicy nie ma parady. Po ulicach snuje się tylko dwóch młodzieniaszków w dresach i przybita postać w piżamie.
Murale w katolickiej części Belfastu
Są polityczne, ale nie ograniczają się do spraw lokalnych
Podpowiadają, że wydarzenia z Irlandii Północnej wpisują się w globalną historię religijno-polityczno-etnicznych tarć.
Są zróżnicowane, wyraziste i dobrze zrobione
Porównują sytuację Irlandii Północnej do innych krajów piątek, 02 października 2009, maga-mara
TrackBack
Komentarze
2009/10/03 11:51:20
z prawdziwym zainteresowaniem przeczytałam Twój opis bardzo jak dla mnie egzotycznego miasta obarczonego taką trudną historią...
2009/10/03 19:40:09
@j_u: przede wszystkim kope lat! :)) Czy to znaczy, ze doktorat skonczylas? Celowo nie annonsowalam sie przed wyjazdem do Belfastu, bo nie chcialam Ci przeszkadzac w pisaniu.
Co do pytania o wyznanie, to, z tego, co wiem, jedynie wsrod bardzo dobrych przyjaciol nie rodzi konfliktu. Zadane dobremu znajomemu moze spowodowac, ze ten sie smiertelnie obrazi. Zreszta to nie tylko tyczy sie samego Belfastu, ale i Irlandii Polnocnej w ogole. Zaskocze Cie. Aplikujac kiedys na oferte pracy na uniwersytecie oksfordzkim, dostalam ten sam formularzyk, ktory obejmowal pytanie o to, jakiego jestem wyznania. Byc moze uniwersytet jest bardziej ciekawy statystyk religijnych i kwestia wyznania tez jest brana pod uwage przy opracowywaniu informacji o tym, kto tam pracuje. Swoja droga takie statystyki potrafia byc powodem bardzo glupiej polityki zatrudniania, gdzie "pierwszenstwo" maja nie osoby, ktore maja lepsze kwalifikacje i bardziej nadaja sie do danej pracy, ale te, ktorych profil odpowiada profilowi mniejszosci. 2009/10/03 19:43:17
@Chiaro: dziekuje :) Uzylas ciekawego slowa. Dla wielu Anglikow Belfast jest wciaz wlasnie "egzotyczny" - jest miastem, ktore zle sie kojarzy i do ktorego rzekomo "nie ma po co jechac". Mnie bardzo zaciekawil.
2009/10/04 06:28:13
Bardzo ciekawe! Przyznaję, że o wielu opisywanych przez Ciebie sprawach nie miałam do tej pory zielonego pojęcia - wynika to może z tego, że żyję tu i teraz i że zupełnie inne sprawy zaprzątają moją głowę - ale przyjemnie poczytać, co robią inni i jak u nich jest. A najlepsze są relacje takie jak Twoja - z pierwszej ręki:-)
2009/10/04 22:50:13
Katjo: Dziekuje. Milo mi :) O Belfascie malo na swiecie slychac, a jezeli juz we wiadomosciach sie pojawia to zwykle w negatywnym kontekscie np. kolejnych starc czy wybuchow bombowych.
2009/10/06 15:43:36
Czasem się zastanawiam, czy jest sposób by położyć kres niektórym konfliktom. Podczas podróży po Czarnogórze doświadczyłam troszkę tego, co znaczy kocioł bałkański. Pewnie też o tym coś skrobnę w swoim czasie.
pozdrawiam! 2009/10/06 18:42:56
@Ekolozko: w tym przypadku sytuacja nie jest taka prosta, a sam fakt, ze mur wciaz stoi, gdzie stoi, jest dobra ilustracja tego, ze w Irlandii Polnocnej wciaz jest jak na polu minowym. Jestem zdania, ze mury sa tylko przykrywka do niecheci wypracowania pokojowych rozwiazan, co doskonale ilustruje chociazby sytuacja z Izraela.
