Blog > Komentarze do wpisu

Petersburg "Zbrodni i kary"

Zbrodnia RaskolnikowaMiasto się co prawda zmieniło, ulice przemianowały nazwy, ścieki już nie lądują bezpośrednio w rzecznych kanałach, inaczej wyglądają stragany, klatki schodowe, sklepy, kamienice i sami mieszkańcy. Nie mniej jednak jest w Petersburgu jeszcze wiele miejsc, które wciąż zachowały swój niezmieniony od ponad wieku charakter, tak bliski temu, jak miasto przedstawił Dostojewski w swojej "Zbrodni i karze". Zapraszam zatem na spacer po mieście śladami bohaterów powieści.

Kluczowym miejscem powieści są okolice Placu Siennego, a dokładnie kamienice ulokowane przy kanale noszącym dziś nazwę Gribojedowa (który zasłynął między innymi z tego, że kanał oczyścił. Za życia bohaterów woda była tam cuchnąca, a liczne rozmieszczone na nim mosty miejscem, skąd biedni i zdesperowani rzucali się w jej odmęty).

Przy kanale mieściło się biuro policyjne, do którego udaje się Raskolnikow. Kilka domów dalej pokój wynajmowała Sonia. Nieopodal mieszkał też Marmieładow wraz z rodziną. W jednej z ulic odchodzących od kanału wyrachowany Łużyn ulokował Pulcherię i Dunię Raskolnikow.

Kanał Gribojedowa, miejsce, gdzie rozgrywa się akcja

Wyczyszczony kanał Gribojedowa

Posterunek policji ze

Komistariat w powieści mieścił się właśnie w tym niebieskim budynku

Biuro policyjne mieściło się o jakie ćwierć wiorsty od kamienicy Raskolnikowa. Świeżo właśnie przeniesono je do nowego lokalu, w nowym domu na trzecim piętrze. (str. 112)*

Akcja powieści rozpoczyna się w lipcu. Dostojewski niejednokrotnie w "Zbrodni" podkreśla piekielny upał panujący na ulicach. Ja niejednokrotnie rozpaczliwie wzdychałam z gorąca, przechadzając się tymi samymi ścieżkami w ubiegłym miesiącu. Lato w Petersburgu potrafi usmażyć żywcem!

Oprócz niezwykle wysokich temperatur bohaterom, a zwłaszcza Rodii dokucza pył bezustannie unoszący się z budowy nowych domów, tuż obok miejsca, gdzie wynajmuje swoją klitkę. Nomen omen, jak my przechodziliśmy ulicą równoległą do tej, gdzie mieszkał Raskolnikow, powalił nas gorąc i kurz wiejący od właśnie remontowanych kamienic. Bardzo sugestywny zbieg okoliczności.

Zakurzony Petersburg

Na ulicy znowu nieznośna kanikuła;  ani kropelki dżdżu przez te wszystkie dni. Znowu kurz, cegły i wapno, znowu fetor ze sklepików i szynków, znowu co krok pijacy, Łotysze-przekupnie i gruchoty-dorożki. Słońce jaskrawo łysnęło mu w twarz aż oczy zabolały i w głowie mu się zakręciło na dobre (...) (str 112)

Rodia mieszkał jakieś trzy minuty od kanału, w domu, na którego dach udało nam się wdrapać.

- Jestem Rodion Raskolnikow, były student, mieszkam w domu Schiela, w zaułku, niedaleko stąd, w mieszkaniu numer 14. Zapytaj stróża... on mnie zna – Raskolnikow wymówił to wszystko z jakąś leniwą zadumą, nie obracając się i nieruchomo patrząc na ciemną teraz ulicę. (str 207).

Kamienica Raskolnikowa, Petersburg

Kamienica, gdzie klitkę wynajmował Raskolnikow

Właśnie stamtąd Rodia uda się owego wieczoru, by przejść znamienne kilkaset kroków do mieszkania staruchy.

Rzucił się ku drzwiom, posłuchał, chwycił kapelusz i jął schodzić w dół po swoich trzynastu stopniach, ostrożnie, bez szmeru, jak kot. Miał przed sobą rzecz najdonioślejszą: ukraść siekierę z kuchni. (str 85).

Petersburskie podwórka z długimi bramami

Inną doniosłą rzeczą było przejście przez takiej długości bramę, będąc niezauważonym!

