Blog > Komentarze do wpisu

Słówko o petersburżanach

Przed wyjazdem do Rosji udało mi się opanować cyrylicę, nauczyć się podstawowych zwrotów i kilka razy przesłuchać kasety (tak, tak, zdradzam tutaj sentyment do  starych technologii) z kursem "Teach yourself Russian" na przedpotopowym dyktafonie. I w ten sposób wykonałam niezbędne minimum, które zalecałabym każdemu, kto wybiera się do Rosji. Jak przecież poznać mieszkańców bez znajomości ich języka? (z angielskim wcale nie jest tak prosto, zwłaszcza podczas spotkań ze starszym pokoleniem, a w szczególności w zetknięciu się z jakąkolwiek kobiecą władzą w kasie biletowej czy urzędzie).

W Parku  przed soborem Izaaka

Jeden z niewielu parków w mieście, gdzie można zalec na trawie (a zaleganie w mieście na trawie wcale nie jest taką oczywistością)

Nad Newą

Portercistka na nabrzeżu Newy z bardzo wdzięcznymi modelami

Amatorzy balkonowej opalenizny, Petersburg

Amatorzy balkonowej opalenizny, centrum Petersburga

Bohaterki Dostojewskiego

Kobiety z Dostojewskiego w domu, który był ostatnim adresem pisarza w Petersburgu.

Napotkani mieszkańcy okazali się przede wszystkim życzliwi i serdeczni. Sprzedawczynie były zwykle pomocne, a nawet jak nie mogłyśmy się dogadać, bo ja nie znałam rosyjskiego słowa, a polskie brzmiało zupełnie nieznajomo, finalizowałyśmy sprawę kupna w języku migowym. Nikt mi tyle razy nie ustępował miejsca w środkach transportu, ile właśnie w Petersburgu. Kobiety po 50-tce czy nawet 60-tce czasami wręcz kazały mi usiąść, nie znosząc żadnych słów sprzeciwu, jak tylko zauważyły, że jestem w ciąży. Nie znam innego miejsca, w którym widok kobiety z ciążowym brzuszkiem, wywoływałby taką natychmiastową reakcję (przyznam szczerze, że aż chwilami mnie to krępowało).

Przestrzeń osobista jest w Rosji traktowana zupełnie inaczej niż w Wielkiej Brytanii. Anglicy cenią prywatność i ten chociażby skraweczek wolnej przestrzeni dookoła siebie. Dlatego wystarczy tylko, że ktoś niebezpiecznie zbliży się i przypadkiem dotknie nieznajomego w metrze czy autobusie, a momentalnie słychać słowo przepraszam, często nawet wypowiadane po kilka razy. W Petersburgu ludzie egzystują i poruszają się, będąc znacznie bliżej siebie. Bardzo popularne w mieście minibusy dosłownie napychane są ludźmi aż do granic możliwości i dopiero wtedy ruszają, a nikt nie ma nic przeciwko jechaniu "przyklejonym" do nieznajomego pasażera. W teatrze zdarzyło mi się, że siedząca obok mnie Rosjanka nagle w czasie antraktu najzwyczajniej w świecie poklepała mnie po brzuchu i zapytała, czy przedstawienie podoba sie też maluszkowi. Zdziwiło mnie to i rozbawiło, zwłaszcza kiedy próbowałam sobie wyobrazić, jak nieprawdopodobne, ba niedorzeczne byłoby to zdarzenie w Oksfordzie (obca ręka na obcym, prywatnym ciele?!!!).

Petersburscy nowożeńcy

Lipiec w mieście jest miesiącem nowożeńców

Petersburskie targowisko

W dzień targowy

Petersburska dzielnica handlowa, dobijanie targu

Rozprawa biznesowa na ładzie

O nowojorczykach mówi się, że szalenie się spieszą. Tymczasem przemieszczający się, zwłaszcza w tunelach metra, petersburżanie są znacznie szybsi. Pędzą przed siebie, a jeżeli wejdziesz takiemu w drogę (a nam zdarzało się to na początku często, zanim poznaliśmy dobrze linie metra), nastąpi prędkie zderzenie i zanim zdążysz wydukać 'przepraszam', tej osoby już dawno nie będzie. W metrze widzieliśmy też sporo rozbawionych, młodych ludzi, co było dla Olivera miłym zaskoczeniem, bo  jeszcze kilka lat temu taki widok był rzadkością. Podróż do Rosji była moją pierwszą, Oliver był tam dziesiątki razy, spędzając w kraju ponad trzy lata, więc tylko on mógł zauważyć, że ludzie stali się bardziej radośni, otwarci, mniej przygnębieni.

