piątek, 27 stycznia 2012

Oxford Student o zarobkach kadry uniwersytetuZ rozbawieniem przeczytałam najnowszy numer gazety prowadzonej przez studentów Uniwersytetu Oksfordzkiego The Oxford Student. Na pierwszej stronie tej żywej publikacji pojawił się artykuł zatytułowany "Spot the difference" (Rozpoznaj różnice) a poniżej dwa zdjęcia - jedno przedstawia rektora  uniwersytetu w Oksfordzie prof. Andrew Hamiltona a drugi głowę uczelni w Cambridge - prof. Leszka Borysiewicza. Jak zaznacza jedna z cytowanych w tekście studentek, niepokojące jest to, że obaj są tak do siebie podobni: są białymi mężczyznami, w zbliżonym wieku (60-61 lat), obaj to naukowcy. Różni ich jedno: prawie 200 tys. funtów rocznej pensji.

Przeprowadzone niedawno badania płac ujawniły pensje głów brytyjskich uniwersytetów, a  co za tym idzie nieoczekiwanie duże różnice w tym, kto ile zarabia. Pieprzyku dodaje historii to, że temat pensji jest powszechnie uważany za temat tabu i o nim się zwykle nie rozmawia, chyba że sprawa dotyczy pracowników sektora publicznego (i ostatnio coraz częściej szefów brytyjskich banków).

A teraz liczby, o które rozpętała się cała afera: rektor Uniwersytetu Oksfordzkiego zarabia 424 tys. funtów rocznie (dane za 2010/2011) a rektor Uniwersytetu Cambridge – 258 tys. funtów. Różnica jest rzeczywiście zaskakująca, zważywszy na to, że stanowiska są bardzo podobne a uczelnie mają zbliżony status. Mnie jednak najbardziej gryzie to, jak duża jest przepaść między pensją pracowników naukowych a rektora tej samej uczelni (średnio ok. 10-krotna). W końcu kto bez kogo nie mółgby się obejść? :)

środa, 25 stycznia 2012

Najlepiej zarabiające książkiDziś podczas lunchu natknęłam się na ciekawe podsumowanie roku wydawniczego w Wielkiej Brytanii. Ciekawe w tym sensie, że duzi wydawcy poopowiadali w nim otwarcie o książkach, które przyniosły im największe przychody w 2011 roku. Lektura, przyznam, dość poruszająca.

Chyba wszyscy znają jednego z młodszych szefów brytyjskiej sceny kulinarnej - Jamiego Olivera. Jego książki świetnie podróżują zarówno do domów na Wyspach Brytyjskich jak i w tłumaczeniach po całym świecie. W zeszłym roku wydawca (Penguin) zarobił na jego publikacjach 13,2 mln funtów (!) To jednak znacznie mniej niż w 2010 r., kiedy to kulinaria Olivera sprzedały się za 20,3 mln funtów (!!!) Imponujące, prawda? Dla porównania wszystkie przewodniki w całkiem niezłej serii "Rough Guides" (korzystałam z jednego z nich, podróżując po Indiach i byłam pod wrażeniem) przyniosły Penguinowi 5,8 mln funtów. Olivera nie przebiły nawet książki innej brytyjskiej multimilionerki J K Rowling - jej Harry Potter dostarczył wydawnictwu Bloomsbury 4,6 mln funtów.

Kulinaria, jak wynika z tego podsumowania, to niesamowita żyła złota. Książki z przepisami Lorraine Pascale ("Home Cooking Made Easy" i "Baking Made Easy") sprzedały się za 4,4 mln funtów (wyd. HarperCollins), a jedna z podobnych publikacji wydana przez Bloomsbury przyniosła 3,2 mln funtów (niestety umknął mi jej tytuł).

Oczywiście znani autorzy literatury popularnej mogą liczyć na wielotysięczne czy milionowe nakłady, a co za tym idzie astronomiczne przychody (dla przykładu "The Lost Symbol" Dana Browna przyniósł 3 mln funtów, "Snuff" Terry'ego Prachetta - 2,4 mln). To jednak nie znaczy, że literatura piękna nie jest mocno dochodowa. Zeszłoroczny zwycięzca nagrody Bookera "The Finkler Question" Howarda Jacobsona (wydany niedawno po polsku pt. "Kwestia Finklera") sprzedał się za 829 tys. funtów, a tegoroczny (i zresztą mój osobisty faworyt) "The Sense of an Ending" Juliana Barnesa przyniósł ok. 1,5 mln funtów wydawnictwu Random House. Panów pobiła jednak Emma Donoghue, której "Room" nominowany do kilku nagród dostarczył ponad 2 mln funtów HarperCollins.

