Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Invitady: Edynburg

Przyjechała na Wyspy mniej więcej w tym samym czasie co ja. Znalazła swój dom na północy, a ja na południu. Nasze doświadczenia są bardzo różne, bo było nie było, mieszkamy w zupełnie innych krainach, które za dwa lata mogą stać się odrębnymi państwami. Invitada z pasją nie tylko po Szkocji chodzi, ale i oprowadza, bo pracuje m.in. jako przewodnik. Jej genialne wycieczki po szkockiej głuszy dokumentuje w świetnym blogu Moje miasto i mój świat Zresztą zapisków podróżniczych znajdziecie tam więcej z wielu innych części świata. Invitada jest niezłomna: w jednym tygodniu będzie przedzierać się autobusem przez litewsko-polską granicę późną nocą, a w drugim przemierzy kilkanaście mil górskiej trasy w Szkocji. Podziwiam jej energię i reporterski zmysł obserwacji. I to, jak dobrze zadomowiła się w Edynburgu. O szczegółach swojej przeprowadzki opowiada poniżej. Zapraszam!

Jak to się stało, że znalazłaś w Edynburgu? Dlaczego akurat tam?

Pewnego dnia siedziałam w mojej "polskiej" pracy i stwierdziłam, że nie jestem szczęśliwa. Dusiłam się i zdawałam sobie z tego sprawę. Postanowiłam coś w swoim życiu zmienić.

Szkocja to zupełny przypadek w moim życiu i chyba zrządzenie losu. Czasami warto iść z prądem i zdać się na przeznaczenie, bo bywa, że losowy wybór jest o niebo lepszy aniżeli ten, jakiego dokonalibyśmy sami. Do dziś pamiętam lot z przesiadką w Pradze, czyste i nieduże (tak wtedy mi się wydawało) lotnisko w Edynburgu i podróż do centralnej części kraju. O Szkocji wiedziałam naprawdę niewiele. Chyba tylko to, że znajdowała się na północy Wielkiej Brytanii i z prawie każdej strony otoczona jest wodami, które nijak nie sprzyjają kąpielom z powodu niskiej temperatury. Przed wyjazdem wydawało mi się także, że opowieści o kapryśnej i zmiennej pogodzie to także taka bajka. To nie  jest bajka, a Szkocja to przede wszystkim góry i woda.

Szkocja, wybrzeże

Duża czść mieszkanców Szkocji żyje z morza i dzięku morzu

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu?

Pierwsze pięć miesięcy mojego szkockiego życia to przede wszystkim nauczenie się na nowo angielskiego i koncentrowanie się na nowym, szorstkim, twardym akcencie, innym wymawianiu głosek i nowych słowach. Szkoci używają wielu słów z języka szkockiego, którymi nie posługują się na przykład przyjezdni z innych rejonów Wielkiej Brytanii i emigranci. W języku szkockim piszą oni książki, języka szkockiego uczą w domach dzieciaki. Drugim językiem, który ponownie został wprowadzony do szkół jest galeacki. Na Isle of Skye jest szkoła językowa, gdzie wszystkie zajęcia prowadzone są w galeackim. Znane są przypadki, iż pastorzy jadący objąć nową posadę na Hebrydach, nie zagrzali zbyt długo miejsca, bo bez znajomości galeackiego zostawali szybko zwalniani z etatów. Galeackiego do dziś nie udało mi się opanować, ale ze szkockim idzie mi niezle. Kilkadziesiąt mil na północ od Edynburga tablice przy drogach informują przejeżdżających w dwóch językach - angielskim i galeackim właśnie.

Pierwsze pięć miesięcy to także bezpośredni kontakt z naturą. Pamiętam mój pierwszy poranek i spojrzenie przez okno. Pod krzaczkiem siedział królik, po trawie spacerował bażant, a z oddali dochodziło gęganie gęsi kanadyjskich. Dwa dni później urodziły się maleńkie owieczki. Nowe życia deptały mi po piętach do pierwszej szkockiej jesieni. Nie zliczę mil, które przejechałam wtedy rowerem po wiejskich i małomiasteczkowych uliczkach. Nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich dolin i wzgórz, które przemierzyłam, potoków, nad którymi siadałam, żeby poczytać książki. Po raz pierwszy pojechałam także do Perth na Highland Games i zobaczyłam mężczyzn w kiltach. Kilty naprawdę są w użyciu w Szkocji i przy okazji ważnych wydarzeń lub zwyczajnej niedzieli z dumą są zakładane przez właścicieli.

