Blog > Komentarze do wpisu

Migawki z Oksfordzkiego Festiwalu Literackiego 2013

W tym roku było inaczej. Festiwal był prawdziwym wydarzeniem. Byli wielcy, znani i kochani, kilka znaczących książek miało swoją przedpremierę, w tym najnowsza powieść Juliana Barnesa (!). Oksford podzielił się z organizatorem (The Sunday Times) swoimi najlepszymi wnętrzami, program był przebogaty, ceny spotkań (tutaj akurat bez zmian) wysokie. Tylko pogody zabrakło, więc nikt tak jak w latach poprzednich nie mógł wylegiwać się z książką na łąkach uniwersyteckich. Dużo się działo, ale tylko w pomieszczeniach. Na zewnątrz ciął śnieg.

Byłam tylko na paru spotkaniach, bo dzieci, dzieci, a do tego jeszcze przytrafiła mi się krótka wyprawa do Polski, ale za to oba wydarzenia były po prostu świetne.

Julian Barnes Oxford Literary Festival

Julian Barnes z krytykiem Hermione Lee. Rozmawiali o pisaniu powieści, barnesowych obsesjach i o jego najnowszej książce "Levels of Life"

Oxford Literary Festival

W tle kolejka po książki Barnesa, niestety pisarz nic po spotkaniu nie podpisywał. Z przodu jeden z uczestników spotkania wyleguje się z książką na krześle, za które trzeba było zapłacić 50 funtów, jeżeli chciało się z tego rzędu oglądać Barnesa.

Oxford Literary Festival książki

Festiwalowi bohaterowie

Oxford Literary Festival książki

I jeszcze więcej bohaterów

Andrei Makine, Michail Sziszkin, Oliver Ready,

Spotkanie z rosyjskimi pisarzami. Andrei Makine ze swoją tłumaczką, Michaił Szyszkin i prowadzący Oliver Ready

Andrei Makine z czytelnikiem

Andrei Makine z czytelnikiem

Oxford Literary Festival

Michaił Szyszkin z fanami

Oxford Literary Festival

Autografy, autografy, każdy chce, ale nikt się nie pcha

Oxford Literary Festival

Jedno z wnętrz festiwalu

Oxford Literary Festival

Wierny czytelnik

Julian Barnes Levels of Life

I na koniec moja nowa zdobycz. Podpisana :) Julian Barnes 'Levels of Life". Oficjalnie wychodzi dopiero 4 kwietnia :)

niedziela, 24 marca 2013, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/03/25 00:54:36
a ja mam zupełnie inne wrażenia w Festiwalu. mam po prostu porównanie do Edynburskiego, do organizacji, traktowania publiczności, która płaci ciężkie pieniądze, a co dostaje w zamian? mało. i nawet nie wspomnę, że na wszystkich 6 spotkaniach, na których byłam, byłam ( poza jednym człowiekiem) najmłodszą osobą wśród publiczności. gdzie ta " ynteligentna" studenteria oxfordzka, pytam? żeby 36 -letnia baba robiła za najmłodszą? i czemu sale świeciły mega- pustkami? tym bardziej wielkie brawa dla pisarzy, którzy musieli odpowiadać na często nietrafione pytania dotyczące Brytyjskiego Imperium, które miało się do ich twórczości niczym pomadka do dzioba dzięcioła i patrzeć na puste krzesła. nie ma Imperium Brytyjskiego i nigdy już nie będzie.

owszem, wnętrza Bodlein Library są piękne. tylko "babcie porządkowe" powinny wrzucić troszkę na luz, a nie zaczynać prawie każde spotkanie od napomnienia przez mikrofony, aby : nie stawiać nóg na ławkach, bo utrzymanie wiekowych ław w stanie idealnym kosztuje krocie. aby nie kłaść ubrań na oknach ( czyli gdzie???siedzieć w mokrych???), aby nie opierać się itd. to co można? i za co zapłaciłam?

