Blog > Komentarze do wpisu

Czarna komedia: Ian McEwan "Solar"

Ian McEwan Największym zaskoczeniem niedawno ogłoszonych nominacji do tegorocznej nagrody Bookera  było to, że na liście kandydatów nie znalazł się ani Martin Amis z jego najnowszą powieścią "The Pregnant Widow" ani Ian McEwan z "Solar". Niektórym wydało się to nawet kontrowersyjne (swoją drogą nie rozumiem dlaczego, przecież i dobrzy pisarze popełniają mniej dobre, ha, nawet kiepskie książki, jak chociażby Stefan Chwin - "Żonę prezydenta"). Ja po przeczytaniu "Solar" odetchnęłam z ulgą – ta powieść zdecydowanie nie powinna znaleźć się w grupie przykładów najlepszej prozy w 2010 i cieszę się, że do takiej nie trafiła.

Byłam jednak bardzo ciekawa, w jaką literacką stronę sześciedzięciodwuletni McEwan postanowił zmierzyć (tym bardziej, że ta książka miała mieć zaskakująco komiczny twist) i zapisałam się w oksfordzkiej bibliotece na listę oczekujących na "Solar". Byłam 43-cia w kolejce, co świadczy o niegasnącej popularności autora, któremu tegoroczny brak nominacji w ogóle nie pokrzyżował komercyjnego sukcesu.

"Należał do tej grupy dość nieciekawych, często łysych, niskich, grubych, zdolnych mężczyzn, którzy z niewyjaśnionych przyczyn pewnego rodzaju pięknym kobietom wydają się atrakcyjni"* - takim opisem głównego bohatera rozpoczyna McEwan swoją jedenastą powieść. Michael Beard jest uhonorowanym Noblem fizykiem, który od czasu uzyskania wyróżnienia nie tyle spoczywa na laurach, ale stacza się w otchłań nieprawdopodobnego obżarstwa, niezliczonej ilości romansów (pomijając pięć nieudanych małżeństw), sięgając dna, kiedy kradnie pomysły jednego ze zdolnych studentów.

McEwan oddaje nas w ręce bohatera, który z wiekiem staje się coraz bardziej obrzydliwy (akcja rozgrywa się na przestrzeni dziewięciu lat od 2000 do 2009 roku), a jego cielesna i moralna ohyda wyrysowana jest, jak na autora przystało, w prezycyjnie skrojonych, pełnych napięcia sytuacjach. Michael Beard jest do tego chorobliwie zazdrosny o swoją ostatnią, piątą żonę, która w ramach rewanżu za jego zdrady rozpoczyna romans z wielkim i agresywnym fachowcem od przebudowy domów. Gra, która toczy się w pierwszej części powieści między Michaelem a Patrice  – a grają o to, kto kogo bardziej poniży i zadusi zazdrością – jest pierwszym i bardzo udanym komicznym elementem książki. McEwan w "Solar" najlepszy jest, jak zresztą i w innych powieściach (chociażby w "Na plaży Chesil" czy "Pokucie"), w budowaniu napięcia, w emocjonalnych, międzyludzkich grach  o wyrafinowanym charakterze. Jestem przekonana, że bohaterowie jego książek mogliby spokojnie stanowić obszerny i zajmujący dodatek do klasycznej analizy E. Berne’a "W co grają ludzie".

W "Solar" McEwan, stracił, moim zdaniem, tak mu właściwą umiejętność trzymania rzeczy w ryzach. Na ponad 400-stu stronach książki dominującym głosem jest coraz bardziej rozflaczały, cyniczny i nieciekawy Beard, którego kolejne dokonania przyjmują postać dramatu z powieści popularnej. McEwan nigdy nie daje prawdziwego głosu otaczającym głównego bohatera kobietom – one pozostają raczej nieme, widziane jedynie przez łapczywie je rozbierające oczy starzejącego się Bearda.

Książka pełna jest fizycznej zaprawy dotyczącej energii słonecznej. W tym specjalizuje się główny bohater, sprzedając jako swoje pomysły młodego studenta, który, uwaga, był zresztą kochankiem jego ostatniej żony i którego śmierć Beard sprytnie upozorował jako morderstwo dokonane przez... poprzedniego kochanka Patrice – wspomnianego wyżej rozrośniętego budowlańca. Zemsty i zdrady, zdrady i zemsty rozpływają się wśród długich stron fizycznego żargonu, który z pewnością jest doskonale przez autora sprawdzony i skonsultowany. Pisarz z taką sławą miał z pewnością dostęp do największych mózgów w tej dziedzinie i wspólnie z nimi przygotował bardzo rezolutne podsumowanie stanu najnowszych badań. Przeciętny czytelnik nic jednak na tym nie zyska. McEwan zręcznie opisuje równania i dowody, ale one zupełnie nic mi nie mówią i trudno mi zrozumieć, czemu oprócz nadmiernej chęci uprawdopodobnienia wydarzeń i postaci, mają służyć.  Pisarz mógłby równie dobrze pisać o biologii molekularnej, chemii analitycznej, krystalografii czy geodezji i osiągnąłby dokładnie takie sam efekt: zupełną obojętność i pogłębiającą się nudę. Nie chcę jednak przez to powiedzieć, że literatura i nauka nie mogą iść w parze. Wręcz przeciwnie. Jak najbardziej potrafią a udowodniło to wielu (ostatnio Tokarczuk w historii o obsesyjnym biologu rozkrajającym swoją amputowaną kończynę, dawniej Potocki bawiąc się zarówno w stukturze "Pamiętnika znalezionego w Saragossie" jak i opowiadanych historiach prawami liczb matematycznych, etc). McEwan swoim podejściem po prostu marnuje czas.

