Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Stuffed mice: Buenos Aires

Marta zaskakuje podwójnie: swojego bloga Stuffed mice prowadzi w dwóch językach, a jego podtytuł "About my travels, food and drink" daje tylko namiastkę jego zawartości. W Stuffed mice pysznią się znakomite zdjęcia, nie wspominając o Marty kaligraficznych projektach. Na co dzień mieszkanka Londynu zafudnowała sobie w tym roku wymarzony pobyt w Buenos Aires. Zapraszam dziś na historię Marty o jej argentyńskiej przeprowadzce.

Jak to się stało, że znalazłaś w Argentynie? Dlaczego akurat tam?

Razem z moim partnerem, Karolem, odwiedziliśmy Argentynę sześć lat temu. To była jedynie miesięczna wyprawa. W Buenos Aires spędziliśmy wtedy kilka dni, głównie biegając z miejsca w miejsce. Wróciliśmy do Anglii i marzyliśmy o zamieszkaniu w stolicy Argentyny. Sama nie wiem dlaczego. Intuicyjnie przeczuwaliśmy chyba, że będzie nam tam dobrze. Mówiliśmy o tym tak długo, że w końcu sami siebie nie mogliśmy już słuchać. Karol wynegocjował trzy miesiące pracy na odległość, ja wzięłam wolne. Wynajęliśmy nasze mieszkanie i fruu! Nareszcie byliśmy w Buenos Aires na dłużej.


Buenos Aires, zdjęcia StuffedmiceSpacer po dzielnicy San Telmo

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice

Spacer po dzielnicy San Telmo

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz to jeszcze?

Jasne! Pamiętam pierwsze momenty! Była połowa stycznia, z głośników w samolocie wylewały się dźwięki "Volare", za oknami nagrzane słońcem lotnisko. Poczułam natychmiastowe odprężenie. To uczucie zupełnego relaksu towarzyszyło mi przez większość czasu mieszkania w Buenos. I naprawdę niewiele to miało wspólnego z brakiem obowiązków. Jak dla mnie, to był po prostu styl tego miasta.

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice

Blisko lądowania, niedługo włączą "Volare"

Jak Ci się tam mieszkało? Jak traktowałaś miasto i sam kraj?

Od początku wiedziałam, że nie chcę wychylać nosa poza stolicę Argentyny. Poza tym, razem z Karolem, zorganizowaliśmy sobie "zajęcia dodatkowe". W moim przypadku - naukę kaligrafii. Wszystkie tygodnie wypełnione były lekcjami, projektowaniem i ćwiczeniami. To w bardzo dużej mierze wyznaczyło rytm moich dni.

Trzy miesiące w Buenos Aires to zdecydowanie za krótko. Trudno było nie traktować tego czasu jako przerwy, a miasta jak nieba na ziemi. Z niskimi cenami usług, na przykład, było to bardzo łatwe. Nagle okazało się, że tak jak tutejszej klasie średniej, zwyczajnie nie opłaca mi się gotować, sprzątać czy nie łapać wieczorem taksówki, by bezpiecznie i szybko wrócić do domu. Ale nawet bez grosza w kieszeni, wystarczyło spojrzeć w bezchmurne niebo, by poczuć się przez to miejsce rozpieszczaną.

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice
Błękitne niebo nad Buenos Aires za dnia. Wieczorami wykorzystuje się je do odtańcowania tanga w milondze na świeżym powietrzu.

Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Buenos, ze względu na powojenną imigrację, jest w gruncie rzeczy bardzo europejskie. Pewnie dlatego łatwo ominąć atrakcję, jaką dla wielu osób zapewne jest szok kulturowy.

Co fascynuje mnie w Ameryce Południowej i Centralnej w ogóle, to zróżnicowanie i bogactwo języka hiszpańskiego. Siedzieliśmy kiedyś na zajęciach. Dziewczyny z Argentyny, Kolumbii i chłopak z Peru. Próbowaliśmy ustalić oficjalną nazwę plastikowej słomki. Okazało się, że niektórzy znają nazwy "krajowe", a tej ogólnie przyjętej w hiszpańskim - nie. Ta swojskość języka objawia się również zaskakująco niskim stopniem amerykanizacji w mowie potocznej. W Argentynie ani razu nie usłyszałam "OK". Wszyscy mówią za to "Bueno".

