Blog > Komentarze do wpisu

Panie Pamuk, czy Pan jest Kemalem?

Orhan Pamuk na spotkaniu z czytelnikami w Londynie styczeń 2010Z prozą Orhana Pamuka mam pewnien kłopot. Nie chcę użyć gombrowiczowskiego "mnie nie zachwyca", bo to nie oddałoby tej raczej skomplikowanej relacji. Ile razy czytam bądź zabieram się za czytanie jego książek, mam nieodparte wrażenie, że coś po pierwsze mi przeszkadza, a po drugie umyka. Przez głowę przechodzi mi natrętna myśl, że może coś między tureckim oryginałem a angielskim przekładem bezpowrotnie zginęło (wcale nie z winy tłumacza, ale z powodu swojej nieprzekładalności), co decyduje o tym, by można się zachwycić jego stylem, odnaleźć w jego języku coś urzekającego (tymczasem angielski przekład sprawia wrażenie prostej, mało ciekawej prozy, ze skłonnościami do matematycznych wyliczeń). Inna sprawa to kreacja głównych bohaterów – tak do siebie podobnych, mających obsesję na własnym punkcie, których "realistyczność" i "prawdziwość" musi zostać potwierdzona przez wplecenie osoby autora w fabułę książki (zwykle na końcu powieści). To daje nieodparte poczucie, że kreacjom literackim Pamuka czegoś brakuje, że nie potrafią istnieć samodzielnie w świecie fikcji (paradoksalne, prawda?).

Pomyślałam, że najlepiej byłoby zmierzyć się z powodem tych rozterek twarzą w twarz, więc wybrałam się w poniedziałek na spotkanie z Orhanem Pamukiem w Londynie. Spotkanie promowało jego najnowszą powieść "Museum of Innocence", którą z radością rzuciłabym w kąt po pierwszych 100 stronach (zaledwie jednej piątej książki), gdyby nie ten poniedziałkowy wieczór z  autorem.

Wieczór był bardzo przyjemny. Pamuk, który od kilku lat wykłada na Columbia University, mówił po angielsku z dużą swobodą, pozwalając sobie na liczne żarty i zgryzliwostki. Spora część spotkania poświęcona była dyskusji na temat kreacji jego bohaterów, a zwłaszcza ostatniej - kreacji Kemala z "Museum of Innocence", 30-latka z jednej z najbogatszych rodzin Stambułu, który zakochuje się w dalekiej kuzynce z biednej części rodziny. Prowadząca spotkanie, brytyjska pisarka i krytyk literacki Hermione Lee próbowała zacząć rozmowę od rozpracowania obsesyjnej miłości Kemala. Pamuk słyszący słowo obsesja po raz kolejny ze ust krytyków, na to jednak nie pozwolił, odpowiadając z pasją, że się nie zgadza na takie traktowanie bohatera, któgo miłość wydaje mu się jak najbardziej normalna. Jego obrona Kemala była jednak w dużej mierze osłanianiem (a nawet odsłanianiem) własnego siebie, co było dla mnie bardzo ciekawe, zważywszy na moje kłopoty z jego prozą, o których wcześniej wspomniałam.

Przypominam moich bohaterów - powiedział Pamuk - Też pochodzę z bogatej rodziny (jednak nie tak majętnej jak Kemal), też wychowałem się w stambulskim Nisantasi. Uczestniczyłem w licznych przyjęciach zaręczynowych i weselach organizanych w Hotelu Hilton. Kultura i społeczne pochodzenie Kemala są mniej więcej takie same jak moje. Piszę z męskiej perspektywy w pierwszej osobie, bo jestem mężczyzną. Bardzo chciałbym napisać książkę z perspektywy kobiety, też w pierwszej osobie, ale nie wiem, czy to możliwe. Znam swoje ograniczenia.

Jeżeli wierzyć Pamukowi, to często pytany jest przez "miło uśmiechające się kobiety" zajmujące się literaturą, czy historia Kemala to pamukowa autobiografia, czego, (co zrozumiałe), autor nie może znieść. Na uniwersytecie wygłosiłem nawet wykład zatytułowany "Panie Pamuk, czy jest Pan Kemalem?". Proszę nie wierzcie mi, ale jednocześnie mi ufajcie - mówił przekornie.

