Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Asi Kusy: Karaczi

Jej przeprowadzka to: 4,9 tys. kilometrów na wschód od Warszawy i 3 strefy czasowe. Nie w liczbach jednak można mierzyć wielkość i ciężar zmiany miejsca, na którą zdecydowała się Asia Kusy. Jej przenosiny do kraju kulturowo, obyczajowo, religijnie i językowo zupełnie odmiennego wymagały z pewnością nieprzeciętnej odwagi a przyzwyczajenie się do mieszkania w nowym domu - sporego wysiłku. Podziwiam Asię za to, jak świetnie sobie z tym poradziła i cieszę się, że mając teraz własną rodzinę w Karaczi i miliony obowiązków, jest ona wciąż w stanie pisać swój świetny blog "Zwyczajne pakistańskie życie" (jak dla mnie wcale nie takie zwyczajne, jak tytuł pozornie wskazuje!). Dziś zapraszam na fascynującą opowieść Asi Kusy o przenosinach z Warszawy do Karaczi.

Jak to się stało, że znalazłaś w Karaczi? Dlaczego akurat tam?

W Karaczi mieszka mój mąż i większa część jego rodziny. Decyzja o przeprowadzce nie była dla mnie łatwa. Najpierw pojechałam "na rekonesans" - w gości, przekonać się, czy poradzę sobie fizycznie i psychicznie w tak nowych warunkach.

Karaczi, Pakistan, zdjęcie Asi Kusy

2 listopada, Zaduszki, Gora Qabristan (dosłownie, Biały Cmentarz, chrześcijański cmentarz w Karaczi) -  dziewczyny w burkach nie są chrześcijankami, odwiedzały cmentarz razem z rodziną albo znajomymi.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz to jeszcze?

Nigdy nie zapomnę pierwszej podróży do Karaczi. To była też moja pierwsza podróż do Azji. Leciałam sama, nie turystycznie, nie naukowo, ale z perspektywą zamieszkania. Zdumiało mnie, jak bardzo taka perspektywa się różni od tych, z którymi podróżowałam wcześniej.

"Orient" zaczął się już podczas oczekiwania na samolot do Karaczi w Stambule. Nagle zaczęłam się czuć inna. Biała. W dżinsach (tak trafiłam, teraz już coraz więcej dziewczyn nosi dżinsy). Wszyscy na mnie patrzyli. Nie wiedziałam, że tu panuje niepisana zasada podziału płci. W poczekalni usiadłam tam, gdzie siadali mężczyźni. Nikt mi nie zwrócił uwagi, ale spojrzenia wystarczyły, żeby się zorientować, że coś jest nie tak. 

W samolocie spotkałam Włocha, który leciał do Karaczi na 4 dni, bywał tu już wcześniej i mówił, że już by chciał wracać. Powtarzał: "To zupełnie inny świat! Przemyśl milion razy, zanim się zdecydujesz!!!" 

Pamiętam wrażenie, jakie zrobiło na mnie powietrze Karaczi: duszne, parne, wilgotne i przesiąknięte dziwnym zapachem. Niezbyt miłym.

Gdy jechaliśmy z lotniska do domu, miasto wydało mi się potwornie brzydkie, brudne, pełne jakichś baraków i niedokończonych budowli. I palm. Te palmy, które kojarzyły mi się wcześniej z wakacjami, piaszczystą plażą, niebieskim morzem i folderkową egzotyką, dodawały temu krajobrazowi ironii.

Dotarliśmy na miejsce i drzwi otworzyła nam kobieta w sari, złotych bransoletkach na ramionach, w uszach miała ciężkie kolczyki, w nosie diamencik - i podała mi szklankę soku z mango. To była moja teściowa. A potem wyszedł teść, w koszuli i lungi (długiej spódnicy). I dzieci. Dziewczynka nałożyła mi na głowę dupattę.

