Blog > Komentarze do wpisu

Zawód żebrak

Powstaje pytanie, dlaczego gardzi się żebrakami - bo przecież gardzi się nimi powszechnie. Wierzę, że dzieje się tak z prostego powodu, że oni nie zarabiają na swoje utrzymanie. W praktyce nikogo nie obchodzi, czy praca zarobkowa jest użyteczna czy nie, owocna czy pasożytnicza. Jedyną rzeczą, której się wymaga to to, żeby praca była dochodowa. We wszystkich współczesnych rozmowach o energii, efektywności, opiece społecznej i całej reszcie, czy nie chodzi właśnie o stwierdzenie "Zarabiaj, zarabiaj legalnie, zarabiaj dużo"? Pieniądze stały się wielkim sprawdzianem naszej prawości. Tego sprawdzianu żebracy jednak nie zdają i właśnie dlatego się nimi gardzi. Jeżeli ktoś mógłby zarobić 10 funtów tygodniowo żebrząc, to jego zajęcie natychmiast zostałoby otoczone szacunkiem. Żebrak, patrząc na to realnie, jest po prostu biznesmenem, który zarabia na swoje utrzymanie podobnie jak inni biznesmeni, trzymając się każdej możliwej okazji. On nie stracił jednak swojego honoru (tak jak ponad połowa współczesnych ludzi), ale jedynie popełnił błąd, wybierając  zajęcie, które nie pozwala się wzbogacić.

George Orwell, "Down and Out in Paris and London", s. 153


Żebrzący przy stacji metra, Paryż

Paryska scenka

Czy przekonanie Orwella wytrzymuje sprawdzian czasu (Orwell napisał te zdania pod koniec lat 20. minionego wieku)? Czytając scenkę z warszawskiego dworca doskonale zrelacjonowaną przez Invitadę, wydaje mi się, że jak najbardziej. Żebraków traktuje się w europejskich społeczeństwach jak pasożytów, czyhających na ciężko zarobione pieniądze tych, którzy muszą pracować. A jałmużna jest przecież dobrowolna. Nie wspominam już o tym, że wielu żebrających dałoby wszystko, by móc nie prosić o łaskę. Bo przecież przyjemnie nie jest ani wystawanie, ani proszenie, ani marznięcie na zimnie, ani niepewny los kolejnej nocy. Zresztą znaleźć się na ulicy pozornie wcale nie jest tak trudno. Wystarczy posłuchać historii tych, którzy żebrzą, do czego zachęcam, a może jeszcze bardziej do wrzucenia drobnych w odpowiednie miejsce.


Żebrzący w LondynieScenka londyńska

czwartek, 10 maja 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/05/10 23:49:31
bardzo dobra puenta; znalezć się na ulicy wcale nie jest trudno. mnie zawsze porusza widok żebrzących ludzi, bo nie zawsze kryje sie za tym próba wyłudzenia pieniędzy od ludzi. ci ludzie zwyczajnie potrzebują pomocy.
nie wspominam tutaj o jednej ze słynniejszych grup żebrzących Edynburga, Romów z Portobello. pewnego dnia wracając z pracy omal nie przewróciłam się na chodnik, kiedy zobaczyłam kilkoro z nich jadących nowiutkim mercedesem. bo tak też bywa.
tę książkę Orwella, o której wspominasz dostałam kilka tygodni temu od znajomych. i do Paryża także się wybieram. pozdrawiam.
-
2012/05/11 08:14:28
Temat 'żebrzących' poruszył mnie wczoraj na tyle, że... uciekłam z twojej strony. Wróciłam by powiedzieć, że większości 'niechętnych' raczej nie brak umiejętności zarabiania przez żebrzących zniechęca.
Są oni często przeraźliwie brudni, poturbowani, skacowani. Wielu agresywnie domaga się pomocy i uwagi. A są przecież miejsca gdzie bezdomny może o siebie choć trochę zadbać, zmienić odzież.
Osobna 'kategoria' to dzieci zmuszane przez rodziny do zarabiania, starowinki w nędzy proszące o wsparcie. Temat rzeka.
Człowiekowi nie starczyłoby środków, by co dzień wspomóc tych, którzy proszą czy wręcz domagają się. U nas prowadzono akcję by nie wspomagać bezpośrednio. Jeśli, to poprzez powołane organizacje, do których ci wszyscy w potrzebie mogą się zwrócić.