Nie chcę Was zasypywać liczbami. Sama jestem w stanie przyswoić bardzo ograniczoną porcję statystyk (w pewnym momencie tego typu wyliczanki robią się po prostu nudne, chyba że pisze je Julian Barnes :)). Pisząc tą notkę muszę jednak wspomnieć o jeszcze jednym fenomenie - biografiach i wspomnieniach, które są najprawdę potężna nogą brytyjskiego rynku - tak potężna pewnie jak potrafi być noga w socrealistycznej rzeźbie :) Niezwykłym hitem w zeszłym roku była biografia córki napisana przez Kate McCann, by w ten sposób zebrać fundusze na dalsze poszukiwania zaginionej dziewczynki (z pewnością pamiętacie tą tragiczną historię z rodzinnych wakacji do Portugalii). Książka przyniosła 2,5 mln funtów. Jeszcze bardziej popularne były wspomnienia Stevena Fry'a i Michaela McIntyre'a (7,4 mln). Na sam koniec dużym zaskoczeniem był dla mnie sukces Dickensowej biografii Claire Tomalin (1,3 mln funtów!)

Tyle liczb z Wysp Brytyjskich (przy okazji: dane pochodzą ze styczniowego Booksellera, który zrobił podsumowanie na podstawie wyników książkowych badań Nielsena). Czy wiecie, jak radzą sobie książki w Waszych krajach?

wtorek, 24 stycznia 2012

200 rocznica urodzin Charlesa DickensaW 2012 roku na dzień przed moimi urodzinami przypadnie 200 rocznica urodzin nikogo innego jak Charlesa Dickensa. W tym roku będzie miało miejsce wiele Dickensowych wydarzeń, począwszy od spotkań w nowo otwartym muzeum pisarza w Londynie, po pół-maraton dla fanów jego prozy (kto się na to pisze? :) ). Sama postanowiłam uczcić tą okrągłą datę lekturą Great Expectations, która to książka dziwnym trafem nie pojawiła się na moim regale w czasach dzieciństwa, co koniecznie, ale to koniecznie muszę nadrobić. Na Dickensie właściwie się wychowałam a jego książki miały dla mnie taką siłę rażenia, że do tej pory (choć musiało minąć z lat dwadzieścia parę) pamiętam dobrze perypetie Davida Copperfielda i Olivera Twista. Dickensowska atmosfera wielkiej przygody, ucieczki, pułapki i ciemnych, zimnych ulic XIX-wiecznego Londynu na zawsze pozostanie w mojej wyobraźni. W małym chołdzie wielkiemu mistrzowi przy zakładaniu tego bloga zapożyczyłam tytuł jednej z jego powieści do Tyglowych zakładek.

Dzięki Dickensowi moje dzieciństwo obfitowało w dodatkowe przeżycia, przyprawiające o gęsią skórkę, niedojedzone bądź zimne obiady i intensywne sny. Rzeczy nie do przecenienia, prawda?

Teraz, kiedy zmagam się z różnymi sprawami, zwłaszcza medyczno-szpitalnymi (dla przykładu w zeszłym roku spędziłam 17 dni z Isabel w szpitalu, a w ciągu 2011 Bela miała łącznie 110 lekarskich wizyt, badań, konslutacji, spotkań terapeutycznych, etc etc etc, na które musiałam ją zabrać), to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ktoś wsadził mnie w książkę Dickensa, a pisarz zza grobu zręcznie tworzy coraz to bardziej powikłane zdarzenia, którym muszę stawić czoła. Dlatego proszę, drogi mistrzu w roku twoich okrągłych urodzin, oszczędź mi proszę trochę tych perypetii z dreszczykiem!

