Blog > Komentarze do wpisu

Moja przeprowadzka: Oksford

Oxford, Turl Street, centrum miasta, fot Milena WernerTyle się mówi o emigracji zarobkowej, a o ile wdzięczniejszym i bardziej intrygującym tematem jest emigracja uczuciowa :) Bo w końcu tyle tysięcy ludzi musi pakować swoje walizki, mówić adieu rodzinnemu miejscu i ruszać w nowe, by dołączyć do swojej drugiej (bądź jak kurtuazyjnie mówią Anglicy - lepszej) połówki. Tak zrobiłam ja, osiem lat temu. Waliza nie była wcale duża, w końcu podróż lotnicza z Gdańska na południe Anglii to jedynie 2 godziny, więc choć teoretycznie po coś niezbędnego zawsze można szybko pojechać, a poza tym naprawdę nie wiedzieliśmy, gdzie będziemy mieszkać za kilka miesięcy. Oliver kończył wtedy pisanie doktoratu w Oksfordzie, a ja miałam pracę, którą mogłam wykonywać z każdego miejsca na świecie pod warunkiem, że miało ono dostęp do internetu. Niby świetny układ, duże pole manewru, ale przyznam szczerze, że to też zawieszenie (bo nie wiadomo, co dalej), więc trudniej w takich warunkach jest znaleźć swoje miejsce w nowym kraju, a dodatkowo Oksford jest jednym z trudniejszych miast do oswojenia. Oksford jest zamknięty, niewielki, wykluczający (zobaczcie chociażby liczbę murów odgradzających różne obiekty w centrum miasta - wyjdą z tego kilometry) - niewidoczny, prężny świat uniwersytetu jest zupełnie oddzielony od miasta, więc to, co musisz zrobić, osiedlając się tutaj, to w jakiś sposób stać się częścią tego lokalnego wszechświata. Mając jednak pracę, którą wykonywałam z domu, trudno było w jakikolwiek sposób zbliżyć się do uczelni, a nawet nadgryść samo miasto i jego mieszkańców. Początki mieszkania w Oksfordzie były trudne.

Oksford, centrum

Broad Street, centrum miasta

Oksford, St Giles

The Eagle and Child, jeden z najbardziej znanych pubów w mieście (sławę zawdzięcza temu, że przesiadywał tu Tolkien z CS Lewisem)

Wydawało mi się, że rozwiązaniem byłoby znalezienie pracy na pół etatu, żeby się stać częścią miasta. Zaczęłam szukać i byłam przekonana, że szybko coś znajdę. Tymczasem okazało się, że wierne oddanie swojego życia w formie zgrabnego CV tylko utrudniało poszukiwania. Stosik grzecznie napisanych listów z odmową rósł szybko, a wraz z nim moja frustracja. Dopiero kiedy miły Anglik we włoskiej knajpie (był dla mnie tak miły, że byłam przekonana, że mnie zatrudni. Nic bardziej mylnego!) powiedział, że nie rozumie, dlaczego chciałabym tam pracować, dotarło do mnie, że upychając wszystko, co możliwe do CV, po prostu zabijałam każdą możliwą szansę na drobną pracę, przedstawiając się jako "przekwalifikowana, co nie zagrzeje tu długo miejsca". Usadowiłam się więc pod skrzydłami jednej z oksfordzkich agencji pracy i z radością przyjmowałam nawet najbardziej pokręcone, drobne zlecenia, mając okazję poznać najróżniejsze zakamarki miasta i co najważniejsze jego mieszkańców (wreszcie!). Jedną z fajniejszych rzeczy było poddanie się testom jungowskim w ramach sesji szkoleniowej dla psychologów (płacili całkiem nieźle: 6 funtów za godzinę w 2004 roku za to, że mogli ze mną porozmawiać - cudownie!). Wreszcie dostałam ofertę uczenia polskiego na uniwersytecie i choć ta praca była marnie płatna (na Uniwersytecie Oksfordzkim było wtedy aż trzech studentów polskiego, więc miałam zaledwie kilka godzin w tygodniu, poza tym, bądźmy szczerzy, uczelnia naprawdę nie rozpieszcza lektorów), byłam szcześliwa. Uczenie tutaj jest zupełnie inne, bo większość zajęć odbywa się w systemie jeden na jeden i przygotowanie się na godzinną lekcję z tylko i wyłącznie jednym studentem, to jednak zupełnie inny wysiłek niż seminarium z kilkunastoma. Nie było łatwo, ale było ciekawie.

