Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Kamili Sławińskiej: Nowy Jork

Kamila SławińskaZaczęło się od bloga, który prowadzi pod pseudonimem Big Apple. "Nowojorskie gadanie" jest tak rewelacyjnym zapisem odkrywania Miasta, które nie śpi, że po prostu musiała z tego powstać książka. I chwała Panu, że powstała! "Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny" był moją lekturą obowiązkową przed wyjazdem do Stolicy Świata i dziękuję Kamili za to, że chodząc po szerokich płytach nowojorskich chodników i wpadając w absolutną euforię, mogłam być pewna, że nie zwariowałam a takie skrajne stany emocji w mieście są absolutnie normalne.

Dziś o swojej wielkiej przeprowadzce opowiada dobrze Wam znana Kamila Sławińska. Zapraszam!

Jak to się stało, że znalazłaś w Nowym Jorku?

Historia jest dość nieprawdopodobna, jak wiele historii prawdziwych. W 1998 roku, kiedy jeszcze internet był młody, w większości niekomercyjny i nikt nie słyszał jeszcze o serwisach społecznościowych, uczestniczyłam w dyskusjach na usenetowej grupie poświęconej filmowi. Tam wdałam się najpierw w sprzeczkę, a potem długą, zabawną i zajmującą rozmowę z pewnym osobnikiem. Półtora roku i cztery tysiące wymienionych listów, później spotkaliśmy się na lotnisku JFK - bo tak się złożyło, ze mój korespondent okazał się mieszkać w Nowym Jorku, a ja bardzo szybko odkryłam, że przez całe życie nie spotkałam osoby, z którą rozumiałabym się tak dobrze. Przyjechałam do niego, nie do miasta i nie do Ameryki: miałam jedną walizkę, wizę turystyczną, bilet w dwie strony i zerowe pojęcie o tym, w co się pakuję. Do momentu tego pierwszego spotkania nie wiedziałam nawet, jak ten mój zamorski książę z bajki wygląda, bo nigdy nie przyszło mi do głowy poprosić go o zdjęcie: uzgodniłam zresztą z samą sobą, że nawet, jeśli ma dwie głowy, będę kochała je obie.  Okazało się, że ma jedną głowę, całkiem niczego sobie, i najpiękniejszy uśmiech na całym lotnisku. Od dwunastu lat jesteśmy małżeństwem.

Kamila Sławińska Nowy Jork przewodnik niepraktycnzy

Kamila Sławińska, Nowy Jork. Przewodnik niepraktyczny

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz to jeszcze?

Oczywiście, że pamiętam! To była bardzo ważna i niezapomniana życiowa lekcja, choć dopiero z perspektywy tylu lat jestem w stanie to docenić. Byłam zachwycona moim przyszłym mężem, zakochana w nim po uszy - ale przerażona całą resztą. Jak wiele osób, które nigdy wcześniej nie mieszkały w innym kraju, byłam w porażającym szoku kulturowym: wszystko było onieśmielające, inne, obce. Zaczynając od architektury, wielokulturowości i ulicznych obyczajów, a kończąc na jedzeniu, które wszędzie smakowało jak kreda. Uzbrojona w jakże żałosne z mojego dzisiejszego punktu widzenia przeświadczenie, że jako Europejka reprezentuję daleko doskonalszą od amerykańskiej kulturę, miotałam się przez kilka miesięcy we frustracji i złości, szarpiąc się między nieuzasadnionym poczuciem wyższości a poczuciem krzywdy, że nie dostaję z miejsca i na srebrnej tacy wszystkiego, co - jak byłam przekonana - po prostu mi się należy. Nawet samo miasto bardziej mnie przytłaczało niż fascynowało; zresztą Nowy Jork potrafi być najokrutniejszym miejscem na świecie, kiedy się nie ma pieniędzy. Pierwsze tygodnie to był zimny listopad, niezrozumiałe nowe święta, proszenie ludzi o powtarzanie po pięć razy zdań w języku, który jak mi się wydawało znałam. Minęły długie miesiące, zanim zaczęłam dostrzegać różne, magiczne drobiazgi, które dzisiaj są dla mnie esencją życia tutaj. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale może właśnie dlatego, że narodziła się w bólach i zahartowała w ogniu wielu walk, rozczarowań i upokorzeń, trwa do dzisiaj.