Mnie Rosjanie wydali się cisi. Rozmowy prowadzone są w środkach transportu często półszeptem i ku mojej radości okazało się, że ta zasada obejmuje też rozmowy przez telefon komórkowy. Jedną z najbardziej irytujących rzeczy w Oksfordzie czy Londynie są głośne, porażająco banalne, niekończące się pogaduchy prowadzone przez podróżujących w środkach transportu. Ludzie potrafią się w UK wzajemnie zagłuszać, więc często moje próby przeczytania choć kilku stron książki w autobusie czy pociągu okazują się rzeczą zupełnie niemożliwą.

Rosyjska "cisza" przejawia się również w stroju, a zwłaszcza w jego kolorach, które często są jedynie odmiennymi tonacjami brązu, beżu czy granatu (byłam bardzo zdziwiona, z jaką sensacją patrzono na moje czerwone pantofle). Mężczyźni, jak się okazało, potrafią i lubią paradować topless w centrum miasta. Kobiety z kolei bardzo śmiało odsłaniają piersi, nie wywołując tym jednak żadnej reakcji wśród mężczyzn. Młode dziewczyny mają zwykle długie włosy (co najmniej do ramion, często do pasa), ale nie widziałam ani jednej kobiety po 40-stce z taką fryzurą. Jeżeli mogę uogólnić, to powiedziałabym, że Rosjanie mniej uwagi zwracają na "obcych", zdecydowanie nie gapią się tak, jak potrafią Polacy czy Włosi.

Na ulicach  dominują wysokie obcasy

Bardzo wysoki obcas w bardzo upalny dzień to coś bardzo oczywistego w Petersburgu

Żywa  reklama, Petersburg

Żywa reklama - dziewczyny rozdające ulotki w upalnym Petersburgu

Kolor skóry jest czymś, na przykuwa oko i to w bardzo nieprzyjemny sposób. Osoby o ciemniejszej karnacji, wskazujące na to, że pochodzą z południowych republik, traktowane są z podejrzliwością, a co więcej, padają ofiarami bandyckich ataków.  Brat mojej tadżikistańskiej koleżanki, który studiuje w Moskwie, został tam dwa razy pobity właśnie ze względu na pochodzenie. Na lotnisku zauważyłam, że osoby o ciemniejszej karnacji przechodziły o wiele dłuższe kontrole niż pozostali obcokrajowcy, co zresztą musiało być Rosjanom powszechnie znane, bo ci ustawiali się w kolejkach do okienek, w których nie stali "południowcy". W Petersburgu musi być spora społeczność Gruzinów i Uzbekistańczyków, bo w mieście jest dużo prowadzonych przez nich restauracji (jak się sami przekonaliśmy o różnym standardzie), a Gruzini mają dodatkowo niesamowity rynek owoco-warzywny niedaleko stacji metra Gorkovskaja, który był jednym z moich dużych odkryć w mieście.

I wreszcie muszę słówko powiedzieć o tej grupie osób, którą nazwałam zbiorczo "administracją turystyczną". Moje doświadczenia z paniami w kasach, instytucjach czy urzędach są bardzo mieszane. Z miejsc, gdzie sprawy po rosyjsku załatwiał Oliver bądź tam, gdzie samej udało mi się dogadać po polsko-rosyjsku, wychodziliśmy zwykle w pogodnym nastroju. Wystarczyło jednak, żeby ktoś usłyszał, że mówimy między sobą po angielsku, a natychmiast traktowani byliśmy z zaskakującą opryskliwością. W Muzeum Rosyjskim Oliver zamówił po rosyjsku dwa bilety, kobieta w kasie zapytała, czy chcielibyśmy kupić bilet też na tymczasowe wystawy, Oliver mi to powtórzył po angielsku, po czym odpowiedział kobiecie po rosyjsku. Wtedy babka przestała z nim rozmawiać i bez słowa wybiła gwałtownie na kalkulatorze liczbę rubli, którą mieliśmy zapłacić i grubym paluchem nam ją wskazała. Paluch był właśnie tym uosobieniem wyższości, z którym w Petersburgu turstyczna administracja często traktuje obcokrajowców. Pierwsze doświadczenie  z "władzą palucha" jest szokujące. Innym razem próbowałam kupić kilka znaczków na pocztówki na poczcie, ale kobieta zupełnie odmówiła mi sprzedania wyznaczonej liczby, bo nie miałam ze sobą tylu kartek, żeby jej okazać. Te, które miałam ze sobą oglądała długo, po czym przez 15 minut nalepiała na nie sześć różnych znaczków na kwotę głupich 25 rubli. Obie straciłyśmy na tym dwadzieścia minut.