A potem postanowiłam się przeprowadzić do Edynburga. Kiedy wyszłam po raz pierwszy na spacer z ogromnego, wiktoriańskiego domu i wkroczyłam w świat wiktoriańskich szeregowców, zgubiłam się. Wszystko wydawało być się do siebie bardzo podobne. Potem zakochałam się w Edynburgu i ciężko mi sobie wyobrazić, że mogłabym tutaj nie mieszkać.

Szkoci w kilcie

W kilcie przy każdej okazji, w tle budynek szkockiego parlamentu

Jak Ci się teraz mieszka w Edynburgu? Jak traktujesz miasto i samą Szkocję?

W Edynburgu mieszkam już ponad siedem lat i to jest moje szczęśliwe miejsce na ziemi. Nie jest tak zróżnicowane kulturalnie jak Glasgow, ale dostarcza wystarczającej dawki energii, jeśli takowej potrzebuję. Wystarczy wtedy, że wychodzę na jakąkolwiek ulicę. Zawsze ktoś się uśmiechnie, przywita, zamieni dwa zdania. To sprawia, że zdecydowanie odzyskuję dobry humor i chęć do kontynuowania tego, co tutaj robię. Edynburg jest moim domem. Miejscem, do którego wracam z chęcią i do którego tęsknię. Nie znaczy to, że nie lubię się z miasta ruszać. Uwielbiam. Wtedy powroty są podwójnie radosne i wyczekiwane.

Jak każde większe miasto Edynburg ma swoje ciemne i jasne strony. Nie wszystko jest tutaj idealne, nie żyje się zupełnie bezkonfliktowo. Nauczyłam się jednak nie zwracać na te niemiłe aspekty życia uwagi, a koncentrować się na tym, co przynosi mi radość.

Edynburg

Royal Mile w Edynburgu

Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Pamiętam, że kiedyś, jeszcze na początku mojego pobytu, zapytałam pewnego Szkota, czy nie jest on przypadkiem Anglikiem. Miał akcent trochę przypominający mi mieszkańca Liverpool i tym się sugerowałam. Błąd! W miarę poznawania przeze mnie mieszkańców kraju przekonywałam się o tym, że Szkoci bardzo różnią się od Anglików i odwrotnie. Sławnej i mitycznej już chyba nienawiści nie ma, bo czas zaciera historyczne rany i tak powinno być, ale uprzedzenia są.

Szkoci bardzo lubią manifestować tę swoją odmienność, ale nie robią tego w sposób agresywny. Nie chcą także nikogo obrazić. Szkocka flaga wywieszona na posesji to standard. Czasami odnoszę wrażenie, że tego "standardu" jest może zbyt wiele i można by z manifestowania odrębności trochę zrezygnować. Bluzy ze szkocką flagą, dzieciaki chrzczone w kiltach, niedziela w pubie przy piwie i szkockiej muzyce, kobzy. W 2014 roku referendum, w którym Szkoci zadecydują, czy chcą pozostać częścią Wielkiej Brytanii, czy być niepodległym państwem. Kilka lat temu dowiedziałam się także, że Szetlandy mają odrębny parlament, flagę i także chcą referendum dające im niepodległość. Niewtajemniczonym zdradzę, że Hebrydy bardzo różnią się od Orkadów, a te od Borders. Każda prawie część kraju mogłaby stanowić odrębne państwa.

Kolejnym zdziwieniem, które teraz jest już codziennością, był aktywnie spędzany czas wolny. Nigdy wcześniej nie widziałam tylu ludzi na rowerach, biegających, chodzących po górach, wyjeżdżających za miasto. Tego się tutaj nauczyłam i teraz 20 milowe spacery nie są dla mnie żadnym wyzwaniem.