Moje największe zdziwienie dotyczyło braku pośpiechu, podejścia do czasu. W metrze byłam jedyną osobą, której gdziekolwiek się śpieszyło. Każde moje zajęcia z kaligrafii rozpoczynały się pogaduszkami przy herbacie. Początkowo wydawało mi się to obrzydliwą stratą czasu. Później polubiłam te, w gruncie rzeczy, bardzo ludzkie zachowania. Inny ludzki nawyk, który bardzo chętnie zapakowałabym do walizek i wysłała w świat, to argentyńska ciekawość. Ludzie w tym mieście rozmawiają, opowiadają, mówią, gadają. Gdziekolwiek i z kimkolwiek. Kawiarnie otwarte są do późna. Umawianie się na kawę  to w żadnym wypadku weekendowe czy krótkie spotkanie.

Dużym zaskoczeniem była dla mnie kontrastowość Buenos. Spacerujesz i natrafiasz na przykład na taki widok. Piękni, młodzi ludzie sączą swoje mrożone napoje w amerykańskiej sieciówce. Przed wejściem, rodzina cartoneros - ludzi zarabiających na życie zbieraniem śmieci -  po pas zanurzona w kuble, szuka co wartościowszych odpadów. Idziesz na poranny spacer po dzielnicy willowej i mijasz dzieciaki wąchające klej przed czyjąś furtką. Bieda i bogactwo w Buenos mieszają się nieustannie.

Do rozczarowań najprędzej zaliczyłabym kawę. W większości miejsc serwuje się wersję torrado. Oznacza to tyle, że w procesie palenia dodano do niej cukier. Dla kogoś, kto nie słodzi kawy, to zwyczajne świętokradztwo.

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice
Linia A, najstarsza część argentyńskiego metra, czyli projekt sprzyjający ciekawości.

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice

 18 ton aluminium i stali nierdzewnej przekształcone w kwiat-instalację. 

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice

Jeden z licznych cartoneros, delektujący się siestą

I na koniec  jeżeli są jakieś książki o Argentynie  które zrobiły na Tobie duże wrażenie (fiction/non-fiction), mogłabyś je polecić czytelnikom?

Nie będę oryginalna. Polecę cokolwiek Borgesa i Cortazara - nie znam nikogo, kogo nie zdołaliby uwieść słowami.


Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice

Kawiarnie w księgarni


Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice

Buenos Aires, zdjęcia Stuffedmice Księgarnie w byłym teatrze. Byleby kawa bez cukru ;))

Zdjecia i podpisy: Marta aka Stuffed mice


***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki

Lilithin w Czandigarze

Asia Kusy w Karaczi

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie

niedziela, 05 sierpnia 2012, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Marta, 82.132.213.*
2012/08/06 14:52:54
Niesamowita wyprawa - wyjechac od tak na trzy miesiace!!! Jak Wy na to znalezliscie kase? Loty, utrzymanie i jeszcze te kursy artystyczne... ??? Wow wow wow
-
Gość: marta stuffedmice , 82.132.249.*
2012/08/06 23:04:31
Wiesz, to nie bylo takie hop siup, nawijalismy o tym 6 lat:) W tym czasie dosc latwo bylo nam uzbierac potrzebne pieniadze. Loty byly w tej samej cenie, co podczas naszej wczesniejszej wyprawy do Argentyny (okolo 500, Aireuropa), wiec nie najgorzej. Zakwaterowanie: wynajelismy nasze mieszkanie w Londynie, wiec wlasciwie niewiele wydalismy poza normalny czynsz. Karol pracowal, wiec mial ciagle dochod i ten, oprocz oszczednosci, oplacil nasze zajecia itp. To tylko pozornie droga wyprawa. Polecam sprobowac.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...