Podczas tej drogi Rodia myślami spacerować będzie po innej części Petersburga. Pewnie by nie analizować więcej planowanej zbrodni a tym bardziej nie odejść od powziętego zamiaru, Raskolnikow rozprawia o dwóch dobrze znanych miejscach miasta:

Idąc mimo Ogrodu Jusupowa zajął się myślą o urządzeniu wysokich wodotrysków i o tym, jak one dobrze odświeżały powietrze, gdyby je zainstalowano na wszystkich placach. (str 89)

Ogród Jusupowa, Petersburg

Ogród Jusupowa

Stopniowo przeszedł do pomysłu, że gdyby Ogród Letni rozszerzyć na Pole Marsowe, a nawet połączyć go z pałacowym Ogrodem Michajłowskim, byłaby to piękna i bardzo pożyteczna ozdoba miasta. Tu zaprzątnęło go pytanie: dlaczego we wszystkich dużych miastach człowiek nie z konieczności, ale z własnej ochoty skłonny jest osiedlać się i przebywać akurat w takich dzielnicach, gdzie nie ma ogrodów, ani wodotryskówm gdzie panuje brud i zaduch, i wszelkie paskudztwo.  (str 89).

Ogród letni, Petersburg

Idylliczny Ogród Letni

Pole Marsowe, Petersburg

Osadzone szerokimi alejami samochodowymi Pole Marsowe

Zabawne, że będąc na Polach Marsowych dokładnie ta sama myśl przebiegła mi przez głowę! (sto lat później niż wypowiedział ją Rodia wciąż okazuje się aktualna). Dzisiaj pompatyczny i mało przyjemny teren Pól Marsowych rozdziela szeroka aleja o niebywałym ruchu samochodowym, więc żeby dostać się z urokliwego Ogrodu Letniego (tam przechadzali się m.in. bohaterowie Puszkina) na Pola trzeba trochę się nachodzić, żeby dojść do najbliższego przejścia dla pieszych a potem szukać kolejnego, żeby dojść do Ogrodu Michałowskiego. Gdyby tą rozszatkowaną przez wielkie ulice przestrzeń połączyć i dodatkowo Pole Marsowe wyposażyć w drzewa i tak potrzebny latem cień, byłaby to niezwykle piękna część miasta, dająca mieszkańcom wytchnienie od rozpędzonej metropolii.

Po tej mentalnej podróży przez arystokratyczne części Petersburga Rodia powraca do rzeczywistości okolic brudnego i nieco demonicznego placu Siennego. Dociera do mieszkania staruchy:

Liczne okna, wychodzące na ten ogromny kwadratowy dziedziniec, były otwarte, lecz on nie podniósł głowy: nie starczyło mu sił. Schody wiodące do starej były tuż, od bramy na prawo. Oto jest już na schodach... str. 90

Dom staruchy, Petersburg

Brama do domu, gdzie mieszkała starucha lichwiarka

Jakiś czas po morderstwie Raskolnikow zaczyna na nowo wychodzić z domu. Początkowo podąża swoją starą ścieżką:

Wiedziony starym zwyczajem, ruszył utartym szlakiem owych dawniejszych przechadzek – wprost ku placowi Siennemu. W pewnej odległości od Siennego, na bruku, przed sklepikiem, stał młody czarnowłosy kataryniarz i kręcił jakąś wielce sentymentalną melodię. (str 185)

W pewnym momencie rusza dalej – na drugą stronę Newy, na Wyspę Wasilewską:

Na niebie ani chmurki, woda prawie błękitna – rzecz w Newie tak rzadka. Kopuła soboru- która z żadnego punktu nie zarysowuje się lepiej, niż gdy na nią patrzeć stąd, z mostu, o dwadzieścia kroków od kaplicy – aż promieniała, a przeźroczyste powietrze pozwalało dojrzeć każdy jej ornament.  (str 136).

Sobór Izaaka z perspektywy Wyspy Wasilewskiej

Błękitna Newa

Sobór widziany z Wyspy Wasilewskiej

Sobór widziany z bulwaru na Wyspie Wasilewskiej

Na Wyspie Wasilewskiej mieszkał przyjaciel Rodii Razumichin zanim przeniósł się w okolice Placu Siennego. Tam też znajdował się (i do dzisiaj znajduje) petersburski uniwersytet. Dziś jedną z najbardziej znanych mieszkanek Wyspy jest pani Putinowa, matka premiera Rosji (złośliwi twierdzą, że tylko z tego względu Putin zarządził kilka lat temu porządne "odświeżanie" wyglądu kamienic na Wyspie).