Oksford, Trinity College, Hall

Studencka stołówka - Hall w Trinity College w Oksfordzie, fot. Milena Werner

Oksford, Taylorian Library

Biblioteka uniwersytecka, Taylorian Institute w Oksfordzie

Oksford wtedy nagle się otworzył. Minęło kilka miesięcy, Oliver dalej pracował nad doktoratem, a ja moją stałą, zdalną pracę zamieniłam na kawałkoetatową, wydłużając jednocześnie liczbę godzin prac "oksfordzkich". Razem z Oliverem chodziliśmy na wykłady, na łódkę, kino w college'owym barze. Poczułam się nieco, jakbym znowu stała się trochę studentką z błogim poczuciem beztroski. Miasto mi się w końcu spodobało. Oksford jest trudnym miejscem do ukochania, wymaga naprawdę sporego wysiłku, determinacji i czasu. Jak uda ci się przebić, to miasto staje się małym, prywatnym rajem, bo wtedy przez uczelnie ma się dostęp do nieprawdopodobnych bibliotek-domowo-wyglądających-czytelni, muzeów, wykładów, imprez. Oksford bez dostępu do uczelni potrafi trącić prowincją.

Oxford, fot Milena Werner

Jedna z piękniejszych, średniowiecznych alejek w mieście, fot. Milena Werner

Oksfordzki gargulec

Miejski straszak :)

Razem z ludźmi z college'u zaczęliśmy jeździć po kraju. Późną jesienią pojechaliśmy w Góry Czarne (walijskie Black Mountains), zimą do Dartmoore, latem kręciliśmy się po Vale of White Horse. Zaczęłam odkrywać, że w Wielkiej Brytanii sportem narodowym jest spacerowanie (walking) po górach, wzgórzach, polach, wrzosowiskach, łąkach, które uprawia się w odpowiednim obuwiu, sztormiaku, z plecakiem (najlepiej z piersiówką z whisky) i niezbędą mapą. Zaczęłam oswajać się z nieprzyjemnym podziałem na dwa krany w łazience (z jednego leci zimna a z drugiego ciepła woda, więc nie sposób umyć rąk w takiej, która byłaby odpowiednim kompromisem temperatur). Dostrzegłam, że choć w budynku, w którym mieszkaliśmy, było 11 mieszkań, to sąsiadów spotykało się raz na miesiąc. Zaakceptowałam piwo bez gazu (w wersji ale i bitter), wykładzinę w łazience (kremowa) i na wspólnym korytarzu w budynku (biała; ktoś przychodził raz na miesiąc i ją czyścił). Nie mogłam znieść cen biletów na autobusy miejskie (gdzie za przejechanie 4 km płaciło się prawie 2 funty), więc oksfordzkim zwyczajem nabyłam sobie rower. Przyzwyczaiłam się do dziwacznej mowy kierowców autobusowych, kawy na wynos, mówienia "przepraszam", kiedy zostało się przez kogoś przypadkowo dokniętym... Mogłabym długo wymieniać.

Oksford zimą

Oksfordzka zima na Walton Street

Wreszcie z czasem też odpuściłam. Na początku mieszkania w Oksfordzie strasznie byłam czuła na "sprawy polskie" - bolało mnie, jak ludzie myśleli i mówili o moim rodzinnym kraju jedynie w kategoriach stereotypów (walczący naród, Solidarność, bieda, picie wódki do obiadu - to ostatnie usłyszałam od starszej babki, która wykłada na Cambridge i zupełnie zaniemówiłam. Znajomi Polacy byli indagowani o to, czy w kraju nad Wisłą używa się pralek etc etc.). Czułam się urażona głupimi pytaniami. Zupełnie niepotrzebnie. Powinnam je po prostu wyśmiać bądź nazmyślać niemądremu rozmówcy inne wspaniałości. Dodatkowo dziwiło mnie to, że ktokolwiek z angielskiego środowiska dowiadywał się o kimś polskiego pochodzenia mieszkającym w Oksfordzie, momentalnie chciał mnie z tą osobą skontaktować tak, jakby Polacy za granicą musieli wyłącznie przynależeć do innych Polaków. Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu tego typu sprawy przestały mnie zupełnie poruszać. Odpuściłam zupełnie i znacznie mi z tym lepiej.

