Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Czary: Paryż

Gosia Kruczek czara Rozcinam pomarańczeJest jedną z najdłużej piszących autorek bloga, jaką znam. Od siedmiu lat w Paryżu komponuje  swoje zapiski, które często są bardzo poetyckie, stąd przez niektórych nazywana jest też poetessą. Zawsze wyraziście oddaje subtelności własnych myśli i uroki francuskiej stolicy. Jest znakomitą portrecistką Paryża i życia w ogóle (zobaczcie sami na załączonych zdjęciach). Dziś w ramach drugiego odcinka tyglowej serii "Przeprowadzka" przedstawiam Wam Gosię Kruczek aka Czarę, autorkę znakomitego bloga Rozcinam pomarańcze, którym się zaczytuję.


Jak to się stało, że znalazłaś w Paryżu? Dlaczego akurat tam?

To było w 2005 roku. W starej i potężnej bibliotece swojej babci mój przyjaciel wyszperał kiedyś dawny, zupełnie staromodny podręcznik do nauki francuskiego. Podarował mi go. Był stary, miał okładkę z materiału, a na niej napis "Un jour j'irai à Paris" (Pewnego dnia pojadę do Paryża). Akurat w tym czasie złożyłam podanie o wyjazd stypendialny do Francji do Montpellier. We Francji chciałam poznać coś nowego, ale przede wszystkim szlifować język, który stał się moją prawdziwą pasją. Parę dni później pojawiło się ogłoszenie o miejscach stypendystów na jednej z paryskiej uczelni. Nie wahałam się ani chwili. Pół roku później byłam już w Paryżu.

Paryż Czary

Paryż Czary

 Jakie były Twoje wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz to jeszcze?

Oczywiście, że pamiętam. To był czas najbardziej intensywny, jakby wszystko się we mnie otworzyło. Chyba nigdy nie chłonie się tyle, co właśnie podczas pierwszych tygodni pobytu w nowym miejscu. Każdy dzień to były nowe odkrycia, ogromne ilości wrażeń. Przede wszystkim od razu poczułam się jak u siebie, Paryż to jest miasto bardzo łatwe od ogarnięcia, do poruszania się, do flanowania po prostu. Nie zwiedzałam za dużo, z wierszami Préverta wałęsałam się po paryskich mostach i wdychałam zapach pieczonych  kasztanów. Wszystko wydawało mi się takie, jak powinno być...  Swoją drogą, może tak powinni też robić turyści:  schować swoje przewodniki na dnie walizki, nie pędzić na słynną wieżę, tylko spacerować i chłonąć?

Innym wciąż barwnym i żywym wspomnieniem, które mam z tamtych pierwszych chwil, to wrażenie, jakie wywarli na mnie mieszkańcy tego miasta. Nie zdawałam sobie sprawy, że są oni tak różni, tak kosmopolityczni, że to miasto to prawdziwy kulturowy tygiel, pełen braw i smaków. Ten wieloetniczny patchwork zafascynował mnie absolutnie, nie znałam tego z książek czy piosenek. Nie mogłam się napatrzeć na tę prawdziwą mozaikę twarzy, ras i kolorów, mogłam godzinami kontemplować ludzi, na przykład w metrze, co zresztą doprowadzało do wielu czasem zabawnych sytuacji, tu ludzie raczej unikają cudzego wzroku.

To był naprawdę piękny czas, byłam wtedy bardzo otwarta na wszystko, na nowe miasto, na innych ludzi i na siebie samą.

Paryż Czary

Paryż Czary

Paryż Czary

 

Jak Ci się teraz mieszka w Paryżu w ogóle? Jak traktujesz teraz miasto?

Przenosząc się tu na stałe, bałam się, że to uczucie fascynacji miastem zniknie, zatrze się i zgubi w codzienności. Na razie jednak tak się nie stało. Chociaż mogę się cieszyć nim na co dzień, mój apetyt nie tylko nie znika, ale rośnie. Przede mną wciąż jeszcze mnóstwo odkryć, bardzo dużo czytam o historii Paryża, ale równie ciekawa i bogata jest teraźniejszość, intensywne życie artystyczne, przyprawiająca o zawrót głowy oferta kulturalna. Czasem to jest wyczerpujące, czasem czuję się, jakbym sama właśnie gotowała się do białości w tym tyglu. Ale to jest niesamowite źródło inspiracji.