Kamila Sławińska Nowy Jork przewodnik niepraktycnzy

Jak Ci się teraz tam mieszka? Jak traktujesz Nowy Jork i Stany Zjednoczone?

Teraz nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej. To miasto - z jego niezmierną różnorodnością i niespożytą energią - uczyniło tym, kim dzisiaj jestem i nauczyło mnie rzeczy, które uważam za najważniejsze. Szacunku do profesjonalizmu, do pracy i czasu bliźnich. Respektu i pokory w kontaktach z innymi ludźmi, skądkolwiek i kimkolwiek by nie byli, i umiejętności nieustannego uczenia się od nich. Wiary w to, że pasją i pracą można wiele osiągnąć, bez względu na to, skąd człowiek przychodzi i w jakim momencie życia ową pasję odnajduje. Nowy Jork ma tę magiczną właściwość, że przy odrobinie uważności każdego dnia można w nim napotkać coś absolutnie nowego, niezwykłego, nieoczekiwanego - coś, co nawet w najcięższych chwilach odbuduje przekonanie, że tutaj wszystko jest możliwe. Czasem jest to drobiazg - paru nastolatków tańczących breakdance w wagonie metra - a czasem coś wielkiego, jak niesamowita atmosfera solidarności i wzajemnej pomocy po zamachach 11 września. Nieprawdopodobna ludzka różnorodność, jaką się tu napotyka, daje człowiekowi wiele do myślenia na temat tego, jak niesamowicie twórczym i nieprzewidywalnym gatunkiem jesteśmy - a przy tym jak zgodnie potrafimy żyć z innymi, jeśli tylko zamiast różnić chcemy widzieć wspólnotę dążeń i potrzeb. Nie znam drugiego miejsca, w którym czułabym się równie u siebie jak tutaj; zabrzmi to może dziwnie, ale częściej zdarza mi się czuć cudzoziemką w dzisiejszej Polsce niż w Nowym Jorku. Wiele z tego poczucia ma pewnie związek z różnymi drobiazgami, które oswaja się w miarę bytowania gdzieś dłużej: w Big Apple mam więcej ulubionych knajp i lepiej rozumiem obyczajowość życia codziennego niż w Warszawie, w której przecież się wychowałam. Jest jednak w tym również coś więcej - wydaje mi się, że przez te prawie piętnaście lat, które ja spędziłam w Ameryce, życie w Polsce na wielu frontach uległo tak dramatycznym przemianom, że nie potrafię - a czasami świadomie nie chcę - za nimi nadążać. A może tylko tak mi się wydaje, bo się po prostu starzeję…

Co do kraju, którego Nowy Jork (przynajmniej nominalnie) jest częścią, to nadal twierdzę, że niewiele o nim wiem - poza tym, że przy takiej skali wszystkie uogólnienia dotyczące Ameryki jako całości, jakkolwiek w wielu sytuacjach niezbędne, są po prostu niemądre. Pod wieloma względami Nowy Jork to nie jest Ameryka - i sami Amerykanie często pierwsi to mówią. Nawet jednak z nowojorskiej perspektywy widać, że Stany Zjednoczone roku 2012 to kraj bardzo inny niż ten, do którego przyjechałam. Łatwo byłoby krytykować, co zmieniło się na gorsze; ja jednak wolę widzieć, co pozostało takie samo. Na przykład wzajemny szacunek ludzi do siebie, umiejętność organizowania się we wspólnej sprawie, wiara w to, że wiele rzeczy można naprawić czy ulepszyć. Z drugiej story jednak zauważyłam dziwaczną prawidłowość: jednakowo często zdarza mi się bronić europejskich idei i porządków przed zacietrzewionymi Jankesami, jak perorować w obronie amerykańskich, jeśli atakują je Europejczycy o mentalności starokontynentowych fanatyków.

