Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Lilithin: Czandigarh

Laura aka LilithinPraktyki studenckie mogą być wyzwaniem. Zdecydowanie takie zaplanowała sobie Laura aka Lilithin, autorka Czytatnika - bloga z pewnością znanego Wam z frapujących recenzji książek. Lilithin rzuciła rękawicę Indiom, a dokładnie ich północnemu miastu Czandigarh, które, jak za chwilę się przekonacie, nie jest specjalnie przyjaznym miejscem do mieszkania. Z Laurą rozmawiałam już po jej powrocie do Polski (niekoniecznie jednak na stałe, bo autorka Czytatnika rozważa ponowną przeprowadzkę na subkontynent za rok). "Nienawidzę Indii i uwielbiam Indie. Nie na zmianę, lecz równocześnie. Ten uwodzicielski, irytujący kraj uczy, że można pomyśleć dwie sprzecznie myśli na raz – i co najważniejsze – nie eksploduje przy tym głowa" - to cytat z "Geografii szczęścia" Erika Weinera, pod którym Laura przyznaje, że może się podpisać.

W piątej odsłonie tyglowego cyklu zapraszam na historię indyjskiej przeprowadzki nieustraszonej Laury.

Jak to się stało, że znalazłaś w Czandigarze? Dlaczego akurat tam?

Tak naprawdę Czandigarh był wyborem przypadkowym. Przede wszystkim chciałam znaleźć się w Indiach, marzyłam o odwiedzeniu tego kraju od dawna, ale jednocześnie chciałam stać się jego częścią, uczestniczyć w codziennym życiu, a nie przemieszczać się z hotelu do hotelu. Kiedy na uczelni zobaczyłam plakat organizacji studenckiej AIESEC reklamujący praktyki na całym świecie - nie wahałam się ani chwili i aplikowałam. Chciałam jechać do Indii na dłużej, praktyki krótsze niż rok mnie nie interesowały. Znalazłam takie w Delhi, Chennai i Hyderabadzie. Przedstawicielka z AIESEC-u w Delhi ostrzegła mnie jednak, że proponowana przez szkołę wypłata jest bardzo niska, więc zrezygnowałam. Rzekomy Chennai okazał się jakąś wioską 150km poza miastem, a Hyderabad odradzono mi ze względu na napięcia między muzułmanami a hinduistami (w Hyderabadzie mniejszość muzułmańska stanowi ponad 40% wszystkich mieszkańców). W ten sposób wylądowałam w szkole w Czandigarh.

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz to jeszcze?

Na początku indyjska pogoda mocno dawała mi się we znaki. Przyjechałam w lipcu, w trakcie monsunu. Było bardzo gorąco, a do tego panowała niesamowita wilgotność powietrza uniemożliwiająca jakiekolwiek działanie.

Przez pierwszych kilka dni przejażdżka motorikszą była dla mnie całkowitą zagadką i źródłem wielkiego stresu. Nie wiedziałam jak 'łapać' rikszę ani jakie powinny być stawki. Na szczęście koleżanka z Kolumbii okazała się być świetną nauczycielką w tej kwestii i pokazała mi bezwzględność, z jaką należy traktować kierowców ;-)

Chyba wszystkie indyjskie miasta są mało przyjazne dla spacerowiczów, a ja oswajam się z nową okolicą zawsze na piechotę. Na początku trudno było mi się przyzwyczaić do braku chodników, cichych uliczek, ukrytych sklepików i ciągłej zależności od innych środków transportu.

Laura w Czandigarze

Laura z uczniami


Jak Ci się teraz tam mieszka? Jak traktujesz miasto/kraj?

Już tam nie mieszkam, miesiąc temu wróciłam do Polski.

Nie zapałałam miłością do Czandigaru. Miasto nie ma nic do zaoferowania swoim mieszkańcom. Już nawet nie mówię o imprezach kulturalnych, festiwalach czy koncertach, ale tam po prostu nie ma gdzie pójść. Owszem można zjeść, napić się kawy, zrobić zakupy. Ale brak tam przestrzeni miejskiej, która nie byłaby związana z jakimś praktycznym celem. Owszem, w każdej dzielnicy są tzw. parki, które mi się bardziej kojarzą z więziennymi spacerniakami. Owe prostokątne parki obfitują w ławki i trawę, a stojąc na jednym jego końcu można zobaczyć wejście z drugiej strony. Rano i wieczorem do parków wychodzą ludzie - żwawym krokiem robią kilka okrążeń po ścieżce, wszyscy zgodnie poruszają się w jedną stronę, nikt nie idzie pod prąd, nikt nie przechadza się bez celu leniwym krokiem dla idei samego przechadzania się. Do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego w tym mieście drzewa rosną tylko przy drogach. Nigdy w parkach czy na osiedlach. Nie chciałabym w Chandigarh mieszkać drugi raz, ale kto wie, co przyszłość przyniesie.

