Blog > Komentarze do wpisu

Śmierć króla paradoksu w mieście sztuki

Oscar Wilde1. Okrucieństwo wyroku więzienia zaczyna się po wyjściu na wolność.*

Będąc w Paryżu, chciałam odszukać miejsce, gdzie Oscar Wilde mieszkał przez ostatnie kilkanaście miesięcy swojego życia. Zadanie okazało się znacznie prostsze niż myślałam i podwójnie zaskakujące. Przede wszystkim spodziewałam się wycieczki poza środmieście do biedniejszej dzielnicy. Wilde po wyjściu z więzienia był w kiepskiej sytuacji finansowej, a jak tylko udało mu się ją podreperować, to od razu wszystko wydawał. Przez pewien czas otrzymywał od żony miesięczną 'pensję', ale jak tylko wrócił do swojego kochanka Lorda Alfreda Douglasa, przyczynę skandalicznego procesu i powód dwuletniego wyroku więzienia, rodzina Constance płatności wycofała. Douglas, zwany przez Wilde'a pieszczotliwie Bosiem, lubił być jego utrzymankiem (zwłaszcza kiedy mamusia wstrzymała mu  'kieszonkowe').

Wilde z Bosiem wynajęli willę w Neapolu. Tam też się na dobre rozstali. Wilde z rosnącymi długami wałęsał się samotnie po mieście. Kiedyś przysiadł się do pary siedzących Anglików, którymi okazał się Graham Greene z ojcem. Wprosił się do stolika nierozpoznany, zamówił coś mocniejszego, oczarował tą dwójkę rozmową i potem odszedł bez płacenia. Wilde podobnie będzie spędzał życie w Paryżu. Podobnie? Nie, to złe słowo. W Paryżu Wilde'owi będzie jeszcze trudniej, bo przyzwyczajony do ekstrawanckiego życia i przesiadywania w kawiarniach, często znajdzie się w nich w niezręcznym potrzasku - bez pomocy znajomych i nieznajomych, bez możliwości opuszczenia lokalu, bo ma za co zapłacić rachunku.

Jeden z przyjaciół Wilde'a, który przechadzał się latem 1899 roku po Boulevard Saint-Germain, zobaczył pisarza siedzącego w café przy stoliku na zewnątrz podczas strasznej ulewy w zupełnie przemocznym płaszczu i wygiętym od deszczu słomkowym kapeluszu. Wilde nie mógł się ruszyć, bo nie miał przy sobie ani jednego sou, by uiścić rachunek.

Osamotniony, bez pieniędzy, bez możliwości powrotu na literacką scenę Wilde zwykł mawiać, że "umiera ponad swój stan".

Przed wyjazdem do Paryża, wiedziałam o ostatnim miejscu Wilde'a tylko tyle, że nazywało się Hôtel d'Alsace i mieściło się na rue des Beaux-Arts (ulicy Sztuk Pięknych. Trudno dandysowi o lepszy adres!) Spodziewałam się zapyziałego hoteliku na obrzeżach. Dopiero po zakupieniu planu miasta na miejscu, okazało się, że to śródmieście, ba, okolice Francuskiego Instytutu (jedyne 30 minut spacerem od  miejsca, gdzie się zatrzymaliśmy).

Rue des Beaux Arts gdzie umarł Wilde

Paryż, ulica Sztuk Pięknych - ulica drogich galerii

2. Nie stać mnie na to, żeby umrzeć.

Na rue des Beaux-Arts dotarliśmy drugiego dnia późnym wieczorem. Uliczka jest krótka, cicha i wytworna: to pasaż wszelkiego rodzaju galerii sztuki na dole i drogich apartamentów u góry. Hôtel d'Alsace to dzisiaj po prostu l'hôtel, czterogwiazdkowa oaza luksusu, w której historię wplotło się nie tylko życie ekstrawaganckiego króla paradoksu. Hotel był niegdyś częścią Pałacu Królowej Margot. Później przebudowany został na Pavilon d'Amor na początku XIX wieku. Pod koniec tego wieku już tylko jako dziesiątej kategorii Hôtel d'Alsace stanowił własność dobrodusznego człowieka, który zwał się Jean Dupoirier.