Zresztą mieszkając poza miejscem, gdzie się wychowałam, przeżyłam pewnego rodzaju uwolnienie, które z pewnością jest uczuciem dość uniwersalnym, jakiego doświadczają obcokrajowcy zamieszkujący w nowym miejscu. To wyswobodzenie od znanych schematów myślowych (kiedy pracowałam w Warszawie często się ludzi klasyfikowało: to taka a taka frakcja polityczna, z takiej a takiej rodziny etc. To było baaaardzo męczące), od narodowych stereotypów, od przewidywalnych reakcji i wypowiedzi. To było bardzo odświeżające. W Wielkiej Brytanii panuje większa wiara w instytucje, w możliwość kształtowania rzeczywistości (w imię zasady, że jak ci się coś nie podoba, to daj znać i zaproponuj, jak można to zmienić, zrób coś z tym sam), co szalenie mi się podoba. To chyba najbardziej mnie zmieniło w ciągu ostatnich kilku lat.

Oksford, Trinity College

Studenci w Trinity College

Oksford czytający student

Czytający przy Ashmolean Museum

Oksford traktuję teraz jak moje własne miejsce, a Wielką Brytanię jak moją wybraną ojczyznę. Uwielbiam Oksford, bo jest mały, a wiele się w nim dzieje (na niewielkiej przestrzeni potrafi spotkać się cała galaktyka wielkich umysłów). Bo dba o siebie. Bo potrafił z wdziękiem zakonserwować tradycje, parki, uczelniane zwyczaje itp. Bo dzięki temu miejscu ma się dostęp do tylu różnych kultur i społeczności, które mieszkają tuż za rogiem. W ten sposób zresztą dotarłam do Indii - dzięki znajomym i przyjaciołom, dzięki rodzinnym doświadczeniom Olivera (jego dziadek był budowniczym, który projektował mosty w Azji Południowej) i wreszcie dzięki niesamowitej liczbie powieści z subkontynentu, które wydaje się tutaj.

Czasem myślę, że chciałabym zmienić miejsce, zamieszkać i poznać nowe, ale z drugiej strony momentalnie czuję żal, że mogłabym coś niesamowicie ważnego stracić w Oksfordzie.

Zamieszaknie w nowym miejscu to duża próba siebie, własnej zdolności do zmierzenia się z nowym i znajdywania kompromisów. Każda przeprowadzka naraża cię na wystawienie swoich czułych punktów na działanie nowego, nieznanego klimatu. Zupełnie naturalną rzeczą przy zmianie lokalizacji jest popełnienie szeregu spektakularnych wpadek kulturalno-obyczajowych. Do moich najbardziej oszałamiających, które przychodzą mi teraz na myśl, należą: przyjście na imprezę domową wcześniej niż ustalili to domownicy (to jeden z najstraszniejszych grzechów głównych w Anglii; wpędzasz tym ludzi w totalny popłoch), zaparzenie popołudniowej herbaty w zimnym dzbanku (babcia Olivera była zbulwersowana. Dzbanek wszak się wcześniej ogrzewa wrzątkiem. Niewybaczalny błąd!), totalna ignorancja na temat istnienia clotted cream (gęstej śmietany, zbliżającej się konsystencją do masła, którą podaje się do scons, ciach serwowanych z herbatą), wysłanie do Olivera smsa z informacją, że spotkamy się z jego rodziną na lunchu w Old Parsnip (Starej Pietruszce) Hotel zamiast Old Parsonage Hotel (a wydawało mi się, że dobrze usłyszałam nazwę...)

Oksford, czytający przy bibliotece

Na dziedzicu głównej biblioteki uniwersyteckiej

Oksford

Prywatny skwer z widokiem

Pewnie się nie zorientowaliście, ale w tej długiej notce odpowiedziałam na cztery pytania: Jak to się stało, że znalazłam się w Oksfordzie? Jakie były moje pierwsze wrażenia po przeprowadzce? Jak mi się teraz tutaj mieszka? I jakie były moje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki i rozczarowania? Na koniec dodam listę książek, którą poleciłabym każdemu, kto chce dowiedzieć się czegoś więcej o Oksfordzie czy Wyspach Brytyjskich i w ten sposób rozpocznę nową serię wpisów w Tyglu. W najbliższych tygodniach będę przedstawiać Wam przyjaciół, znajomych, ulubionych blogerów, którzy mieszkają w różnych zakątkach świata, piszą o nich i chcieli się podzielić swoimi wrażeniami z nowych ojczyzn. Zapraszam do śledzenia serii Przeprowadzka.