z jednym się zgodzę, mianowicie z tym, że w tym roku program był lepszy niż w latach poprzednich. zobaczyłam pisarzy, którzy i tak pewnie chcieliby przyjechać do Edynburga, ale nie będą zaproszeni:) tak jak Moschin Hamid, który powiedział wprost, że go nie zaproszono. pewnie była to dla mnie jedyna szansa. mam nadzieję powtórnie zobaczyć Dalrymple, bo mówcą jest świetnym, tylko niech na Boga napisze nową książkę. nie o Brytyjskim Imperium w Afganistanie, tylko Afganistanie. bo napompowanych przemów o świetności Great Britain nie dam rady już strawić. i ten akademicki, naprawdę nudny styl spotkań. to też nie było winą pisarzy. czasami wydawało mi się, że prowadzący właściwie cieszą się z pustych krzeseł, bo mówili do siebie, patrząc sobie czule w oczy, a nie do garści ludzi na widowni.

Tutaj tylko raz była pompa i nadęcie. kiedy byłam na spotkaniu z noblistą Heaneyem wstał jakiś młody koleś i powiedział : Mistrzu, jeszcze jeden poemat, prosimy.
umarłam. a Noblista podobno taką pompę lubi, to i zadowolony recytował. ciekawa jestem jaką miał minę, kiedy dowiedział się, że w Oxfordzie się nie "sprzedał:)))

no i jeszcze jedno, nikt nie powiadamial o zmianie pisarzy biorących udział w spotkaniach. zamiast indyjskiej pisarki wpakowano jakąś kobietę, o której nigdy nie słyszałam. i nikt nie pokwapił się, aby zadzwonić i dać znać. nieprawdopodobne.

veni, vidi, vici, do Oxfordu przyjadę, na festiwal nie :)
-
2013/03/25 15:13:16
o, coś nowgo Tracy Chevalier, będę oczekiwać, jak wydadzą u nas.
-
2013/03/25 19:38:12
Ależ żałuję, że nie mogę się z Wami podzielić swoimi refleksjami:-( pozostaje mi tylko zazdrościć, że macie okazje bywać na takich "imprezach". Nie pamiętam kiedy w Łodzi byłby jakiś interesujący festiwal literacki:-( Myślę, że sama możliwość bycia w takich murach i obcowania z takimi autorami jest dużym wyróżnieniem:-)
pozdrawiam!
-
Gość: pietia, 95.148.254.*
2013/03/25 22:28:12
Nowego Barnesa już się doczekać nie mogę! Super poświąteczny prezent sobie sprawię:) A tej podpisanej przez niego książki...oj, jak zazdroszczę!
-
2013/03/25 22:49:12
O lala! 50 funtów za krzesełko, nic dziwnego ze młodzieży nie było. U nas i ze starszyzną pewnie byłby kłopot w razie autorskiego spotkania ze wstępem w tej cenie.
-
2013/03/25 23:41:03
@Invitado: Brzmi trochę, jakbyśmy były na dwóch różnych festiwalach :) Albo po prostu ja wybrałam lepiej ;))) Szkoda, że tak Ci się nie powiodło ze spotkaniami, tym bardziej że na Festiwal jechałaś kawał drogi.

Dwie rzeczy muszę skomentować. W momencie, kiedy odbywa się w Oksfordzie Festiwal nie ma już studentów na uniwersytecie - jest dwumiesięczna przerwa międzysemenstralna i ludzie po prostu jadą na ten czas do domów. Dlatego też Festiwal jest wtedy możliwy - uniwersytet udostępnia The Sunday Times najlepsze i największe pomieszczenia uczelniane. Gdyby był w czasie semestru, to gazeta mogłaby jedynie pertraktować lokum z urzędem miejskim, ale wtedy program musiałby być okrojony z 10 razy.