Zaskoczyło nas to, jak dużo ludzi w Petersburgu pracuje w 'pilnujących' zawodach, które wydają mi się w takiej masie zupełnie niepotrzebne: każda sala (bądż salka, wielkość nie gra roli) w muzeum ma swoją dyżurujacą osobę (dla przykładu Ermitaż ma 350 sal, Muzeum Rosyjskie pewnie co najmniej połowę tego, więc możecie sobie wyobrazić wielkość 'obstawy'), każdy wagon tramwaju ma swojego konduktora, każda seria schodów w metrze osobę siedzącą w budce i obserwującą ruch... i tak można by wymieniać bez końca. Nie muszę dodawać, że spotkanie z 'pilnującym' zwykle jest mało przyjemne, bo oznacza, że 'pilnowany' złamał jakąś obowiazujacą zasadę. W tej samej sekundzie, kiedy ze śmiechem zbiegaliśmy po schodach metra, żeby zdążyć dojechać na wieczorny koncert, odezwał się przez mikrofon ponury głos strażniczki strofujący nas bezlitośnie. W metrze, rzecz jasna nie biega się, zreszta metro jest w Petersburgu dość osobliwym doświadczeniem, o którym napiszę przy innej okazji.

Tylko raz mnie zaczepiono. W metrze metna rozmową próbował zabawić mnie poczciwy pijak, błyskając przy tym złotym zebem. Kiedy okazało sie, że nie mówię po rosyjsku, probówał pochwalić się swoją znajomoscią niemieckiego, ograniczającą się do kilku zapamiętanych pewnie z telewizji czy filmow zwrotów.

I wreszcie na koniec zostawiłam sprawę kierowcow. Niestety to najgorszy sort, bo nieprawdopodobnie bezczelny. Nigdy się nie zatrzymują, jak chce się przemknać przez ulicę, wymuszają pierwszeństwo nawet na przejściu dla pieszych, więc zdarzyło mi się nie raz klepnąć w karoserię ze złości (zwłaszcza samochody terenowe). Ruch w mieście jest niewiarygodny i permanentny (mniej aut wyjeżdża jednak na ulice w weekendy), przypomina mi trochę Indie w uporządkowanym stylu i bez zwierząt wkraczających na pasma autostrady. Z pewnością nie odważylibysmy się w Petersburgu wynająć samochodu. Auto, mieliśmy wrażenie, stało sie emblematem agresywnej ekspansji materialnej i nowego poczucia władzy.

Petersburscy weselnicy

Petersburscy weselnicy

 

Uliczni widzowie, dni Dostojewskiego, Petersburg

Uliczni widzowie oglądający inscenizacje fragmentów powieści Dostojewskiego

Nieśmiertelny Fiedia i Pietia

Nieśmiertelni Pietia i Fiedia z ulicznego teatrzyku

piątek, 16 lipca 2010, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/07/16 16:29:26
Och, nie sposób się oderwać od tych Twoich opowieści... Rosjan znam tylko tych moskiewskich i domyślam się, że to trochę inny sort... W każdym razie również pamiętam, że zadziwiły mnie młode Rosjanki biegające po metrze na niebotycznych obcasach nawet w największe upały, nie dbając o to, że szpilka może im utkwić w którejś z kratek kanalizacyjnych.
No i oczywiście kierowcy. Pamiętam, że bałam się przechodzić przez jezdnię nawet na zielonym świetle. Istny koszmar!
W Rosji faktycznie lepiej znać rosyjski. Język polski również nie budzi zazwyczaj u Rosjan jakiejś szczególnej sympatii - raczej lekceważenie.
A z szoków kulturowych pamiętam jeden - "czytające metro". Trudno było spotkać pasażera metra, który nie trzymał w dłoni książki. Od razu pobiegłam do księgarni po książkę, żeby z miejsca nie zdradzać swojej obcości:) Fakt, książki mają chyba trochę tańsze, ale myślę, że to nas nie tłumaczy...