Gdyby nie Dupoirier, który lubił Wilde'a i zaproponował mu zakwaterowanie u siebie, zadłużony artysta pozostałby na bruku bez jakiejkowiek rzeczy z własnego, skromnego dobytku, bo nie miał czym opłacić wcześniejszej kwatery Hôtel de Nice (na tej samej ulicy) a właściciel tego miejsca tracił już cierpliwość i zamierzał zawartość pokoju Wilde'a wysprzedać.

Za swoje mieszkanie (pokoje 7 i 8) w Hôtel d'Alsace Wilde nie płacił (Dupoirier nie tylko serwował mu jeszcze śniadania o 11-stej - Wilde podobnie jak jego matka wstawał późno - ale i obiadki o 14-stej, składające się zwykle z kotleta i jajek na twardo). Dziś za pokój w tym samym miejscu, tutaj blednie mi twarz, płaci się, niebagatela, 300-700 euro.

Hotel Paris, niegdyś Hotel d'Alzace, gdzie mieszkał Wilde

Aż trudno uwierzyć, że L'hôtel był kiedyś zapyziałym Hôtel d'Alsace

Nieśmiało wchodzimy do środka w ten przybytek współczesnej eskrawagancji. Oliver rozmawia z recepcjonistą L'hôtel, a ja przyglądam się wnętrzu, które ma urokliwy schyłkowy klimat inspirowany starożytną Grecją (Oskarze, nie byłoby lepszego miejsca na twoje przemowy o miłości do mężczyn niż to, gdyby ono tylko tak wtedy wyglądało!) Pomimo tego, że od razu widać, że nie możemy być żadnymi potencjalnymi gośćmi, tylko wścibskimi, plebejskimi przechodniami, recepcjonista jest nad wyraz uprzejmy. Ku mojemu zdziwieniu (zdziwienie numer trzy) zgadza się nawet na to, żebyśmy zobaczyli pokoje Wilde'a, ale pod warunkiem, że przyjdziemy następnego dnia około 13-stej.

Hotel Paris wnętrze

Hotelowe lobby

Zjawiamy się punktualnie. Rue des Beaux-Arts za dnia jest jeszcze bardziej elegancka. Mój wzrok krąży po wystawach galerii aż rozbija się o fasadę L'hôtel i plakietkę upamiętniającą Wilde'a. Wchodzimy do środka, ale to wejście naznaczone jest pewnym fatalnym niespełnieniem.

Recepcjonista jest już oczywiście inny. Okazuje się też, że z oglądania pokojów Wilde'a nici, bo jest z nimi "pewien problem", jak się wyraża zakłopotany recepcjonista. Dostajemy w ramach 'rekompensaty' gruby plik informacji o hotelu, włączając w to cennik pokoi i menu restauracji (z potrawą z kaczki za jedyne 54 euro) i zdjęcia apartamentu, bo trudno inaczej nazwać miejsce, gdzie Wilde, "Śpiewak Bólu", 30 listopada 1900 roku, niczym tragiczny, grecki bohater, wydał z siebie ostatni pożegnalny trel ze schorowanego powikłaniami po syfilisie ciała.

Żyłem. Tak, żyłem. Piłem słodycz, piłem gorycz i znalazłem gorycz w słodyczy i słodycz w goryczy.

Pokój Oscara Wilde'a w Paryżu

Miejsce śmierci Wilde'a - dziś pełne pamiątek po artyście i z pewnością odpowiednio wystylizowane dla potrzeb bogatych gości.