Łowienie ryb w Szkocji

Bezkrwawy sport, bo liczy się przede wszystkim relaks (napis dla wędkarzy głosi: "Wszystkie ryby muszą pozostać żywe i muszą zostać wrzucone z powrotem do wody")

Szkocka flaga

Flaga pokazywana przy każdej okazji i w każdym miejscu

I na koniec jakie książki o Szkocji bądź Edynburgu (fiction/non-fiction) mogłabyś polecić?

Do znudzenia będę powtarzała, że jeżeli ktoś chce poznać Edynburg ze wszystkimi wadami i zaletami oraz ciemnymi zaułkami, których z perspektywy turysty nie zobaczy, musi przeczytać cykl Alexandra McCall Smitha "44 Scotland Street", oraz cykl Iana Rankina o detektywie Rebusie.  Irvine Welsh jest autorem "Trainspotting", który zaadoptowano  w 1996 roku na potrzeby filmu. Bardzo lubię czytać książki Andrew O'Hagana, dziennikarza pochodzącego z Glasgow, który doskonale wpasował się swoim reporterskim stylem w moje literackie gusta. Bardzo polecam książki Andrew Greiga, Karin Altenberg, Jamesa Robertsona.

Leila Aboulela nie pisze o Szkocji, ale w Aberdeen odnalazła swój drugi dom. William Dalrymple urodził się w szkockim Borders. Jego rodzina jest bardzo znana i lubiana i mimo tego, iż pisarz nie mieszka już tutaj, często wspomina Szkocję w swoich książkach. Tym, którzy czytają kryminały, polecam książki Ann Cleeves, która akcje powieści umiejscowiła na Szetlandach i Petera May'a piszącego o Isle of Lewis. A jeżeli ktoś bardzo by chciał poczytać w języku szkockim, polecam książki dla dzieciaków autorstwa Alexandra McCall Smitha.


Zdjęcia i podpisy: Invitada

 