Pozdrawiam!
-
2010/07/16 16:30:04
Jeśli chodzi o kierowców, we Lwowie jest identycznie. Podobnie z językiem angielskim. Podobno nikt go nie zna, ale zaskoczyłam moją przyjaciółkę, gdy jej powiedziałam, że w samym Lwowie spotkałam kilka osób, które mówiły po angielsku. Te kraje (Ukraina, Rosja) są specyficzne i zamknięte na Zachód, co w gruncie rzeczy dobrze im robi, bo zachowują swoje "ja" w przeciwieństwie do innych państw.
Bardzo chciałabym pojechać do Rosji i szczerze zazdroszczę.
-
2010/07/16 17:21:14
Bardzo klimatycznie piszesz o ludziach. Aż zapragnęłam tam pojechać. Ciekawe to podejście do osób mówiących po angielsku. Ja w ubiegłym roku w Wilnie, spotkałam się z takim reakcjami na język polski. Byliśmy językowo mieszanym towarzystwie, najczęściej używaliśmy angielskiego, ale czasem pojawiał się polski. I wtedy nagle pani w kasie nie miała reszty, obsługa w restauracji zapominała o naszym stoliku, itp. Nie zawsze, oczywiście, ale zdarzało się.
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/07/16 17:25:04
tutaj za turystami rosyjskimi Szkoci nie przepadaja, zeby nie napisac, ze ich nie lubia. mam znajomych, ktorzy maja swoja firme taxowkarska w Edynburgu i zawsze wsciekli sa po podrozach z Rosjanami. nie uzywaja angielskiego, a jezeli juz, to w stopniu minimalnym i do tego z tak wypisana zloscia i niechecia na twarzy, ze podobno przykro sluchac. no i lekcewazenie ludzi, ktorzy swiadcza im uslugi podobno jest nagminne. placic placa, bo musza, ale podobno vip-y zachowuja sie jak prostaki dojac wode i whisky w taxowkach. a czesto zamawiaja sobie takie dziesieciogodzinne tour na polnoc Szkocji i przez cala droge pija. i nie mialo to miejsca tylko raz, a wiele razy.
mnie osobiscie Rosja nie pociaga, kraj bym zobaczyla chetnie, ale nie wiem, czy z wlasnej woli kiedykolwiek sie tam wybiore. to jak opisalas, nie wiem dlaczego przypomina mi uwsteczniona Polske, a ja z Pl wracam chora juz po dwoch tygodniach pobytu, to co dopiero z Rosji?:)))
-
2010/07/16 19:25:54
@Ine-zzz: Nie sadzisz, ze to musi byc jakas niezwykla umiejetnosc, zeby tak znakomicie balansowac na 10 centrymetrowej szpilce w 30 stopniowy upal? Wyczyn zupelnie ponad moje sily, nawet gdybym musiala, powiedzmy ze wzgledu na jakies niezwykle wytworne przyjecie, nie podolalabym wyzwaniu :) Tymczasem w Petersburgu i jak mowisz, tez w Moskwie pannom nie sprawia to najmniejszego problemu. Prawdziwe bohaterki! ;)

Czytajce metro udziela sie rowniez nieco w Petersburgu. Wiecej czytajacych i to totalnie wbitych nosem w ksiazke widzialam co prawda w Londynie, ale petersburscy podrozujacy tez lubia oddawac sie lekturze. Maz nawet skiwtowal, ze znacznie wiecej niz kilka lat temu. Podroz metrem potrafi byc dluga, bo odleglosci miedzy stacjami sa znaczace. Metro petersburskie jednak jest krotsze od moskwiewskiego czy londynskiego (wiec polowy ksiazki juz sie nie zdazy przeczytac).
A mowiac o czytaniu: widzielismy w miescie bagazowki z ksiazkami, sprzedawanymi za jedyne 50 rubli (jakies 4-5 zlotych) z wielkim haslem w stylu Ksiazka dla ludzi czy "Ksiazka pod strzechy". Nie zdazylismy zapytac sprzedawcow, czy to jakas szczegolna akcja propagujaca czytelnictwo, bo akurat spieszylismy sie w inne miejsce.

Dziekuje za podzielenie sie wlasnymi obserwacjami i serdecznie pozdrawiam!

@Alina: Polscy kierowcy tez nie slyna z kurtuazji na drogach, wiec moze ta drogowa buta to cos bardzo slowianskiego? :)
Mysle, ze sporo Rosjan zna i mowi dobrze po rosyjsku, ale niechetnie po ta umiejetnosc siega. Z kilkoma mlodymi osobami w muzeach moglam porozmawiac po angielsku, podobnie bylo z dziewczynami, ktore prowadzily imprezy zwiazane z obchodami Dnia Dostojewskiego. Ze starszym pokoleniem juz jest gorzej, co jest zrozumiale (podobnie zreszta jest w Polsce), ale za to kazda proba dogadania sie w ichnim jezyku zwykle zyskiwala ich sympatie, co bylo bardzo mile. Zreszta uwazam, ze wazniejsze jest, zeby zadac sobie trud i sprobowac porozmawiac w jezyku danego kraju, jak sie do niego jedzie niz liczyc, ze wszyscy beda znali angielski (bo zreszta czemu mieliby?).