Z drugiej strony mam teraz świadomość ciemniejszych stron miasta. Drożyzny, problemów mieszkaniowych, dużego zagęszczenia, jak w każdym wielkim mieście, no i biedy uosabianej tu pod postacią niemal legendarnego kloszarda.



Paryż Czary

Paryż Czary

Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Moje pierwsze wpadki były najczęściej związane z jedzeniem. Na wieczorne spotkanie z Francuzami szłam najedzona, nie myśląc o tym, że tu właśnie je się dopiero wieczorami i spotyka wokół stołu. To było też źródło nieporozumień z moim tubylczym chłopakiem, który nie rozumiał, że ja mogę jeść co dwie godziny, podczas gdy jemu wystarczały dwa porządne posiłki. Albo znajomemu muzułmaninowi podawałam kanapki z szynką, nie zastanawiając się, z jakiego mięsa ta szynka jest...  

Pozytywnie zaskoczyła mnie towarzyskość i rodzinność Francuzów. I fakt, że wbrew obiegowym opiniom mówią po angielsku, na pewno nie gorzej niż Polacy. Kultowym słowem (przynajmniej wśród ludzi o niezłym wykształceniu) jest tu "culture générale", co można byłoby tu przetłumaczyć jako wiedza ogólna. Raz widziałam policjanta czekającego przed izbą przyjęć na jednego ze swoich "podopiecznych", który pochłonięty lekturą "Wiedzy ogólnej" ze słynnej serii...  "dla idiotów". W Paryżu podoba mi się też widoczny na każdym rogu głód sztuki. Chodzenie do galerii i na wystawy jest tutaj jednym ze sposobów na spędzanie czasu, nieważne że trzeba odstać najczęściej dwie godziny w kolejce.

 

Paryż Czary
Paryż CzaryCo  mnie nie przestaje zadziwiać to to, że Francuzi poznając kogoś muszą sobie zrobić mentalną "fiszkę" na jego temat – skąd pochodzi, ale przede wszystkim "co robi w życiu". Właściwie jest to pierwsze pytanie w rozmowie, wydaje mi się, że u nas pojawia się ono na znacznie dalszym miejscu. 

To, co mi się nie podoba, to skomplikowane podejście do wolności.  Konkurencja jest tu postrzegana jako zamach na wolność, nie jej wzmacnianie. Podam przykład paryskich taksówek, ich liczba jest ściśle limitowana, dostęp do tego zawodu mocno utrudniony, mimo że tych taksówek po prostu jest za mało. Nie podoba mi się to, że w knajpach trzeba czekać aż kelner wybierze nam stolik, to, że wszędzie są jakieś taśmy, które wyznaczają miejsce, gdzie trzeba się ustawić, czekać, ćwiczyć cierpliwość...

Paryż Czary

I na koniec jakie książki o Paryżu bądź Francji poleciłabyś czytelnikom?

Pamiętam, że w liceum zaczytywałam się "Grą w klasy" Cortazara i duże wrażenie zrobił wtedy też na mnie "Łuk Triumfalny".  Później zaczęłam odkrywać literaturę XIX-wieczną. Do tej pory jednym z moich ulubionych pisarzy z tamtej epoki jest Zola, który w swojej serii Rougon-Macquartów sportretował ówczesny Paryż i jego mieszkańców w niezwykle sugestywny sposób. Bardzo lubię też "Ruchome święto" Hemingwaya, który w barwny sposób przedstawia życie amerykańskiej kolonii literackiej.  Z innych książek poświęconych tej epoce, ostatnio przeczytałam "Montparnoss" George'a-Michela Michel, a jeśli chodzi o non-fiction, to polecam "Kobiety z Lewego Brzegu" Shari Benstock, która przybliża miasto (i twórczość) przez pryzmat kobiet-artystek takich jak choćby Gertruda Stein, Anaïs Nin, Colette, Edith Wharton...  Z naszego polskiego ogródka, mam dwie ulubione książki o Paryżu:  "Requiem dla moich ulic", w którym Krzysztof Rutkowski w niezwykle plastyczny sposób wskrzesza dawne, często nieistniejące już miasto i "Paryż za dwa Ludwiki" Ludwika Stommy i Ludwika Lewina, pełen spacerów po szlaku "Paryża cieni i smaków", pysznych anegdotek i zabawnych historyjek o dawnych, legendarnych bądź nie, mieszkańcach miasta. Muszę też dodać "Szkice Piórkiem" Andrzeja Bobkowskiego, dzienniki, których część akcji rozgrywa się w wojennym Paryżu... Lista krótka i otwarta.

