Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Dabarai: Londyn

Szczecinianka z pochodzenia, mieszkanka Londynu z wyboru. Wyjechała w pogoni za pracą z książkami i takową znalazła. Jest jedną z najbardziej spełnionych bibliotekarek stolicy. Czyta namiętnie, doradza celnie, a do tego prowadzi świetnego bloga, oczywiście o czytaniu. Dabarai nie ukrywa, że mieszka w raju dla książkochłonów, bo, pomimo tego że rynek księgarski na Wyspach przeżywa trudności, oferta lekturowa Londynu jest tak bogata, że aż trudna do opisania. W życiu w londyńskim królestwie książkowym towarzyszy jest Ulubiony Anglik, którego po prostu nie można nie polubić. Zapraszam serdecznie na spotkanie z Dabarai.

Jak to się stało, że znalazłaś w Londynie? Dlaczego akurat tam?

Powód mojego przyjazdu był raczej bardzo prozaiczny i trywialny - praca. Pracując jako bibliotekarka w Polsce nie zarabiałam wiele, ta sama praca w Wielkiej Brytanii była o wiele lepiej płatna, w dodatku miała lepsze perspektywy. Do tego dość miałam mojego Szczecina, z różnych względów, a Londyn był zawsze miastem, które mnie pociągało, fascynowało i kusiło. Najpierw zwiedzałam Londyn kilkakrotnie jako turystka, za każdym razem dochodząc do wniosku, że właściwie to, co widziałam, to tylko wierzchołek góry lodowej, potem zaczęłam się na poważnie zastanawiać nad wyjazdem. Nie miałam żadnych dalekosiężnych planów, nie wiedziałam, na jak długo chcę na Wyspie zostać. Miałam jednak sporo szczęścia. W podjęciu decyzji pomógł mi fakt, że nie jechałam zupełnie w nieznane. Przez pierwsze trzy miesiące mieszkałam z moim ojcem, dojeżdżając do pracy z drugiego końca miasta, to mi pomogło nieco Londyn oswoić. Była to moja pierwsza przeprowadzka w życiu. I nie żałuję mojej decyzji. Osiem lat minęło od dnia mojego przyjazdu. We wrześniu 2004 roku spakowałam plecak, dużą torbę i (po raz ostatni) wsiadłam w autokar, tym razem z biletem tylko w jedną stronę.

Tower bridge

Rzeczna okolica Tower Bridge

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz je jeszcze?

Moje pierwsze tygodnie w Londynie spędziłam na poszukiwaniu pracy w bibliotece. Okazało się jednak, że nie jest to taka łatwa sprawa, nie miałam wiele doświadczenia, więc mój ojciec dał mi delikatnie do zrozumienia, że powinnam nieco obniżyć loty, poszukać jakiejkolwiek pracy i zacząć na siebie zarabiać! Posłuchałam go i wysłałam zgłoszenie

do kilku księgarni, bo pomyślałam sobie, że mimo wszystko to też praca z książkami! Kilka dni później zaczęłam pracę na Wimbledonie, w nieistniejącej już księgarni sieci Books Etc.  Bardzo lubiłam moją pracę, mimo iż była kiepsko płatna i (był to okres przedświąteczny) czasem stresująca. Czasem zastanawiam się, co by się stało, gdybym dostała pracę w innym miejscu, jak wtedy potoczyłoby się moje życie w Londynie... Nie wiedziałam tego jeszcze, ale właśnie tam poznałam kogoś, dla kogo planuję pozostać w Wielkiej Brytanii na stałe.

Tak naprawdę to moja samodzielna przygoda z Londynem zaczęła się w styczniu 2005 roku. Zaczęłam pracę w upragnionej bibliotece, przeprowadziłam się, zostałam sama. Okazało się wtedy, że samotność to coś, co każdy, a tym bardziej imigrant, musi jakoś oswoić. Poza moim ojcem i jego znajomymi na drugim końcu miasta nie miałam właściwie żadnych znajomych. Nie mieszkałam też, jak wielu naszych rodaku, w "polskim" domu. Moimi pierwszymi współlokatorami byli Francuzka, Szkot i sympatyczny chłopak z RPA. Nie nawiązuję łatwo znajomości, więc większość czasu spędzałam sama, dużo czytałam, oswajałam się z nową, nieznaną dzielnicą Londynu. Potem zaczęłam poznawać Londyn w towarzystwie Ulubionego Anglika.

London Eye

Londyńska perspektywa


Jak Ci się teraz mieszka w Londynie? Jak traktujesz miasto?