Charles Dickens, 200 rocznica urodzin (7 luty 2012)

Witryna księgarni Blackwells w Oksfordzie poświęcona Dickensowej rocznicy. Zawiera powieści pisarza i wydane niedawno dwie znakomite biografie (Claire Tomalin i Roberta Douglasa-Fairhursta)

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Najpiękniejsze księgarniePrzypadkiem natknęłam się na ciekawą akcję (zorganizowaną  przez portal Lubimyczytac.pl z firmą Azymut), która może Was zainteresować i która dodatkowo jak ulał pasuje do mojej poprzedniej notki o Najlepszych księgarniach w Polsce. Otóż do 10 lutego mamy szansę zagłosować w księgarnianym konkursie piękności. Bierze w nim udzial 12 księgarni z różnych części Polski (i co bardzo mnie cieszy, większość z nich pojawiło się wcześniej na naszej liście). Głosować możecie, chociażby za pośrednictwem Facebooka. Oto finaliści:

  1. Avalon z Lublina
  2. Bajbuk z Warszawy
  3. Bookarnia z Sopotu
  4. Efemeros z Zamości
  5. Fikcja Księgarnia-Cafe z Gdańska
  6. Liberglob z Krakowa
  7. Lokator z Krakowa
  8. MiTO z Warszawy
  9. Prus z Warszawy
  10. Tajemnica Poliszynela z Olsztyna
  11. Tajne Komplety z Wrocławia
  12. Vademecum z Gdyni


Organizatorzy przy swoim wyborze wzięli pod uwagę te rzeczy (cytuję ze strony Lubimyczytac.pl):

• nowoczesny, nowatorski design księgarni – w naszym rozumieniu jest to umiejętne i ciekawe połączenie księgarni tradycyjnej z nowatorską (księgarnio-kafejka, księgarnio-galeria, itp.);
• umiejętność i wdrożenie działań wykraczających poza tradycyjną działalność księgarni - wieczory autorskie, wernisaże, bookcrossing, koncerty, warsztaty dla dzieci i rodziców, spotkania dla uczniów, studentów itp.;
• wprowadzenie i korzystanie z nowoczesnych narzędzi i technologii - księgarnia internetowa, program księgarski "Homer" , wprowadzenie do oferty księgarni e-czytników, e-boków, itp.

Mój głos trafi do gdyńskiej Vademecum, która ma nie tylko pięknie zaopatrzone półki, ale przyjemny, niepretensjonalny i wdzięcznie wygodny design (uwielbiam ich za pufy, na których możemy się rozkwasić wspólnie z Belą), nie wspominając o uroczej właścicielce.

A na kogo Wy głosujecie? Strona z głosowaniem dostępna jest tutaj.

piątek, 20 stycznia 2012

Księgarnio-kawiarnia

Dzięki Wam nasza lista najlepszych niezależnych księgarni świata bezustannie się powiększa, za co jestem Wam szalenie wdzięczna. Zostałam jednak zmuszona, żeby ją rozkawałkować, bo w oryginalnej notce zabrakło już miejsca (!). Dlatego najlepsze polskie księgarnie będą teraz miały swoje własne miejsce, a zagraniczne pozostaną pod oryginalnym adresem.

Wszystkie znane mi ksiągarnio-kawiarnie oznaczyłam  symbolem [K-K], ale być może coś przeoczyłam w naszej liście, więc proszę koniecznie dajcie mi znać. Poza tym jeżeli przyuważycie jakieś nowe miejsce, to nie wahajcie się o nim napisać - z przyjemnością dodam je do listy. 

 Poniżej polska lista (zdjęcia pojawią się za chwilę):

GDYNIA

  • "Księgarnia Cafe Vademecum", [K-K] Świętojańska 5, 81-368 – dobry wybór książek, zwłaszcza współczesnej literatury pięknej, bardzo sympatyczna i pomocna obsługa.