- "Coś jeszcze?
- Tylko to. Zasługujesz na niemalże wszystko, co cię spotyka. Zatem odpierdol się.
Połączenie telefoniczne zostało przerwane."
- w ten sposób żegna Bearda jego przyjaciel po tym, jak dowiaduje się o nim prawdy. Finał powieści, którą nazwałabym czarną komedią o konsumpcyjnym charakterze współczesnej cywilizacji, nie oszczędzającej nawet tych, którzy wykazali się posiadaniem nieprzeciętnego umysłu, przypomina mi sflaczałą oponę. Nieunikniona katastrofa Bearda na wszystkich frontach: naukowym, osobistym, moralnym, fizycznym, krajowym i światowym, nie ma w sobie już takiej siły rażenia, jak wcześniejsze gry emocjonalne bohaterów. Z powieści wraz z rozwojem akcji uchodzi powietrze. Choć komiczne zwroty dodają jej barwy, to finalny efekt jest raczej marny. Zdecydowanie wolę McEwana z mniejszej skali dramatów: z "Na plaży Chesil" czy "Przetrzymać tę miłość".   

***
*Tłumaczenie fragmentów powieści własne.
Ian McEwan "Solar"
Wyd. Random House, London 2010
Nie widziałam żadnej zajawki, która mówiłaby o powstającym polskim tłumaczeniu.

niedziela, 15 sierpnia 2010, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/15 20:54:17
Szczerze mówiąc Magamaro już sam tytuł mnie zadziwił. SOLAR - jakże niepasujące do McEwan'a :/ Choć ciekawość mnie nadal zżera:))
-
2010/08/16 19:39:02
@Moni: Tytul rzeczywiscie kiepski - odnosi sie akurat do najslabszej czesci ksiazki. Glownym celem bylo, jak mysle, podkreslenie aktualnosci opisywanych zjawisk. O ile jeszcze w 2007 czy 2008 globalne ocieplenie, wykorzystanie energii slonecznej i szal ocalania planety nie schodzil ludziom z ust w UK, o tyle w tym roku juz o wiele mniej sie na ten temat mowi (kryzys nieco oziebil finansowanie tego typu inicjatyw). Jezeli dobrze pamietam, sam McEwan wspiera ten ruch, choc w ksiazce wcale nie jest stronniczy, wrecz przeciwnie, za pomoca Bearda pokazuje, jak latwo sie na chodliwej i nowej dziedzinie nauki zarabia.

Jezeli masz duzo wolnego czasu, to daj upust ciekawosci (nie licz jednak na wielka powiesc). W przeciwnym razie warto siegnac po cos innego.
-
2010/08/16 21:33:25
zdecyduję się na Twoją druga radę ... a po Solar sięgnę, gdy - co chyba niemożliwe - skończą mi się lektury:) ... nie, tak serio pewnie sięgnę po tłumaczeniu.
-
2010/08/18 19:16:15
@Moni: a moge spytac co masz na liscie najpilniejszych lektur? Sama w lekkiej panice, ze zostaly mi jeszcze maksylanie dwa miesiace 'wolnosci i swobody' :) zwoze ksiazki na stosik do sypialnii i zastanawiam sie, czy jest cos, czego przypadkiem nie przeoczylam.
-
2011/11/23 08:16:45
Solar to poczatek mojej znajomości z McEwanem. Widziałem wprawdzie wcześniej film Atonement , ale wtedy nawet nie zwróciłem uwagi na temat pochodzenia scenariusza. Znajomość mocno spóźniona, jednak odległość od Europy robi swoje. Solar rzeczywiście jest nieco inny od pozostałych książek tego autora (w ramach nadrabiania zaległości przeczytałm ich 8) , ale według mnie nie gorszy. Tematyka globalnego ocieplenia ustąpiła w mediach miejsca kryzysowi finansowemu, ale nadal jest aktualna. Drugi dość istotny wątek książki, to bezsens inicjatyw rządowych - to samo znalazłem w The child in time. Ale to drugorzędna sprawa, wątki innych książek McEwana wydają mi się raczej bezsensowne a potrafi na nich zbudować cudowną opowieść. Natomiast wielkim plusem Solar jest dla mnie dowcip, moze tylko On Chesil Beach da się porównać. Jesli chodzi o wykład z fizyki, to jest trochę zbędny, ale jednak ciekawy. Wydawał mi się bardziej na miejscu niż długaśny rozdział w Atonement - o wycofywaniu się wojsk angielskich z Francji. Trudno mi ocenić zeszłorocznych kandydatów do Booker Prize, ale jeśli Amsterdam kiedyś wygrał , to Solar zasługiwał na miejsce w czołówce. Pozdrawiam.
-
2011/11/23 13:14:07
@Pharlap: Dla mnie ta ksiazka jest troche zbyt schylkowa, ze sie tak wyraze. Staczajacy sie bohater w zmierzajacej do ostatecznej kleski fabule uwiklanej w efekt globalnego ocieplenia. Troche za duzo katastrofizmu, nie sadzisz? :) Dowcip owszem ratuje przyciezkawe rozdzialy. To jednak, w czym McEwan jest najlepszy, czyli odmalowywanie napiec miedzy ludzmi, skomplikowana psychologia, w "Solar" jednak kuleje, bo jest przesadzona i przez to traci swoja sile. "On Chesil Beach" jest wlasnie pod tym wzgledem powiescia genialna i zdecydowanie moja ulubiona tego autora.

Dziekuje za podzielenie sie swoimi wrazeniami z lektury i pozdrawiam serdecznie.

Ps. Jezeli interesuja Cie inni wspolczesni, brytyjscy pisarze z gornej polki, to polecam Juliana Barnesa i Alana Hollinghursta.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...