Jedno jest pewne - gdyby jakimś cudem ktoś nagle dał mi władze nad światem, moim pierwszym edyktem jako globalnego dyktatora byłoby, że każdy człowiek powinien spędzić choćby pół roku mieszkając w innym kraju - im bardziej odległym i kulturowo rożnym, tym lepiej. Emigracja oczywiście nie jest dla każdego - i tylko ci, co jej naprawdę doświadczyli, zdają sobie sprawę, z jak wielką ilością trudnych wyborów się ona wiąże. Jednak w dzisiejszym, ruchliwym i zmiennym świecie warto jest choćby przez chwilę widzieć siebie i własne poglądy z perspektywy Innego. Nawet pozostanie tam, gdzie się jest, bywa wtedy bardzo odmiennym doświadczeniem.

Kamila Sławińska Nowy Jork przewodnik niepraktycnzy

Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Och, mnóstwo było wszystkich tych rzeczy. Z kulturalnych wpadek szczególnie pamiętam wyprawę w interesach do drukarni, prowadzonej przez ultraortodoksyjnych Żydów. Przedstawiając się na spotkaniu, praktycznie wymusiłam na właścicielu podanie mi ręki, kompletnie nieświadoma, na jakie emocjonalne katusze go w ten sposób skazuję. Ze zdziwień - nie zapomnę entuzjazmu moich koreańskich kolegów, po raz pierwszy w życiu częstowanych bigosem na mojej polskiej Wigilii: zgodnie oświadczyli, że danie pachnie zupełnie jak kimchi. Z odkryć - nie przestaje mnie zadziwiać, jak brzmi najczęściej słyszany komentarz w reakcji na informację, że jestem Polką (a mianowicie, ze mój interlokutor ma w rodzinie lub wśród bliskich znajomych kogoś, kto się z Polką ożenił). Albo, z zupełnie innej beczki - to, do jak wielu cudownych imprez kulturalnych i naukowych na światowym poziomie,  można mieć dostęp w Nowym Jorku, nie wydając na to ani grosza.

O rozczarowaniach nie będę mówić, bo przy omawianiu ich łatwo zacząć narzekać - a tego nienawidzę. Ale skoro już o to pytasz, dla zachowania balansu wymienię jedno, bynajmniej nie największe ani nie najboleśniejsze, ale może na tym froncie coś mogę zrobić. Gigantycznym rozczarowaniem jest dla mnie, jak niewielu z milionów turystów odwiedzających Nowy Jork wybiera się gdziekolwiek poza Manhattan. Prawdziwe nowojorskie życie jest w zewnętrznych dzielnicach, a najlepsze jedzenie, reprezentujące kuchnie z całego świata - na Queensie!

I na koniec jakie książki o Nowym Yorku, które zrobiły na Tobie duże wrażenie (fiction/non-fiction), mogłabyś polecić czytelnikom?

Pamiętam, jak ogromnym przeżyciem była dal mnie lektura "The Colossus of New York" - przepięknej, choć malutkiej książki Colsona Whiteheada. Do dziś zresztą chętnie do niej wracam i do dziś jestem pod jej głębokim wrażeniem. To kolekcja impresji, w zasadzie poematów prozą, która jest dla mnie kwintesencją doświadczenia bycia nowojorczykiem. Każdy z tych małych i przepięknie napisanych esejów trafia w samo sedno, pamięta się je latami i wspomina z wielkim wzruszeniem. Jednym z moich największych marzeń byłoby móc przetłumaczyć tę niezwykłą książkę na polski. Ech, może kiedyś...

Kamili życzę, aby to marzenie spełniło się jak najszybciej, a Wam z kolei polecam tę lekturę:

Kamila Sławińska Nowy Jork przewodnik niepraktycnzy

 

Na koniec: tych, którzy chcieliby oko zawiesić na świetnych zdjęciach z Nowego Jorku, odsyłam do polecanej przez Kamilę galerii na Facebooku. Poniżej w ramach zachęty jedna z fotografii:

Nowy Jork

 

***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie

poniedziałek, 16 lipca 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: matali, *.hfc.comcastbusiness.net
2012/07/16 20:15:32
Fajnie przeczytać o miejscu dość mi bliskim, bo akurat w NYC stosunkowo często bywam. Do bloga Kamili często zagląda(ła)m właśnie ze względu na to, że ciekawie pisze o Nowym Jorku (teraz już tak często nie ponieważ ostatnio rzadko coś pisze, mam nadzieję, że się poprawi :). Posiadam też przewodnik, do którego wracam i polecam osobom nas odwiedzającym.
Nowy Jork to oczywiście miejsce niesamowite. I też to zauważam, że Nowy Jork jest inny niż reszta Stanów. Widzę (oprowadzając kogoś z rodziny albo przyjaciół), że niektórych poraża a innych przeraża. Mnie wciąż poraża (pozytywnie), ale nie wiem czy umiałabym tam mieszkać teraz jak mam dwójkę małych dzieci.