Ps. Hotelowa polityka jest oczywiście jasna (apartamenty są do obejrzenia tylko dla płacących  za nocleg). Chciałabym naiwnie wierzyć, że tym sposobem potomkowie Jeana Dupoiriera, u którego Wilde żył na kreskę, po prostu odzyskują to, co stracili, pokrywając Wilde'owe długi. Obawiam się jednak, że obecni właściciele nie mają nic wspólnego z dawnym Hôtel d'Alsace i najzwyczajniej  na świecie z historii tego miejsca (mieszkał tutaj zresztą nie tylko Wilde, ale i Borges. Nocował Salvador Dali, Frank Sinatra, Elizabeth Taylor...) zrobili intratny biznes.

*cytaty (tłum. własne) jak i szczegóły z ostatnich chwil życia Wilde'a podaję za biografią Oscara Wilde'a napisaną przez R. Ellmanna (za którą autor otrzymał nagrodę Pulitzera i National Book Critics Circle). Wyd. Penguin Books, Londyn 1998. 656 stron.

poniedziałek, 15 lutego 2010, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/02/15 14:15:48
Czyli misja detektywistyczno-literacka zakończona sukcesem! Bądź prawie, biorąc pod uwagę jak blisko byliście przekroczenia progu sypialni Wilde'a, szkoda, już pomyślałam, że nawet w Paryżu cuda się zdarzają :)
-
2010/02/15 21:31:06
Trochę to perfidne: "nie możecie tam wejść, ale proszę tutaj jest zdjęcie, żebyście mogli zobaczyć, co straciliście". Tak, czy siak, widać, że wizyta mimo wszystko była ciekawa. To bardzo cieszy, jak człowiekowi uda się dotrzeć w niezbyt głośne miejsce, które chciał zobaczyć. A swoją drogą chętnie wybrałbym się znowu do miast, które już zwiedziłem, ale tym razem właśnie pod kątem takich małych, niezbyt znanych, ale interesujących miejsc.
-
2010/02/15 21:41:05
mnie zafascynowało, jaką miłością wciąż darzą go jego wielbiciele obcałowywując jego nagrobek ...
-
Gość: holly, *.fbx.proxad.net
2010/02/15 22:16:26
Tam razem ja ucze sie od Ciebie Paryza...Bardzo pieknie napisany tekst a swoja droga zaintrygowalo mnie zainteresowanie Oskarem Wildem, ktorego gdzies juz tam raz zaszufladkowalam bez wielkiej checi powrotu. Czy warto Twoim zdaniem powrocic?
-
2010/02/16 02:38:34
Oscar Wilde, wiadomo literat, bon vivant, dandys i humorysta, jeden z najbardziej prominentnych homoseksualistów świata, który na łożu śmierci - właśnie w tym hotelu, o którym piszesz - miał ponoć powiedzieć: Ja i tapety toczymy teraz pojedynek na śmierć i życie. Jedno z nas musi odejść.
Jak wiemy, do kamiennej krypty w Père-Lachaise odszedł Wilde, a jego grób ozdobiono później jednym z koszmarniejszych, moim zdaniem, pomników jakie znajdują się na tym cmentarzu, zupełnie zresztą nie korespondującym z jego kwiecistą, często błyskotliwą, subtelno-ironiczą i na swój sposób wyrafinowaną osobowością.
Nie wiem, czy to widziałaś, Magamaro? Toporną rzeźbę w duchu późnego socrealizmu (ikaropodobna postać pada pod brzemieniem kamiennych skrzydeł) zdobią na dodatek tysiące odcisków wymalowanych szminką kobiecych (?) ust. Dotyczy to także miejsca, w którym były kiedyś genitalia statuy, obtłuczone najprawdopodobniej przez jedego z fanów (fanek?) zmarłego artysty.
-
2010/02/16 12:19:42
Tak się zastanawiam na ile autentyczny jest taki wystylizowany pokój w hotelu?
-
2010/02/16 20:11:16
mam wrażenie ze po prostu ci recepcjoniści oczekiwali jakiegos bakszuszu, czy ladniej mowiac sowitego "napiwku" i wtedy "dałoby" sie pokoj obejrzec. Ale zdjecie chyba dosyc wyraznie pokazuje ze pokojowi daleko do wersji wspołczesnej Oscarowi. I tak możesz byc dumna, ze udało Ci sie odnalezc to miejsce. A Wilde'a tez darzę wielkim uwielbieniem, i nie tylko za Portret Doriana Gray'a ale i za przepiękne, liryczne bajki.
-
2010/02/16 23:41:06
@Czaro: Tak, tak, juz lisek wital sie z gaska... :)

