Blog > Komentarze do wpisu

Opowieść jak się patrzy - o babci i o "Lali" Dehnela

Jacek Dehnel Moja babcia Ela urodziła się w Hamburgu na początku XX wieku. Prababcia Aniela pojechała tam w ciąży do swojej rodziny, o której my - trzecie i czwarte pokolenie - już nic nie wiemy. Zostały tylko stare fotografie panów w surdutach i pań w jasnych sukniach, niemożliwych do zidentyfikowania przez nikogo z żyjących. Babcia Ela pewnie by wiedziała, ale umarła kiedy miałam sześć lat, więc nie zdążyłam jej o to wszystko wypytać. Babcia zresztą w czasach mojego dzieciństwa niewiele czasu miała na powracanie do przeszłości i snucie historii. Zajmowała się przecież dwójką dość charakternych wnuków: moim kuzynem Maćkiem, który w chwilach niezadowolenia twardo oznajmiał "Ela ja się teraz na ciebie gniewam" i pozostawał w tym stanie, dopóki babcia nie wyciągnęła pierwsza ręki na pojednanie, i mną - pierwszą wnuczką swojej córki - którą rozpieszczała, jak tylko mogła i która podobnie jak kuzyn Maciek lubiła stawiać babci warunki.

Bardzo żałuję, że ten świat czasów babci i jej rodziny zaginął bezpowrotnie i nie istnieje już nawet w rodzinnych wspomnieniach. Najgorsze jest jednak to, że babci już nie ma. Umarła nagle i niespodziewanie. Nie było dla niej czasu ani na powolne dziecinnienie, które dopada człowieka na starość, a dla nas - na przygotowanie się na jej odejście. Zabrakło momentu przejścia, kiedy można zacząć godzić się z nieuniknionym, a który Jacek Dehnel w swojej "Lali" - "książce gadanej" o babci i rozpadających się światach ujmuje tak:

Już teraz dom w Oliwie wygląda inaczej. A kiedy babcia umrze, a umrze niebawem, i mogę to napisać zupełnie spokojnie, bo po pierwsze, dawno wszyscy pogodziliśmy się z tą myślą, a po drugie, ona i tak tego nigdy nie przeczyta, bo w ogóle już nie czyta, wszystko się zmieni nie do poznania." (str. 5)

"Lala" to piękna opowieść, która zachowuje to, co każda rodzina powinna, a czego nam się nie udało zatrzymać. Familijne opowieści są, rzecz jasna, skomplikowane, więc niejeden raz udało mi się w dehnelowych historiach pogubić (co zresztą było dość urocze). W podobny sposób traciłam kiedyś rozeznanie, czytając "Mahatmę Witkaca" Siedleckiej. Obie książki - choć tak różne gatunkowo - próbują ocalić pamięć o tym, czego już nie ma, zrekonstruować świat, który się rozpadł, pozlepiać, jak robią to konserwatorzy starożytnej ceramiki, te bezcenne pozostałości kielicha minionej epoki, by można spróbować wyobrazić sobie, jak się niegdyś z niego piło.

To, co naważył Dehnel, pije się znakomicie. Światy jego bohaterów pojawiają się i giną w niekontrolowanym łańcuszku skojarzeń i powtórzeń starzejącej się, nietuzinkowej kobiety, która ma w sobie potęgę żeńskich kreacji Schulza:

- Znacie... - zaczyna babcia.
- Znamy. Na pamięć. - odpowiadamy z oczywistą bezsilnością.
- Znacie? No to posłuchajcie. Kiedy Niemcy przyjechali do Lisowa, każdy zachował się inaczej.
(s. 185).