Rozumiem jego frustrację. Jednocześnie mam wrażenie, że Pamuk sam wpadł we własne sidła, próbując tworzyć postaci do siebie podobne i jednocześnie się od nich dystansować. Dla Pamuka pisanie powieści polega na "przekonaniu czytelnika, że to, co zostało opisane, było rzeczywiście doświadczeniem autora". Tym samym w jego prozie bohater i autor powieści znajdują się niebezpiecznie blisko, prowadząc często do pokracznych rozwiązań. W "Śniegu" (o którym pisałam tutaj), narrację prowadzi poeta Ka przybywający do miasta Kars, które jest politycznym igrzyskiem. Narrację prowadzi tylko do czasu, bo istnienie i prawdziwość postaci Ka musi ostatecznie zostać potwierdzona przez pojawienie się Orhana Pamuka, spisującego losy Ka.  Dochodzi do sytuacji dość paradoksalnej, gdzie mamy zarówno dwie niemalże identyczne postacie (Ka jest alter ego Orhana) zlewające się niejako w jedną i nagle stworzony przez autora wyziewający dystans "ja jestem twórcą tej powieści, a Ka to mój bohater." Wolałabym, żeby pisarz zdecydował się na jedną formułę niż niezręczne łączenie tych dwóch.

W "Museum of Innocence" (o którym napiszę wkrótce) jest podobnie: historię swojej miłości opowiada w 1-osobowej narracji Kemal, po czym w zakończeniu powieści pojawia się Orhan Pamuk z mało eleganckim początkiem akapitu "Cześć, tu Orhan Pamuk" (str. 517), w którym wyjawia, że historię rzeczywiście napisał on sam (Pamuk, nie Kemal) po licznych rozmowach z Kemalem. Postać autora ma tutaj uwiarygodnić historię (tym samym mam wrażenie, że Pamuk niekoniecznie wierzy w siłę fikcji) i przekazać to, co można zobaczyć tylko z dystansu z poziomu innej postaci, bo 1-osobowa narracja Kemala ma jednak swoje ograniczenia.

I tak okazało się, że pamukowe przekonanie, że autor musi sprawić iluzję tego, że opisywany przez niego świat jest światem jego własnych przeżyć (dlatego Pamuk nie lubi science fiction), jest właśnie źródłem moim problemów z jego prozą. Ja nie mam takich oczekiwań jako czytelnik. I to, co Pamuk nazwał radością czytania polegającą na zgadywaniu, co jest rzeczywistością w powieści a co fikcją, jest mi zupełnie obce. Ja wolę zawierzyć światom, które stworzone zostały bez takiej presji, które są przekonywujące, poruszające właśnie dlatego, że zostały wymyślone czy przetworzone. Na tym właśnie polega dla mnie piękno literackiej fikcji i siła jej tworzenia.

Spotkanie z Pamukiem było dla mnie pewnego rodzaju objawieniem. Pisarz, jak pewnie wielu z Was się domyśla, lubi opowiadać o sobie i opowiada dużo, dlatego przejął w pewnym momencie kontrolę nad spotkaniem, wymykając się sprytnie pytaniom Hermione Lee i opowiadając o tym, co jemu wydało się ważniejsze. Pamuk ma też duże poczucie humoru. Kiedy rozmowa przeniosła się na tematy dotyczące przekładów jego książek, Pamuk wyjaśnił, że z angielskim tłumaczem współpracuje bardzo blisko, zawsze dokładnie sprawdzając tłumaczenie. Mówił, że szalenie trudno jest sprawić, by jego bohaterowie mówili po angielsku i nie brzmieli fałszywie. Po czym z teatralnym gestem, zgrywając się dodał, że to przyprawia go o depresję.

Kiedy po dwóch godzinach rozmowy i kilku pytaniach od publiczności, Hermione Lee zaczęła żegnać się się z widownią, Pamukowi trudno było opuścić scenę, na której tak świetnie się czuje. Odchodził powoli wśród oklasków, co chwila kłaniając się. A my wodziliśmy za nim wzrokiem, myśląc, że może jednak wróci i odpowie na całą masę pytań, które chcieliśmy zadać, ale nie mieliśmy okazji. Choć Pamuk nie jest pisarzem, bez którego fikcji nie wyobrażałabym sobie moich literackich wycieczek, to naprawdę miło było spędzić z nim ten niepowtarzalny wieczór.

Orhan Pamuk rozmawia z Hermione Lee podczas spotkania z czytelnikami w Londynie, 11 stycznia 2010

Orhan Pamuk opowiada o swojej najnowszej książce "Museum of Innocence". Spotkanie z czytelnikami, Londyn 2010.