Utopia - może. Problem nęka ludzkość od zarania dziejów, na razie nie widać antidotum.
-
2012/05/11 08:39:10
Aniu, przez kilka lat mieszkałam koło Dworca Centralnego w Wawie i codziennie musiałam przechodzić przez przejścia podziemne do przystanku tramwajowego. Uwierz mi, że gdy niemalże codziennie podchodzi do Ciebie ten sam pan, któremu "brakuje na bilet do Katowic" (pokazuje dowód z zameldowaniem), to czujesz się potraktowana co najmniej instrumentalnie.
Generalnie ludzie lubią pomagać (myślę), ale nie lubią być "wykorzystywani", chcą mieć kontrolę nad tym, jak pieniądze, które dają, są użyte (np. bułka, nie wino, witaminy dla dziecka, nie złote zęby). Tylko czy to można nazwać bezinteresowną pomocą?
A że bardzo łatwo wylądować samemu na ulicy? Nie wątpię, zwłaszcza w burzliwych czasach, aaale - nie przesadzajmy też z tym sentymentalizmem :)
Znacie ten artykuł Hugo-Badera?
wyborcza.pl/1,95364,7070577,Walka_klas_trwa_.html?as=1&startsz=x
-
2012/05/11 10:24:39
asiaya; bardzo długi ten tekst, ale Bader zawsze widzi oczami innych to, czego my nie widzimy. poza tym sentymentalnie mi się zrobiło, bo te torby w pasy. a ja spod granicy z Białorusią pochodzę.
-
2012/05/12 12:08:24
Fak, długi, ale szybko się czyta. Invitado, ja też "w tamtą stronę", pozdrawiam :)
-
2012/05/14 17:26:44
@Invitado: Dokładnie. Widziałaś może żebrających w Oksfordzie? Oni często sprzedają za tyle, za ile masz, magazyn zatytułowany Big Issue (magazyn jest drukowany przez organizację charytatywną, żeby w ten sposób dać bezdomnym możliwość zarobienia). Sprzedaż odbywa się w kulturalny sposób, może za jednym przypadkiem młodego chłopaka, który ewidentnie jest na drugach i w chwilach desperacji potrafi być nawet dość agresywny. Jego najbardziej mi szkoda. Poza tym w mieście jest ciekawy przypadek młodych absolwentów uniwersytetu, który wybierają żebranie... jako sposób na życie. Śpią po parkach, a żyją z tego, co im dadzą inny studenci. Często wiosną, latem przemieszczają się po kraju, czym przypominają mi żywot spików z książki Orwella Down and out.. (zresztą Orwell sam spikował w Londynie), stąd ta książka jest taka dobra.

Co do Romów, to znam podobne historie i właściwie nie mam nic przeciwko temu, bo to ich sposób nie tyle na przetrwanie, co na dostatnie życie. Kiedyś widziałam świetny program o Romach w Londynie. Zresztą sporo z nich pochodziło z Polski i mówiło świetnie po polsku. To inna kultura, inne podejście do życia i współżycia ze społeczeństwem. Myślę, że jak się o tym wie, to taki mecedes przestaje kłuć w oczy. Zresztą spora część europejskich Romów wywodzi się z wędrownej, najniższej kasty w Indiach, która żyje na totalnym marginesie społecznym i utrzymuje się z tego, co przyjdzie im zebrać. Tam są nieczyści i pogardzani, więc nie dziwię się, że jako społeczność kultywują życie w zamknięciu i korzystają z każdej okazji, żeby polepszyć swoją egzystencję.