Kijowskie czasy prosperity, marne chwile Żydów na kieleccyźnie, czasy wojny, przeprowadzek, upadającego dworku, wyjazdów zagranicznych, ucieczek, powrotów ma babcia wyryte na zacinającej się co rusz płycie pamięci. Zresztą właśnie opowieść o owym zacinaniu się, o powolnej, okrutnej degradacji człowieka przez starość udała się Dehnelowi najlepiej. W snuciu tej osobistej historii pisarz wydał mi się też stylistycznie najciekawszy. O ile saga rodzinna ujęta w gawędziarskim stylu długich, wijących się jak gałęzie genealogicznego drzewa zdaniach zbyt mocno przypominała mi charakterem książki Grassa, Chwina czy Huellego (co ciekawe, wszyscy pisarze, łącznie z Dehnelem pochodzą z Gdańska), o tyle budowana na dziesiątkach innych historii, osobista opowieść o finale życia babci zawarta w krótkich, ostrych, wymownych dialogach była oryginalna i poruszająca.

Babcia patrzy na mnie z wyrzutem i mówi:
- Wszystkie wakacje spędzałam w Lisowie...
- Babciu, nie włożyłaś zębów.
- Cicho, gówniarzu - mówi babcia, której wszyscy trują, ze nie nosi zębów, a ona ma wszystkich głęboko w nosie.
- Ale babciu, elegancka kobieta...
(s. 125)

W takich rozmowach dokonuje się właśnie ostatnia historia - najważniejsza, bo dotycząca tajemnicy człowieczego rozpadu i odejścia. Dehnel opowiedział ją pięknie, prosto i przejmująco. Zazdroszczę mu, że mógł Lalę "od słowa do słowa" jej własnymi słowami stworzyć. Moja Ela mogłaby istnieć jedynie w kolekcji enigmatycznych przypuszczeń...

***
Jacek Dehnel, "Lala"
wyd. W.A.B., Warszawa 2006.

Relacja ze spotkania z Jackiem Dehnelem w Londynie.

niedziela, 29 sierpnia 2010, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/29 17:46:36
Niestety, link do relacji ze spotkania z Dehnelem nie działa :(
Polecam "Balzakiana" tego autora. Jestem na świeżo po lekturze, książka zrobiła na mnie duże wrażenie. "Lala" króluje jednak w moim sercu niepodzielnie :)
-
2010/08/29 18:43:17
@Lirael: "Lala" jest pierwszą książką Dehnela, która czytałam i z pewnością nie ostatnią :) Sięgnęłam po nią po spotkaniu z autorem w Londynie (link do relacji już poprawiony). Dehnel świetnie wypadł, najlepiej z całej szóstki europejskich pisarzy, a fragment "Lali", którzy przeczytał w angielskim tłumaczeniu (książka powinna ukazać się w Anglii jesienią) był bardzo zachęcający.
Dziękuję za polecenie "Balzakianów". Może nawet uda mi się tą książkę dostać w Oksfordzie.
-
2010/08/29 21:04:27
Ciekawe jak Lala brzmi po angielsku? Mnie pierwsze strony początkowo odrzuciły, wydawało mi się, że to zbyt anachronizujący język jak na tak młodego autora. Ale szybko dałam się uwieść, przekonać i pokonać :)
-
2010/08/29 21:40:09
Piękny zbieg okoliczności. Właśnie dziś rano, spoglądając na półkę z książkami, poczułam, że czas na Lalę, która stoi na na niej już od bardzo dawna. Jutro więc ruszam! :)
-
2010/08/30 09:01:08
cudna książka - pełna wspomnień, ciepła - do pozazdroszczenia - szkoda, że takich ludzi już coraz mniej:(
-
2010/08/30 10:29:29
@Czara: "Lala" po angielsku w tlumaczeniu Antonii Lloyd-Jones brzmi swietnie (tlumaczka wczesniej przelozyla m.in. ksiazki Pawla Huelle. Zwlaszcza jego "Mercedes-Benz" musial byc niezla wprawka, bo forme "gadana" ma podobna, dlugie, kwieciste zdania, liczne wtracenia etc.). Ja mialam podobne wrazenia do Twoich po przeczytaniu pierwszych stron ksiazki -z tym ze mnie nie dziwil gawedziarski styl, ale nieco rozczarowal, bo za bardzo przypominal mi innych wspolczesnych pisarzy (nota bene tez z Gdanska). Wydawalo mi sie, ze "Lala" stylistycznie bedzie ciekawsza. Rzeczywiscie na koncu ksiazki taka jest. Nie szykuje sie przypadkiem francuskie tlumaczenie?