@Snoopy: Tak, uwazam, ze warto zawsze miec taka mala misje do spelnienia i troche pobawic sie w detektywa :)

@Chiaro: ojej, nie wiedzialam... bylam wczesniej w Pere Lachaise, ale nie spotkalam sie z obsesyjnymi fankami. Zreszta moglabym szybciej wyobrazic sobie mezczyzn w tej roli, zwlaszcza w Paryzu.

@Holly: tak, jak najbardziej! Chociaz przyznam szczerze, ze jego sztuki teatralne powielaja czesto ten sam schemat i rodzaj humoru, wiec ich specjalnie nie rekomenduja. W ciagu ostatnich pieciu lat widzialam "The Importance of Being Ernest" dwa razy i chyba nie chcialabym tego juz wiecej ogladac. Akurat, jak pisalam ta notke w niedziele, sluchalismy w radiu innej sztuki Wilde'a "The Ideal Husband" - bardzo podobna do poprzedniej :)

Polecam za to goraco listy Wilde'a. Pisal naprawde pieknie. Zreszta zycie pisarza bylo przeciez sztuka, wielka tragedia, wiec warto tym sie zajac. To przypomina mi, ze powinnam odswiezyc sobie "De profundis", bo ostatni raz czytalam chyba z 12-14 lat temu i bylam zdecydowanie na to za mloda :)
-
2010/02/16 23:58:33
@Logosie: cytat z tapetami musi byc autentyczny: Wilde nie znosil tapet :) Napisal zreszta bardzo ciekawy list w obronie li tylko malowanych scian do projektanta wnetrz, ktory zajmowal sie urzadzaniem jego londynskiego domu (na poczatku kariery Wide'a). Niesamowita jest ta pasja, z ktora nienawidzi tapet. To po czesci jest tez pewnie odpowiedzia (sprzeciwem wobec) na popularny wtedy ruch arts and crafts Williama Morrisa i popularna estetyke dla ubogich.

Na cmetarzu bylam, ale nie tym razem. Tak, pamietam tego kolossa. I zagadzm sie: bryla nie ma w sobie za grosz finezji, ktorej nalezaloby sie na Wilde'owym grobie spodziewac. Nie przygladam sie jej chyba zbyt bliska, bo nie pamietam szminek. Moze to i dobrze... :)

@Lilithin: Podejrzewam, ze niewiele. Hotel Wilde'a byl 10-tej kategorii, a obecny zbliza sie do szczytow luksusu, wiec podejrzewam, ze wnetrze zostalo w duzej mierze przerobione. Paw jest tam z pewnoscia nieprzypadkowy - Wilde znany byl jeszcze z czasow studentkich z przymocowywania pawich pior do scian pokoju (ku wielkiej niecheci pracownikow uniwersytetu), wiec pewnie nadworny projektant wnetrz dodal to wspolczesnie. Swoja droga, warto z pewnoscia poszukac w paryskich achiwach jakis zdjec z tej ulicy z czasow Wilde'a. Niestety zaden z biografow, lacznie z samym synem Wilde'a zadnych owczesnych zdjec tego miejsca nie zamiescil.

