Blog > Komentarze do wpisu

Przeprowadzka Jeża: Budapeszt

Jest jednym z najdłużej piszących blogerów spoza Polski, jakich znam. Wnikliwy, wyczulony na zmiany polityczne na Węgrzech, celnie komentujący i  ciekawie fotografujący Budapeszt. O kim mowa? Oczywiście o Jerzym - Jeżu Węgierskim, którego po prostu musieliście napotkać. Jest mi niezmiernie miło, że Jerzy zgodził się opowiedzieć historię swojej przeprowadzki, która przydarzyła się w bardzo interesującym momencie – zaraz na samym początku lat 90. Serdecznie zapraszam do przeczytania wywiadu!

Jak to się stało, że znalazłeś się w Budapeszcie? Dlaczego akurat tam?

Jak to często bywa, przez kobietę - moją żonę, a było to tak. Jako dziecko, jak trzeba, regularnie myliłem Budapeszt z Bukaresztem, i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym mieszkać w Budapeszcie (zresztą w Bukareszcie też nie). Aż tu w czasie studiów w Warszawie w drugiej połowie lat 90-tych poznałem ładną węgierkę, która przyjechała tam na Jazz Jamboree. Wtedy Węgrzy mieli, jak na Europę Wschodnią, masę pieniędzy, ale nie mieli jazzu, który akurat był w Polsce - był nawet Miles Davis - więc przyjeżdzali tu całymi samolotami i pociągami. I tak to się zaczęło.

Pisywaliśmy do siebie listy, które szły cztery tygodnie, odwiedzaliśmy się kiedy tylko dało radę aż w końcu 1991 roku, skończywszy studia, przeniosłem się na Węgry. Wszyscy pukali się życzliwie w głowę bo przecież był to jeszcze początek wolności i jak wyjeżdzać to na zachód, wyraźnie nie byłem zupełnie w porządku.

Wtedy wszyscy wiedzieli jak się wyjeżdza z kraju nielegalnie ale jak powinna wyglądać legalna emigracja było mniej oczywiste. Zadzwoniłem do MSZ-tu. Wyjeżdzam z Polski. Na stałe, mówię. A oni na to: Powodzenia! Szerokiej drogi! Poszedłem do ambasady węgierskiej, że przenoszę się na Węgry. Kazali przynieść szereg papierów i tyle. Tydzień po przyjeździe dostałem dowód osobisty dla cudzoziemców (niebieski, najlepszy!) z prawem pobytu i pracy na dziesięć lat a także prawo głosowania w wyborach lokalnych. Teraz te wszystkie prawa dostaje się na rok, wszystko jest na tyle bardziej skomplikowane, że zatrudniać trzeba za grube pieniądze wyspecjalizowaną firmę, która zajmuje się formalnościami, no i trzeba płacić. A mnie tak łatwo poszło, ach te błogie początki lat 90-tych!

ACTA, Budapeszt

Demostracja przeciw ACTA

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz je jeszcze?

Wylądowałem początkowo w Szolnoku. Jest to niewielkie miasto z jakimiś osiemdziesięcioma tysiącami mieszkańców na wschodzie Węgier. Prowincja w każdym calu. Nie było wówczas telewizji satelitartnej, internetu, niewielu ludzi mówiło po angielsku więc nagle dużo rzeczy mi się urwało. Z perspektywy czasu widzę, że nie był to łatwy okres.

Zacząłem się uczyć - sam - węgierskiego, znalazłem pracę w szkole językowej. Ludzie byli generalnie mili, jak to w niewielkich miastach często bywa. Nosiłem wówczas kolczyki w uszach i gdy napisano o mnie artykuł w miejscowej gazecie to te kolczyki zajęły prominentne miejsce w tekście.

Ponadto jako Polak zawsze mogłem liczyć na sympatię bo tu się Polaków autentycznie i spontanicznie lubi (jakby ktoś chciał emigrować i szukał miejsca gdzie nie będzie wciąż słyszeć, że zabiera komuś pracę czy też jest niekulturalny natomiast będą go lubić to polecam Węgry). Z czasem znalazłem paru innych Polaków i założyliśmy klub polski, który nawet do dziś działa. Jakoś oswoiłem to miejsce choć gdy tylko nadarzyła się okazja przenieść się do Budapesztu zrobiliśmy to z wielką radością.

Rowerzysci w Bupadeszcie

Podnoszenie rowerów na Masie Krytycznej

Jak Ci się teraz mieszka w Budapeszcie? Jak traktujesz miasto?

W Budapeszcie mieszka mi się super. Miasto jest ładne i pełne uroczych miejsc a ponadto mieszkamy w samym centrum więc w bardzo wiele miejsc chodzimy na piechotę czy też jedziemy na rowerze. Całe życie mieszkałem poza centrum i do dziś pamiętam te wieczne czekanie na tramwaj czy autobus, wreszcie jest inaczej.

Tak się złożyło, że siódma dzielnica, w której mieszkam, stała się zagłębiem kultowych romkocsm czyli knajpek otwieranych w walących się domach. Są one wszędzie, a dzięki nim trafia tutaj masa ludzi więc okolica zrobiła się bardzo żywa. Budapeszt też powoli wyrasta na potęgę rowerową, coraz więcej ludzi jeździ na rowerze, buduje się ścieżki, genialne są masy krytyczne, w tą sobotę będzie niestety ostatnia. Tu da się żyć.