Aniu, dzięki za kolejny wpis i za kilka dni spodziewam się czegoś z Azji albo z antypodów ;-)

-
2012/07/16 23:02:16
Super seria o przeprowadzkach !! Dzięki za możliwość zapoznania się z ciekawymi historiami Twoją, Czary a teraz Kamili Sławińskiej. Czekam na kolejne.
Pozdrawiam :)
-
2012/07/17 04:10:03
A ja chciałam tylko dodać, że największą bohaterką historii o mojej przeprowadzce do NYC jest moja Mama, któa na komunikat "mamo, jadę do Ameryki!" nie zareagowałą wyrwaniem sobie z głowy wszystkich włosów - a przecież mogła, a może nawet powinna! :)

Dzięki Aniu za ten cykl - sporo się mozna z niego nauczyć...

Pozdrowienia,
KS
-
2012/07/17 10:14:16
"Emigracja oczywiście nie jest dla każdego - i tylko ci, co jej naprawdę doświadczyli, zdają sobie sprawę, z jak wielką ilością trudnych wyborów się ona wiąże." Pozornie to zdanie jest oczywiste, ale w dzisiaj, gdy emigracja (czy też ekspatriacja) stała się tak powszechna i wręcz banalna, dobrze sobie przypomnieć, że ciemniejsze strony tej decyzji są też udziałem prawie wszystkich.
Pasjonująca historia, dziękuję Aniu i Kamilo! Już czuję, że lista moich ulubionych blogów się powiększy w miarę czytania.
Pozdrawiam!
-
2012/07/17 10:28:09
Dzieki za swietny cykl. Czytam Twoj blog juz od dawna, ale dopiero teraz komentuje. Sama mieszkam w UK od prawie szesciu lat i uwielbiam czytac o doswiadczeniach Polakow w obcych im na poczatku krajach. Pozdrawiam!

Agnieszka
-
Gość: Michał K., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/07/22 21:32:01
witaj maga-maro ;)
mam do Ciebie dwa pytania:
1) ile jest kilometrów z samego centrum oksfordu do samego centrum londynu?
2) jak sądzisz, gdzie żyje się "lepiej" w polsce czy w wlk. brytanii?
chodzi mi o standard życia, bo czy np. czym różni się w tej kategorii życie nauczyciela/pielęgniarki/prawnika w tych dwóch krajach?
-
2012/07/24 01:14:34
Przepraszam za przeciągającą się przerwę. Niewyspanie zaczyna dawać mi się we znaki :)

@Matali: Ja kontemplowałam przeniesienie się na pół roku do nowojorskiej części mojego działu, ale niestety okazja się nie nadarzyła, zanim na świat przyszła Bela, a teraz z dwójką małych dzieci wahałabym się tak jak Ty. To, co mnie najbardziej przerażałoby, to godziny pracy i wymóg bycia dostępnym po godzinach (+ o wiele krótszy urlop). Jestem przyzwyczajona, że po pracy w Oksfordzie, jestem po prostu poza pracą i mogę zajmować się zupełnie czymś innym, nie muszę po kolacji spieszyć się, żeby sprawdzić maila (co nie oznacza, że czasami rzeczywiście do niego nie zaglądam - jest to jednak mój własny wybór a nie przymus :)

Ps. Dobrze zgadłaś: kolejny wpis z cyklu Przeprowadzka jest właśnie z Azji :))

@Viki_on_line: Dziękuję! Dziś zapraszam na relację z przeprowadzki do Pakistanu. Wkrótce opowieść o przeniesieniu się do Indii :)

@Kamilo: Myślę, że te 4 tysiące wymienionych listów musiały podziałać i na wyobraźnię Twojej mamy :)) Naprawdę piękna jest historia Twojej przeprowadzki.

