Blog > Komentarze do wpisu

Kryjówka królowej kryminału

Dom Agthaty ChristieNa początek to, co wiadomo.

Urodziła się w nadmorskim miasteczku Torquay w malowniczym, angielskim hrabstwie Devon, choć nie była Angielką pełnej krwi. Jej ojciec był Amerykaninem, w dodatku bogatym, więc rodzinie wiodło się dobrze. Agatha powie później, że dzieciństwo miała bardzo szczęśliwe. Szczęśliwe aż do śmierci ojca.

Od małego dużo czytała. Potem z pasją zajęła się pisaniem. Popełniła kilkadziesiąt powieści kryminalnych i kilkanaście zbiorów opowiadań pod nazwiskiem Christie i 6 romansów jako Mary Westmacott.

Christie to nazwisko męża, pierwszego, tego, którego poznała podczas I wojny światowej i który potem zdradzał ją z niejaką Nancy. Sprawa była jawna. Archie chciał rozwodu, ale czy chciała go Agatha? Czy o to pokłócili się pamiętnego 3 grudnia 1926 roku? Najpewniej. Archie pojechał wtedy spędzić weekend z kochanką a Agatha po prostu zniknęła. Szukano jej przez 10 dni, do poszukiwań włączyło się ok. 15 tys. wolontariuszy, w tym sam Arthur Conan Doyle, który postanowił zaangażować w sprawę jasnowidza. Na marne. Agatha znalazła się tak tajemniczo, jak zaginęła. Choć sprawnie, precyzyjnie i po mistrzowsku pozwalała swoim bohaterom rozwiązywać zagadki nagłych zniknięć i skomplikowanych morderstw, sama nigdy nie chciała odkryć własnej historii. Osobiste relacje były zbyt bolesne. Rozwód, którego może chciała uniknąć, jednak się wydarzył, ale dopiero dwa lata po zaginięciu. A potem... a potem był drugi ślub.

Archeologa Maxa Mallowana, 14 lat od siebie młodszego, poznała podczas jednej z wypraw wykopaliskowych. Pobrali się w 1930 roku i z tego, co czytam, wynika, że byli szczęśliwą parą. Wtedy akcja jej książek zaczęła przenosić się do Bliskiego Wschodu, gdzie do pracy wyjeżdżał Max, a z nim Agatha. Byli razem w Turcji, Iraku, Egipcie. Zapewne dobrze pamiętacie powieści osadzone w tych rejonach.

Mieli osiem domów. Agatha musiała tęsknić za Devonem, bo tam znaleźli dla siebie wakacyjną rezydencję (teraz dom można zwiedzać, bo dzięki National Trust jest publicznie udostępniony). Mieli też dom w Londynie, bo Max został profesorem archeologii na stołecznym uniwersytecie. Ich stałą rezydencją była jednak przede wszystkim  willa, oddalona od metropolii, zgiełku i pośpiechu. Willa w miasteczku pod Oksfordem.

Dom Agthaty Christie

Winterbrook House, dom Agathy Christie pod Oksfordem

Dom Agthaty Christie

 Willa ma status historycznego budynku, w którym nie można nic zmienić bez pozwolenia kustosza

 

To, co trudno znaleźć

Szukali domu w spokojnej części hrabstwa Oxfordshire. Nadarzyła się okazja. Historyczna willa klasy Grade II we wsi Winterbrook, zaraz pod Wallingford, jakieś 10 mil od Oksfordu. Teraz wieś jest częścią tego 900-letniego miasteczka. Mogę sobie wyobrazić to, że dom musiał dla Agathy stanowić oazę spokoju, miejsce do pisania powieści, bazę do urokliwych spacerów wzdłuż Tamizy, bazę niepozbawioną wygody i bliskości samowystarczalnego, przepięknego miasteczka. Winterbrook House był osłoną dla prywatności tej dobrze rozpoznawalnej pary i kryjówką przed wielką sławą.