Życie w Indiach ma jednak swój urok. Nikt się tam nie spieszy, nie pędzi do nie wiadomo czego. Mniej ironii i cynizmu. Wydaje mi się, że ludzie bardziej zauważają drugiego człowieka i zwracają uwagę na to, co tkwi w jego wnętrzu, a nie na to gdzie pracuje i czy wziął już kredyt mieszkaniowy.


Uczniowie Laury

Uczniowie Laury


Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Największym zdziwieniem było to, jak bardzo podzielone jest społeczeństwo indyjskie. Niby człowiek o tym wie, niby czytał, ale wciąż szokiem dla mnie jest, że dzieci nie mówiły "dzień dobry" kierowcy autobusu szkolnego. W końcu to tylko kierowca, niemal służący. Takich przykładów mogłabym podać jeszcze wiele.

Nie wiem, czy poniższą historię można nazwać wpadką kulturalną, ale na pewno zalicza się do moich szoków ;) Kiedyś zabrakło mi krzeseł w klasie, więc zeszłam na dół, aby przynieść dwa ze stołówki. Chwyciłam po jednym w każdą rękę i skierowałam się na schody. Nagle podbiega do mnie Rajkumar, który był kimś w rodzaju szefa pań pracujących w kuchni i przy sprzątaniu i coś próbuje mi powiedzieć. Myślałam, że muszę oddać krzesła na stołówkę, ale okazało się, że to nie ja mam je nosić. Rajkumar zawołał panią w wieku mojej mamy albo i starszą i to ona miała zanieść krzesła do mojej klasy. Pani ta wzięła jedno krzesło i noga za nogą powłóczy po schodach. Ja bez problemu wzięłabym oba i głupio mi było bezczynnie stać, więc wzięłam drugie krzesło. Nie przeszłam nawet jednego schodka, bo zarówno Rajkumar jak i pani sprątaczka zaczęli z wielką energią mówić i gestykulować, żebym je odstawiła na podłogę. Wniosek? Każdy w Indiach ma określone miejsce i należy się go trzymać.

Z bardziej przyziemnych spraw zaskoczyła mnie kuchnia - nie taka znowu ostra. Myślałam, że każdy posiłek będzie się wiązał na początku z uczuciem wypalania gardła ostrymi przyprawami, ale nic takiego nie miało miejsca. W restauracji usłyszałam od jednego znajomego: "she can handle spicy", co sobie poczytuję za wielki komplement.


I na koniec  jeżeli są jakieś książki o Indiach, które zrobiły na Tobie duże wrażenie (fiction/non-fiction), mogłabyś je polecić czytelnikom?

Wciąż odkrywam książki o Indiach, więc na razie mogę polecić tylko 3 tytuły.

1. "Bombaj. Maximum City" Suketu Mehty to jedyny z 3 polecanych przeze mnie tytułów, który został wydany w Polsce. Pozycja non-fiction, którą czyta się jak najlepszą powieść. Byłam zachwycona!

2. "May You Be a Mother of a Thousand Sons" Elisabeth Bumiller to zbiór reportaży o indyjskich kobietach. Napisane  z dużym wyczuciem, zrozumieniem i szacunkiem.

3. Powieść Dipiki Rai "Someone Else's Garden" w realistyczny sposób ukazuje życie ubogiej Mamty i jej walkę, aby ten los odmienić .


***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki

Asia Kusy w Karaczi

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie



czwartek, 02 sierpnia 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Marta, *.as13285.net
2012/08/02 18:41:59
Czesc, swietna historia! Nie przeszlo mi przez mysl, zeby robic praktyki tak daleko od "domu", a w sumie czemu nie? Czy moglabys powiedziec, ile taka wyprawa kosztuje? Podejrzewam, ze lot musialas oplacic sobie sama? A co z pensja - bylas w stanie sie utrzymac? W przyszlym roku jedziesz w to samo miejsce? I ostatnie pytanie: udalo Ci sie zobaczyc troche Indii? Dziekuje i pozdrawiam
-
2012/08/02 22:00:47
A ja się trochę martwię o te wszystkie dziewczyny rzucane 'ochoczo' (?) na dalekie i głębokie wody. Czytam, czytam - a jakże, wszystkie piękne opowieści o niezwykłych białogłowach przemierzających wielki świat za szczęściem...
Powodzenia - bohaterki wpisów/opowieści - maga-mary!
-
2012/08/03 15:30:04
Marta, wyprawa trochę kosztuje, za lot, szczepienia, wizę, opłatę dla AIESEC-a musiałam zapłacić sama. Pensja skromna, na utrzymanie się wystarczała, ale na zwiedzanie Indii raczej trzeba jeszcze wykładać z własnej kieszeni. W przyszłym roku żadnych praktyk już nie zamierzam odbywać, a i te nie były wymagane na uniwersytecie, robiłam je tylko dla siebie. Pozdrawiam!
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...