Raskolnikow na kilka dni przed morderczą wyprawą do staruchy wędruje na Wyspę, by odwiedzić przyjaciela:

Skierował się w stronę Wyspy Wasilewskiej przez prospekt W-ski, jakby spiesząc tam w pilnej sprawie, lecz swoim zwyczajem szedł nic nie widząc, szepcząc do siebie, a nawet głośno gadając, czym wielce zadziwiał przechodniów.  (str 49)

Okolice uniwersytetu, Wyspa Wasilewska

Wyspa Wasilewska, okolice uniwersytetu

W drodze do Razumichina Rodia jest w dość osobliwym stanie. Do domu przyjaciela nie dociera. Wciąż przeżywa wiadomość, którą w liście zakomunikowała mu matka, dotyczącą planowanego ślubu Dunii z Łużynem (Rodia zdaje sobie sprawę, że siostra chce poświęcić siebie, by pomóc mu finansowo). Idzie, nie zdając sobie sprawy, że dociera do następnej Wyspy:

W taki sposób minął całą wyspę Wasilewską, dotarł nad Małą Newę, przeszedł most i zawrócił ku Wyspom. Zieleń i świeżość zrazu podobała się jego zmęczonym oczom nawykłym do miejskiego kurzu i do olbrzymich, napierających i przytłaczających kamienic. Tutaj nie było duszności, ani smrodu, ani szynków. (str 65).

Wyspa Jełagin, Petersburg, Rosja

O zielonej Wyspie Jełagin pisałam wcześniej przy okazji wyprawy do buddyjskiej świątyni. Na szczęście to miejsce nie zostało dotknięte ani ekspansywnym ruchem aut, ani żadnymi planami budowlanymi. Tam wciąż rzeczywiście można od metropolii odpocząć.

Mapa tych literackich wycieczek w wielkim uproszczeniu wyglądać będzie tak: w czerwonym kółeczku zaznaczyłam okolicę, gdzie mieszka przeważająca większość bohaterów (okolice Placu Siennego, przy zygzakowatej linii kanału Gribojedowa), krętą linią pokrętną trasę Rodii, wędrującego na północ miasta.

Mapa Zbrodni i kary, Petersburg

Na koniec mała niespodzianka. Poznajecie te rysy?

Potomek Dostojewskiego

To jeden z sześciu żyjących potomków Dostojewskiego (na zdjęciu z japońskim tłumaczem książek pisarza). Trudno uwierzyć, ale nikt z rodziny autora nie dostaje ani grosza z tantiem ze sprzedaży powieści. Podobno potomkowie pisarza są równie biedni jak ich przodek.


*Cytaty ze "Zbrodni i kary" podaję za wydaniem Biblioteki Narodowej (tłum. Cz. Jastrzębiec-Kozłowski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1987).

niedziela, 08 sierpnia 2010, maga-mara

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/08 11:37:59
nieprawdopodobne, być potomkiem tak wielkiego pisarza i nic z tego nie mieć.
-
2010/08/08 11:38:51
Kilka lat temu zwiedzałam Petersburg, jednak nie starczyło mi samozaparcia na wyszukanie w tekście i w mieście miejsc z powieści. Jestem pod wrażeniem! :) Może jeszcze kiedyś tam wrócę, z Twoją mapką w ręku? ;)) Pozdrawiam
-
2010/08/08 23:13:33
@Kasia: Niestety kwestia praw autorskich i tantiem jest w Rosji wciaz kiepsko regulowana. Sam Dostojewski byl ofiara niezwykle krwiozerczego wydawcy, ktory za "Zbrodnie" zaplacil mu absolutne grosze (de facto planowal nie zaplacic w ogole).