Byłam pewna, że tu nie przetrwam. Różnic jest za dużo, wydawało mi się, że w pewnym momencie pęknę, nie będę w stanie ich wchłonąć. Nic tu nie było "moje". W ciągu dnia przekonałam się, że jest bardzo gorąco i wilgotno, że nie ma mowy o odzieżowych kompromisach i muszę założyć piżamę :-) (czyli szalwar kamiz), że wszyscy spodziewają się, że będę nosiła dupattę - to była dla mnie duża trudność. Że miasto jest głośne, ruch uliczny - niepodobny do niczego w Europie. I jest niewyobrażalnie brudno, ulice są pełne śmieci, kurzu i smrodu, domy - karaluchów i mrówek. Wiatraki szumią, generatory warczą. Nie można zostawić na stole kartki, bo sfrunie. Bardzo raziły mnie też gęste kraty w oknach i na balkonach. Jedzenie było za ostre i za tłuste, niektóre smaki dziwaczne, kawa za słaba. Miałam też głowę pełną rad lekarza medycyny tropikalnej z Warszawy - że jogurt, warzywa, owoce, woda, lody i w ogóle jedzenie może być pełne jakichś złowrogich mikrobów, a komary przenoszą malarię i dengi. I najlepiej byłoby wszystko odkażać jodyną.

Nie umiałam jeść palcami. Raziło mnie wiele obyczajów. Denerwowało, że nawet w domu panuje ostry dress code. Przerażało, że podczas meczów krykieta kobice strzelają w niebo z kałasznikowów i pistoletów (i tak wyrażają swoją radość).

Z drugiej strony, był to fascynujący, kolorowy, malowniczy świat. Oszałamiający. Czułam się szczęśliwa, że mam okazję tego wszystkiego doświadczyć, zobaczyć, wejść tak blisko w zupełnie inną rzeczywistość. Ale - właśnie. Podróż do Pakistanu to wspaniałe doświadczenie i cudowna przygoda, ale codzienność składa się nie tylko z tego.

Po powrocie do Polski nie byłam pewna, czy temu podołam. Długo się wahałam.

Karaczi, Pakistan, zdjęcie Asi Kusy

Pod moim domem

Karaczi, Pakistan, zdjęcie Asi Kusy

Też pod moim domem

Jak Ci się teraz mieszka w Karaczi w ogóle? Jak traktujesz miasto/kraj?

Miasto jest fascynujące i niezwykłe. Teraz bardzo je lubię. Ma olbrzymią energię. Warto pamiętać, że w 1944 roku mieszkało tu prawie 400 tys. ludzi, a teraz - ponad 18 milionów! Pod pokładami brzydoty i kurzu można znaleźć prawdziwe perły. Mój mąż mówi, że w Karaczi co 4 kilometry wchodzisz do innego świata. Nigdy tych kilometrów nie liczyłam, ale różnorodność i bogactwo stylów życia wciąż mnie zdumiewa.

Ludzie często wykonują tu różne prace na ulicach. Na przykład, gotują i pieką, szyją, coś naprawiają. Można patrzeć godzinami. Karaczi przypomina mi palimpsest. Uwielbiam szukać śladów starego Karaczi, jeździć po różnych dzielnicach zamieszkanych przez mniejszości, tzw. koloniach albo basti - chrześcijańskich, hinduskich, bohri, szukać pamiątek żydowskich czy zoroastriańskich. Mam wielkie szczęście, że mogę uczestniczyć w życiu bardzo różnych środowisk. Czuję się tu bardzo "etnograficznie", na skrzyżowaniu wielu dróg.

Mieszkam w dzielnicy oddalonej od centrum, gdzie rzadko spotyka się cudzoziemca. Czasem życie tu jest uciążliwe. Mamy problemy z wywozem śmieci. Kilka godzin dziennie nie ma prądu. Zdarzają się strzelaniny, palenie autobusów i sklepów. Często miasto "strajkuje" z różnych powodów, zamknięte są sklepy, stacje benzynowe, urzędy. Spotykam też na co dzień sytuacje, z którymi nie zetknęłam się nigdy w Europie. Trudno mi poradzić sobie psychicznie z ogromem ludzkiej nędzy. Ale nie chciałabym stąd wyjeżdżać. Gdy po jakimś wyjeździe wracam do Karaczi, to czuję, że jestem w domu - coraz bardziej - i bardzo się cieszę.