Czara Gosia Kruczek z Rozcinam pomarańcze

Gosia aka Czara

 

***

Poprzednie wpisy z serii PRZEPROWADZKA

Przeprowadzka Magamary: Oksford

czwartek, 12 lipca 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: matali, *.hfc.comcastbusiness.net
2012/07/13 16:08:17
Aniu, ty jesteś niemożliwa. Dopiero co urodziłaś dziecko, a wpisy pojawiają się raz po raz :)

Dziękuję za tę rozmowę z Czarą o Paryżu, czasami zaglądałam do jej bloga, teraz postaram się bywać tam częściej.
W Paryżu byłam dawno temu jako "biedna studentka" na stopa, wtedy mi się b. podobało, ciekawe jak byłoby teraz.
Czekam na następną wpis o przeprowadzce i pozdrawiam.
-
2012/07/13 20:18:17
Jeden z moich najulubieńszych blogów, jak miło spotkać w tej serii Czarę! :) I jak zwykle Paryż jest tak pięknie opisany, że czuję natychmiastową potrzebę powrotu, bo przecież byłam tam tylko kilka dni, na zorganizowanej wycieczce, a wiadomo, jakie to nakłada ograniczenia. Wrócę na pewno i wtedy będę chodzić po mostach, obiecuję to sobie.

Tymczasem dzięki obu paniom, Czarze i Magamarze (cóż za rym ;)) i czekam na kolejny odcinek tej serii, zapowiada się wspaniale!

(Ach i fajnie Cię Czaro po raz pierwszy zobaczyć! Z bloga kojarzę tylko małe zdjęcie z oddali, jesteś piękna!)
-
Gość: pietia, 95.151.43.*
2012/07/13 22:41:13
Piękne fotki, piękny wpis! Dziękuję ślicznie! Francję kocham, od kilku lat zwiedzam ją podczas wakacji, upajam się bogactwem smaków, pięknem krajobrazów. Wstyd się przyznać, ale w Paryżu nie byłem, coś mnie zawsze odpychało-może liczba turystów, może tłok??? Zdecydowanie wolę małomiasteczkową, wiejską Francję.
-
Gość: kinga, *.zone8.bethere.co.uk
2012/07/13 23:49:22
Czara to tez jedna z moich ulubionych blogerek! Cenie zwlaszcza dowcip i uprzejma ironia :)
-
2012/07/13 23:52:45
Coś pięknego. Dziękuję za ten wpis. Muszę też natychmiast 'donieść' Krzysztofowi R. co też lubi 'czara'. Pozdrawiam dzielna Mamusiu!
-
2012/07/14 23:35:08
@Matali: Wszystko zasługa Natalie - mała sprawia, że mam wciąż nieprawdopodobne pokłady energii :) Podejrzewam, że za jakiś czas bezsenne noce trochę powalą mnie na łopatki, ale póki co krótka, letnia noc mi nie straszna :))

Na stopa do Paryża - świetna sprawa. Ja pierwszy raz w mieście byłam z wycieczką klasową (dzień jazdy starym autokarem z kierowcami słuchającymi disco polo i nauczycielką zabierającą w 30-stopniowy upał słoiki z masłem - żeby posmarować kanapkę - i ze smażonym kurczakiem...). Pamiętam, że wtedy zwiedzaliśmy jakąs nieprawdopodobną liczbę kościołów a do Louvru weszliśmy za darmo, bo babka miała jakąś dziwną lewą kartę... Ogólnie jest co wspominać, choć na pewno lepiej miasto byłoby zwiedzać wtedy na własną rękę :)

@Mandziurio: Ja też się bardzo cieszę, że mamy przy okazji "Przeprowadzki" dwa świetne portrety Czary. Czaro, dziękuję bardzo za pełną dekonspirację! :)

@Pietia: Polecam Paryż szlakami Czary - na pewno nie będzie tłoczno :)

@Kingo: Ach, tak, ciepły dowcip Czary jest naprawdę urzekający.