Czekam na Twoja relacje z Czarnogory. Jestem bardzo ciekawa. 2009/10/06 22:19:08
Maga-maro, no rzeczywicie kopę :-) Pacę złożyłam zaledwie trzy tygodnie temu i teraz czekam w napięciu na termin obrony, w międzyczasie starając się ułożyć choćby tymczasowo sprawy zawodowe, więc istotnie byłam zupełnie oderwana od żcia towarzyskiego, i w ogóle jakiegokolwiek życia oprócz pisania.
Możliwe, że uniwersytety ogólnie mają tę polityę zbierania danych o wyznaniu; możliwe też, że praktykuje się to w zatrudnianiu na ważniejsze urzędy państwowe w całym kraju, ale w Północnej Irlandii ta praktyka jest stosowana niemal wszędzie, w aplikowaniu o niemal wszystko, a tego się już poza tym regionem nie spotyka. 2009/10/07 11:42:45
@j_u: gratulacje, winszuje! Musisz byc wicienczona, ale szczesliwa. Zycze powodzenia w realizacji spraw zawodowych.
Masz racje, tak szeroko zakrojona akcja zbierania statystk "wyznaniowych" jest specificzna dla Irlandii Polnocnej. Ja mam bardzo mieszane uczucia co do uskuteczniania w ten sposob idei rownouprawienia w zatrudnianiu. Czy to Irlandii Polnocnej pomaga? 2009/10/08 14:07:56
@pan-opticum, woitekski, witam w Tyglu :) Wlasnie zdalam sobie sprawe skad przybywacie - Gazeta.pl umiescila ta notke na stronie glownej.
Wojtku, dziekuje za linka, blog piszesz z pasja, ale mi z koszykowka w ogole nie po drodze. Nigdy jej nie lubilam w szkole, gralam fatalnie, wiec trudno mi wykrzesac dla niej jakikolwiek entuzjazm. Rowniez pozdrawiam :)
Gość: motyla noga, public15233.xdsl.centertel.pl
2009/10/08 14:37:15
"Nikt już prawie nie pamięta, że to tutaj właśnie zbudowano w 1912 roku wielkiego Titanica; że patrząc na północ na otaczające miasto wzgórza widać to, które było inspiracją dla Jonathana Swifta"
No i z Belfastu pochodził jeszcze Jackie Wright, mały łysy dziadek z "The Benny Hill Show". Ten sam, któremu Benny sprzedawał z liścia w łysą czaszkę słynne "bennyhillki". Wright był koszmarnym nikotynistą, często palił na planie, a na czas najazdu kamery chował fajkę za siebie. I Benny lał go po czaszce, żeby rozwiewać dym. No i Wright mówił na planie z koszmarnym (w sensie niezrozumiałym) lokalnym akcentem, ale komuś, kto mieszka w Belfaście, to akurat niestraszne. :)
Gość: tt, 213.185.212.12*
2009/10/08 14:52:52
Mieszkam w Belfascie ponad 10 lat. Zona z Belfastu (z rodziny katolickiej, ale nie praktykujaca). Interesuje sie sytuacja spoleczno-polityczna tego miasta i kraju. Przeczytalem szereg ksiazek, mam wielu znajomych z obu stron. Spotykamy sie jednak razem. Mlodzi ludzie z 'normalnych' rodzin maja tego typu problemy daleko gdzies...