Christie zmarła w 1976 roku, ale jej dom pozostawał nie do odnalezienia dla rzeszy fanów, aż do bardzo niedawna, kiedy na jednej z jego ścian zamontowano niebieską tabliczkę z informacją o jego byłych właścicielach. Ci, co mieszkają teraz w willi (prawnik z żoną i dwójką dzieci), nie mieli pojęcia, gdzie się wprowadzali.

Żeby jednak trafić do Winterbrook House, trzeba mieć w sobie coś z uporu detektywa-amatora. Google jest niepomocne w odszukaniu dom, bo po wpisaniu jego nazwy i imienia autorki odsyła nas do muzeum w miasteczku Wallingford, gdzie jest specjalna wystawa poświęcona pisarce. A Google'owa zmyłka czyni całą wyprawę jeszcze bardziej ekscytującą. Tym bardziej, że zawiera też mylące tropy odsyłające do innej pobliskiej wioski - Cholsey - ale tam domu Agathy i Maxa nie ma. Tam tylko leży ona, pochowana w miejscu, które sama dla siebie wybrała.

Poruszanie się po Wallingford autem to urocze zajęcie. Większość ulic w samym centrum jest jednokierunkowa bądź jednopasmowa i dwukierunkowa, co wymaga od kierowców nienapotkanej przeze mnie nigdzie indziej kurtuzacji w prowadzeniu samochodu. Wjeżdżając w wąziuteńką uliczkę, która z założenia jest dwupasmowa i na której nie mam pierwszeństwa, byłam przekonana, że to koniec wyprawy, bo zgodnie z narzuconymi zasadami ruchu mogłam spokojnie spędzić całe popołudnie, czekając na moją kolej. Tymczasem szybko przekonałam się, że mieszkańcy Wallingford z gracją potrafią ustąpić pierszeństwa, nakłonić do odkrywania miasta i przede wszystkim bardzo chętnie udzielić odpowiedzi na pytania. Byłam absolutnie zachwycona, jak babeczka w sklepie wyjaśniła mi dokładnie, jak dojść do domu pisarki, a potem, kiedy przedzieraliśmy się do Winterbrook w lodowatym deszczu siekającym nam po twarzach, auta zatrzymywały się, żeby umożliwić nam przejście przez ulicę z podwójnym wózkiem, zanim jeszcze zdążyliśmy postanowić o tym, że przechodzimy.

Wallingford

Jedna z uliczek Wallingford, stary sklepik z kawami i herbatami ma zółty szyld

Wallingford

Ręczne wyroby

Szliśmy zatem z centrum prosto na południe, przeszliśmy mały strumyk, oczywiście Winterbrook i znaleźliśmy się w dzielnicy pisarki. Wtedy wystarczyło podążać dalej prosto, mijając piękne wille, większość z nich miała imię strumyka w swojej nazwie, aż doszliśmy do białych drzwi. A potem zamajaczyła w deszczowym tle niebieska tablica. Winterbrook House pozostał chyba w ogóle niezmieniony od czasu Agathy i Maxa. Może żywopłot jest wyższy? Wyglądało na to, że prawnika z rodziną nie było w domu. Furtka kołysana wiatrem niebezpiecznie zapraszała do środka, ale na przyjście z nieproszoną wizytą do wielkiego domu na konserwatywnym (i trzeba dodać sympatycznym) południu hrabstwa nie miałam jakoś odwagi. Obejrzeliśmy dom, który podobno Christie do pewnego stopnia odtwarza w opowieściach o Miss Marple (muszę to sprawdzić) i postanowiliśmy wrócić z powrotem do centrum Wallingford. Jak mówią mieszkańcy miasteczka, wiele sklepów, których właściciele obsługiwali Agathę, wciąż istnieje. Nie zdążyłam dowiedzieć się, które to są dokładnie, ale nie zdziwiłabym się, gdyby maleńki sklepik z herbatami i kawami świata był jednym z nich (a zakupienie tam świeżo zmielonej kawy gorąco polecam). Zresztą czy to istotne które?