Kocham Londyn! Kocham to miasto pomimo jego wad, pomimo brzydoty, przeludnienia, kosmicznych cen mieszkań, tłoku na ulicach, nachalnych ulicznych roznosicieli ulotek i wiecznych problemów z transportem. Kocham Londyn, bo to miejsce pełne życia, pełne ludzi, pełne historii. Ciągle coś się tu dzieje, zmienia, rośnie, a jednocześnie są też pewne miejsca, które pozostają niezmienione od wieków. Niektóre dzielnice zmieniają się niemalże z dnia na dzień, rosną nowe strzeliste biurowce, centra handlowe, stacje metra są przebudowywane i rozbudowywane, do tego powstała właśnie cała wioska olimpijska, nowy stadion i park.  Z drugiej strony - w samym centrum miasta stoją od wieków budynki Parlamentu ze słynnym Big Benem, pałac Buckingham, katedra Świętego Pawła - znane na całym świecie zabytki, ale także miejsca, które wciąż kwitną życiem - w nich się wciąż mieszka, modli, pracuje, codziennie obcując z wielowiekową, oswojoną historią. Kocham Londyn właśnie za te spotykane wszędzie sprzeczności. Za to, że historia i nowoczesność mieszają się ze sobą. Za to, że obok gwarnego City znajdują się Hyde Park i Kensington Gardens, 253 hektary zieleni, od czterystu lat służące mieszkańcom stolicy jako miejsce wypoczynku, spotkań towarzyskich i ważnych wydarzeń. Niesamowite są też londyńskie księgarnie, antykwariaty i sklepy charytatywne, w których często za grosze można kupić prawdziwe skarby. Pomimo tego, że rynek księgarski przeżywa kryzys, znikają sieciowe i specjalistyczne księgarnie, to wciąż Londyn jest rajem dla książkochłona takiego jak ja!

Podobno (według opinii UA) zachowuję się też jak prawdziwa mieszkanka Londynu - znam skróty i małe, zapomniane uliczki, niektóre dzielnice znam nawet lepiej niż Ulubiony (Rodowity) Anglik, codziennie jeżdżę do pracy na rowerze, kręcę nosem na turystów i stoję w kolejkach na przystankach autobusowych. Jestem wierną mieszkanką południowego Londynu, na samą myśl o przeprowadzce na daleką PÓŁNOC dostaję dreszczy - Tamiza to taka naturalna granica oddzielająca dwa plemiona Londyńczyków...  Oswajam miasto, a miasto oswaja mnie - w dalszym ciągu nie zwiedziłam wszystkich miejsc, zabytków, galerii, dzielnic, ale pocieszam się, że mam na to duuużo czasu... Mimo wszystko jestem realistką. Londyn to miasto bardzo drogie, wiele osób przeprowadza się poza jego granice, tam gdzie taniej, dojeżdżając do pracy pociągami, inni przenoszą się do innych miast, gdzie stać ich na kupno domu z ogrodem, a nie małego, ciasnego mieszkanka. Jak to będzie kiedyś, to się okaże, ale na pewno bym za Londynem tęskniła.


LondynLondyński niezbędnik - Brompton. Tym akurat jeździ Ulubiony Anglik, ale Dabarai ma identyczny

Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Nie pamiętam właściwie żadnych wielkich rozczarowań czy wpadek... Zdarzały się językowe nieporozumienia, na przykład te polegające na nieznajomości angielskiego rynku książki... Ktoś zapytał mnie kiedyś o książki Ladybird (słynna seria książeczek dla dzieci), a ja skierowałam ich w stronę książek o biedronkach (ladybird to właśnie po angielsku biedronka...) Natomiast sporo rzeczy mnie wciąż irytuje lub śmieszy. Znienawidzone angielskie krany, których na szczęście nie spotyka się już tak często jak kiedyś. Z jednego leci ukrop, z drugiego lód. Żeby wymyć ręce, trzeba się najpierw oparzyć, a potem ewentualnie ukoić ból poparzonych palców w lodowatej wodzie. Można, co prawda, zatkać umywalkę korkiem i napuścić tam wody, ale na litość boską, kto ma na to czas?! Nie mówiąc już o tym, że to czasem niezbyt higieniczne... Co jeszcze? Angielskie okna (na każdą wzmiankę o nich UA przewraca oczami i wzdycha) - większość z nich otwiera się na zewnątrz i nie da się ich normalnie umyć. Niektóre otwierają się tylko troszeczkę. Zdarzają się okna nieszczelne, zdarzają się też zbyt szczelne, przy których pojawiają się zacieki a nawet pleśń.