GDAŃSK

  • "Fikcja - Księgarnia Café", [K-K] al. Grunwaldzka 99/101",  księgarnia z kawą i mnóstwem wieczornych imprez



JAROSŁAW

  • Lokal pana Janickiego na Grodzkiej - ręcznie zdobiony, klimatyczny, choć malutki
  • Księgarnia przy kamienicy Attavantich na Rynku


KRAKÓW

  • "Bona" [K-K] przy ul. Kanoniczej 11 ksiegarnia.bonamedia.pl - niewielka, ale bardzo przyjemna księgarenka z kawiarnią. Dobry wybór ambitnych książek, sporo literatury obcojęzycznej i trudno dostępnych albumów ze sztuką i fotografią.
  • "Bona" - drugi oddział przy ulicy Krupniczej 9, gdzie jest większy dział z pozycjami naukowymi i akademickim, a przede wszystkim po prostu obłędny, duży dział z ambitnymi książkami dla dzieci.
  • "Centrum Taniej Książki", na Grodzkiej – nazwa mówi sama za siebie.
  • "Czytanie" na ul. Kalwaryjskiej i na Starowiślnej - ciekawy o niej wpis tutaj.
  • "Delikatesy", ul. Sarego 20 - albumy przede wszystkim ze sztuką. 
  • "Główna Księgarnia Naukowa", Podwale 6 - wybór niesamowity, półki z humanistyką przesycone towarem niedostępnym nigdzie indziej. Dużo rabatów, przyjemne wnętrze.
  • "House of albums", ul. Zwierzyniecka 17 - nazwa sama wskazuje na to, co tam dostaniemy  
  • "Hetmańska", Rynek Główny 17
  • "Jarden", ul. Szeroka 2 - księgarnia żydowska i agencja turystyczna
  • Księgarnia ezoteryczna "Cud",  Mały Rynek 4 - ot, klimatyczna ciekawostka, mają książki z psychologii i parapsychologii, filozofii, filozofii Wschodu, religii, zdrowia, dietetyki, medycyny niekonwencjonalnej, radiestezji i Feng Shui, kabalistyki, astrologii, magii...
  • Ksiegarnia rosyjska, ul. św. Krzyża 3
  • "Księgarnia Znaku", Sławkowska 1
  • "Księgarnia św. Stanisława" na Wiślnej - duża przestrzeń i dużo książek religijno-teologicznych
  • "Liberglob", Długa 1
  • "Lokator", Mostowa 1 - niezależne miejsce niezależnego wydawnictwa.
  • "Logos" na ul. Franciszkańskiej - księgarnia z literaturą religijno-teologiczną
  • Malutka księgarnia na Sławkowskiej - jest dokładnie obok księgarni Znaku. Prowadzi ją sympatyczna i kompetentna pani. Niezłe zaopatrzenie: same porządne, ambitne publikacje. Duży wybór najlepszych książek dla dzieci, które trudno znaleźć np. w takich Empikach.
  • "Massolit Books & Café", [K-K] ul. Felicjanek 4 - księgarnio-kawiarnia anglojęzyczna
  • "Skarbnica", na Placu Centralnym - od lat 70-tych robię tam zakupy książkowe. Dziś to jedyna rozsądna księgarnia w 300 tys. Nowej Hucie. Książki są tam inne niż w Empikach: mają świetny dział naukowy na pietrze i dobry informatyczny w małej salce. Personel to prawdziwi bookiniści. Wiedzą wszystko o każdej pozycji.

***

Księgowisko w przejściu Dworca Głównego, gdzie można tanio nabyć różne ciekawe rzeczy, a obsługa jest kompetentna i zawsze miła, mimo iż nie raz pracowała w temperaturze -10 stopni (dobrze że dach jest).

 

KRAŚNIK

  • "Avalon" - mieści się w klimatycznym, ceglanym wnętrzu. Ma też filię w Lublinie.

KROSNO

  • Księgarnia przy ul. Portiusa (to niewielka uliczka między Rynkiem a kościołem farnym). Dwa niewielkie pomieszczenia, ale co za bogactwo! Można wyszukać tu prawdziwe perełki i białe kruki - z wielu dziedzin, zarówno z literatury pięknej, jak i książek naukowych. Mają też niewielki, ale wysmakowany asortyment płyt CD z muzyką poważną. Ceny książek może bez wielkich rewelacji, ale też nie wygórowane. 