Polecana lista lektur:

  • A. S. Byatt "The Game" - powieść o dwóch siostrach, z których jedna jest ekscentrycznym pracownikiem naukowym Oksfordu. Świetny dramat rodzinny o pokręconych związkach (rodzina jest kwakrami), napiętych relacjach siostrzanych i potrzebie bycia zostawionym w spokoju. Bardzo polecam.
  • Javier Marias "All Souls" (oryg. "Todas las almas") - Marias przez dwa lata pracował na oksfordzkiej uczelni i swoje doświadczenia ujął w formie fabularnej, ujawniając przy okazji szczegóły romansu z zamężną koleżanką z pracy. Książka wzbudziła wiele kontrowersji w mieście.
  • Jan Morris "Oxford" - historia miasta, uczelni, zwyczajów, oksfordzkich kuriozów, wszystko skrzętnie przedstawione.
  • Evelyn Waugh "Brideshead Revisited" - Oksford czasów przedwojennych, z arystokratycznymi i ekscentrycznymi studentami, czas wielkiego zblazowania i wielkiego romansu.

 

Nieoksfordzkie:

  • E. McEwan "On Chesil Beach" - świetna powieść o angielskiej, młodej parze osadzona w czasach obyczajowej skrytości. Znakomicie napisana.
  • K. Ishiguro "The Remains of the Day’ - melancholijny powrót do czasów wielkich majordomusów i nieprawdopodobnych posesji. Na pozór wszystko wpasowuje się w oczekiwania na wskroś angielskiej historii (chłód emocjonalny, obowiązkowość, hierarchia), ale nie dajcie się zwieść, bo ta powieść jest też bardzo japońska.
  • Książki Juliana Barnesa - ktokolwiek chce się zmierzyć z angielskimi kompleksami, powinien koniecznie czytać Barnesa!
  • A. Hollinghurst "The Stranger’s Child" - wgląd w londyńskie środowisko gejowskie. Do tego bardzo stateczna powieść.


Wreszcie trochę non-fiction:

  • B. Bryson "Notes from a Small Island" - szybka wyprawa przez Wyspy środkami komunikacji miejskiej. Bryson prędko zaspokaja swój apetyt, więc nie spodziewajcie się wielu szczegółów. Ciekawe są jednak uwagi społeczno-kulturalne
  • J. Baggini "Welcome to Everytown. A Journey into an English Mind" - tytuł mówi sam za siebie.


Ania w Oksfordzie
(Tymczasem pozdrawiam serdecznie i znikam na chwilę, bo jutro oczekują mnie w szpitalu i jeżeli wszystko dobrze pójdzie, pod koniec tygodnia będę w domu z drugą córeczką).

niedziela, 01 lipca 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/07/01 20:54:44
wow
Trzymam kciuki za Was obie.
Dla tej małej to Oxford może być z kolei małą ojczyzną, którą opuści by mieć swoją
Do zobaczenia i przeczytania!

-
2012/07/01 21:00:10
@Dzięki Ningo! Mam nadzieję, że mnie mocno nie porozpruwają jutro (tutaj wszystko jest możliwe :) A osoby urodzone w Oksfordzie zdecydowanie wolą mieszkać gdzie indziej - miasto jest dla nich za małe :) Pozdrowienia!
-
2012/07/01 21:32:08
Trzymam kciuki, żeby jutro nie 'wszystko' było możliwe, tylko i jedynie to - co najlepsze.
Dziękuję za tę osobistą opowieść; gdy czytałam co chwilę cisnął mi się pod czaszką komentarz. Ale to nie takie znowu ważne.... :) Pozdrawiam
-
2012/07/01 21:33:49
Życzę szybkiego powrotu do domu. :)
-
2012/07/01 21:54:40
Mnie Oxford zachwycił, bo ja kocham mury. I wykusze, i wieżyczki, i tajemnicze zaułki.
Ale dobrze wiem, że perspektywa turysty (byłam tam 2 razy :)) jest zupełnie inna niż mieszkańca. Mam wiele spostrzeżeń i doświadzeń podobnych do Twoich, choć gaf takich nie popełniałam, z prostej przyczyny ... znam bardzo niewielu Anglików :))
Powodzenia jutro (oby angielska służba zdrowia podazała się z tej lepszej strony - jaką zdarza się jej miewać :))
-
2012/07/01 23:07:34
@Ewo: Dziękuję, byłoby miło, gdyby tym razem wszystko potoczyło się od najlepszej strony :) A komentarz proszę koniecznie wyjaw :)

@Dabarai: Dziękuję, oby się spełniło!