Jeśli chodzi o odkrycia, to jest ich znacznie więcej. Na przykład niesamowita ilość różnorakich restauracji serwujących dania ze wszystkich stron świata. To właśnie w Londynie po raz pierwszy jadłam japońskie sushi, chińskie dim sum, czy prawdziwe pyszne dania ze Sri Lanki. Fantastyczny jest w Londynie także łatwy dostęp do muzeów, wystaw czy wernisaży. Najsłynniejsze galerie i muzea są bezpłatne. Często dostępne są też roczne przepustki, które uprawniają do wstępu na ciekawe wystawy i wernisaże, na przykład w słynnej galerii Tate. Natomiast ostatnie moje odkrycie to rowery! Nagle wszystko staje się jakoś bliższe, bardziej dostępne i mniej zatłoczone. Ścieżki rowerowe, łatwe do nawigacji i bardzo widoczne, możliwość wypożyczenia roweru w centrum miasta (słynne niebieskie rowery Borysa...), mnóstwo sklepów ze sprzętem rowerowym i gadżetami, a do tego składane rowery, które nam pozwalają zapakować się do metra, dojechać do centrum i tam rozłożyć rower. Łatwo nimi dojechać do jednego z londyńskich parków czy skwerków, urządzić sobie piknik, odpocząć, czytając książkę, a wieczorem pojechać do domu. Jedyny minus to to, że pracując na pełen etat nie mam zbyt wiele czasu na zwiedzanie Londynu, na odkrywanie go tak często, jak bym tego chciała. Właściwie wielu mieszkańców Londynu na co dzień porusza się tylko w obrębie jednej czy dwóch dzielnic. Wyjazdy do centrum miasta to głównie zajęcie na weekend, podróż z jednego krańca miasta na drugi może zabrać sporo czasu, a do tego może być kosztowne (ceny biletów są horrendalnie wysokie!). Są jednak weekendy, kiedy ciągnie nas do odległych dziennic, do pełnego turystów centrum, bo nie ma nic lepszego niż atmosfera miasta buzującego energią i pozytywnymi wibracjami.

Londyn

Cmentarz Highgate

Jakie książki o Londynie poleciłabyś czytelnikom?

Uwielbiam czytać powieści, które opowiadają o miejscach mi znanych. Lubię też, kiedy po przeczytaniu jakiejś książki mam ochotę podążyć ścieżkami, o których opowiadał jej autor. Tak było z Audrey Niffenegger  i jej "Her Fearful Symetry" (polski przekład "Lustrzane odbicie") - bohaterkami tej wciągającej powieści o duchach, miłości i relacjach rodzinnych są siostry bliźniaczki, które mieszkają tuż obok słynnego cmentarza Highgate. Kiedy skończyłam czytać powieść, nabrałam strasznej ochoty na wycieczkę na ten cmentarz! Faktycznie, robi on na zwiedzających niesamowite wrażenie, przede wszystkim część zachodnia, która można zwiedzać tylko z przewodnikiem. Fantastyczne, wiktoriańskie pomniki, ogromne mauzolea, nagrobki, a wszystko w otoczeniu starych drzew, ocieniających ścieżki i tworzących niesamowitą atmosferę. Polecam i książkę i cmentarz! Inne książki, których akcja toczy się w Londynie to na przykład "Brick Lane" Moniki Ali - autorka umieściła akcję swojej powieści w słynnej dzielnicy we wschodnim Londynie, a bohaterami są imigranci z Bangladeszu. Z kolei o Londynie, którego już nie ma opowiada fantastyczna książka Jennifer Worth "Call the Midwife". Są to wspomnienia Worth, która w latach latach pięćdziesiątych zaczęła pracę jako położna w dzielnicy portowej Docklands, najbiedniejszej części Londynu. Jej opowieść jest przejmująca, poruszająca, często dowcipna i pełna niesamowitych, prawdziwych bohaterów. East End, dzielnica, w której toczy się akcja książki Weir, zmienił się nie do poznania, więc jej wspomnienia są pewnego rodzaju socjologicznym dokumentem nieistniejącego już świata.

Jakiś czas temu odwiedziłam z Ulubionym Anglikiem polecaną przez Padmę wystawę w British Library zatytułowaną "Writing Britain: Wastelands to Wonderlands", która ukazuje literackie krajobrazy Wielkiej Brytanii, pokazując w jaki sposób miasto, wieś, dzika przyroda, czy rzeki inspirowały brytyjskich pisarzy i poetów. Dzięki wystawie przypomniałam sobie o kilku interesujących pisarzy piszących o Londynie, których książki chciałabym kiedyś przeczytać, na przykład Hanif Kureishi "The Buddha of Suburbia" ("Budda z przedmieścia") , Zadie Smith, "White Teeth" ("Białe zęby")... Ach, książki, których akcja toczy się w Londynie, a których jeszcze nie czytałam, jest baaardzo dużo... , "Thames: Sacred River" Petera Ackroyda, "Great Stink" Clare Clark, Dickens...  Natomiast Ulubiony Anglik poleca za moim pośrednictwem wyjątkowo wciągającą książkę "Underground, Overground. A Passenger's History of the Tube" autorstwa Andrew Martina, czyli opowieść o londyńskim metrze.