Na podstawie wlasnych spostrzezen doszedlem do wniosku ze nie warto dzielic Belfastu na katolicki i protestancki. Ci ludzie sa ci tacy sami. Problemem jest zas majaca 'za duzo czasu na myslenie o glupotach' biedna i leniwa klasa niepracujacych, tudziez robotnikow niewykwalifikowanych, gdzie to od malego kultywuje sie pewne chuliganskie zachoweania (jak wszedzie). Owa klasa istnieje po obu stronach i zachowuje sie identycznie. Tzw. model chuligansko-pijacko-roszczeniowy - 'mnie sie wszystko od panstwa nalezy'. Klasa srednia (ktorej jest oczywioscie wiekszosc) poza wyjatkami nie ma i nie chce miec z probelemami nic wspolnego. Tak wiec rysowalnbym raczej podzial w tym kraju (i w samym Belfascie) wedlug klas a nie religii. Nie wiem czy zauwazylas ale jezeli trafisz od razu z Shankill na Falls to wszystko wyglada identycznie - te same tanio odpicowane babki, wyrostki pijace tanie wino lub piwo na ulicy, 100% palaczy, wielodzietne rodziny, kicz, syf i gdzienigdzie smrod. Czym sie owe dwie dzielnice roznia? Nazwiskami na sklepach. Np. McGuinness i Maginnis. 1) W zasadzie trafnie ujelas cala sytuacje. Niezorientowanego moglabys wprowadzic tym felietonem jednak w blad. Otoz przytoczone Shankill (glownie protestanci) i Falls Rd (glownie katolicy) to tylko dwa zaglebia z ktorymi jest tzw 'problem'. Reszta miasta w gruncie rzeczy jest albo lekko-protestancka, lekko-katolicka, lub neutralna-mieszana. Do czego zmierzam. Otoz mieszkajac np. w poludniowym Belfascie (Newtownbreda lub ForrestSide), mozesz przezyc cale zycie nigdy nie natrafiajac na murale, chuliganstwo, the Troubles, tzw 'wielodzietne' rodziny (matka z butelka piwa, trzema papierosami w ustach, wozkiem i 5-tka dzieci). Nie zopbaczysz zadnych rowniez tam zadnych parad a o problemie republikansko-unijnym, czy jak kto woli, katolicko-protestanckim dowiesz sie jedynmei z lokalnego radia i lokalnej tv. Chodzi mi o to ze nie caly Belfast jest taki jak to przedstawia ten artykul. tzw 'dark ages' sie juz w zasadzie skonczyly. Nie ma spolecznego poparcia i przyzwolenia na paramilitarzyzm taki jaki mial miesjce w latach 70-tych, 80-tych i poczatek 90-tych. Oczywiscie ciagle zdarzaja sie 'wypadki', sa one jednak bardziej wybrykami chulignaskimi po 'sekciarska' przyklrywka niz zorganizowanymi atakami paramilitarnymi. Ostrzezenia o zamachcach bombowych? Zgadza sie? Ciagle! Ale ile bomb wybuchlo w ciagu postatnich np. 5 lat? Zadna. 2)Skad przyzwolenie na murale? Jest to w gestii autonomii danej 'community', chca miec rysuknki na scianie to maja... Gdyby parwnei tego zakazac, malowaliby w nocy. Kazdy zamazany przez policje bylby odmalowany spowrotem nastepnego dnia. Pozdrawiam. 2009/10/08 18:34:54
@motyla nogo: serdecznie dziekuje za uzupelnienie. Nie wiedzialam o tym. Odcinki "The Benny Hill Show" pamietam. Ogladalismy kiedys wspolnie z cala rodzina :) O ile dobrze pamietam, Wright specjalnie sie w serialu nie odzywa. Zreszta nawet, gdyby cos mowil w swoim loklanym akcencie, to i tak pewnie nie mialam wtedy mozliwosci posluchac, bo serial ogladalam wtedy z polskim dubbingiem.
Apropos akcentu z Polnocnej Irlandi, on jest naprawde bardzo odmienny i przyznam szczerze, dla mnie chwilami bardzo trudny do zrozumienia. Choc angielski znam swietnie w jego poludniowej odmianie, z polnocno-irlanckim mam duzy problem. Mysle, ze to jednak kwestia osluchania. Dziekuje za komentarz i pozdrawiam! 2009/10/08 19:01:26
@tt: przeczytalam Twoje spostrzezenia z duzym zainteresowaniem. Oczywiscie podzialy mozna rysowac na wiele sposobow. Twoj spoleczny jest z pewnoscia rownouprawiony. Zreszta tak, jak mowisz, przechodzac z Shankill na Falls niewiele sie zmienia, jezeli chodzi o majetnosc czy sposob zycia mieszkancow. I z jednej i z drugiej strony muru znajdziemy rodziny zyjace z socialu, wielorodzinne, te same male szeregowe domki, podobnego rodzaju kibicow.