@Fidrygauka: Racja, Oksford jest urokliwy, zwłaszcza jak te stare, miodowe mury błyszczą w słońcu. Jedyną osobą, której się Oksford nie podobał, był Bill Bryson - on złaził miasto i wychwycił tylko to, co w nim brzydkie (budynki z lat 60-70-tych, których część zresztą ma być wkrótce zburzona).

Ja pamiętam, jak niesamowicie różne wrażenie zrobiło na mnie Cambridge, kiedy pojechałam tam po raz pierwszy. Owszem, są mury, ale znacznie mniej i przez wiele college'y można po prostu sobie przejść - rzecz nie do pomyślenia w Oksfordzie. Dlatego Cambridge wydał mi się znacznie bardziej otwartym i przyjaznym miejscem. Szkoda tylko, że taki mały :)
Pozdrowienia!

-
2012/07/01 23:37:44
A propos Oxfordu, byłam dwa razy, ale krótko. Dlatego wraz z Ulubionym Anglikiem zamierzamy się wybrać tam raz jeszcze i tym razem zabrać ze sobą rowery. Mam nadzieję, że wtopimy się w tłum...
-
2012/07/02 00:28:01
Powodzenia Aniu! Trzymam kciuki. :) I dziękuję za ten wpis. Miło jest poczytać o tym, że każdy na początku przeprowadzki do kraju "drugiej połowy" przez pewnien czas czuje się nieswojo.
-
Gość: Asia, 217.173.195.*
2012/07/02 08:38:29
Dziękuję za piękny wpis. Byłam w Oxfordzie w czasach liceum, jak to już dawno. Zostałam tam bardzo miło przyjęta przez rodzinę gospodarzy, dzięki nim odkryłam wiele cudownych zakątków Oxfordu, poczułam tą niesamowitą atmosferę i do dziś jestem tym miastem zauroczona. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się odbyć taką podróż do własnych wspomnień:)
A tymczasem trzymam mocno kciuki, żeby wszystko udało się jak najlepiej z przyjściem na świat Waszej drugiej córeczki, jako mama dwulatki ogromnie emocjonalnie podchodzę do wszystkich wpisów o małej Belli, choć tak rzadko się odzywam:)
Pozdrawiam cieplutko!
-
Gość: matali, *.hfc.comcastbusiness.net
2012/07/02 16:33:30
Aniu - trzymam kciuki! Mam nadzieję, że wszystko pójdzie (poszło?) zgodnie z planem :)

Co do wpisu, to bardzo mnie zaciekawił. Ja mieszkam blisko Princeton, ale nie w samym Princeton, więc moje doświadczenia są inne. Tutaj uniwersytet i campus niejako "mieszają" się z miastem, więc nie ma się uczucia oddzielenia. Odwiedzam miasteczko dość często i mam tutaj dużo ulubionych miejsc, ale wciąż nie jest to miejsce całkowicie "oswojone" przeze mnie. Może też dlatego, że nie znam właściwie żadnych Amerykanów mieszkających w Princeton?
Czekam z niecierpliwością na dalsze wpisy z serii Przeprowadzka!