Londyn

 Kyoto Gardens w Holland Parku

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Dabarai.

 

***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki:

Holly w Paryżu

Invitada w Edynburgu

Kasia Hordyniec w Donegalu

Stuffed mice w Buenos Aires

Lilithin w Czandigarze

Asia Kusy w Karaczi

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie



niedziela, 03 marca 2013, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/03/03 11:30:27
Bardzo ciekawy wywiad, przeczytałam z przyjemnością:) Do książek o Londynie warto dołożyć "Disobedience" Naomi Alderman, o ortodoksyjnych Żydach w Londynie, i oczywiście klasykę, chociażby Dickensa;)
-
2013/03/03 12:30:04
Z przyjemnością przeczytałam:-) Ten cykl jest świetny!
Aniu, mówisz że ta historia świata jest napisana prosto? To może się skuszę, aby poćwiczyć swój język, ciągle zwlekam z wzięciem się porządnie za naukę...
pozdrawiam ciepło!
-
2013/03/03 20:43:59
Pięknie dziękuję za zaproszenie!
-
2013/03/03 22:10:08
@Padmo: Z "dzielnicowych" współczesnych książek o Londynie jest jeszcze np. "Only in London" Hanan al-Shaykh o arabskiej części stolicy - ale książka naprawdę średnia. Poza tym jest sporo wielkich opracowań londyńskich, np. London. "A History in Verse" Marka Forda. Niedawno wyszła '"A short history of London" AN Wilsona, ale tej jeszcze nie czytałam. Podobno bardzo dobra.

@Olu: nie ma sprawy, egzemplarz książki na pewno do Ciebie przybędzie :) Prześlij mi proszę tylko Twój adres.

@Dabarai: Cała przyjemność po mojej stronie. Znakomicie było Cię gościć - co za opowieść! I gratuluję, że udało Ci się spełnić zawodowo w Londynie, świetna sprawa.
-
Gość: pietia, 95.148.254.*
2013/03/04 01:29:16
Ależ niespodzianka! Podwójna!Po pierwsze, nie wiedziałem wyjeżdżając rano do londyńskiego Horniman Museum, że gdy wrócę, o południowym Londynie będę mógł sobie poczytać:) Po drugie: że będę mogł o tym poczytać w kolejnym odcinku znakomitego cyklu Przeprowadzek! A po trzecie, że dzięki Tobie, Aniu odkryję w sieci kolejny blog, który już wrzuciłem do ulubionych:)
A na ten cmentarz mam chrapkę, tzn. na odwiedziny tylko, jeszcze za życia:) Po lekturze książki, oczywiście.
Pozdrawiam:)
-
2013/03/05 21:38:33
I wywiad, i zdjęcia to prawdziwa uczta duchowa. Mnóstwo ciekawych informacji, a Dabarai, której blog lubię i cenię od dawna, teraz stała mi się bliższa o kilkaset kilometrów. :) Wasza rozmowa mogłaby się nigdy nie kończyć.
-
2013/03/07 23:59:26
@Pietia: Blog Dabarai bardzo polecam. Ciekawe książki, a do tego opisy, które czyta się z dziką przyjemnością :)

Też muszę się wybrać do Highgate. Wolałabym jednak jesienią niż teraz. Wiosną chcę trochę pobuszować w południowo-wschodnim Londynie. Chcę poszukać małej, tybetańskiej galeryjki, o której sporo dobrego słyszałam.

@Lirael: Dabarai bardzo szczodrze podzieliła się swoją opowieścią, za co jestem jej okropnie wdzięczna.
-
2013/03/09 22:39:56
Bloga Dabarai lubię i czytam, miło mi było dowiedzieć się więcej o jej przeprowadzce i życiu w Londynie. Głupio tak wprost pytać, a tu proszę, historia jak na dłoni
-
Gość: Kasia, *.164.rako-lan.pl
2018/09/12 09:49:00
Taka przeprowadzka do Londynu na pewno jest ekscytująca, ja jednak nie chciałabym chyba mieszkać w takim dużym mieście, wolę jednak jakieś małe miasteczka, z pięknymi terenami dookoła.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...