To, co jednak mnie przede wszystkim uderzylo i sklonilo do napisania tej relacji, to niesamowite przywiazanie kazdej z grup do miejsca, odmienna polityczna i wyznaniowa identyfikacja. W tym sensie roznice sa spore i manifestuja sie wlasnie w samym charakterze malowanych po kazdej ze stron muru muralach. O tym, ze podzialy istnieja, swiadczy chociazny sam mur, potrzeba podkreslania swojej tozsamosci przez organizowanie tych niesamowicie rozkrzyczanych, niemalze prowokacyjnych parad, potrzeba malowania i odnawiania murali. Dodatkowo, a jest to silny argument, pytanie o przyznaleznosc wyznaniowa, wciaz jest niewygodne, powoduje napiecia. Wciaz mieszkancy jednej strony widza potrzebe organizowania silnych przemarszow oranzystow, a druga strona czuje nieodparta potrzebe przeszkodzenia w ich realizacji. Piszesz, ze to glownie ludzie z biednych dzielnic wszczynaja niepokoje. Czy to oslabia ich znaczenie? W moim przekonaniu nie. Zreszta jak sie spojrzy na historie, to wlasnie w spolecznych nizinach rodzily sie rewolucje. Oczywiscie cale miasto nie jest podzielone. Centrum Belfastu wyglada i zachowuje sie neutralnie. Nie mniej jednak przechadzajac sie po dzielnicach poza centrum, mialam wrazenie, ze mowienie tam o wydarzeniach z XX wieku jako zamierzchlej historii jest nie na miejscu. Nie masz tez takiego wrazenia? Ciesze, ze moglismy porozmawiac. Pozdrawiam serdecznie. 2009/10/08 23:01:31
tt: Bardzo trafne uwagi. Niestety. Bo podział ideologiczny, jak zresztą historia pokazuje, był do przejścia. Podział klasowy jest o wiele trudniejszy do przeskoczenia. Mentalność tych ludzi jest o wiele trudniejsza do przeskoczenia. Zresztą, nie ma co generalizować, nie jest przecież tak, ze wszyscy jak jeden mąż przedstawiciele working class są znudzonymi, domagającymi się Bóg wie czego wichrzycielami i awanturnikami. Ale wystarcza ich garstka, żeby powodować powazne problemy (patrz seria wydarzeń ubiegłej wiosny), i to jest niepokojące.
Gość: tt, 213.185.212.12*
2009/10/09 11:40:04
@j_u
@maga-mara Widze ze sie dogadujemy w tej kwestii. Wszyscy rowniez mamy do pewnego stopnia racje. 1) Trafnie zauwazylas, ze fakt, iz owe sekciarskie zachowania sa domena biednej klasy w niczym nie umniejsza samemu zjawisku. Absolutnie sie zgadzam (...ale tylko do pewnego stopnia - ;O). Mnie chodzi tutaj jednak o pewna gloryfikacje tego problemu - wrecz usprawiedliwianie go (co ma miejsce szczegolnie za granica NI) przez obcokrajowcow, poprzez dorysowywanie do niego kartolicko-prostestanckiej ideologii, tradycji, 'slynnej' historii tego regionu i pewnego 'slepego' romantyzmu. Oto nam, kontynentalnym europejczykom, ukazuje sie bardzio interesujacy problem we wspolczesnej Europie, o podlozu religijno - historycznym. I owszem - tak poniekad to wyglada. Jezeli sie jednak przyjzymy kto tutaj jest w to zamieszamy to zauwazymy ze: - Wiekszosc z tych ludzi nawet nie wie o co 'walczy' i ma powazne problemy z historyczna identyfikacja tego zlozonego zjawiska (to sie tyczy obu stron - i katolikow i protestantow); Wspomnialas o silnej identyfikacji tych ludzi z tradycja - zdziwilabys sie jednak jak mizerna wiedze wiekszosc z nich posiada na ten temat. - Dochodzi to powaznych wypaczen i wulgaryzacji zjawiska, gdzie to np: IRA i UVF(przeciwne bieguny w paramilitarnej historii NI) dochodza do