@Pyzo: Przyjemnej lektury! Ty masz zapasy polskich ksiazek :) Musisz je chyba regularnie zwozic do Mediolanu? Ja na razie zdaje sie na zasoby biblioteki slawistycznej. Przydaloby sie i wiecej czasu, ale z tym niewiele moge zrobic... :(

@Moni: Dlatego wlasnie warto z nimi jak najwiecej rozmawiac i literacko ocalac. Zaluje, ze nie mialam takiej okazji. Powiesc rzeczywiscie udana. Moze przed porodem uda mi sie zapolowac jeszcze na "Rynek w Smyrnie" i "Balzakiana". Czytalas ktoras z nich?

-
2010/08/30 12:16:16
Tak, za każdym razem, kiedy jadę do Polski biorę pustą właściwie walizkę, która w drodze powrotnej pęka w szwach od książek i polskich specjałów. Plus od czasu do czasu zamawiam książki bezpośrednio z Merlina. :) Nie mam niestety dojścia do polskich książek na miejscu.
-
2010/08/30 13:43:27
"Lala" tez mnie zachwyciła.
A tak trochę z innej beczki. Niedawno wyszły wspomnienia Anny Rottenberg (pisała w czasie gdy czekała na odnalezienie ciała jej syna, mogła go pogrzebać dopiero po kilku latach). Ale też o tym jak usiłuje odtworzyć historię rodziny. Na starcie przegląda zdjęcia z pozostawionego przez matkę tekturowego pudełka ze zdjęciami i prawie nikogo nie rozpoznaje. Ma trudne zadanie. Część rodziny to Żydzi z Nowego Sącza - tak wszyscy mieszkańcy tego miasta, zamordowani, część mieszka w Rosji i dawno juz zerwała łączność z Polską. Czyli zadanie prawie niewykonalne. A jednak sporo jej się udalo "odtworzyć". Polecam tę książkę. Chociażby po to, by móc uczestniczyć w tej "rekonstrukcji".
-
2010/08/30 14:18:51
"Rynek..." miałam, z biblioteki. Niestety nie wciągnął mnie, więc oddałam żeby nie blokować, myślę jednak, że powrócę. Może to kwestia czytania 2 książek tego samego autora? Chociaż nieee ... zaczęłam od "Rynku ..." i przerwałam aby czytać Lalę, a ta wciągnęłam mnie i zachwyciła. Ale to jest tylko moja opinia Magamaro, więc nie kieruj się nią specjalnie:)))
-
2010/08/30 14:21:17
Za to potwierdzam słowa Ningi i polecam również książkę, o której pisze - "Proszę bardzo" Andy Rottenberg ... choć to ciężka lektura.
-
2010/08/31 00:06:38
@Pyzo: Z Merlina zamawialam bezposrednio chyba jedynie dwa razy - przesylka do Wielkiej Brytanii jest droga, wiec od czasu do czasu korzystam tylko z polsrodka: zamawiam z Merlina na adres mamy a potem jak ja odwiedzam, laduje ksiegi w walize, dopycham kolanem i hop przez morze. Ostatnio obywa sie nawet bez dopychania, bo Wizzair zwiekszyl limit bagazu do 32 kg (ciekawe, bo to zachowanie zupelnie jak nie taniej linii).