Wallingford

Księgarnia w Wallingford wciąż przyjmuje tzw. book tokens - vouchery na zakup książek, a mnie się wydawało, że one dawno odeszły do lamusa.

Wystarczy zacząć sobie wyobrażać: Agatha wychodzi porankiem ze swojej willowej kryjówki odziana w grubszy jesienny płaszcz i angielskie kalosze. Idzie na spacer wzdłuż strumienia, potem dalej nad Tamizę, następnie wraca i siada w gabinecie do pisania. Po paru godzinach udaje się do miasteczka, spotyka po drodze dwóch znajomych. Kupuje kawę i cygara. Kawę dla siebie, cygara dla Maxa, bo choć mąż stara się bardzo przekonać żonę do palenia, tej zupełnie to nie podchodzi. Podobnie z winem. Nieprzekonana Agatha będzie w restauracjach zamawiać zwykle wodę do obiadu. Ja idę w ślady Agathy, bo tego dnia prowadzę. A wszystkim strapionym poszukiwaniami odwiedzającym bardzo polecam klimatyczną knajpkę The Old Post Office.

Wallingford kapelusze

Stary sklep z kapeluszami

Wallingford

Przestroga dla przyjezdnych z kontynentu: przechodząc przez ulicę, patrz w lewo :)

środa, 10 kwietnia 2013, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Pietia, 91.206.1.*
2013/04/11 01:33:55
Jaka szkoda, ze ten wpis nie pojawil sie 2 tygodnie temu! Bylbym bogatszy o te wiedze zwiedzajac dom Agathy w Kornwalii:) Ale nie ma tego zlego i jak juz tylko wiosna zagosci na dobre, wybiore sie pod Oxford:) Nie bedziesz miala za zle, ze pojde na latwizne i skorzystam z Twych wytycznych?:)
Jesli chodzi o kurtuazje na drogach, to wciaz mnie zadziwia. Na poczatku denerwowalem sie, ze Anglicy parkuja po obu stronach ulicy na jezdni zamiast na chodniku i dlatego trzeba sie przeciskac, ustepowac sobie miejsca. Teraz juz mi to nie przeszkadza, bo kazdy kazdemu ustepuje. No moze prawie kazdy:)
-
2013/04/11 12:10:31
Swoją drogą Christie trafiła świetnie z tym drugim małżeństwem. Była od niego piętnaście lat starsza, ale Max Mallowan podobno miał zwyczaj mawiać, że tylko mężczyzna, który jest z zawodu archeologiem będzie mógł docenić swoją żonę po sześćdziesiątce ;-)
-
2013/04/13 16:32:11
@Pietia: Niestety, przy tak marnej ilości wolnego czasu, piszę jeszcze wolniej niż zwykle :) A trasę oczywiście polecam.

Jak Ci się podobał dom Christie w Kornwalii?

Swoją drogą marzę o wyprawie do Konrwalii, klify, ocean, słońce... ach... :)
-
2013/04/13 16:33:18
@Czaro: :))))) specjalnie jej też nie odmładzał, próbując nakłonić ją do palenia cygara :)
-
2013/04/13 22:07:35
Aniu, z przyjemnością odbyłam z Tobą wirtualną wycieczkę!Zresztą podróże literackie czy to śladami autorów czy bohaterów, czy choćby wzmianki o ich domach bardzo lubię:-)
Dziękuję za ten wpis!
Pozdrawiam!
p.s. świetny ten cytat na temat archeologów:-)
-
2013/04/15 09:45:53
Ale mieliście wyprawę. No, ponieważ ja szybko tam nie będę, dzięki Tobie odwiedziłam:-) dziękuję.
-
2013/04/19 09:42:02
Jak zawsze piękne zdjęcia i ciekawe miejsca.
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...