@Ewo: Dziękuję Ewo, pan Krzysztof, mam nadzieję, się ucieszy :)
-
Gość: Anielka, *.as13285.net
2012/07/14 23:37:33
A ja mam pytanie do Pani Czary, jezeli moge: bardzo zaciekawila mnie ta "mentalna fiszka" Francuzow. Na czym ona dokladnie polega? I czy wie Pani, jaka Pani wystawiono fiszke? Pozdrawiam i bardzo mi milo poznac.
-
2012/07/16 14:11:26
Aniu, to prawdziwy zaszczyt wystąpić tutaj! Aż nie wiem co napisać, dziwnie się czuję w takiej roli, ale bardzo dziękuję za zainteresowanie i ciepłe słowa, także Twoim Komentatorkom! (@Mandżurio, wiesz, mam też inne fotki, które śmiało by zbiły Twoją tezę;) I też z niecierpliwością czekam na dalsze odcinki tego cyklu!
@Anielko - miałam na myśli to, że pierwszym pytaniem, jakie pada w rozmowie z Francuzem jest "co robisz" czy "gdzie pracujesz". Rozmawiałam o tym, z moją nauczycielką włoskiego, ją to też za każdym razem frapuje i według niej, we Włoszech to pytanie nie mogłoby paść jako jedno z pierwszych, bo dla Włochów to bardziej "prywatna sprawa". Zapytają raczej o coś związanego z daną sytuacją, a nie Twoją sytuacją. Francuzi natomiast mają taki nawyk, że na początku rozmowy, muszą sobie jakoś nowo poznaną osobę uporządkować, a tutaj identyfikacja siebie (i człowieka) z wykonywanym zawodem jest bardzo silna. Jak już wiedzą skąd jesteś i gdzie pracujesz, można porozmawiać na inne tematy ;)
-
2012/07/16 19:41:03
Bardzo ciekawie poczytać tu o doświadczeniach Czary, choć skrawki ich dostępne są (w innej formie/postaci) na jej blogu. Czaro, w Anglii też wiele osób pyta o to, co się robi w życiu zaraz na początku rozmowy. Też mnie to mierziło, bo moje doświadczenie mówi, że czasem wykonywane zajęcie nijak ma się do osobowości i pasji danej osoby i w gruncie rzeczy niewiele o nas mówi. Ale chyba ludzie, których poznaję, rzadko kiedy wyrabiają sobie na podstawie zawodu/zajęcia zdanie o rozmówcy, zauważyłam, że unika się stereotypów i niczemu nie dziwi. W Paryżu znałam większość nie-Francuzów, lub Francuzów tylko w połowie, więc nie wiem, jak jest.

Co mnie zaskoczyło w Paryżu to... to, że właściwie nic mnie nie zaskoczyło. Wszystko było właśnie takie, jak się spodziewałam. Poza jednym - spodziewałam się jednak większej wielokulturowości, na wzór Londynu czy Nowego Jorku, a tygiel to nie jest, ludzie różnych kultur i ras wcale nie tak często się mieszają, raczej koegzystują obok siebie. Co nie zmienia faktu, że miasto jest wspaniałe, z wszystkimi jego zaletami i wadami jedyne w swoim rodzaju :)
-
2012/07/28 23:39:40
Mimo, iż żyję i odkrywam podobnie jak Czara to miasto na co dzień, to właśnie jej spostrzeżenia, "mierzenie pulsu" są dla mnie najwspanialszym przewodnikiem. Zwraca uwagę na rzeczy, których my zwykli śmiertelnicy nie zauważamy, jest niezwykle wnikliwym obserwatorem ludzi, podgląda i rejestruje dla nas. Nie wiem, czym byłoby dla mnie to miasto bez Czary i jej bloga, na pewno wiele by straciło ze swojego uroku...Dziękuję Aniu za tę wspaniałą serię...
-
2016/10/20 16:05:44
Musi Ci się dobrze żyć we Francji. Ja planuję przeprowadzkę do Belgii, więc całkiem niedaleko. Jeszcze tylko załatwiam ostatnie formalności i busa od olibus.pl/ i zaczynam nowy etap w życiu!
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...