Pozdrawiam serdecznie i czekam na wiadomości..
-
2012/07/02 19:10:42
Aniu, przyłączam się do trzymania kciuków! Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze :)
A tak w ramach PS to pewnie już na to za późno, ale w zeszłym tygodniu wysłałam Ci parę mejli z umówionymi załącznikami i nie dostałam nawet potwierdzenia, że doszły... Może wysłałam na jakiś nieaktualny adres mejlowy?
Ściskam mocno!
-
2012/07/02 21:52:32
przeczytałam z wielką ciekawością, wprawdzie nie wylądowałam w tak zacnym miejscu, ale nasze historie można uznać za podobne.
Trzymam kciuki za Ciebie i córeczkę, wracajcie zdrowe
-
2012/07/02 23:39:52
piękna Twoja opowieść o przeprowadzce.
tymczasem trzymam kciuki za szczęśliwy finał! :)
-
Gość: Ata, *.dynamic.gprs.plus.pl
2012/07/03 06:40:46
Życzę wszystkiego pięknego trzem dzielnym kobietom!
Wracajcie szybko do domu i na bloga.
-
2012/07/03 14:56:27
pozdrawiam, wpis przeczytałam z zainteresowaniem, wszystkiego dobrego dzisiaj!!!
-
2012/07/03 20:46:00
Magamaro, po pierwsze trzymam kciuki i mam nadzieję, że lada dzień będziesz z Córcią w domu :)
A po drugie - jaki wspaniały, osobisty wpis! Bardzo podoba mi się określenie emigracji uczuciowej, która pewnie i mnie czeka.
Ściskam!
-
2012/07/04 19:02:06
Fascynująca opowieść, czytałam z ogromną przyjemnością.
Mam nadzieję, że wszystko poszło dobrze i Mama z Córeczką mają się świetnie :-). Pozdrawiam!
-
2012/07/05 22:36:04
Wspaniały wpis, wręcz wzruszający :) Jak wiesz, mnie Oksford zauroczył, ale co mogę powiedzieć - spędziłam tam tylko jedno popołudnie, ale za to miałam cudowne przewodniczki :) Chciałabym pobyć tam dłużej... I w ogóle często myślę sobie, że chciałabym właśnie się przeprowadzić, że męczy mnie osiadłość (całe życie w jednym mieście), że chciałabym spróbować czegoś zupełnie innego. Na ten moment jednak kończy się na chceniu, w moim przypadku najbardziej prawdopodobna byłaby właśnie emigracja uczuciowa, a u nas miała ona miejsce raczej w drugą stronę i wciąż w obrębie jednego kraju. Może kiedyś - zobaczymy :) Tymczasem ściskam Was mocno, wszystkie trzy :))
-
Gość: Libreria, 150.254.105.*
2012/07/09 20:01:16
Moja Droga, wspaniały pomysł na cykl. Jestem go bardzo ciekawa. Żałuję, że nie zdążyłam zamieszkać w Italii, żeby podzielić się z Tobą swoimi wrażeniami. Tekst o Oksfordzie i Twoim w nim bycie jest piękny i zaskakujący. Cieszę się, że zdecydowałaś się taki rozpocząć. Wiem, że Wasza córeczka jest już na świecie i gratuluje Wam z całego serca tęskniąc za Isabell. Do zobaczenia nad polskim morzem!
-
2012/07/10 13:08:09
@Dabarai: O, jak będziesz się wybierać, to daj znać. Może wspólna kawka w centrum? :)

@Dario: Dziękuję. Jestem ciekawa, jak Tobie udała się przeprowadzka/i, więc mam nadzieję, że zechcesz o tym napisać dla Tygla. Zaraz do Ciebie napiszę w tej sprawie. Dziękuję bardzo za życzenia. Udało się! :)

@Asiu, dziękuję i trzymam kciuki, żeby Twoje życzenie sentymentalnej podróży do Oksfordu się wkrótce spełniło. Gdzie dokładnie się zatrzymałaś w Oksfordzie? Mieszkałaś u jakiejś oksfordzkiej rodziny?

@Matali: Ciekawe, co piszesz o Princeton. Kampus uniwersytecki musi być tam ogromny. A jak Twoi sąsiedzi? Czy mieszkasz wśród polskiej społeczności czy amerykańskiej?

Dziękuję za trzymanie kciuków. Wszystko poszło lepiej niż plan, który miałam w głowie. Aż trudno uwierzyć :)
Ps. Nie wybierasz się przypadkiem jesienią do Trójmiasta?

@Czaro: Dziękuję, wszystko dostarło, jesteś kochana. Powoli będę to wszystko ogarniać. Póki co jestem jeszcze trochę pooperacyjnie spowolniona i niewyspana, ale mam nadzieję, że jak przyjedzie moja siostra (już za 10 dni!), to uda mi się trochę nadgonić. Uściski!