Jestem zdziwiona, że na wszystkich spotkaniach byłaś najmłodszą osobą. Może wszyscy młodzi wybyli na Barnesa i pisarzy rosyjskich? :))

Co do Darlymple'a, z tego, co czytalam w wywiadach z nim, on dotarł do bardzo ciekawych i wcześniej nieznanych materiałów dotyczących bytności Brytyjczyków w Afganistanie, więc jego książka ma niesamowitą wartość historyczną. On sam ma do Imperium stosunek bardzo ambiwalentny. A o Afganistanie już pisał, co prawda nie bezpośrednio, ale w kontekście historii i kultury Indii i wzajemnych wpływów, ale pisał.

Zdziwiło mnie też to, że ton spotkań, na których byłaś był bardzo akademicki. Festiwal z reguły jest właśnie popularny, odbywa się w momencie, kiedy uniwersytet zamiera i jedynie skąpa liczba pracowników uczelni bierze w nim udział. Nie wiem, czy wpadłaś na którąś z sesji Short Introduction to? Te są najbardziej żywe i najbardziej otwarte. W tym roku odbywały się w księgarni Blackwell's. Trafilam akurat na jedną o wolności słowa, która była bardzo popularna, ale na wysokim poziomie i spora część słuchających wdawała się w dyskusję z prowadzącym. Sesja byla naprawdę świetna.

Mnie nie podobało się to, że nie można było zadawać Barnesowi pytań - pisarz wyszedł zaraz po rozmowie z krytykiem. Nie była to jednak reguła spotkań - dla przykładu na sesji z Oliverem padło bardzo dużo pytań, a potem pisarze sporo rozmawiali z uczestnikami i choć wieczór odbywał się w starej Divinity School w Bodleian Library, publiki nie wyrzucano, choć sala musiała być potem sprzątnieta, a kurtki i torby można było spokojnie zwalić na stare ławy :)
-
2013/03/25 23:43:20
@Chiaro: Książka absolutna świeżynka - wydana została w okolicy festiwalowej oxfordliteraryfestival.org/literature-events-2013/Thursday-21/the-last-runaway i była jedną z wielu książek, których premiera w tym roku odbywała się na Festiwalu. Podejrzewam, że wkrótce będzie polskie tłumaczenie.
-
2013/03/25 23:44:56
@Olu: To koniecznie wpadnij w przyszłym roku w okolicy Wielkanocy - będziesz miała okazje uczestniczyć w Festiwalu :) Zapraszamy
-
2013/03/25 23:46:42
@Pietia: Jak poszperasz w antykwariatach w Hay on Wye, to może odszukasz książkę z autografem. Mnie się w zeszłym roku udało: magamara.blox.pl/2012/04/Z-autografem-czy-bez.html i była super tania :)
-
2013/03/25 23:50:23
@Peek-a-boo: Młodzi jak najbardziej byli na spotkaniu z Barnesem, tylko podobnie jak ja grzali drewniane ławy na samym szczycie teatru, gdzie cena biletu spadała do przyzwoitej 15-stki :)

Wstępy na spotkania literackie są w Wielkiej Brytanii drogie, ale za to pisarze dostają przyzwoite honoraria :) Coś za coś.
-
2013/03/26 01:00:40
ojej, zbyt długa musiałaby być odpowiedz:) powiem tak, to, że Festiwal Książki odbywa się w Edynburgu nie znaczy, że wszystko muszę łykać bezkrytycznie. to samo dotyczy Oxfordu. ani razu nie napisałam też, że spotkania w których brałam udział były "nieudane". Festiwal Edynburski też odbywa się w trakcie przerwy uniwersyteckiej, ale młodzi ludzie i ludzie w średnim wieku przychodzą. i nie jest ich mało. wszędzie są plusy i minusy. tutaj bezsensownie czyta sie fragmenty książek na spotkaniach, w Oxfordzie dzięki Bogu tego nie było. i tutaj i tam bywają pisarze, którzy książki podpisują mechanicznie. w Edynburgu raz chodził porządkowy i krzyczał, że jedna książka na osobę !!!:) bo Noblista szybko się męczy:) a ja i tak Nobliscie nie dałam do podpisu tylko prowadzącemu, bo dla Andrew O`Hagana na spotkanie poszłam. był też niemiły incydent, kiedy autora Narcopolis nieładnie potraktował czlowiek z widowni. piszę o tym, co widzę i czego doświadczam.