 


***
Spotkanie z Orhanem Pamukiem odbyło się w poniedziałek 11 stycznia 2010 roku w Londynie w South Bank Centre. Wieczór prowadziła Hermione Lee.

Recenzję autobiografii Pamuka można przeczytać tutaj.

piątek, 15 stycznia 2010, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/01/15 15:47:29
Bardzo ciekawa relacja, widac wyraznie, ze Pamuk i na zywo ma wiele do powiedzenia. Nie orientowalam sie, na ile dobrze zna angielski, ale to swietnie, ze moze rozmawiac bez tlumacza (tlumaczenie wypowiedzi strasznie irytuje podczas spotkania i przedluza wszystko dwukrotnie). Dobrze, ze mowil o tym, co uwaza za istotne, a niekoniecznie odpowiadal na pytania (ktore moze nie byly tak wazne). Inna sprawa, ze on potrafi rozwlekle pisac, wiec pewnie tez mowic...
Interesuje mnie kwestia podawania sie za bohatera i jednoczesnego odcinania sie od niego... Mysle sobie, ze moze Amos Oz znalazlby z Pamukiem wspolny jezyk, przynajmniej jesli o to chodzi :)
Maga-maro, czy do wydania powiesci dolaczony jest bilet do Muzeum Niewinnosci, ktore Pamuk tworzy/stworzyl w Stambule?
Czytalas cos Hermione Lee?
-
2010/01/15 16:34:59
@Chihiro: Obawiam sie, ze rozwleklosc to jeden z problemow najnowszej ksiazki Pamuka (w autobiografii "Istambul. Memories of a city" az tak bardzo mi nie przeszkadzala, bo rozumiem potrzebe opowiedzenia wszystkiego, co wazne i bliskie w najwiekszym detalu, zeby ocalic to, co juz i tak ginie od totalnego unicestwienia. Natomiast w "Museum..." to kompletnie rujnuje ksiazke, ktora bylaby znacznie lepsza gdyby byla o polowe krotsza. Liczne powtorki, balane opisy, brak samodyscypliny robia z niej naprawde nieudana powiesc). Tym samym obcowanie z Pamukiem na zywo jst znacznie przyjemniejsze niz czytanie "Museum...".

Ksiazka rzeczywiscie wyposazona jest w jednorazowy bilet wstepu do Muzeum Niewinnosci, nad ktorego powstaniem pracuje Pamuk i rzesza ludzi w Stambule. Muzeum ma zostac otwarte pod koniec tego roku. Pamuk przygotowuje wlasna wersje zachodniej koncepcji tego, czym jest muzeum. Na spotkaniu nie chcial zdradzac szczegolow (choc sporo o nich napisal w ksiazce). Tym pomyslem Pamuk po raz kolejny stara sie "uwiarygodnic" swoja proze - historia Kemala jest prawdziwa, bo bedzie miala zwienczenie w prawdziwym muzeum etc., co szczerze mowiac wydaje mi sie malo ciekawym pomyslem.

Mysle jednak, ze muzeum powstaje tez z innego powodu. Czytajac ostatnie ksiazki Pamuka, zwlaszcza "Stambul..." i "Museum...", mam nieodparte wrazenie, ze jemu strasznie zalezy, by uchwycic i zatrzymac w czasie to, co w miescie ginie i co jest mu drogie. Temu, podejrzewam tak naprawde bedzie sluzyc tworzone przez niego muzeum.