Ps. Na dniach opublikuję Twoją przeprowadzkę. Dziękuję serdecznie. Co za zdjęcia!!!

@Kasiu: Mam nadzieję, że Ty swoją wkrótce zgodzisz się opowiedzieć. Nie zdążyłam do Ciebie napisać przed operacją, ale zaraz to nadrobię. Pozdrawiam serdecznie!

@Tolu, Ato, Kristo: Dziękuję! Mamy happy end :)

@Lilithin: Na kiedy planujesz uczuciową emigrację? Twoja jest znacznie odleglejsza niż moja. Jestem ciekawa, jakie macie plany. Czy w ogóle rozważalibyście mieszkanie w Polsce? I czy myślisz, że chciałabyś spędzić całe życie w Indiach? Uściski

@Eireann: Tak, mamy się naprawdę dobrze. Dziękuję i pozdrawiam ciepło!

@Mandżurio: Mam nadzieję, że będę mogła Cię wkrótce gościć ponownie. Zapraszam jesienią, wtedy ogrody uniwersyteckie są jeszczcze piękniejsze, poza tym eghmmm... pogoda się poprawia i w końcu zaczyna trochę świecić słońce :)
Skoro emigrację uczuciową macie już za sobą, może czas na zarobkową? :) To też sposób na udaną przeprowadzkę. Uściski

@Librerio: Kto wie, może Italia jeszcze przed Tobą, tym bardziej, że Ty lubisz tam wracać? :) Jak tam intensywny kurs włoskiego? Bardzo się cieszę, że się spotkamy nad morzem. Beli to chyba nie poznasz, taka jest duża... :) Uściski
-
Gość: Libreria, 150.254.105.*
2012/07/13 00:03:00
poznam, poznam. już się nie mogę doczekać:)
-
2012/07/13 13:02:28
Świetny wpis, który niesamowicie zachęca do zwiedzenia owego miejsca i dokładnego poznania każdej części Oxfordu :) Z wielką przyjemnością się czyta :))Podobne odczucia i doznania towarzyszyły mi kiedy się przeprowadzałam do Włoch. Co prawda to całkiem inne kraje, ale fascynacja dokładnie ta sama :)! Pozdrawiam serdecznie
-
Gość: pietia, 95.151.43.*
2012/07/13 22:24:38
Na początek: serdeczne gratulacje i życzenia szybkiego dochodzenia do pełni sił! Jak każdy Twój wpis tak i ten o przeprowadzce czyta się cudownie. Świetny pomysł z tym przeprowadzkowym cyklem! Czekam na kolejne relacje! Dobrze się czyta i z tego powodu, że człowiek nie czuje się sam w poznawaniu swojej nowej Ojczyzny, z całą historią trudnych poczatków, bagażem niezliczonych wpadek językowo-kulturowych, serią zadziwień nad podwójnymi kranami, wykładziną w miejscach gdzie najbardziej mokro czy kanapkami zagryzanymi czipsami. I świetny pomysł z listą lektur! Na pewno przeczytam, przynajmniej niektóre z nich.
A tak na marginesie dziękuje że przekonałaś mnie do posiadania Kindla! Tak, wystarczył jeden krótki wpis o możliwości używania go podczas usypiania dzieci:)) Oczywiście, sprawdza się świetnie też w innych momentach:)
Jeszcze raz serdecznie gratuluję udanych narodzin, pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy i
-
2012/07/14 23:21:20
@Librerio: My też! :) Do zobaczenia jesienią. Zresztą o tej porze w Sopocie jest najfajniej: bez tłumów, z opadającymi liśćmi i resztką słońca na ławeczce na molo :)

@A.zwrotpodatkuzanglii: Dziękuję, zachęcam do wyprawy do Oksfordu :) Podejrzewam, że przeprowadzka do Włoch jest trudniejsza, przyjamniej dla mnie byłaby znacznie cięższa, bo ja kiepsko sobie radzę z biurokracją, rejestracją i dość sztywnymi rytuałami rodzinnymi, czego we Włoszech nie brakuje. Na szczęście w Wielkiej Brytanii jest zupełnie inaczej :) Gdzie dokładnie mieszkałaś we Włoszech? I jak Ci się udało zaklimatyzować? Pozdrawiam serdecznie