jaki jest stosunek Dalrymple do Imperium nie jest moją sprawą. tematyka mnie nie interesuje po prostu. chciałam posłuchać szkockiego pisarza, którego nie mogę "złapać" w Edynburgu i się nie zawiodłam. mówcą jest świetnym. człowiekiem chyba sympatycznym. nawiązań do Afganistanu w jego książkach nie przypominam sobie. musiały być śladowe:)

nie byłaś na spotkaniach w Convocation House? widzę zdjęcia z Sheldonian Theatre i drugiej sali, nazwy nie pomnę. tam nie ma ław. były krzesełka. ławy były pod ścianami i pod sufitem w Sheldonian, gdzie mnie usadzono. ale tam chodziło sie po tych samych i na tych samych siadało. innego wyjścia nie było:) w Convocation House nic nie było można. sądząc z wysokości zdjęcia, siedziałaś na ławach obitych czerwonym płótnem:) czyli nie drewnianych.

tak, do księgarni poszłam. zapowiedziano temat spotkania- British Empire.



-
2013/03/26 01:15:32
Och, ja bym się dała pokroić za spotkanie na żywo z Makine i autograf w książce jego autorstwa :) Nic by mi nie było chyba wtedy straszne, szkoda, że on w Polsce nie jest raczej na tyle popularny, żeby się pojawić, ale może się mylę? Oby.
Nigdy nie byłam na tak wielkim festiwalu, z takimi znakomitościami, więc przeczytałam z wielkim zaciekawieniem i chętnie kiedyś bym się wybrała. Ceny rzeczywiście mocno zniechęcające, ale 'raz nie zawsze', pokusiłabym się - oczywiście nie o krzesełko, na ławie byłoby mi wystarczająco dobrze, tak myślę :)
-
2013/03/26 23:40:45
@Invitado: Nie odbieram Ci przecież prawa do krytyki. Nie wszystko jednak, co napisałaś w poprzednim komentarzu było według mnie uczciwe. Rozumiem Twoje rozczarowanie, chciałam Ci jednak pokazać, że to, czego Ty doświadczyłaś na wybranych spotkaniach, wcale nie było powszechne na Festiwalu. To nie był na przykład Festiwal poświęcony tematyce Imperium Brytyjskiego. Tak się akurat złożyło, że Darlymple napisał książkę związaną z tym tematem, stąd dodatkowa sesja z 'Short Intro to', właśnie temu zagadnieniu poświęcona. Było wiele innych tematów, mogłaś wybrać się np. na tą o współczesnych Chinach - może bardziej by Ci przypadła do gustu.

Co do afgańskich wątków, to na pewno znajdziesz jeden w książce "The City of Djinns" w historii o władcach z dystastii Lodi, bo oni byli Afgańczykami. Swoją drogą w Dehli jest piękny park im poświęcony. W "In Xanadu" jest też trochę o ludności z tamtego rejonu, nie pamiętam już ich nazwy.