A jakie sa Twoje odczucia z lektury ksiazek Pamuka?
-
2010/01/15 19:20:25
Wtrącę się może nie do końca na temat. Co do kwestii podawania się za bohatera i jednoczesnego odcinania się od niego dla mnie mistrzem w tej materii jest J. M. Coetzee. Co rusz w jego powieściach pojawiają się postaci, które mogły by być jego alter ego (już od debiutanckiego Ciemnego kraju poprzez Elizabeth Costello i Zapiski ze złego roku), a już kulminacją jest jego "fabularyzowana" trylogia autobiograficzna. Coetzee prowadzi z czytelnikiem bardzo wyrafinowaną grę - gdy już nam się wydaje, że udało nam się "przyłapać" autora na gorącym uczynku, robi jakąś niespodziewaną woltę, która nieźle miesza nam w głowie. W tej strategii widać jak próbuje zgłębić możliwość napisania rzetelnej (auto)biografii. Ten temat poruszał też zresztą w swoich esejach. Ale to kwestia bardzo złożona, której sam jeszcze nie zgłębiłem - tu tylko sygnalizuję, tak na marginesie.
-
2010/01/15 19:53:10
Dziękuję za relację ze spotkania. Gdybym miała możliwość, sama bym się na takowe wybrała. Ja znam tylko "Stambuł" Pamuka, inne książki wciąż w planach. Słyszę sprzeczne opinie na temat jego twórczości, ale "Stambuł" tak mnie zachwycił, że muszę się sama przekonać, czy powieści będą tak samo fascynujące jak autobiografia.
-
2010/01/15 23:22:45
A mnie zastanawia ta różnica dotycząca obcowania z książką i żywym człowiekiem. Dlaczego często ze spotkania ze znanym pisarzem człowiek wychodzi zachwycony, ale próba czytania jego powieści kończy się niepohamowanym wybuchem wściekłości i rzuceniem książką w kąt? Ja tak miałam z "Nazywam się czerwień", po prostu nie dałam rady, nie mogłam dalej brnąć w to ... Ups, nie dokończę, bo nie chcę nikogo urazić. Bardzo często osoba ciekawa, pełna pasji, z wielką erudycją i umiejętnością opowiadania pisze książki niezjadliwe i na odwrót. Dziwne te zależności.
-
2010/01/16 11:16:19
ja mogę się podpisać pod słowami Matyldy_ab...
-
2010/01/16 16:06:50
Moje "spotkanie" z Pamukiem to jedynie lektura "Stambułu". Bardzo mieszane uczucia we mnie wywołała ta lektura, z jednej strony wszechobecna melancholijność i, jak to piszesz, próba zatrzymania świata, który znika bardzo mi przypadły do gustu, z drugiej strony, też miałam irytujące wrażenie, że zabrakło mu samodyscypliny. Wcale mnie nie dziwi, że zdominował prowadzącą spotkania, zawsze właśnie tak sobie go wyobrażałam.

Co do różnicy między autorem i jego postacią, jak to ujęła Tokarczuk, pisanie to "psychoza kontrolowana" więc często trudno oddzielić pisarza od jego alter ego, mimo wszystko, na pewno każdy z pisarzy tę granicę wyraźnie odczuwa.
-
2010/01/16 20:34:32
I takich spotkan z pisarzami z najwazszej polki nigdy nie bedzie w Bangkoku.

Z kim oni moga prowadzic tu dialog ??

P.S.
Pamuk jest pieszczuchem mediow zachodnich bo pochodzi z islamskiego kraju, ktory stal sie ciasny, oj bardzo ciasny dla niego i jego ego.
-
2010/01/17 12:59:09
Mnie tez zastanawia ta kwestia, którą poruszyła Matylda_ab.
Och, jak chciałabym mieć możliwość pójścia kiedyś na takie spotkanie literackie, bo to na pewno niezapomniane przeżycie, no i można co nieco dowiedzieć się o osobie, która kryje się za tymi wszystkimi myślami z kart książki. Osobiście uważam, że czasem dużo z charakteru powieści jest tracone w przekładzie, tego nie da się uniknąć zwłaszcza jeśli dwa języki są odległe kulturowo i za pomocą innych technik opisują otaczający świat. Czasem sama szukam słów w ojczystym języku, które mogły by oddać pewne zwroty z innych języków, ale ich po prostu nie ma. Nie ważne jakie wybiorę, nie jestem w stanie uchwycić dokładnie tego, co mogę powiedzieć tak prosto w języku obcym. Po prostu rację mają ludzie mówiąc, że z kolejnym poznanym językiem obcym zyskuje się jakby nowe życie, nowy sposób postrzegania otaczającego świata. A przekład zawsze pozostanie przekładem, książką jakby na nowo napisaną przez tłumacza.
-
2010/01/17 21:32:28
@Snoopy: Bardzo ciekawa uwaga i bardzo na miejscu. Trudno mi porownywac, bo nie znam na tyle tworczosci Coetzee (w najblizszych tygodniach planuje ja jednak porzadnie zglebic). Piszesz, ze Coetzee gra z czytelnikiem w wyrafinowany sposob. Tego niestety nie moge powiedziec o Pamuku. Moim zdaniem jego nagle "objawienia" czy pojawiania sie osoby autora w roli bohatera nie sa ani wyszukane, ani poruszajace, ani specjalnie ciekawe.