@Pietia: Dziękuję, mam się już naprawdę dobrze, choć jeszcze nie wszystko mogę robić (marzę o wypadzie na basen, żeby rozruszać sztywne plecy, ale jeszcze będę musiała z dwa tygodnie poczekać... no i wciąż nie mogę prowadzić :) Nie wiem, czy to zasługa cesarki, że tak szybko udało mi się stanąć na nogi, czy to przypadkiem wszystko dzięki Natalie, która jest obłędna i daje mi nieprawdopodobie dużo radości :)))

Cieszę się, że sprawdził się nabytek Kindle'a. Polecam rówież te małe doczepiane do czytnika lampki. Niedawno sama takową nabyłam i sprawdza się idealnie nie tylko do czytania na Kindle'u, ale i w papierze i zwyczajnie do tego, żeby zaświecić lekko w ciemność i zobaczyć, co porabia dziecię :) Miałam przed porodem zładować sobie trochę książek na Kindle'a, ale nie zdążyłam. Teraz trochę mi brakuje, bo czytanie papierowego wydania przy karmieniu niestety w ogóle się nie sprawdza.

Zapraszam serdecznie do śledzenia Przeprowadzek. Już wkrótce Nowy Jork, a potem Karaczi :)

Pozdrawiam ciepło!
-
Gość: pietia, 95.151.43.*
2012/07/15 00:23:21
Lampkę mam, oczywiście że tak:) Choć nie jestem fanem czytania w nocy ( nawet najciekawsza książka nie powstrzyma opadających powiek), to jednak póki nie zasnę, lampka sprawdza się świetnie!
Od wczorajszej lektury Twego wpisu nie daje mi spokoju ta fotka pubu gdzie przesiadywali Tolkien z Lewis'em:) Chyba wpadnę na piwo z "Hobbitem", to tylko 1.5 godz. drogi z Dunstable. Jeszcze raz ogromne dzięki za pokazywanie piekna Oksfordu!
A blog Czary już jest w Ulubionych- obok Tygla oczywiście:)
pozdrawiam cieplutko:)
-
2012/07/16 18:57:07
@Pietia: Jeżeli jesteś w stanie poczekać na "hobbitowe" piwo jakieś dwa tygdonie, to chętnie opublikuję dla Ciebie tolkienową trasę spaceru po mieście. Muszę tylko wybrać się do centrum i zrobić kilku obiektom zdjęcia :) kiedyś pisałam o "lewisowej" trasie - zdaje się, że tekst jest w drugim numerze Archipelagu: www.archipelag-magazyn.pl/ Jeżeli Cię interesuje, musiałbyś pogrzebać w archiwum. Pozdrawiam serdecznie!
-
Gość: pietia, 95.151.43.*
2012/07/17 13:59:22
Pewnie że poszperam:) Na Tolkiena też poczekam, zwłaszcza że w piątek jadę się schować na 10dni do Francji:) Widzę też że i dziś mam co czytać- kolejna tyglowa przeprowadzka:)
Pozdrawiam serdecznie!
-
2012/07/24 11:49:55
@Pietia: Udanego urlopu! Połowę zdjęć już mam, więc mam nadzieję, że wkrótce w Tyglu pojawi się Tolkienowa trasa :)
-
2014/03/19 23:15:26
ależ spodobał mi się Twój blog i historia...szkoda że od dawna nie piszesz :(
-
2014/03/24 19:27:08
Bardzo ciekawy post, trafiłam nań z wyszukiwarki - szukam informacji nt. emigracji właśnie do Oxfordu. Pozdrawiam!
-
2014/10/01 23:52:59
Hej! 18 listopada przeprowadzam się do Oksfordu (z PL) i zrobiło mi się miło po twoim poście.
-
Gość: Tomasz, 213.227.103.*
2016/01/12 13:09:34
Hej, ja niestety też musiałem emigrować za pieniążkami :( Co prawda nie do Oksfordu, ale niedaleko bo Headington!:) Fajna mieścina. Cisza i spokój. Tego potrzebowaliśmy, bo jestem tu z dziewczyną i dobrze, bo samemu chyba bym oszalał. Anglia to nie jet dobre miejsce dla singli na emigracji.
Co do samej przeprowadzki to postanowiliśmy zwieźć wszystko (całe dwa pokoje) z Polski. Łatwo nie było, ale należą się wielkie podziękowania dla Przeprowadzki DAR-BET którzy zwieźli nas prosto z Katowic.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...