LUBLIN

  • "Avalon", ul. Bernardyńska 8 - filia księgarni z Kraśnika
  • "Księgarnia Uniwesytecka UMCS", gmach główny przy placu Curie-Skłodowskiej - jedna z najlepiej zaopatrzonych księgarni w mieście (zwłaszcza jeśli chodzi o pozycje akademickie).
  • "Współczesna", przy Alejach Racławickich - spory wybór, zwłaszcza z dziedziny humanistyki; w środku jest co prawda akurat bardzo archaiczna: te lady, półki, ten chaos i bałagan, wreszcie te panie pracujące tam chyba jeszcze od czasów PRL-u. Niemniej jednak warto tam zajrzeć ze względu na dobry asortyment i nie najgorsze ceny.

ŁÓDŹ

  • "Komiks", przy Narutowicza - teraz to już tylko antykwariat, kiedyś miał też część księgarską. Stosunkowo drogi, ale książki są w naprawdę dobrym stanie, mają dużo nowości i (co dla mnie bardzo ważne w antykwariatach) wszystko jest czytelnie poukładane i popodpisywane. Do tego kumata obsługa.
  • "Księgarnia Odkrywcy", [K-K] Narutowicza 46 - nastawioną na ogólnie pojęte odkrywanie, głównie historii. Świetne miejsce, gdzie można przyjść na kawę i czytanie. Można o niej poczytać więcej tutaj.
  • "Mała litera", [K-K] na Nawrot -  nastawiona przede wszystkim na sztuki piękne. Poza tym sprzedają trochę muzyki i mają mnóstwo "pobocznych" wydarzeń kulturalnych.
  • "Naukowa", między Tuwima a Nawrot - księgarnia ze słabą beletrystyką (jak sama nazwa wskazuje) za to świetnym działem (ściślej: świetnymi działami) książek fachowych.
  • "Silva Rerum", między Zamenhofa a Piłsudskiego – antykwariat, tańszy niż Komiks, choć nadal bez szaleństw, ale trafiają się prawdziwe okazje. Dobra obsługa, naprawdę duży wybór.
  • "Stompel", między placem Wolności a Próchnika - świetna księgarnia z bardzo różnorodną ofertą, w beletrystyce może nic specjalnie niezwykłego (choć nadal bardzo dobrze), ale za to filozofia i historia miażdżą, można znaleźć coś o filmie, teatrze i muzyce, całkiem przyzwoity jest wybór poezji i aforyzmów, sporo z nauki o literaturze i tzw. książek o książkach (oraz o pisaniu/pisarzach/twórczości itd). Sporo poradników, książek psychologicznych (naukowe), dotyczących hobby. Trochę literatury o regionie, niezły wybór albumów. Oprócz "zwykłej" księgarni w tym samym miejscu jest też księgarnia językowa i (na piętrze) muzyczna (płyty, nuty itd). Cudo, szczerze polecam.
  • "Światowid", między 6-go sierpnia a Struga, naprzeciwko Empiku - sympatyczna księgarnia z różnorodną ofertą, mnie najbardziej cieszy duży wybór naukowych pozycji psychologicznych (świetnie podzielonych na półkach), spora sekcja historii i całkiem dużo mitologii (rozmaitych). Z tego co pamiętam, mają dobry dział dziecięcy.

 

OLSZTYN

  • Centrum Książki "Książnica Polska", [K-K] al. Jana Pawła 2/3 - największa w mieście i regionie księgarnia mieszcząca się na kilku piętrach. Obejmuje różne działy (literacki, podróżniczy, popularnonaukowy), a także "Księgarnię ksiażek zapomnianych", gdzie można kupić niektóre pozycje w niższych cenach. Są też artykuły piśmiennicze oraz dla artystów. A na najwyższym piętrze mieści się kawiarnia literacka, a od niedawna działa również kino studyjne.
  • "Tajemnica Poliszynela", [K-K] ul. Starommiejska 2/5, przyjemna księgarnio-kawiarnia, gdzie można kupić dostępne tam książki (m.in. beletrystykę z całego świata, reportaże i biografie, science-fiction i fantasy, książki z Warmii i Mazur), a także zamówić te, których nie ma na półkach.

 

PRZEMYŚL

  • "Antykwariat. Księgarnia" na Grodzkiej 15
  • "Bosz" na Kościuszki 7 - nienajgorsza a na pewno największa w mieście księgarnia. Trzyma wysoki poziom jeśli chodzi o... subiektywną przyjemność przebywania w pomieszczeniu z książkami.
  • "Libera", [K-K] ul. Sowińskiego 5 – w ich oddziale na Ratuszowej od bodajże roku istnieje bardzo przyjemna kawiarenka, świetne miejsce.