***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki:

Invitada w Edynburgu

Kasia Hordyniec w Donegalu

Stuffed mice w Buenos Aires

Lilithin w Czandigarze

Asia Kusy w Karaczi

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie

środa, 29 sierpnia 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/08/29 08:47:52
maga- maro; a ja podziwiam Ciebie i to z jaką łatwością i wdziękiem sprawiasz, że zwykły człowiek potrafi poczuć się kimś niezwykłym:) bo po przeczytaniu wstępu pomyślałam, że ta osoba musi być ciekawym człowiekiem. a potem dotarło do mnie, że to tylko ja, czyli najzwyklejszy ze zwykłych ludzi.
bardzo dziękuję za możliwość przypomnienia samej sobie, jak to onegdaj było.
pozdrawiam.
-
2012/08/29 10:26:50
Muszę przyznać, że Invitada zaraziła mnie sympatią dla Szkocji i tchnęła we mnie prawdziwą ciekawość co do tego miejsca... I tak trochę a propos, a trochę nie, polecam świetną komedię Kena Loacha, The Angel's share, której akcja dzieje się właśnie w Szkocji. I są też kilty, choć przybrane z trochę innych powodów, niż te wymienione przez Invitadę ;)
-
2012/08/29 15:48:24
czaro; to miłe, co napisałaś. ja i tak uważam, że Szkocja i Szkoci obroniłaby się doskonale bez mojego bloga:). miły naród, piękny kraj. a filmu będę szukać. dziękuję za polecenie.
-
Gość: matali, *.hfc.comcastbusiness.net
2012/08/29 16:41:21
Podobnie jak czara od razu nabrałam chęci, aby Szkocję zobaczyć. Zamarzyło mi się, żeby pojeździć wśród zielonych pagórków...
Chętnie też zapoznam się z blogiem.
pozdrawiam
-
2012/08/29 21:55:10
w Donegalu mamy dosyć mocne więzy ze Szkocją, bo ludzie stąd mieszkali i pracowali tam wiele lat, łączyli się w pary ze Szkotami/Szkotkami, dużo ich tu mieszka. Do tego nasza odmiana gaelickiego jest taka jak używana tam, Donegalczyk nie dogada się z kimś z Cork po gaelicku, a ze Szkotem bez problemu. Próbowałam się uczyć tego języka, ale nie udało mi się go opanować w stopniu takim, jak angielski
-
2012/08/29 21:56:15
zapomniałam dodać, że interesująca Twoja opowieść i masz rację, wstępy Maga-Mary są zawsze takie, ze się człowiek czuje wyjątkowo
-
2012/08/29 22:13:46
matali; no tak, zielone pagórki to tutaj są, tego mamy dostatek, ale jest jakiś powód tej zieloności:))) deszcz. jezdzi się pośród nich świetnie, chodzi trochę gorzej:)pozdrawiam.
-
2012/08/29 22:24:36
kasia; prawda, że człowiek czuje się niczym ważna persona:)?
edynburscy seryjni mordercy, najsłynniejsi chyba w historii Szkocji przyjechali z Irlandii za chlebem tutaj. mam na myśli parę Burke i Hare. James Connolly, jeden z przywódców irlandzkiej rewolucji w 1916 roku urodził się na Cowgate, niedaleko miejsca, gdzie mieszkam, jako syn irlandzkich imigrantów. Takich powiązań jest masa.
ale z tego co ja wiem, to szkocki galeacki i irlandzki to dwa zupełnie różne języki. pytałam przed chwilą Szkotów i Irlandczyka, który tutaj mieszka i potwierdził. a pytałam dlatego, że ja na pewno alfą i omegą nie jestem:), bo nigdy w Irlandii nie byłam. ale może Tobie chodzi o jakąś inną, nieoficjalną odmianę galeackiego w Irlandii?
ja zaczynam uczyć się na nowo we wrześniu. zapał na razie jest. ciekawam na jak długo mi go wystarczy:) pozdrawiam.
-
2012/08/30 00:23:36
Po tej wymianie komentarzy nie tylko chce mi się połazikować po szkockich wrzosowiskach, ale i posłuchać gaelickiego/galeackiego (jakkolwiek się go pisze po polsku) - może Youtube pomoże w poszukiwaniu dźwięków tego języka? - zobaczyć komedię Loacha i poczytać o tych nieprawdopodobnych morderach z Edynburga, co przyjechali z Irlandii. Dziękuję dziewczyny (bohaterki!) i proszę o więcej takich komentarzy :)
-
Gość: matali, *.hfc.comcastbusiness.net
2012/08/30 16:02:21
@una_invitada: Po superupalnym lecie to deszcz (chwilowo zapewne) mi nie straszny :)

Życzę powodzenia w nauce gaelickiego. I wytrwałości. Nie wiem czy znasz taki program SuperMemo, ale przy nauce języków (i nie tylko zresztą) jest po prostu niezastąpiony. Wpisuje się słówka/wyrażenia w postaci: pytanie i odpowiedź i program dobiera ci optymalne interwały pomiędzy powtórkami (proste wyrazy pojawiają się rzadko, a te z którymi masz problemy pojawiają się częściej) i przez to uczysz się szybciej i lepiej pamiętasz.
Jest darmowa wersja online (www.supermemo.net) i możesz utworzyć swój własny kurs i na bieżąco wpisywać słówka i ich się uczyć.
Ja korzystałam z tego na studiach ucząc się języków, potem zaniechałam (niestety), ale od niedawna znowu zaczęłam korzystać i teraz, z gorliwością neofity, namawiam wszystkich wokół.

Pozdrawiam zza oceanu

-
2012/08/30 18:28:21
matali; dziękuję. na pewno zobaczę, a każda pomoc przy nauce jakiegokolwiek języka jest cenna. byle zapału do wszystkiego co zaplanowałam mi wystarczyło to gaelicki/ galeacki czy jak zwał tak zwał:) mi nie będzie straszny.
tak, wiem, że mieliście upalne lato. miałam turystów z Texasu, potem z Arizony i mieli pogody serdecznie dosyć. tutaj w deszczu kazali prowadzić się w góry. i nawet wstrętne, szkockie meszki nie były im straszne. podziwiałam determinację.
pozdrawiam i dziękuję za stronkę.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...