@Ningo: Bardzo dziekuje. Nie slyszalam o tej ksiazce wczesniej, a brzmi bardzo ciekawie. Musze na nia zapolowac jeszcze zanim sie rozpolowie, bo pozniej pewnie bedzie trudno ze znalezieniem czasu na ksiazce (przynajmniej na poczatku). Eeech :)

@Moni: Dziekuje, zdecydowanie wpisuje "Prosze bardzo" na moja liste. Wlasnie sprawdzilam oksfordzka biblioteke i tego niestety jeszcze nie maja. Mam nadzieje, ze pojawi sie wkrotce. Na "Rynek" tez zapoluje. Jestem ciekawa :)
-
2010/08/31 07:28:23
Udanych łowów Magamaro i miłych lektur w takim razie:)
Miłego dnia!
-
2010/08/31 21:30:56
musze przynac ze pan D. to nie moja broszka, albo dosadniej mowiac nie moja filizanka herbaty ;). Za bardzo słodzi, za bardzo zawija, nie wiem, cos mi tu wyrczy i sie rwie. Nie pasuje mi i juz.
-
2010/09/01 14:56:45
Musze przeczytac 'Lale' w takim razie, od jakiegos czasu poluje na dobra ksiazke.

A Ciebie chyba przed chwila widzialam na Walton Street. Jesli to Ty, to ladnie Ci z brzuszkiem!
-
2010/09/02 00:01:34
@Poluję całkiem sprawnie i pewnie wkrótce zrobię moją pierwszą i ostatnią prezentację stosiku książek - będzie o tyle wiekopomna, że będzie zawierać to, co chciałabym przeczytać, jak jeszcze jestem w jednym kawałku (a zostało mi już tylko jakieś 7 tygodni! aaaaaa! :-)

@Peek-a-boo: Miałam zapytać Cię w poprzednim mailu, czemu to nie Twoja filiżanka herbaty. Zbyt wystylizowane? To mi aż tak bardzo nie przeszkadzało. Raczej lekko rozczarowało, bo myślałam, że styl będzie bardziej oryginaly. Finałowe fragmenty "Lali" mają za to więcej werwy, więc odkładając książkę je pamięta się najlepiej.

@Misspilat: O rany, to rzeczywiście mogłam być ja! :) To właśnie ten brzuszek wietrzyłam, bo coś się niespokojnie kręcił. Czy mieszkasz może albo pracujesz w Jericho?

Jeżeli masz dostęp do uniwersyteckiej Slavonic Library na Wellington Square, to możesz "Lalę" tam znaleźć "Lalę".
-
2010/09/02 10:18:28
Pracuje na Walton Street.

Apropos Twojego powyzszego wpisu, na lunchu czesto mnie mozna spotkac w Ksiegarni za £2.

-
2010/09/03 20:41:52
Piekna recenzja i piekne wspomnienia. Szkoda, ze po Twojej babci Eli tak malo pozostalo. Przeczytalam "Lale" krotko po smierci mojej babci juz dobre kilka lat temu i na koncu (ale nie tylko na koncu) mocno sie wzruszylam. Dehnel bardzo umiejetnie oddaje glos odchodzacym i chyba te osobiste relacja z sama babcia Lala tchnely w ksiazke ten czar. "Balzakiana" moge Ci pozyczyc, uczucia mam, jak wiesz, mieszane, natomiast "Rynku w Smyrnie" raczej nie polecam, nie sa to najlepsze opowiadania (ale jesli masz ochote, to ja je wypozyczylam z oksfordzkiej biblioteki glownej).
-
2010/09/06 23:11:31
@Misspilat: oho, pewnie się wkrótce spotkamy :) Będę wypatrywać. Pozdrawiam ciepło

@Chihiro: Dziękuję, nie będę się spieszyć z tymi książkami. Mam już spory stos tych, które chciałabym bardzo przeczytać przed tym, jak urodzę (a czasu coraz mniej), więc resztę zostawię na bliżej nieokreśloną przyszłość. Będę pamiętać, że masz "Balzakina".

Na marginesie: liczba i jakość polskich książek w oksfordzkiej bibliotece głównej zdecydowanie się pogorszyła. Posprowadzali polskie tłumaczenia różnorakich zagranicznych, masowych bestsellerów, nakupowali powieści Wiśniewskiego i Kofty. Jest trochę klasyki, ale wybór raczej marny, dlatego rzadko na polskie półki zaglądam.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...