Wyobraz sobie, ze jak poszlismy w Petersburgu do jednego ze sklepow z DVD, sprzedawca byl zszokowany, ze chcemy kupic film. "Przeciez ten film mozecie sciagnac z internetu za darmo" - wyjasnil nam jak ostatnim frajerom :) Latwo sobie wyobrazic z czego ten facet sie utrzymuje :)

@Maioofka: Witaj w "Tyglu"! Dziekuje. Spacer polecam (latem ta cala trasa bedzie jednak dosc meczaca w upalny dzien). Dla mnie wielka frajda bylo czytanie ksiazki i jednoczesnie rozpoznawanie miejsc z powiesci podczas przechadzek po Petersburgu. Do regionow, do ktorych wedrowal Rodia podchodzilismy kilka razy, za kazdym razem odkrywajac nowy szczegol.
Serdecznie pozdrawiam
-
2010/08/09 09:33:25
Magamaro często zastanawia mnie właśnie kwestia potomków wielkich pisarzy - to jest w tym sensie ciekawe, że być może nie każdy z nich che się przyznawać do - nie tyle twórczości słynego dziadka - ale raczej jego poglądów albo i nieznajomości twórczości:) no bo przecież jakiż wstyd nie znać wszystkich tekstów autorstwa na przykład pra...dziada Sienkiewicza?:)
I jeszcze jedno - cikawe jak (i co) czują się dziś mieszkańcy tych kamienic (znowu kłania się być może brak znajomości literatury, może nie zdają sobie sprawy?) szczególnie interesujące mogą być odczucia mieszkańców domu, w którym mieszkała starucha:)?

Hmmm?? Zbrodnia i kara będzie chyba moją lekturą na drugą część urlopu:)
-
2010/08/09 20:23:08
Ach nie wiem. Prawo autorskie jest na szczętście okrutne. W przeciwnym razie musielibyśmy płacić do dzisiaj tantiemy potomkom Arystofanesa. Jakieś granice, prawda, muszą być.
A bieda i kłopoty finansowe Dostojowskiego? Jeśli wierzyć biografom - nie tak całkiem niezawinione.
-
2010/08/10 09:01:58
@Moni: Mieszkancy kamienicy, zwlaszcza tej, w ktorej Dostojewski umiescil staruche, maja serdecznie dosc odwiedzajacych, wszelkich znawcow literatury, ktorzy przychodza i rozprawiaja, ktora to brama wszedl a ktora wybiegal Raskolnikow. Ot, proza zycia :) Swoja droga pewnie i dobrze, ze mieszkancy na przyklad nie szukaja inspiracji w tekscie na jakie morderstwo (choc to na przyklad bylby fajny temat na post-dostojewskie opowiadanie :)

@Telemachu: Prawda, prawda, zreszta okrutny wymysl takowego prawa w daleka przeszlosc nie potrafi celowac. Potomkom Arystofanesa to pewnie by sie cos nalezalo za nieprawdopodobna sile przedluzania rodu.

A co do Dostojewskiego: owszem, lekkomyslnie pieniadze przegrywal, glupio wydawal (przy okazji przypomnialo mi sie, ze powyzej powinno byc i zdjecie Newskiego Prospektu, gdzie Luzyn - wzorem samego autora - zakupuje drogie i eleganckie rekawiczki), zaspokajajac wlasna proznosc. Nie mniej jednak byl i ofiara bezwzglednych wydawcow, zwlaszcza tego, ktory wycisnal z niego "Zbrodnie i kare" za zupelne grosze. Do tego mial na utrzymaniu spora wlasna i brata rodzine. Sila i chec przezycia z pisania byly jednak u niego imponujace.
-
2010/08/10 09:38:02
Magamaro właśnie o tej drugiej stronie (życia w "dostojewskiej" kamienicy) pomyślałam - czy ta świadomość nie pobudza ich wyobraźni:)?
A tłumów ... nie zazdroszczę. Choć to miłe, że jednak ludzie pamietają, myślą i chcą oglądać
-
2010/08/15 13:18:31
@Moni: moze brakuje im gotujacej sie w sobie postaci na miare Rodii, zeby ktos znowu siegnal po siekierke? :)
-
2010/08/15 20:56:16
Oj, oby nie! Choć z drugiej strony, dzwię się, że to jeszcze nie nastąpiło hihi:))
-
2012/05/15 22:36:57
Pani świetny artykuł niezwykle pomógł mi - nauczycielce - przygotować prezentację w PP dla uczniów, która przybliży im obraz Petersburga w powieści Dostojewskiego. Dziękuję!
-
2012/05/16 10:33:49
@Lel-ka: Jest mi niezmiernie miło! Podobnych wycieczek zrobiłam już kilka, więc gdyby Pani potrzebowała czegoś jeszcze w przyszłości, to polecam poszukać w Tyglu. Pozdrawiam.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie bądź wykorzystywanie treści bloga bez zgody autorki jest zabronione.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...