Ja z kolei bardzo chcialabym zobaczyc Lwow :) Mielismy w planach wakacyjnych w zeszlym roku, ale niestety na dwa miesiace przed wyjazdem skasowali tania linie lotnicza z Londynu do Lwowa, wiec nie dojechalismy. @Grandella: Ciekawe, jak bardzo polityczna kwestia moze byc jezyk!

Jedna z moich kolezanek pracowala przez dwa lata w Wilnie i mowila, ze problemy z reakcja na jezyk polski wynikaja z bardzo zlej reputacji polskich turystow, ktorzy rzekomo czesto przyjezdzaja do miasta z grupowymi wycieczkami i traktuja je jak wlasne, czym doprowadzaja miejscowych do furii. Moze padlas ofiara osob, ktore wczesniej doswiadczyly kilku nieznosnych wycieczek? Zawsze takie doswiadczenie pozostawia spory niesmak. Mam nadzieje, ze pomimo tego wyprawa sie udala.

Przyznam szczerze, ze nie doswiadczylam zadnej zlej reakcji na polski - wrecz przeciwnie, traktowano mnie przyjacielsko.
-
2010/07/16 19:29:17
@Invitado: A kim sa ci turysci? To jacys rybni biznesmeni ciagnacy do Szkocji na polowowe pertraktacje i opijajacy pomyslne rokowania?

Co do Rosjan w ogole niechcacych mowic po angielsku, to wcale, moim zdaniem, nie wynika z niecheci jako takiej czy poczucia wyzszosci, ale totalnego zagubienia wynikajacego z bycia nie-u-siebie i poczucia niepewnosci. Trudno jest im tez wiele rzeczy po angielsku wymowic, co wywoluje dodatkowy niepokoj. Dla mnie taka zapora jest Francja i francuski bardzo lubie tam jezdzic, ale nie potrafie wykrztusic z siebie niczego poza bardzo podstawowymi slowkami. Wymowa sprawa mi duze problemy i drze przed sytuacja, gdzie pomimo najwiekszych staran jestem kompletnie nierozumiana :)

Moje spotkania z Rosjanami w Petersburgu w wiekszosci byly bardzo sympatyczne, pomijajac jedynie wlasnie ludzi urzedu ale to problem nie tylko rosyjski, ale powiedzialabym dosc uniwersalny (choc chyba w najmniejszym stopniu widoczny w UK, gdzie w urzedzie mozna byc potraktowanym z najwieksza kurtuazja). Nie polecam kontaktu chociazby z wloskim urzedem jest rownie nieprzyjemnie jak w Rosji czy w Polsce.
Rosja to jednak nie Polska (nawet uwsteczniona, choc byly dwa momenty, kiedy mialam wrazenie, ze podrozowalam w czasie na lotnisku, ktore klimatem przypominalo Warszawe z lat 70-tych i potem wlasnie w kasach czy na poczcie). Niestety Rosja wciaz kojarzy sie w mysli Polakow z obrazkami z czasow komunizmu, tymczasem jest to o wiele bardziej ciekawszy i roznorodny kraj. Miasta poludnia potrafia przypominac kraje Bliskiego Wschodu. Polnoc jest zupelnie inna, nie wspominajac juz o srodkowej czy wschodniej czesci. Bardzo chcialabym przejechac kraj koleja transsyberyjska i zobaczyc choc jego czastke.
-
2010/07/16 19:38:11
Wspaniale się czyta Twoje peterburżańskie opowieści! Zniechęcił mnie trochę opis kierowców i w ogóle ruchu ulicznego. Nie cierpię takich zachować, w Polsce też czasem boję się przechodzić przez ulicę (choć jest kilka bardzo ciężkich do przejścia odcinków, które jednak znam doskonale z racji mieszkania w pobliżu i już wiem, jak sobie z nimi radzić - a inni biedacy stoją i po 15min czekając na odpowiedni moment...), a już niemyślących kierowców, którzy parkują na środku chodnika po prostu nie znoszę. Zawsze mam ochotę zachować się jak wokalista The Verve na teledysku do "Bittersweet Symphony" i przejść po ich masce ;) No ale raczej im to z mojej strony nie grozi... Uważaj więc, żeby nic Ci się nie stało na tych drogach... Pozdrawiam i czekam na więcej, jeśli czas pozwoli Ci na pisanie! :)
-
2010/07/16 19:53:07
Sprawa języka polskiego jest na Litwie bardzo polityczna. Na pewno część reakcji w samym Wilnie wynika z doświadczenia z turystami. Mieszkam w północno-wschodniej Polsce, na Litwę jeździ się od nas bardzo często i bez specjalnych przygotowań i bardzo wiele osób uważa tu, że Wilno jest "nasze", a nie litewskie. Mnie osobiście to nasze-wasze niesamowicie irytuje. Wilno jest po prostu pięknym miastem z burzliwą historią, gdzie bardzo miło można spędzić weekend. Oczywiście jest również mnóstwo osób z polskimi korzeniami, zwłaszcza starszych, reagujących na język polski bardzo pozytywnie :).
-
2010/07/16 20:33:22
Magamara - wzruszyłam się! Tak pięknie napisane, że jeszcze bardziej chcę TAM JECHAĆ! Jakieś ciepło bije od tych ludzi - już widzę jak w moim mieście ludzie przystają aby obejrzeć inscenizację Dostojewskiego haha! Lubię kiedy takie wyjazdy zmieniają moje spojrzenie na kraj i jego mieszkańców ... hm zamarzyło mi się :)