@Lilithin: Jezeli moglabym Ci cos zasugerowac, to nie zaczynaj lektury od "Museum of Innocence".
@Matyldo: Mozesz bez zadnych oporow wyrazic swoja opinie o "Nazywam sie Czerwien" - masz do tego pelne prawo jak kazdy czytelnik! :) I to wcale nie bedzie urazalo innych.

Co do postawionego przez Ciebie pytania: moim zdaniem ta roznica jest jak najbardziej naturalna. Szalenie ciekawa osoba niekoniecznie bedzie swietnym pisarzem. Ten, kto opowiada i blyszczy w towarzystwie czy na scenie przed publicznoscia nie ma zagwarantowanej zdolnosci do tworzenia pieknej prozy. Wrecz przeciwnie. Czesto niesmiali, wycofani ludzie o duzej wrazliwosci i spolecznej dysfunkcjonalnosci maja wieksza zdolnosc do i potrzebe pisania. Mam wiecej doswiadczen ze spotykaniem takich tworcow niz wlasnie tych, ktorzy jak Pamuk znakomicie czuja sie przed publika.

@Chiaro, jako ze pytalas o ta sama kwestie, co Matylda, to powyzsza odpowiedz, kieruje tez do Ciebie.
-
2010/01/17 21:55:53
@Czaro: Na pewno, tym bardziej ze fikcyjna kreacja jest zawsze kreacja stworzona przez kogos, wiec trudno w niej nie pozostawic czastki siebie. Pamukowi jednak zacieranie tych granic niezbyt elegancko wychodzi, co wlasnie wiaze sie z jego postulatem udowadniania, ze opisywane przez niego uczucia sa prawdziwe.

@Tribudragon: tak, zachodnie media zachwycaja sie pamukowymi rozwazaniami o zderzeniu wschodu i zachodu. Jezeli przeczytac jakiekolwiek recenzje "Museum of Innocence" w Wielkiej Brytanii, to pytanie o identyfikacje, znaczenie kultury Zachodu w Trucji etc. przewija sie w kazdej. Wlasciwie w najnowszej powiesci Pamuk nie mowi nam nic nowego, ale zaden z krytykow nie odwazyl sie powiedziec, ze noblista sie juz mocno powtarza. Wprawiaja mnie w oslupienie te niesamowicie pozytywne recenzje. Czyzby juz nikt nie potrafil skrytykowac zlej prozy, tylko dlatego, ze napisana zostala przez wielka gwiazde swiatowej literatury?

Co do Bangkoku: naprawde nie ma tam podobnych spotkan? chociazby z gwiazdami z regionu?

@Ekolozko: Masz racje, tlumaczenie i ocala, i niszczy. Kwestie nieprzekladalnosci nigdy nie beda rozwiazane. Na tym polega caly urok roznic kulturowych i jezykowych.

Przy okazji tego wpisu zaczelam szperac troche w opracowaniach prozy Pamuka i znalazlam troche slow interesujacego komentarza. Otoz, podobno proza Pamuka w oryginale ma o wiele bardziej skomplikowane i dluzsze zdania. Tlumacze angielscy tna ja na miejsze kawalki, czesto nadajac jej wlasnie prostsza skladnie. Moze w tym wlasnie tkwi to, ze nie potrafie docenic jego stylu.