Karaczi, Pakistan, zdjęcie Asi Kusy

Mój synek Michał podpełzł do rodziny afgańskiej, która jadła obiad w pewne sobotnie popołudnie w parku Pakistańskich Sił Powietrznych (Air Force Park). Zaprosili nas potem na mantu i kabuli pulao :) 

Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Zdziwienia... z tych "pierwszych" zdziwień:

  • że pytania o religię, liczbę dzieci, poród, relacje małżeńskie, należą do pytań zadawanych nieznajomym
  • że islam i muzułmanie są tak różnorodni 
  • że można tu kupić nie tylko alkohol, ale płyty z muzyką Izraela 
  • że tylu ludzi zna tutaj Lecha Wałęsę, poznałam wielu, którzy kiedyś zapuszczali wąsy, żeby wyglądać tak jak on! 
  • że z zasłoniętą twarzą czuję się na ulicy swobodniej niż, gdy się nie przykrywam

Wciąż coś mnie tu dziwi.

Odkrycia...

  • Azja Południowa, Pakistan, Sindh i Karaczi ;) zanim tu przyjechałam, nigdy specjalnie mnie te strony nie pociągały i nie wiedziałam o tym rejonie praktycznie nic, oprócz "etykietek", które mu się stereotypowo przykleja (dziki, kolorowy, pełen kontrastów, brudny,  niebezpieczny, itd.)
  • że Pakistan znany jest na Zachodzie głównie z rejonów północnych, z kultury Pendżabu, trochę - Paszto i Kaszmiru, a "nasza" prowincja Sindh znacznie się od nich różni. Odkrywam też powoli świat przybyszów z dawnych Indii  - mohajir: biharis, dilliwallay, hyderabadi, luknawis, Goańczyków.
  • uliczna kuchnia Karaczi: gola ganda (kruszony lód z syropami), bun kabab (bułka z kotletem, ale całkiem inna niż hamburger!), lody peszawari, dudh ki bottal (parowane mleko przyprawione migdałami i kardamonem, podawane w szklanych butelkach po coli, ze słomką), czhole czaaty, wspaniałe parathy, kababy chapli, sajji (sadźi) - koza pieczona na ogniu i wspaniałe ryby, szczególnie pomfret i muszka.
  • rozmaitość pięknych ciuchów
  • zróżnicowanie chrześcijaństwa
  • pisarze - Attiya Dawood, Saadat Hasan Manto (nie związany z Karaczi, ale tu się o nim dowiedziałam)


Rozczarowania...

  • że chociaż mieszkam tu już dość długo, wciąż nie mogę się swobodnie samodzielnie poruszać po Karaczi. Naprawdę nie da się tutaj włóczyć samotnie po mieście, chyba, że po niektórych osiedlach.

Karaczi, Pakistan, zdjęcie Asi Kusy

Plaża (Seaside), jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc Karaczi, właściwie każdy, kto tu przyjeżdża, jedzie w końcu na plażę, często też wsiada na ozdobionego wielbłąda albo na konia i zaznaje egzotyki ;) Karachiwale też bardzo to miejsce lubią. Wieczorami w weekendy przyjeżdżają tu tłumy z całego miasta. Bardzo podobała mi się ta para, szli, trzymali się za ręce, byli tacy w siebie wpatrzeni :) To było niedzielne grudniowe przedpołudnie, plaża jeszcze prawie pusta. Pani podwijała spodnie, potem coś im upadło, może pierścionek albo klucz? i razem tego szukali. 



I na koniec  jeżeli są jakieś książki o Karaczi które zrobiły na Tobie duże wrażenie (fiction/non-fiction), mogłabyś je polecić czytelnikom?

Zdecydowanie odkrycie ostatnich dni: "Karachiwala. The Subcontinent within a city." Rumany Husain i "Look on the City from here, Karachi writings." - zbiór opowiadań i poezji o Karaczi (pod redakcją Asifa Farrukhiego).