ciechego 'porozumienia' w sprawie pewnych rejonow Belfastu w ktorych to obie organizacje rozprowadzaja narkotyki (to bylo dokladnie opisane chyba w 'The Shankilll Butchers' - ale moge sie mylic, moze gdzies indziej). Tzn., - walczymy na pokaz ale dogadujemy sie w kwestii narkotykow... Absurd! - Jezeli spojrzysz na marsze to od razu zauwazysz kto w nich bierze udzial: 90% nieudacznikow, chuliganow, pijakow, bezrobotnych itd itd (wiem znowu sprowadzam to do kwestii klasy, ale jezeli sie nad tym zastanowimy to sie okaze ze reprezentatywnosc spoleczna jest tutaj powaznie zachwiana, oczywoscie ida w marszach rowniez rodziny i ludzie 'normalni', lecz jest ich maly procent). Konkludujac. To co nam europejczykom wydaje sie kolorowym, egzotycznym, czesto romantycznym i podnioslym problemem Irlandii Polnocnej (przynajmniej ja mialem o tym takie wyobrazenie przed tym jak sie tutaj osiedlilem), przy blizszym 'dochodzeniu' okazuje sie walka zwyklych chuliganow z nizin spolecznych, ktorzy 'walcza' dla samej walki i uzywaja sekciarskiej etykiety do przykrywki dla szeregu innych chuliganskich wybrykow. Teoretycznie - gdyby wyeliminowac te klase (znakomita mniejszosc) ze spoleczesnstwa - problem by natychmiast zniknal. Srednia klasa (wiekszosc) nie utozsamia sie z tym problemem wogole, badz w bardzo malym stopniu. Musze powiedziec ze im bardzej grzebalem w tym temacie tym, wiekszy spotykal mnie zawod. Nie ujmujac twojemu felietonowi (szczereze mnie sie podobal) - utrwalasz nim jednak pewein stereotyp Belfastu (taki ktory znamy z tv - jak to zaznaczylas gdzies powyzej). Oto kolejny artykul w internecie zwiazany z Belfastem... o czym traktuje? O murze i muralach; ...wszystko jasne. Przepraszam ze znowu zajalem tak duzo miejsca, ale nie mialem czasu by skladniej to wszystko zlozyc. Pozdrawiam.
Gość: tt, 213.185.212.12*
2009/10/09 11:58:33
@mag-mara
Jeszcze tylko krotkie spostrzezenie... Zauwazylas: "Piszesz, ze to glownie ludzie z biednych dzielnic wszczynaja niepokoje. Czy to oslabia ich znaczenie? W moim przekonaniu nie. Zreszta jak sie spojrzy na historie, to wlasnie w spolecznych nizinach rodzily sie rewolucje". Owszem, natomiast gdy przyjzysz sie struktorze tamtejszego spoleczenstwa to zauwazysz ze ta klasa (np: plebs, biedota, pozniej biedni robotnicy) stanowila 70% spoleczenstwa, przy malym procencie arystokracji, przez ktora najczesciej byla uciskana. Stad rewolucja, stad zwyciestwo, a zatem obecny model spoleczny w ktorym funkcjonujemy. Klasa o ktorej ja wspominam to raczej tzw 'margines spoleczny', stanowiacy znakomita mniejszosc w spoleczenstwie. Ta swoista 'rewolucja' nie wyjdzie tutaj od klasy sredniej (ktora to w wiekszosci - jak wspomnailem - tym problemem wogole nie jest zainteresowana), zatem nie ma zadnych szans na powodzenie. Jest dokladnie odwrotnie - problem zaczal ustepowac w doscy szybkim tempie. Tak wiec twoje odniesienie w tej kwestii nie jest moim zdaniem do konca trafne. Pozdrawiam. 2009/10/09 14:12:25
@tt: Zwrociles uwage na kilka istotnych rzeczy, o ktorych co prawda w notce nie pisalam, ale ktore na pewno warte sa wspomnienia. Pierwsza rzecz to wewnetrzne uklady organizacji paramilitarnych, o ktorych wspominasz. Jak najbardziej sie zgadzam z tym, ze sa szokujace. To nawet nie tyle absurdalne, co juz wygladajace na mafijne uklady.