-
2010/01/18 11:11:52
Wiesz, ja mam podobne odczucia odnośnie Murakamiego. Czytając jego książki po angielsku mam wrażenie, że jego styl jest jakby uproszczony, zupełnie inaczej czyta mi się jego prozę po polsku. Może to też kwestia samego języka, bo jeśli chodzi o długość zdań, to Polacy jak i Japończycy często stosują bardzo długie. Natomiast w prozie angielskiej nie zauważam takich tendencji, więc stąd może przekład wydaje się uproszczony. Z drugiej strony nie jestem rodzimą użytkowniczką angielskiego, więc może przyzwyczajona do polszczyzny w ten sposób odbieram pewne kwestie.
Może spróbuj poczytać coś Pamuka po polsku?
-
2010/01/18 11:43:06
Maga-maro, czytalam tylko "Istanbul: Memories of a City", ktore bardzo mi sie podobalo, ale musialam czytac to dlugo, dawkowac sobie, bo czasem tracilam watek i przestawalam sie koncentrowac - nie wiem, czy to moja wina czy ksiazki. Na polce mam "My Name is Red", ktore bardzo poleca Gucio, bo on moze nie byl zachwycony, ale uwaza, ze to bardzo wazna i ciekawa ksiazka, jemu sie podobala.
Jesli chodzi o spotkania z pisarzami, nie bylam na bardzo wielu, ale mysle, ze nie ma reguly odnosnie tego, ze ksiazka jest kiepska, a autor wspanialy. Jesli jakas ksiazke uwazam za kiepska, nie ide na spotkanie z autorem. Ale bywalo tak, np. z Kiran Desai, ze autorka mnie zauroczyla, wydala mi sie tak wspaniala osoba, tak sympatyczna, ciepla i bardzo ludzka, ze jej ksiazki (mimo ze uwazam je za dobre) jeszcze zyskaly w moich oczach. Teraz nie potrafie podac przykladu, lecz wyobrazam sobie tez sytuacje, gdy ksiazka jest zachwycajaca, a autor jest nudnym bufonem nie majacym nic do powiedzenia na zywo, bo juz sie naprodukowal na pismie. Jestem przekonana, ze jak poszukamy, to takie postacie tez sie znajda.
-
2010/01/18 14:07:56
@Ekolozko: Dzieki, bardzo ciekawe obserwacje. Sprobuje zabrac sie za polski przeklad. Moze jednak niekoniecznie Pamuka, ale wlasnie chcialabym siegnac po Murakamiego :)

Co do angielszczyzny - niekoniecznie musi byc prosta. Banville pisze pieknie, zawile. Polskiego pisarza Pawla Huellego, ktory nie stoni od dlugich, skomplikowanych zdan pelnych anegotycznych wracen, tlumaczy sie, zachowujac charakter oryginalnej skladni. Wydaje mi sie, ze moze tlumacze czasami zbyt mocno staraja sie zrobic z przekladu tekstu angielski i w ten sposob niepotrzebnie dopasowuja go, by brzmial jak oryginalny.

@Chihiro: "Snow" tez jest warte lektury. Polecam, zwlaszcza jezeli interesuje Cie polityka tamtego regionu, choc nie do konca jestem przekonana, zeby ta ksiazke mozna bylo nazwac po prostu "powiescia polityczna".

Co do spotkan z pisarzami, oczywiscie, nie ma reguly. Wszystko jest kwestia osobowosci i wyobrazni. Jezeli jednak zdarzy sie, ze lubie ksiazke, a niekoniecznie autora, nie wydaje mi sie, zeby to bylo cos dziwnego. Jedno nie musi isc w parze z drugim.
-
2010/01/18 20:14:02
Kiedys widziałam w naszej TVP Kultura wywiad rzeke z Pamukiem, i wydał mi sie urodzonym gawedziarzem. powiem nawet, ze w rozmowie był chyba ciekawszy niz w czytaniu. Co dla pisarza chyba nie jest specjalnym komplementem ;)
-
2010/01/20 22:48:31
@Peek-a-boo: rzeczywiscie niespecjalnie jest sie czym chwalic... :)
Podobno Pamuk byl bardzo zdenerowowany przed spotkaniem. Trema opuscila go jednak szybko. On doskonale sie czuje w roli opowiadajacego historie o sobie i swietnie przyjmuje duza publicznosc. Trudno mu bylo to spotkanie zakonczyc. I wlasciwie gdyby nie dyscyplina Hermione Lee, to spotkanie trwaloby co najmniej dwa razy tyle.
-
2010/02/15 20:49:25
Maga-maro - Mnie również trudno przekonać się do pamukowej prozy. Mimo, że przeczytałam tylko "Śnieg", bardzo trudno było mi przebrnąć przez przegadane dylematy wewnętrzne bohatera. Zniechęciłam się skutecznie i raczej szkoda mi czasu na nowe próby. Napisałabym, że nadmierna introspekcja razi mnie ale zaraz przypomniałam sobie "Zbrodnię i karę" i gryzę się w język. Być może zatem jest to kwestia stylu. Albo umiejętności przełożenia problematyki lokalnej na język ogólnoludzki. Być może zależy również od wagi poruszanych problemów? I mojej nieumiejętności zainteresowania się kłopotami głównego bohatera oraz meandrami tureckiej polityki.
Kiedy czytam Twój komentarz o wrażeniu przegadania, moje zniechęcenie rośnie. Wprost proporcjonalnie do pożądania prozatorskich układów przygotowanych z chirurgiczną precyzją. A może też tylko (aż!) głęboko przemyślanych, przetrawionych, spójnych.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...