POZNAŃ

  • "Arsenał" Dąbrowskiego 7
  • "Bookarest", [K-K] Stary Browar - Atrium, poziom 0, ul. Półwiejska 42 - wyselekcjonowane książki, ułożone na białych regałach wg gatunków literackich. Księgarnia słynie z tego, że łączy design, książki i kawę. Ma nowe albumy projektowania, wzornictwa, fotografii. Każdą książkę można zabrać do stolika w części kawiarnianej i dowolnie długo oglądać. Poza tym, w Bookareście odbywa się wiele ciekawych spotkań z pisarzami i reporterami.
  • "Jedynka" Aleje Karola Marcinkowskiego 21
  • "Między Słowami", Newtona 14
  • "Księgarnia Powszechna", przy Starym Rynku - wysokie regały wypełnione książkami po sam sufit w każdym z pomieszczeń. I dodatkowy plusik to konkurencyjna oferta w sklepie internetowym

 

RZESZÓW

Tu się jeździło po tanią książkę :) W centrum jest kilka specjalistycznych - językowa, prawnicza.

  • "Libra", Jagiellońska 14  – najciekawsza, akademicka księgarnia
  • "Nova Duo", Boya-Żeleńskiego 16 - hurtowania, która również sprzedaje książki detalicznie, tania

 

SOPOT

  • "Bookarnia", [K-K] ul. Haffnera 9 - jest niewielka, nowocześnie urządzona i z takim samym zapałem podchodzi do wyposażenia półek w literaturę współczesną, co w przygotowanie dobrego cappuccino. Małe miejsce gwarantuje spokój, a fotel na antresoli dodatkowo przyjemny widok na piętrzące się poniżej książki. Więcej o księgarni w osobnej notce.

 

WARSZAWA

  • "Bagatella", ul. Bagatela 14  - przeurocza księgarnia, do której trzeba wejść, mijając pięknie działającą na zmysł węchu kwiaciarnię. Dodatkową atrakcją księgarni jest łaszący się do nóg kot, który tam mieszka.
  • "Bajbuk", ul. Zwycięzców 19 - przyjemne wnętrze, jeszcze przyjemniejsza zawartość półek.
  • "Bookoff", Łucka 14 - malutka księgarnia z albumami o sztuce. Pracuje w niej przemiły pan, a do tego jest śliczna. 
  • "Czuły barbarzyńca", [K-K] ul. Dobra 31 - księgarniokawiarnia
  • "Główna Księgarnia Naukowa im. B. Prusa" [K-K] na Krakowskim Przedmieściu 7 – duży wybór, zwłaszcza książek akademickich
  • Hurtownia książek anglojęzycznych przy Grzybowskiej 37a - mieści się w bardzo brzydkim miejscu, ale wybór książek robi wrażenie: niekończące się regały z książkami (tu dokładne namiary). 
  • "Jak Wam sie podoba", ul. Emilii Plater 4 (róg Koszykowej) - kolejna księgarnia oferująca zagraniczne wydawnistwa. Gdy trafiłam do niej po raz pierwszy nie mogłam wyjść ze zdumienia, ile książek mieści się w tak małej przestrzeni. Wybór robi wrażenie. 
  • Księgarnia artystyczna w Zachęcie, plac Małachowskiego3 - bardzo dobre księgarnia ze sztuką oraz w ogóle z książką humanistyczną
  • "Księgarnia Warszawska" przy placu Bankowym - duży wybór książek wszelakich, a także albumów i wydawnictw poświęconych Warszawie.
  • Księgarnia w Zamku Ujazdowskim – podobnie jak w Zachęcie: dobry wybór książek ze sztuką i z dziedziny humanistyki
  • Księgarnia na rogu Hożej przy Kruczej - pracują w niej ludzie, którzy czytają książki i można z nimi o nich porozmawiać
  • Księgarnia z tanią książką, na rogu Szpitalnej i Chmielnej
  • "MiTo", [K-K] ul. Ludwika Waryńskiego 28, księgarnia, kawiarnia i galeria sztuki w jednym! Specjalizuje się w publikacjach artystycznych. Ma świetną stronę internetową.
  • "STENTOR", ul. Przy Bażantarni 11 - prowadzą różne książki, płyty, winyle.
  • "Tarabuk", [K-K] ul. Browarna 6 - księgarnia-kawiarnia. Więcej informacji na jej stronie
  • "Wrzenie świata" [K-K], Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego 7 - rewelacyjne, reporterskie miejsce