Inna rzecz, to oczywiscie kwestia postrzegania regionu. Tak, jak napisalam na poczatku tekstu, nikt wlasciwie nie pamieta juz o tych "neutralnych" znakach historii miasta zwiazanych z literatura czy przemyslem morskim, bo konflikt i zla reputacja przyslonily wszystko. Dla Anglikow to miejsce jest skazone przemoca, gdzie wybryk byle glupka powoduje zamkniecia ulic, alarmy bobmowe itp. Nie dziwie sie, ze takie maja wrazenie. Trudno sie temu dziwic, jezeli Belfast w mediach pojawia sie zwykle w kontekscie kolejnego problemu. Nie wiem, czy rzeczywiscie sytuacja Irlandii Polnocnej jest gloryfikowana. Nie mialam takiego wrazenia. Oczywiscie wspolczesnie duzo mowi sie o konfliktach wyznaniowych, zwlaszacza w kontekscie chrzescijanie-muzulmanie, Europa-Wschod etc. Jednak wydaje mi sie, ze konflikt Irlandii Polnocnej najczesciej przedstawiany jest poza tymi ramami jako problem polityczny, do ktorego dopieto sprawe przynaleznosci wyznaniowej. Mysle, ze zdjecia z Shankill zniecheca kogokolwiek do gloryfikacji. Tam podczas parady jest troche jak na wiejskim weselu. Wszyscy odstawieni, podekscytowani, a jak ktos sobie za duzo popije, to wiadomo, czym to moze sie skonczyc. Dlatego mysle, ze ten krotki tekscik mowi o miescie cos innego niz o opisywanych juz tysiac razy podzialach (dodam jeszcze, ze moge zrozumiec Twoje zmeczenie przedstawianiem Belfastu w tym kontekscie), bo nie jest o liczbie ofiar czy broni, ale pokazuje atmosfere tamtej ulicy, troche ich mieszkancow, o ktorych zreszta juz sporo powiedziales. Zjezdzilam sporo Wielkiej Brytanii, widzialam male pipidowy z angielskimi czy szkockimi flagami, rozne objawy pariotyzmu, przywiazania do danego regionu (bez wzgledu na to, na ile jest on gleboki a na ile na pokaz), ale takiego Shankill wczesniej nie spotkalam. Dlatego postanowilam je pokazac. Dziekuje Ci serdecznie, za podzielenie sie swoimi spostrzezeniami. Dodaja wiele do tej notki i z pewnoscia zainteresuja czytelnikow tego bloga. Wcale mi nie przeszkadza, ze sie rozpislaes. Wrecz przeciwnie :) Pozdrawiam! 2009/11/04 11:43:25
Jaki ciekawy wpis i jeszcze ciekawsza dyskusja :) Wiele się dowiedziałam maga-Maro i ciesze się bardzo, że rozpoczęłaś ten temat :)) Ja również miałam mgliste i rozmantyczne podejście do Belfastu, a tymczasem problem jest złożony i w wielu zjawiskach, paskudnie przyziemny... Szkoda :( Mimo to, dobrze wiedziec o tych wszystkich szczegółach i popatrzyć na Belfast Twoimi oczami :) Pewnie sama czułabym się nieswojo, podobnie jak Ty i cieszyłabym się mimo wszystko przyjaznym nastawieniem "tubylców" ;)
Gość: PeterD69, ip-79-175-203-55.cable.smsnet.pl
2009/12/07 21:53:52
Artykul bardzo fajny,cala dyskusja tez-caly temat znam bardzo dobrze-o tym konflikcie mowi sie w zasadzie tylko o NI ale zapomina sie o Szkocji,GLASGOW ten sam problem co w Belfascie,taki sam podzial,te same marsze oranzystow(kazda dzielnica ma ich klub),duzo bojek z uzyciem nozy,do konca lat 70 katolicy nie byli przyjmowani do pracy przez protestantow,podzial widoczny do dzis-bez bomb i realnej IRA ale jest i co najwazniejsze uczestnikami tego sa ludzie ze wszystkich klas spolecznych,mam bardzo liberalne poglady mieszkam w Szczecinie i to co zobaczylem w Glasgow bylo dla mnie duzym "szokiem"-mieszkalem tam dwa lata w centrum miasta.