Cały czas jeszcze odkrywam Budapeszt. Czytam sobie o różnych aspektach miasta, jak daję radę to chodzę na przechadzki po mniej znanych okolicach. Blog pomaga mi nieco głębiej wejść w pewne rzeczy, które mnie zainteresują. A przy tym po tylu latach czuję się już budapeszteńczykiem. Udzielam się nieco w internetowych lokalnych wspólnotach, chodzę na demonstracje. Jak widzę turystów z mapą w mojej okolicy to pytam czy może pomóc i wiele razy miło sobie z nimi pogadałem.


Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Fascynuje mnie odkrywanie Węgier - Węgrów, różnic między Węgrami a Polską. Kiedyś myślałem, że to dwa środkowoeuropejskie kraje o niemal identycznej historii i kulturze, teraz widzę jak bardzo się myliłem. Parę przykładów: przenoszę się na Węgry a tam w telewizji leci serial niemiecki. Niemiecki??? W Polsce, wtedy przynajmniej, rzecz niewyobrażalna. Albo niechęć do Rosji: jest i tu i tu. Tyle, że na Węgrzech przybiera ona formę strachu przed jakimiś przerażającymi innymi, obcymi a w Polsce Rosjan choć też się nie lubi to nie lubi ich się tak jak się nie lubi kuzyna, który mimo, że parszywy to jednak jest rodziną.

Z innych rzeczy, musiałem się nauczyć, że chleb kupuje się na kilogramy ("poproszę o pół kilo chleba") a napoje na decylitry ("dwa deci soku" - tak tu się mówi). Ze wszędzie w mieszkaniach albo zdejmuje się buty albo przynajmniej należy zaoferować, że się to zrobi. Gospodarz gościnnie zsuwa z nóg swoje kapcie oferując je gościowi - takie cieple jeszcze, blee!

No i herbata. W Polsce rzecz oczywista ale tutaj już nie. Na Węgrzech pije się jej dużo mniej, zwykłą herbatę jeszcze rzadziej i to w dodatku w zasadzie wyłącznie jako Earl Greya, w resturacjach innej najczęściej wogóle nie ma. Spotkałem już się ze stwierdzeniem: herbata? Już po 15-tej, dziękuję, jak wypiję to nie będę mógł spać. Za to kawa płynie tu strumieniami. I tak dalej, te mniejsze-większe różnice nie mają końca.

Romkocsma, Budapeszt

Romkocsma

Jakie książki o Budapeszcie poleciłbyś czytelnikom?

Ze starszych to 'Chłopców z placu broni'. Nie wiem ilu ludzi wie ale jest to najpopularniejsza na świecie książka napisana przez węgierskiego autora. Przetłumaczono ją na masę języków i wydano w wielkich nakładach. Sam pamiętam jak czytałem ją jako lekturę w szkole. Akcja dzieje się w Budapeszcie, w ósmej dzielnicy stoi zresztą pomnik bohaterów książki.
I choć książka uchodzi na powieść młodzieżową to gdy wróciłem do niej niedawno dotarła do mnie na nowo. Dla mnie jest to książka o tym jakie społeczeństwo umożliwiło pierwszą wojnę światową. Kult formalnej organizacji, honoru, poświęcenia mimo jego nadaremności, strach przed wykluczeniem wszystko to sprawiło, że miliony ludzi - w dzieciństwie tacy chłopcy jak ci opisani w powieści - karnie pomaszerowało na śmierć. Czyli książka dla młodych i starszych.
Druga książka, a może niedługo i książki jak więcej ich przetłumaczą na polski, to kryminał Vilmosa Kondora pt. 'Budapest noir'. Akcja tej serii ma miejsce w Budapeszcie przed wojną, w czasie niej i w okresie powojennym. Miasto opisane jest w detalach i z całą pieczołowitością, czyta się trochę jak przewodnik po przeszłości Budapesztu. Ciekawostką są pojawiające się wątki polskie. Książka nie unika polityki: bohater ma proangielskie poglądy - w przeciwieństwie do dominujących wówczas sympatii proniemieckich - żył w Stanach Zjednoczonych i nie lubi strzałokrzyżowców. Po takiej książce chce się odwiedzić Budapeszt!

Chlopcy z placu broni

Pomnik Chłopców z placu broni

 

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Jeża

 

***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki:

Latająca pyza w Mediolanie

Katasia w Cannes

Dabarai w Londynie

Holly w Paryżu

Invitada w Edynburgu

Kasia Hordyniec w Donegalu

Stuffed mice w Buenos Aires

Lilithin w Czandigarze

Asia Kusy w Karaczi

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie



środa, 24 lipca 2013, maga-mara

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2013/07/25 12:08:22
A ja Jeża dotąd nie napotkałam, tym milej (a jednak) napotkać. Podoba mi się jego język, podoba historia. Pozdrawiam Państwa oboje :)
-
2013/07/28 22:54:38
Dziękuję bardzo Ewo! Historia jest znakomita.
-
2013/08/13 21:01:21
Czyli, sądząc po przyczynach przeprowadzki, można powiedzieć, że Jeż wpadł jak śliwka (węgierka) w kompot!

Ciekawy wywiad. Pozdrawiam :)
-
2013/09/04 12:41:55
@butters77: Nic dodac, nic ujac. Jez zapiklowany po budapesztansku :) Pozdrowionka
-
2017/11/16 09:06:16
Świetna historia, muszę odświeżyć sobie stare wpisy:) Oczywiście z niecierpliwością czekam na nowe, pozdrawiam!
-
2017/12/01 13:44:27
Budapeszt piękne miasto , miałem już okazję tam kilka razy bywać.
-
2018/02/23 12:06:51
Bardzo ciekawa historia, na pewno warta poznania. Historie z różnych części świata zawsze miło się czyta ;)
-
2018/03/16 15:27:02
Interesujący wpis, przyjemnie się czyta o takich historiach :D
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...