W Convocation House odbywają się w czasie semestru wykłady otwarte dla publiczności m.in. związane z aktualnymi wystawami w Bibliotece, dlatego zdziwiło mnie, że tak bardzo upraszano publikę o uwagę na to, gdzie i jak siadają na drewnianych ławach, bo normalnie nikt nie jest przesadnie troskliwy :) W Sheldonian Theatre siedziałam na samej górze z boku, gdzie nie ma już płócienka na siedzeniach, tylko szczerze drewienko (a za to zaoszczędziłam z 10 funcików!)
-
2013/03/26 23:46:49
@Mandzurio: Żałuję, że nie wiedziałam. Zdobyłabym dla Ciebie książkę z autografem.
Makine nie jest w Polsce popularny? Tutaj jest jednym z najbardziej znanych współczesnych rosyjskich pisarzy, choć tłumaczony jest z francuskiego, bo w takim języku wybrał pisać. Na spotkaniu miał niesamowitą tłumaczkę, która przekładała wszystko, co powiedział w nieprawdopodobnym tempie i z wielką precyzją. Byłam pod wielkim wrażeniem, że można tak łatwo, szybko, sprawnie i poprawnie przekładać przed publicznością.
Pisarz wspominał o spotkaniach literackich na Litwie i na Ukrainie, więc hmmm może następnym razem jadąc w tamtym kierunku zahaczy o Polskę?
-
Gość: pietia, 95.149.1.*
2013/03/27 12:38:42
Pomyśleć, że byłem już tak blisko Hay on Wye i trzeba było zawrócić:( Podróżowanie po UK ma to do siebie, że nie sposób zrealizować tego wszystkiego, co się wcześniej zaplanowało, ze względu na ogrom atrakcji! Ostatnio podróżując po Herefordshire, miasteczko książek zaplanowałem na ostatni dzień. Następnym razem pewnie od niego będę musiał zacząć:) Może złowię Barnesa z autografem tak jak Tobie się udało:)
-
2013/03/27 14:10:49
Cieszę się, że byłam w Oksfordzie choć raz, lepiej teraz mogę sobie zwizualizować nawet to wydarzenie, w którym nie mogłam brać udziału. A chętnie bym się wybrała, zwłaszcza na Oliviera Ready ;)
Makine, Barnes, ci panowie czekają mnie na półce, kusicie.
-
2013/03/28 08:12:14
maga- maro; nie wińmy za wszystko biednego Dalrymple:))) to była jedna książka o Imperium. ale ludzie zadawali pisarzom pytania nawiązujące do niego, mimo, iż miało się to nijak do ich twórczości. na festiwalach książki podają między innymi to, co prawdopodobnie się sprzeda. poza tym to, co akurat' wydało" lub "wyda" się na rynku książkowym w UK. wiadomo, że w Oxfordzie sprzeda się coś innego, tutaj zawsze na pniu wyprzedaje się Szkotów. przypuszczam, że na Barnesie też byłoby wiele ludzi. ale w Oxfordzie wyprzedały się jakieś dziwaczności, pisarze, o których nigdy w życiu nie słyszałam. pewnie tam, lokalnie są znani i cenieni, a taki Seamus Heaney nie. choć większość ludzi uważa go za jednego z najbardziej zasłużonych i docenionych poetów Wielkiej Brytanii.
no i takie niepowiadamianie o zmianie pisarzy biorących udzial w spotkaniach to braki organizacyjne. to też nie jest winą Dalrymple. nigdzie nie napisałam, że festiwal był nieudany, wszystkie spotkania do niczego. trochę już festiwali w UK "zaliczyłam" i ten nie był najgorszym, ale wcale nie był taki świetny jak ty go przedstawiasz. pozdrawiam i Wesołych Świąt życzę, bo przez kilka tygodni nie będę miała możliwości, aby zajrzeć:)
-
2013/03/30 13:17:01
@Pietia: Tylko nie wwoź Kindle'a do Hay on Wye - jest zabroniony :))
Heredfordshire aż tak dobrze nie znam. Byliśmy tylko w Ross on Wye i parku Breacon Beacon. A Ty co zwiedzałeś?
-
2013/03/30 13:19:03
@Rozcinam pomarańcze: Barnesa polecam. Czytam właśnie jego najnowszą książkę i bardzo mi się podoba. Z wiekiem jego książki robią się coraz cieńsze - ta ma zaledwie 115 stroniczek. A Makine jeszcze nie czytałam.
-
2013/03/30 14:51:19
@Invitado: Seamus Heaney występował, podobnie jak Julian Barnes w wielkim Sheldonian Theatre, więc nawet jeżeli bilety nie były wyprzedane, to z pewnością były na tym spotkaniu tłumy. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego uważasz, że Heaney nie jest w Oksfordzie znany i ceniony??? On był w Oksfordzie profesorem w Magalen College przez 5 lat. A o tym, jak jego twórczość jest ceniona na uniwersytecie może świadczyć chociaż to, że zapisy na zajęcia Irish Poetry from Yeats to Heaney zgłosiło się o wiele więcej studentów niż było miejsc: www.conted.ox.ac.uk/courses/details.php?id=Q200-134