@Ewo: Cieszę się, że powórciłaś :) Szkoda, że brud i smród potrafi zabić dobrą inicjatywę. Wrzucając grosza czy kupując komuś jedzenie wcale nie trzeba się przecież "pobrudzić" :) Nie jestem przekonana co do inicjatyw "nie pomagaj bezpośrednio", bo dlaczego właśnie nie? Nie każdy bezdomny trafi do organizacji, nie każdy będzie chciał, bo swoją drogą może to być dość upokarzające doświadczenie (właśnie o tym też pisze Orwell), dlatego ja wspieram bardziej dostawę "bezpośrednią". Owszem w Wielkiej Brytanii jest sporo organizacji charytatywnych, które pomagają bezdomnym, m.in. bardzo znana londyńska inicjatywa Shelter, która musiała do tej pory pomóc setkom Polaków, jacy znaleźli się na ulicy po tym, jak nagrana praca za krocie w Anglii się nie zmaterializowała po przyjeździe etc etc. Mimo tego ja wolę wrzucić bezpośrednio do ręki nieszczęśliwca (albo nawet i szczęśliwca, jeżeli mówimy o grupie żebrających, o których wspomniałam wyżej i którzy żyją tak z wyboru), bo wtedy wiem, że to dotarło bez żadnych pośredników we właściwie miejsce.

Owszem wszystkim się nie pomoże, ale wrzucając drobne od czasu do czasu nikt też nie zubożeje :)
-
2012/05/14 17:41:17
@Asiu: Facet miał ewidentnie dobrą strategię (idealną jak na dworzec), zapomniał tylko o tym, że przejścia podziemne są też dla mieszkańców, nie tylko przyjezdnych :) Przyznam szczerze, że ja wybuchnęłabym śmiechem, gdyby codziennie chciał dostać ode mnie na Katowice i zapytała, po co tak często tam jeździ :) Założe się, że następnym razem kłaniałby się w pas :)

Ja nie mam nic przeciwko temu, jak bezdomny wykorzysta datek, czy to będą witaminy czy wino jego sprawa. Przy takich warunkach bytowania może nawet lepiej, jak ulży sobie winem?

Dzięki za link do tekstu, zaraz zabieram się za czytanie.

A co do lądowania na ulicy nie chciałam wcale, żeby tchnęło sentymentalizmem. To pewnie banał, ale rzeczywiście łatwo tam się znaleźć. Opowiem Ci jedną historię. Pracowałam kiedyś z Włoszką, która studiowała w dwóch krajach w Europie a potem przyjechała do Oksfordu doszkolić angielski. Pracę miała dorywczą przy tłumaczeniu w dodatku w firmie, gdzie większość była z innego kraju, więc szkolenie języka raczej się tam nie wydarzało. Dlatego postanowiła wyjechać do Londynu i tam znaleźć pracę w angielskim środowisku. Wszystko układało się pomyślnie: została zaproszona na rozmowę, którą pomyślnie przeszła, wypowiedziała mieszkanie w Oksfordzie i znalazła znajomych znajomych, którzy mieli ją przez chwilę przenocować u siebie, zanim stanie na nogi. Jak tylko znalazła się w Lonydnie na stałe, okazało się, że owszem pracę dostała, ale nie było wolnego stanowiska (jeden z absurdów długich procesów rekrutacyjnych), znajomi znajomych po kilku dniach musieli się wynieść z mieszkania, więc dziewczyna znalazła się na ulicy z dnia na dzień dopniejącymi ostatnimi gorszami. Spotkałam ją wtedy i pamiętam, że zabrałam do jakiejś przydrożnej kanjpy. Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby ktoś tak łapczywie jadł gorące jedzenie... Ostatecznie historia ma happy end, ale tamte dni ze znalezienia się na samym dole są dla niej wciąż traumatycznym wspomnieniem. Wcale się nie dziwię.

Dobra, lecę czytać tekst Badera :)
-
2012/05/22 18:40:48
Apropos tego, że każdy z nas może się znaleźć na ulicy, przypomniał mi się bardzo ciekawy film niemiecki z Agatą Buzek w roli głównej: "Valerie". Główna bohaterka to modelka, której kariera stoi w martwym punkcie, jest bez grosza, ale ciągle chce trzymać fason i dawny styl życia. Został jej tylko samochód, ale nie ma pieniędzy na opuszczenie parkingu luksusowego hotelu. Śpi w samochodzie dopóki nie zostanie odholowany. Ciągle ma nadzieję, że ktoś jej załatwi jakąś sesję zdjęciową, ale przyjaciele jeden po drugim się wykruszają, uciekają, przykro im, nie mogą pomóc. Valerie powoli stacza sie coraz niżej jak po równi pochyłej. Przejmujący film, polecam.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...