P.S. Rosyjski wybrałam jako dodatkowy przedmiot na maturze :)
-
2010/07/16 20:42:01
... ach i uśmiałam się:) ... mąż pyta z czego tak się śmieję:) .... "gruby paluch" ... może to zazdrość ... albo złość, że nie rozumie:) przypomniała mi się zaraz wizyta w Pradze gdzie nie należy rozmawiać po angielsku, bo zostanie się oszukanym, naciągniętym ... i tak też się stało :/ nie należy również w Paryżu z niektórymi rozmawiać po angielsku, bo się nie odezwą, będą czuli się urażeni, że nie zna się francuskiego! (to mnie zmusiło do rozmów w moim kiepskim francuskim:))
Ale w Petersburgu powinnam się dogadać, więc może somewhere, somehow? :)
-
Gość: kinga, *.zone8.bethere.co.uk
2010/07/16 20:53:49
Magamaro,
Ciesze sie, ze tez polubilas Petersburg:)! Ja mialam wrazenie ze to nie angielski jest problemem, ale to juz taki typ biurokratyczno-aparatczykowski, ktory tez mozna spotkac w Polsce niestety, a w Rosji jakos wyjatkowo dlugo sie trzyma. Pamietam pania w hotelu w jednym z syberyjskich miast, ktora na nasze kulawe pytanie " Wy gawaritje pa angielsku?" odpowiedziala twardo acz z duma, nie odrywajac oczu od komputera "Niet!". Ale spotkalsmy tez wiele pan-za-kasa, pan-w-muzeach i pan-w-sklepach ktorzy bardzo nam starali sie pomoc i odpowiadac po angielsku. I chyba nigdy ani w Anglii ani w Polsce nie zoaoferowano mi tyle propozycji pomocy co w Rosji, zwlaszcza na Syberii, np. przechodzien zapytany o droge do naszego hotelu we Wladywostoku, nie mogac sie z nami dogadac po angielsko-rosyjsku-polsku westchnal tylko, obrocil sie na piecie i poprowadzil jakies 20 minut prosto pod drzwi hotelu w -20stopniowym mrozie.
-
2010/07/16 21:37:32
bardzo ciekawe to, co piszesz. Ostatnio byłam tam w 1988 roku, wieki temu, wiele się zmieniło, ale 'paluch' jak widzę nie.
-
Gość: una invitada, *.sgyl.cable.virginmedia.com
2010/07/17 09:10:08
z tego co wiem to problem nie wynika z blokady jezykowej, bo ja miewam taka w Hiszpanii, ale mimo to stekam i sie staram . ci ludzie mowia, bo taxowkarze slysza, kiedy tamci rozmawiaja plynnie po angielsku przez telefony komorkowe, a pozniej z bezczelnymi minami na pytania, czy czegos nie potrzebuja lub czy im jest wystarczajaco wygodnie odpowiadaja po rosyjsku i nie maja zamiaru wtracic ani jednago ang. slowa. to zaslyszalam nie od jednej osoby, ale kilku, wiec nie jest przypadkiem. ci Rosjanie w wiekszosci sa wlascicielami biznesow i prezesami korporacji w Rosji, przynajmniej tak mowia sami. zwyklego czlowieka nie stac raczej na placenie za kilkudniowe tour taxowkami , gdzie cena przekracza kilka tysiecy funtow, to chyba oczywiste.
a ludzie w urzedach to i w Pl sa straszni, czego i tym razem doswiadczylam. pozdrawiam.
-
2010/07/18 23:14:17
@Mandziurio: Ruch na drogach jest prawdziwym przeklenstwem w miescie. Bylam oszolomiona liczba przemieszczajacych sie permenentnie aut (mieszkalismy przy dosc szerokiej alei przy jednym z mostow laczacych dwie Wyspy i samochody slyszelismy przez cala noc). Az trudno mi uwierzyc, ze to wszystko zrzadzenie samych mieszkancow. Moze gdyby wprowadzono podobnie jak w Londynie congestion charge - podatek za jazde po centrum miasta, to zmieniloby sytuacje. Petersburg tego potrzebuje! Zreszta podobnie jest w Warszawie.