Darlymple rzeczywiście nie ma tu nic do rzeczy. To Ty narzekałaś na wszechobecność tematu Imperium Brytyjskiego, który ostatecznie nie był jednak tak wszechobecny?

Festiwal w tym roku był lepszy niż w poprzednich, tyle ode mnie i wcale nie chcę, żebyś się nim zachwycała. Nie lubię tylko jeżeli ktoś narzeka niesprawiedliwie. Owszem, niepowiadamianie o zmianach w programie jest denerwujące i zgadzam się, to był poważny minus dla festiwalu.

Udanej wyprawy i wesołego Świętowania!
-
Gość: pietia, 95.149.2.*
2013/04/02 13:27:04
Schowam Kindla najgłębiej jak tylko można:) Najgorsze, że z moim chłopakom muszę zafundować jakąś atrakcję, by móc w tym czasie pobuszować między regałami i to niejednego sklepu:) Zwykle przebierają w książkach dla dzieci, ale niestety nie trwa to wystarczająco długo.
w Herefordshire odwiedziłem stolicę hrabstwa, Leominster i niedaleko położony zamek Croft.
-
2013/04/02 18:03:05
Ciekawe te Wasze spostrzezenia :)
Ja bylam do tej pory jedynie na kilku edycjach festiwali w Cheltenham (ale to juz pare lat temu) i Hay-on-Wye. Jesli chodzi o widownie, to z obu wrazenia mialam podobne: "white, middle-class, middle-aged". Taka juz chyba specyfika tego typu wydarzen, mlodziezy bylo jak na lekarstwo. Przypominanie tego typu widowni jak nalezy sie zachowac jest dla mnie co najmniej dziwne, ale moze panie sprzatajace sa przyzwyczajone do innej publiki :)

Cene 50 za spotkanie z pisarzem uwazam za skandaliczna, mnie na pewno nie stac byloby zeby tyle zaplacic, nawet raz na jakis czas. Cena potrafi jednak uczynic cuda, placa do 10 nawet bym sie nie zastanawiala, od 10 do 20 bylyby juz moemnty na zastanowienie, powyzej 20 zaplacilabym tylko za naprawde niesamowite okazje spotkania swoich absolutnie ulubionych pisarzy. Po prostu nie stac mnie na wiecej.

Co do British Empire, to zrozumialam z komentarzy Invitady, ze to z widowni padaly pytania jego dotyczace, niekoniecznie majace zwiazek z tematem spotkania. Dziwne to, jeszcze sie nie spotkalam z tym, ale ja mieszkam na robotniczej polnocy (Liverpool) i tutaj jednak klimaty troche inne niz na poludniu, zwlaszcza w takich miejscach jak Oksford :) Btw, Invitado, Seamus Heaney jest Irlandczykiem! Bo az mnie zeby zabolaly :P