Duże wrażenie przed przyjazdem do Karaczi zrobił na mnie tekst Tiziana Terzaniego ze zbioru "W Azji".  Zdecydowanie nie zachęcał do przyjazdu tutaj, raczej budził grozę. Terzani pisze o czterech wojnach, które wstrząsają co jakiś czas życiem miasta. "Karaczi jest miastem strachu - miastem, w którym trudno sobie wyobrazić życie bez lęku" - napisał. Ale to tylko część prawdy o tutejszej rzeczywistości.

O Karaczi sporo pisze Kamila Shamsie ("Kartografia", "Sól i Szafran").

 

(Fotografie i ich opisy: Asia Kusy)


***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie

wtorek, 24 lipca 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/07/24 13:55:17
Fascynujące. Zupełnie nie z mojej listy miejsc do życia, więc tym bardziej podziwiam odwagę.
-
Gość: kinga, *.zone8.bethere.co.uk
2012/07/24 22:19:15
Wspaniala "pocztowka" z Karaczi!!!!! I dodatkowo bardzo nastrojowe opisy pod zdjeciami :)
-
2012/07/24 22:49:54
Na mnie duże wrażenie zrobiły te nieprawdopodobne listy zdziwień, odkryć i rozczarowań. Asiu, mogę się domyślać, jak trudna musiała to być droga i jak wiele udało Cię się osiągnąć. Gratulacje!
-
2012/07/28 23:11:46
Uważam się za osobę odważną, ale chyba przez to wszystko bym nie przebrnęła! I jak spamiętać wszystkie nazwy? Jak nauczyć się języka? Jakiej niezwykłej umiejętności dostosowywania się do ludzi, dyplomacji trzeba, żeby nawiązać z ludźmi kontakt, przekonać ich do siebie, dać się polubić. Może o tyle łatwiej, że z pochodzeniem Asi nie wiązały się żadne "przesądy", z którymi my musiałyśmy się zmagać ( a może to tylko ja?)...
-
Gość: matali, *.cmdnnj.east.verizon.net
2012/07/30 20:10:22
Niewątpliwie ta przeprowadzka jest najbardziej egzotyczna!
Również podziwiam odwagę Asi. Myślę, że ja chyba nie umiałabym się zdecydować na tak odległą przeprowadzkę. Jak czytam jej wpisy, to zawsze wyczuwam szacunek i zrozumienie dla ludzi z Karaczi.
Tak też zastanawiam się jak to będzie jak jej synek podrośnie i pójdzie do szkoły, jak wtedy sobie zorganizuje tam życie. Małe dziecko jest bardzo "wyczerpujące" i łatwo sobie z nim zorganizować czas, ale co później?
Pozdrawiam serdecznie
-
2012/07/31 12:30:57
I pomyśleć, że nie znałam blogu Asi! Zaraz nadrobię zaległości. A niektóre potrawy brzmią mi bardzo znajomo i aż nabrałam na nie ochoty, zwłaszcza na paranthy!
-
Gość: wiki75, *.adsl.wanadoo.nl
2012/08/02 17:21:30
Witam dlugo zastanawialam sie co napisac po przeczytaniu twojej historii...Tak sie sklada ze tez mam meza pakistanczyka z karaczi ale na szczescie mieszkamy w Amsterdamie.Zastanawiam sie czy aby do konca przemysalas swoja decyzje o przeprowadzce,macie dziecko tak samo jak my i ja nie wyobrazam sobie zeby sie moglo wychowywac w tamtej kulturze,bardzo obcej od naszej.Takie zwiazki z obcokrajowcami sa bardzo trudne...W przyszlym roku w styczniu wybieramy sie do karaczi,moze sie tam gdzies spotkamy....zycze powodzenia pozrawiam wiki
-
Gość: askag12, 117.102.45.*
2012/08/05 13:59:37
ciekawy artykul. od dawna sledze bloga Asi :) jedna uwaga - dziewczyny na pierwszym zdjeciu maja na sobie abaje, a nie burki.
pozdrawiam
-
2012/08/05 16:01:24
:) dziękuję i za to, że mogę widzieć swoją opowieść "w gościach", to jest bardzo miłe uczucie :) i za komentarze. Postanowiłam się wtrącić i napisać o niektórych sprawach, które poruszacie. Po pierwsze, Asieńko - masz rację, mój skrót myślowy - dziewczyny są bez nikabów, w samych abajach i szalach (u nas przynajmniej na abaję, scarf i nikab mówi się "burka". I są jeszcze te "inne" burki a la Farhat Hashmi, i afgańskie "lotki" (shettlecock)). Gdy Michał podrośnie - mam nadzieję, że pójdę do pracy w większym wymiarze godzin. Gdzieś wspomniałam, że w Karaczi (pewnie też to dotyczy innych miast, ale ograniczam się do tego co znam z autopsji) można żyć - i jego mieszkańcy żyją - na najrozmaitsze sposoby, oczywiście nie bez ograniczeń. Ale na pewno nie tylko według modelu: mężczyzna utrzymuje rodzinę, pracuje, wychodzi, a kobieta - jest panią domu i dom-dzieci to jej miejsce. Choć ten model jest może najczęściej spotykany. Trudno mówić o jednej "tutejszej kulturze" nie pamiętając jak niesamowite zróżnicowanie i mała przenikalność grup tu panuje. Bardzo dobrze oddaje to tutejsze porównanie: być jak olej i woda. Dla mnie bardzo inspirujące są relacje innych dziewczyn, które też poślubiły Pakistańczyków i mieszkają w Karaczi czy innych miejscach Pakistanu. Brmią często tak, jakby żyły w całkowicie innym kraju. I to nie tylko dlatego, że każda z nas inaczej patrzy. Każda z nas weszła do innej rodziny. Co wspólnego ma Mohadżir z Pendżabczykiem, Pusztunem czy Sindhi? A przecież w tych grupach też podziałów jest sporo. Albo co łączy pendżabskiego chrześcijanina z pendżabską rodziną upper middle class? Pendżabskiego chrześcijanina z chrześcijaninem z Goa? Albo rodziny, które od wielu lat migrują na Zachód i te, które nigdy nie wyjeżdżały poza swoją okolicę i nie znają nawet urdu, a co dopiero angielskiego? Często się zastanawiam, jak wyglądałyby moje wrażenia i mój blog, gdybym trafiła do bardziej nowoczesnej dzielnicy Karaczi, do innej etnicznie rodziny. Zupełnie inaczej - na pewno. Pozdrawiam bardzo serdecznie :)
-
2012/08/06 11:23:27
@Wiki75: Dziękuję za komentarz. Czy mogę spytać, czy próbowaliście mieszkać wcześniej w Karaczi? Jestem ciekawa, co sprawia, że nie chciałabyś tam żyć z rodziną. Pozdrawiam serdecznie