Raz jeszcze dziękuję za fascynujące wyznania.
-
2012/07/24 11:48:41
@Czaro: Myślę, że jednak w przeprowadzkach są dwa różne doświadczenia: tej, która dzieje się z wyboru (bez względu czy to emigracja zarobkowa czy uczuciowa czy jeszcze inna :) i tej z desperacji i właśnie z braku wyboru. Tej drugiej zdecydowanie towarzyszy mniej pozytywnych emocji i wydaje mi się, że większy wysiłek.

Jakiś czas temu byłam na ciekawym wykładzie o współczesnym kinie rosyjskim, gdzie motyw emigranta pojawia się szalenie często, ale właśnie głównie w kontekście przeprowadzek wymuszonych przez sytuację rodzinno-społeczną. Bardzo ponury obraz. Zresztą chetnie poleciłabym Ci jeden z obejrzanych wtedy filmów, w którym głównego bohatera, tadżyckiego emigranta w Moskwie gra Habib Boufares, ale na śmierć zapomniałam tytułu... Może do mnie wróci... :)

@19ness84/Agnieszko: Dziękuję. bardzo mi miło. Zapraszam Cię dzisiaj na odcinek z Pakistanu :)

@Michał: Pierwsze pytanie jest prostsze, choć tzw "centrum Londynu" to szalenie wielka przestrzeń, więc dla uproszczenia rachunku obliczyłam Ci trasę z Oksfordu (okolice Bodleian Library, środka uniwersytetu) do Buckingham Palace - to 59,3 mile. Gdybyś sam chciał pobawić się odległościami, to polecam AA Route Plannera: www.theaa.com/index.html - wybierz dwa miejsca, a wyskoczy Ci nie tylko dystans ale i cała trasa :)

Co do drugiego pytania, to jest ono szalenie złożone, bo "lepiej" może oznaczać różne rzeczy, uzależnione jest od lokalizacji, doświadczeń, stanowiska, pensji, możliwości realizowania własnych celów i marzeń, samych marzeń, osobowości... etc :) Nie znam na tyle dobrze środowiska nauczycielskiego w Wielkiej Brytanii czy prawniczego w Polsce, żeby przekonująco i kompetentnie powiedzieć, że w jednym kraju ludziom danej profesji mieszka się lepiej niż w drugim. Z tego jednak, co się orientuję, mając sama trochę doświadczenia jako nauczyciel, to w obu krajach tym zawodom jest trudno, trudniej w UK tym, którzy pracują w szkołach państwowych, bo są bardzo malo wynagradzani, mają często bardzo trudnych uczniów z nieuprzywilejowanych rodzin i podlegają coraz ostrzejszym regulacjom Ofstedu. Inaczej wygląda sytuacja nauczycieli w szkołach prywatnych w Wielkiej Brytanii (a tych jest naprawde dużo w porównaniu z Polską), bo mają zdecydowanie większy komfort pracy.

Postaram się znaleźć dla Ciebie jakieś rzetelniejsze opracowanie jakości życia w obu krajach i podam Ci co niego link.

Pozdrawiam serdecznie
-
2012/07/28 23:27:46
Cudowny przewodnik, wspaniała lektura, nawet jeśli ktoś się nigdy nie wybiera do Nowego Jorku...Dla mnie lektura obowiązkowa, odkąd mój syn się tam przeprowadził i zapowiada się, że kiedyś będę wnuki wyprowadzała na spacer do Central parku. W marcu, od przewodnika Kamili Sławińskiej nie mogłam się oderwać przez cały lot do "Wielkiego jabłka"!
-
2013/03/07 19:22:39
Przewodnik jest naprawdę bardzo ciekawą lekturą, a co do przeprowadzki do NY bardzo bym chciała, ale jak to się śpiewało ale bym się bała hehe
-
2013/04/10 10:29:17
Dobrze, że takie książki powstają...
-
2016/02/16 17:04:39
To się nazywa przeprowadzka. Na prawdę nowe miejsca, nowi ludzie, nowe życie. Totalny przewrót głowy.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...