Nowy Barnes.... ach, juz czekam z niecierpliwoscia, jak tylko wyjdzie przeklad to sprezentuje tez Tacie. Mialam przyjemnosc pana Barnesa spotkac osobiscie pare razy, moj kolega byl tez jego osobistym stalkerem, na szczescie obylo sie bez wyrokow sadowych :D
-
2013/04/02 20:35:34
jasne, Heaney urodził się w Pn Irlandii, jest więc Brytyjczykiem. teraz to mnie zęby zabolały:p
-
2013/04/03 11:39:38
Heaney formalnie urodzil sie w Pln Irlandii, niemniej jednak jest poeta irlandzkim, i za takiego wiekszosc ludzi go uwaza.
[a response] he gave in 1982, after being included in an anthology of British poets: My passports green/No glass of ours was ever raised/to toast the Queen.
Moj wlasny osobisty dziadek jest Polakiem, mimo ze urodzonym na Ukrainie, takie to juz wszystko w tej Europie pokomplikowane :)

Jeszcze co do wyprzedawania biletow na spotkania: mysle, ze tu pewnie najwieksze znaczenie mialy ceny, szkoda ze nie byly nizsze bo pewnie wtedy wiecej spotkan byloby wyprzedanych, korzysc i dla publicznosci, i dla autorow, i dla organizatorow.
-
2013/04/03 19:17:11
a coz tu ma do rzeczy to,co poeta o sobie myśli? urodził się w Irlandii Pn i nie ma znaczenia, jak bardzo mu nie w smak bycie Brytyjczykiem, to i tak nim jest. może się czuć nawet Japończykiem,ale nic tu nie zmieni faktów. Szkoci także nie wyrywają się ze stwierdzeniem,że są Brytyjczykami.najpierw mówią,że są Szkotami,ale przyznają,że są także Brytyjczykami do czasu,do kiedy Szkocja nie stanie się w pełni odrębnym krajem. znam kilka osób,które słowa " Brytyjczyk" wymówić nie chcą. kiedy robiłam wywiad z McCall Smithem i zapytałam go, kim się czuje i za kogo się uważa,odpowiedział: "Za szkockiego pisarza, który czerpie inspirację z innych krajów. Za człowieka, którego zainteresowania wychodzą poza Europę." co i tak nie zmienia faktu,że jest Brytyjczykiem.
quark- xpress,ze swojej strony dyskusję na temat tego festiwalu skończyłam:). czekam na Glasgow,a potem inne.
dodam tylko,że w Anglii Pn nigdy ( poza Northumberland,gdzie jest ładnie) nie byłam.w Liverpool tylko na lotnisku:) ale mam znajomego.może więc kiedyś się uda. niedługo on mnie odwiedza,może więc wiosną dojadę. pozdrawiam.
-
2013/04/04 11:29:33
Magamaro, moja przygoda z Barnesem zakończyła się niestety przed końcem jego książki (chodzi o Papugę Flauberta;) Ale to nie znaczy, że nie dam mu szansy, skoro polecasz tak nową książkę. Przeczytałam, dzięki tutejszym komentarzom, Francuski Testament Makina, który akurat był pod ręką w czasie choroby i jestem po prostu zachwycona. Dawno nie czytałam czegoś tak pięknie napisanego, musiałam sobie "oszczędzać" ostatnią część, bo chciałam dłużej obcować z takim językiem. Ba, chyba nawet nabędę polskie tłumaczenie, żeby usłyszeć jak to brzmi "po naszemu" :)
Pozdrawiam!
-
2013/04/10 22:57:19
@Pietia: W Hay on Wye widziałam jeden placyk zabaw dla dzieci - może to się Twoim chłopakom spodoba. Inaczej hm... trudno mi coś zaproponować, co nie byłoby księgarnią :)
-
2013/04/10 23:03:24
@Quark_xpress: Jak Ci się podobało na festiwalu w Hay? Czytałam jakieś dwa tygodnie temu w The Telegraph o tegorocznej imprezie, ale jakoś przyznam szczerze, mnie nie zainteresowała. Program dość podobny do innych festiwali, do tego ta ogromna liczba namiotów... Poza tym samo miasteczko jest maciupkie i czułabym się chyba dość osaczona w Hay pełnym uczestników festiwalu.