@Asiu: Świetnie, że się odezwałaś i dziękuję za obszerne wyjaśnienia! Śmiało komentuj, właściwie to liczyłam na to, że cykl przeprowadzki będzie dialogiem z bohaterem historii :)
Nie zdawałam sobie sprawy, że kwestia burek i nie-burek jest taka złożona :)
-
Gość: Ronin, *.up.lublin.pl
2016/05/17 15:09:20
Kobieto, zgotowałaś piekło swoim dzieciom , szczególnie córkom, gdy sie pojawią.....to potworne po prostu....
-
Gość: piotr, *.dynamic.chello.pl
2016/11/15 01:08:12
Samolub z Ciebie, szkoda słów i Twoich dzieci....ciekawe jakie osiągną wykształcenie?
sądzę że wsteczne....może pastuch czy coś takiego, dziś mija kilka lat od Twojej pierwszej wypowiedzi na blogu i patrząc na obecną sytuację większość imigrantów to analfabeci............... dużo się nie mylę, prawda?
-
2017/02/03 12:25:26
Dobrze ze tu zajrzałam :) jak na razie moje dziecko przyszly pastuch pięknie mówi i pisze w trzech jezykach i ma fajna szkole choć nie mam zamiaru nikomu niczego udowadniać. Pozdrowienia z Islamabadu :)
-
2019/03/16 20:46:37
Bardzo odważny ruch, ale do odważnych świat należy przecież :) Całkiem inny kraj, tradycje, kultura. Ja bym się pewnie nie odważył.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...