2009/12/08 13:41:45
@Peter: Dziekuje za komentarz ciekawe uzupelnienie. Przyznam szczerze, ze nie wiedzialam, ze obecnie w Szkocji problem istnieje na podobna skale. W Glasgow bylam wlasciwie tylko przez chwile przejazdem. Szkocje znam pobieznie tylko od strony krainy jezior i gor. Musze poznac ja lepiej, zwlaszcza miasta.
Mam wrazenie, ze media konflikty w Szkocji raczej sprowadzaja do bojek huliganow na noze niz dawnych, wciaz otwartych ran podzialu polityczno-religijnego. Jak byles w Glasgow traktowany? Czy jako Polaka automatycznie przypisano Cie do obozu katolikow? Pozdrawiam
Gość: PeterD69, ip-79-175-203-55.cable.smsnet.pl
2009/12/08 21:39:10
Czesc-jestem nie wierzacy-tam kazdy polak jest katolikiem-cierpliwie tlumaczylem jak jest ze mna ... i dalem sobie spokoj-to jest nie normalne,Glasgow bardzo specyficzne-narkotyki,pub-y,pilka nozna,deszcz deszcz deszcz,duzo koncertow muzycznych.deszcz itd,protestanci - wypier... do siebie Peter a katolicy(98% z irlandi) Peter jestes naszym bratem,pod koniec mojego pobytu tylko sie smialem.Dla niektorych nasz kraj lezy gdzies kolo RUMUNI.
2009/12/11 00:03:08
@Peter: moge zapytac, czy dlatego wyjechales z Glasgow? Glupio i podejrzewam, ze do pewnego stopnia niebezpiecznie jest byc tak szufladkowanym, a tlumaczenie sie przy kazdej mozliwej okazji, ze do zadnego z obozow sie nie nalezy i nalezec sie nie chce musialo byc... uciazliwe.
Gość: , z-atman.vast.net.pl
2010/03/10 21:23:58
no niestety się nie zgadzam. Byłem rok w Belfaście, pracowałem z 60% protestantów i 40% katolików. Rozmawialiśmy na przeróżne tematy między innymi pytałem jakiego są wyznania. Mało tego opowiadali mi o latach 70 i 80, pokazywali swoje blizny i rany postrzałowe. Po prostu te ciężkie 25 lat sporo nauczyła jakieś 90% społeczeństwa Północnej Irlandii (katolików i protestantów). Jak zapytasz Brytyjczyka w Płn. Irlandii czy jest katolikiem czy protestantem spokojnie nie rzuci się na ciebie z nożem. Pozdrawiam!
2010/03/12 20:07:53
@Gość: Tylko pozazdrościć doświadczeń! Są zupełnie przeciwne do tego, w jakiej atmosferze pracują czy pracowali moi przyjaciele. U nich w pracy niewinne z pozoru pytanie od osoby, która jest "niestąd" potrafiło się bardzo źle. Mogę zapytać, w jakieś braży pracowałeś? Pozdrowienia
|
Kategorie:
© copyright
Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie bądź wykorzystywanie treści bloga bez zgody autorki jest zabronione. |
Masz rację, ale to dotyczy tylko znajomości nowych albo na oficjalnej stopie. Jak się z kimś lepiej zaprzyjaźnisz, nie ma tego problemu. Co ciekawe, właśnie ze względu na konflikt Irlandia Północna jest jedynym miejscem w UK (i w ogóle jedynym znanym mi miejscem), w którym przy zatrudnieniu, aplikowaniu o pracę, stypendium, fundusze, miejsce na uniwersytecie, stanowisko publiczne, etc., etc., należy podac informację o wyznaniu. Ma to na celu dbanie o równą reprezentację obu wyznań.