Co do cen biletów: tak, 50-tka to absolutna przesada. Jestem za wspieraniem pisarzy, ale nie zupełnym kosztem czytelników! :)

Co do Heaney - absolutna zgoda.
-
2013/04/10 23:05:48
@Invitado: Mogę tylko jeszcze powtórzyć za quark_xpress, że Heaney to poeta irlandzki, pomimo tego, że urodził się w północnej części wyspy. Zobacz zresztą linka, którego Ci podesłałam wcześniej - jego twórczość omawia się na uniwersytecie na zajęciach z literatury irlandzkiej. Miejsce urodzenia jeszcze o niczym nie przesądza.
-
2013/04/10 23:09:42
@Czaro: Wstrzymaj się z kupnem najnowszej książki Barnesa - jej akurat nie polecam :( Bardzo się rozczarowałam Levels of Life. Poprzednia "The Sense of an Ending" jest bardzo dobra, świetnie skonstruowana, jest powieścią właściwie o tym, czego nie wiemy i jakie konsekwencje może mieć nasza niewiedza. A Levels of Life to trzy eseje, wątle ze sobą powiązane. Ostatni dotyczy zapisków pisarza z czasu żałoby po śmierci żony i jest naprawdę kiepski :((( Jedyna rzecz, którą te dwie książki mają wspólną, to to, że są pięknie wydane. Ot, i tylko tyle :(
-
2013/04/11 14:33:10
Maga-maro, ja uwielbialam jezdzic do Hay na festiwal, bo spotykalam tam znajomych, ktorzy na te okazje specjalnie przylatywali z Polski. Atmosfera byla rewelacyjna, bardzo luzna i wakacyjna. Spotkania ktore wybieralam bardzo ciekawe. Ale odkad festiwal przejal od Guardiana Telegraph, juz sie tam nie wybralam :)
Natomiast namioty sa ustawione poza centrum miasteczka, i tam jest gwarno i glosno, natomiast w samym miasteczku najczesciej cisza, moze ciut wiecej turystow niz zwykle, ale tlumow nie bylo. My spalismy na kempingu.

Co do Barnesa - szkoda ze ostatnia ksiazka Cie rozczarowala. Ja na pewno sprawdze sama, bo przeczytalam wszystkie jego ksiazki, ale jest duza szansa, ze moje refleksje beda podobne do Twoich.

Invitado, zapraszam do Liverpoolu, chetnie sie spotkam i oprowadze po miescie, obwioze po okolicach. To jednak zupelnie inne klimaty niz poludnie czy Edynburg, ja pokochalam to miasto z charakterkiem, choc to trudna milosc :). Te roznice widac bylo tez po reakcji na niedawna wiadomosc o smierci Thatcher - ciekawe zjawisko, ktore obserwowalam z wielkim zainteresowaniem, bo nie znam chyba innej osoby w moim kraju ojczystym ani przybranym, po smierci ktorej ludzie tak donosnie wyrazaliby swoja radosc.
-
2013/04/14 08:09:36
quark- xpress; ja myślę, że Liverpool jest troszkę takie jak Glasgow. bardzo lubię robotnicze miasta. do Glasgow przekonywałam się bardzo długo, ale w takich miejscach trzeba chyba odnalezć zakątki dla siebie, a wtedy ta : miłość" sama nadejdzie:)

ja zawsze będę twierdziła, że Szkocja i Anglia to dwa różne kraje, inna mentalność ludzi i zupełnie inne charaktery. Edynburg jest zupełnie inny niż miasta angielskie. niestety jeszcze nie zdążyłam zaobserwować reakcji na odejście Thatcher, bo wczoraj z Pl wróciłam. ale z tego, co donieśli mi szkoccy znajomi, radość była ogromna w całym kraju. chyba tak jak na północy Anglii. niezbyt chcę pisać tutaj, jakie jest moje zdanie na ten temat.
a północy Anglii bardzo jestem ciekawa. tej robotniczej północy oczywiście. jeśli miałabyś plan przyjazdu do Edynburga, służę podpowiedziami.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...