Dziekuje i postaram sie pisac na biezaco!

@Grendello: Zgadzam sie z Toba. Mnie tez to rozpamietywanie "nasze-wasze" doprowadza do furii. Dlaczego nie mozna otrzasnac sie z tego historycznego snu i zaakceptowac obecne granice i prawo miasta do bycia soba, a nie rozgrywka polityczna dwoch panstw? Wilno chcialabym zobaczyc wlasnie jako Wilno. W ogole podroz po baltyckich republikach bylaby ciekawa. Szkoda, ze w Polsce tak malo sie zwraca uwagi na to, co dzieje sie za wschodnio-polnocna granica. Czy w ogole mozna gdziekolwiek studiowac litewski czy lotewski?

@Moni: :)))) Rosjanie w prywatnych kontaktach sa bardzo ciepli i przyjazni. Tylko w urzedowym kontekscie potrafia byc szokujaco nieuprzejmi i zawzieci, wiec z kazdego konfliktu ty-system wychodzisz zupelnie pokonana (a 'gruby paluch' nie tylko ci wskaze twoje miejsce, ale jeszce pogrozi). Jezeli mialas rosyjski na maturze, to z pewnoscia sporo pamietasz i latwo byloby Ci sie dogadac :)

Moje doswiadczenia z Pragi z jakis 4-5 lat temu sa podobne - bylam wtedy z grupa ludzi z roznych krajow, wiec glownie rozmawialismy po angielsku. Jezyk pewnie nie byl az tak istotny (podobnie bylo z tymi mowiacymi po niemiecku czy francusku) - zostalismy wszyscy wrzuceni do tego samego wora: mowiacy nie-po-czesku a zatem glupi turysta. Najbardziej doprowadzalo mnie do szalu to, ze jako przyjezdni bylismy uwazani za idiotow i naiwniakow, tak jakby brak znajomosci jezyka miejscowych od razu pozbawial nas mozgu :) Coz, to niestety skutek masowego turyzmu, ktorego ofiara Praga stala sie w ostatni 10-leciu.

@Kinga: Masz racje - chodzi o typ urzedowy, ktory wyjatkowo wrogo traktuje kazdego, kto nie posluguje sie jezykiem miejscowych. Choc takich typow w kasach napotkalismy sporo, to jednak nie sa oni regula ze wszystkich miejscach odwiedzanych przez podrozujacych. Pamietam, ze w muzeum Achmatovej bardzo milo mnie potraktowano (po zasapaniu sie przy wchodzeniu na trzecie pietro, dostalam nie tylko krzeslo 'pilujacej' ale i oferte otrzymania wody wymowiona w angielsko-rosyjskim, co bylo bardzo sympatyczne). Gdzie moglam jednak, to staram sie zagaic cos w polsko-rosyjskim, co wychodzilo obu stronom na dobre :))

Masz racje - bezinteresowna pomoc potrafi przybierac czasami nawet postac poswiecenia w Rosji. Nam pierwszej nocy udalo sie zatrzasnac w mieszkaniu i myslelismy,z e przyjdzie nam do rana czekac na pomoc (rozwazalam nawet ucieczke przez balkon, ale bylo za wysoko), ale dozorca zjawil sie natychmiast, choc bylo juz bardzo pozno i z powodzeniem przeprowadzilismy akcje odblokowania zamku.

Raz jeszcze dziekuje za petersburskie wskazowki - to bylo bardzo mile z Twojej strony! A podroz transsyberyjska jest jednym z moich marzen.

@Kasiu: Dziekuje. "Paluch" chyba musi wyginac smiercia naturalna, raczej nie da sie go przerobic na "pomocna dlon" po drugiej stronie okienka.

@Invitado: Widocznie trafil sie Wam w Szkocji bardzo nieprzyjemny sort... Zapewniam jednak, ze nie wszyscy rosyjscy turysci sa tacy. Pozdrawiam z chlodnego Oksfordu.