@Peek-a-boo: Naiwnie nie przeszlo mi to przez mysl... :) Swoja droga, pokoj wydaje sie raczej zmieniony w skansen, wiec pewnie niewiele zostalo z jego wilde'owych czasow. Swoja droga, nawet gdyby ktos wypchal mi portfel gruba gotowka, to nie chcialabym nocowac w miejscu, gdzie Wilde tragicznie skonczyl. Czulabym sie mocno nieswojo.

A bajeczki, tak sa, piekne. I cudownie czyta sie "Portret".
- Holly, siegnij tez po te ksiazki, jak bedziesz szukac Wilde'a (i ps. dwie minuty od Wide'owego hotelu mieszkal nasz Adam Mickiewicz :)
-
2010/02/17 14:12:48
Czytalam z wypiekami na twarzy: uda sie wam czy nie uda zobaczyc pokoje Wilde'a... Szkoda, ze sie nie udalo. Wiesz, mi tez nawet do glowy nie przyszloby przekupic recepcjoniste, by pokazal pokoje, liczylabym, jak Wy, na uprzejmosc.
Cytat z tapetami znam, ale nie wiedzialam, ze to ten hotel i ze na tej ulicy, na ktorej bylam nie raz, mieszkal Wilde. Widzialam za to nagrobek Wilde, faktycznie non stop pokryty jest czerwonymi sladami ust.
Ciekawostka, ze w "The Children's Book" Byatt pojawia sie Oscar Wilde, biedny juz, w zapyzialych ubraniach, z zepsutymi zebami i cuchnacym oddechem. Bohaterowie jada do Paryza na Wystawe Paryska i spotykaja Wilde'a, spedzaja z nim jednak zaledwie chwile.
-
2010/02/23 11:57:00
Bardzo interesująca notka Maga-maro. :)) Szkoda, że nie udało się zajrzeć do środka. I trochę dziwi zachowanie recepcjonisty, ale być może nie był władny podjąć takiej decyzji (czy też nie chciał) i zrzucił ciężar decyzji na swojego zmiennika... Zainteresowałaś mnie listami Wilde'a, wierzę, że były bardzo ciekawe i błyskotliwe. Szkoda, że nie są przetłumaczone na język polski. Może (małe wishful thinking) coś więcej o nich w którejś z kolejnych blogowych notek? :P
-
2010/02/24 01:01:38
@Chihiro: Dziękuję za Wilde'owe nawiązanie literackie. Chętnie sięgnę po książkę (niekoniecznie ze względu na ten epizod). Wilde był w czasie przygotowań do Paryskiej Wystawy już w kiepskim stanie. Zresztą myślał nawet, że wtedy przyjdzie mu umrzeć - żartował sobie, że przez niego Wystawa zakończy się totalną klapą, bo jej otwarcie przyćmi całkowicie jego śmierć...

W tym hoteliku możesz poszukać też swojego Mistrza- Borgesa. Może kiedyś się wybierzesz? :)

@Porcelanko: Być może byliśmy zbyt plebejscy na dzienne wizyty :) Jeszcze w nocy udałoby się nas przemycić, ale za dnia, wśród dostojnych gości? ;)

Naprawdę listy Wilde'a nie są przetłumaczone? To wielka szkoda. Może powinnam namówić jakiegoś z literackich wydawców na wypełnienie tej luki! O listach rzeczywiście warto byłoby napisać i z przyjemnoscią zrobię to dla Ciebie :)
-
2010/02/24 10:51:44
A może po prostu nie wyglądaliście jak sakiewka rzucona za fatygę... ;)

Smutne to trochę.

Napiszesz o listach Wilde'a specjalnie dla mnie? :) Dziękuję Ci serdecznie. Czuję się bardzo uhonorowana. :)) Nie czuj się popędzana. Poczekam cierpliwie i już się cieszę na wszystkie nowe wiadomości. :DD
-
2010/02/24 11:24:07
Na pewno kiedys sie wybiore, zapamietam sobie nazwe hotelu i adres.
Tak, Wilde byl juz umierajacy wtedy, niedlugo chyba potem umarl.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...