-
2010/07/19 07:47:42
Magamaro czasami odnoszę wrażenie, że to my Polacy jesteśmy zakompleksieni i jacyś tacy służalczy, że nie mogąc "dogadać się" z turystą wstydzimy się. Spalamy się strasznie aby się dostować, a jak widać wszędzie na świecie to turysta ma się "spalać" i dostosowywać:) Pani w kasie nie wstydziła sie, że nie zna angielskiego, użyła palucha i było po jej myśli:)

Pozdrawiam cieplutko
-
2010/07/19 10:57:27
a mnie żal tych młodożeńców;) makijaż kap kap, pot leje się strumieniami, brrr;)
-
2010/07/19 15:57:39
Niebotycznie wysokie obcasy widze na co dzien w Londynie, nie na stopach turystek rosyjskich, a Angielek - niektore kobiety tylko w takich dobrze sie czuja. Kobiety w stanikach od bikini chodzace po miescie podobno norma sa w Brazylii, ale nie mialam okazji naocznie sie przekonac. Na Twoich zdjeciach ludzie wygladaja jak Polacy, nie widze zadnych roznic i gdyby nie tlo moglabym pomyslec, ze zdjecia zrobilas w Polsce.
Zaskoczyla mnie na wrogosc w stosunku do jezyka angielskiego, ale mysle tez, ze jest w tym jakies polityczne tlo. Bardzo, bardzo zadziwil mnie ten brak respektu dla przestrzeni prywatnej, zwlaszcza incydent, kiedy obca kobieta polozyla Ci reke na brzuchu! To dla mnie nie do pomyslenia, ze mozna dotknac w tak intymny sposob obca osobe.
O wladzy palucha kiedys czytalam, tak samo jak o osobach pilnujacych, zwaszcza w metrze. Gdzies tez czytalam, ze te panie czasem lubia celowo wkurzac osoby jadace schodami ruchomymi zmieniajac ngle kirunek ich jazdy. Wszystkim sie mozna dowartosciowac, nawet taka prymitywnie wyrazana wladza.
-
2010/07/19 23:38:36
@Moni: Mysle, ze Polacy sporo od siebie wymagaja, ale jezeli chodzi o podejscie do turystow, to nie spotkalam sie ze sluzalcza postawa (moze dlatego, ze nigdy nie jestem w kraju turystka, a to, co widzialam z obserwacji jest bardzo ograniczone?)

@Chiaro: To, co mnie najbardziej zaskoczylo, to liczba panien mlodych z papierosem w lapie (jak w taki ukrop mozna palic? no i dlaczego koniecznie trzeba na wlasnym slubie?)
Na nasz pobyt w Petersburg przypadlo tez dosc propoagandowo brzmiace swieto "Milosci, Malzenstwa i Malzenskiej Wiernosci" - myslalam,z e to pozostalosc po dawnym rezimie, a tymczasem to dzien zwiazany z jednym ze swietych prawoslawnych. Tego dnia w jednym z soborow pobralo sie na raz ponad 200 par. Widok byl dosc zaskakujacy.

@Chihiro: Rysy twarzy i ksztalty ciala rzeczywiscie Polacy w duzej mierze dziela z Rosjanami. Najbardziej widac to po posturze mezczyzn. Wystarczy spojrzec i od razu wiadomo, ze to Slowianin z tej czesci Europy :) Polaka od Rosjanina odroznic mozna by bylo jedynie po stroju - w Petersburgu mialam czesto wrazenie,z e wciaz dominuje moda na to, co w Polsce nosilo sie w latach 90-tych. Poza tym Rosjanie i Polacy sa w podobny sposob cisi. W metrze, autobusie rzadko slychac glosne rozmowy (pomijam oczywiscie na przyklad rozbawione mlode towarzystwo).
-
2010/07/21 00:33:59
Ach, jaki smakowity opis Maga-maro! :))) Z wielką przyjemnością wczytuję się w Twoje wrażenia: szpiegujące oczy, przywołanie do porządku przez megafon, ustępowanie miejsca, wszechwładny paluch, szpilki, cisi ludzie z książkami w metrze, moda na ulicach i niechęć do angielskiego. Szalenie intrygujący melanż. Bezpośredniość relacji (ręka na brzuchu) rzeczywiście nieco zadziwiająca, w Polsce również byłoby to dość śmiałe zachowanie w stosunku do obcej osoby, ale może ta pani była wyjątkiem?:)
-
2010/09/10 16:59:56
dzięki za te opowieści o petersburgu :) bardzo chciałabym tam kiedyś pojechać...
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...