Księgarnie-kawiarnie oferujące książeczki dla dzieci:
Numery Litery
Figa z makiem
Fikumiku cafe
Bajbuk
  

***
Pan sprzedający książki pod arkadami na Placu Konstytucji:  kompetentny, wie o czym mówi, sprowadza książki na zamówienie, dostępne następnego dnia. Nie wiem, czy nie ostatni w Warszawie.

 

WROCŁAW

  • "Antykwariat Szarlatan" - naprawdę magiczne miejsce, wypełnione po sufit książkami. Z ulicy dość niepozorny szyld, ale ciągnie się w głąb kamienicy przez kilka pomieszczeń
  • "Centrum Taniej Książki", blisko pl. Solnego, przy ulicy Ruskiej 2 - kilkadziesiąt procent taniej! Od przewodników, map, literatury dziecięcej, poradników wszelakich, DVD, starych miesięczników, albumów, leksykonów, podręczników do nauki języków - po literaturę. 
  • "Tajne komplety", [K-K] ul. Przejście Garncarskie 2 - doskonały wybór książek, wspaniała kawa i stoliczki, przy których można je przeglądać. Strona internetowa księgarni.

 

ZAKOPANE

  • "Witkacy", Krupówki 29/lok. 6p - może ceny nie najniższe, ale za to obsługa przemiła i superprofesjonalna. Tam po raz pierwszy spotkałam sprzedawcę, który umiał udzielić bardzo wyczerpującej odpowiedzi na pytanie o każdy z tytułów i był chętny doradzić coś niezdecydowanemu kupującemu. Cud może nie nad Wisłą, ale pod Giewontem ;)

 

ZAMOŚĆ

  • "Efemeros", [K-K] przy Rynku - co za design!
  • "Księgarnia im. Leśmiana", [K-K] na samym rynku, obok Muzeum - świetna księgarnia z kawiarnią, znakomicie zaopatrzona, z kompetentnym pracownikiem (przynajmniej ja na takiego trafiłem).

Księgarnio-kawiarnia



poniedziałek, 05 grudnia 2011

Between Two Worlds: Poetry and TranslationDawno, dawno temu pisałam o wystawie dotyczącej mitu miasta Babilon. Jedną z zaskakujących rzeczy zaprezentowanych wtedy w British Museum (które, tak na marginesie, przebija obecnie liczbą odwiedzających wszelkie inne atrakcje turystyczne stolicy) były nagrania z babilońską poezją - rzecz jasna, w miarę współczesne, ale próbujące odtworzyć dźwięk języka starobabilońskiego. Ten pomysł wydał mi się genialny w swojej prostocie, bo poezję przecież trzeba móc usłyszeć. Rozumienie to osobna sprawa - nawet przy tytanicznym wysiłku starobabiloński pozostaje mi niedostępny, ale przynajmniej mogłam wtedy doświadczyć rytmu i rymów dawnej poezji a potem przysłuchać się angielskiemu tłumaczeniu. Przeżycie niezapomniane!

Kiedy zatem parę dni temu zobaczyłam w Times Literary Supplement reklamę tegorocznego projektu British Library Between Two Worlds: Poetry and Translation, od razu wlazłam na ich stronę. Pomysł jest podobny - chodzi o zachowanie oryginalnego brzmienia poezji, z tą różnicą, że mówimy o poezji współczesnej. Na stronie BL  pojawiła się ponad trzydziestka współczesnych poetów, którzy czytają w oryginale i w przekładzie swoje wiersze (mała uwaga, nie wszyscy oferują angielskie tłumaczenia, jak na przykład rosyjski poeta Oleg Boruszko). Świetnie jest posłuchać poezji w tylu językach: perskim, arabskim, pundżabskim, angielskim, rosyjskim, ha, a nawet polskim!

Jestem ciekawa, ilu z Was zetknęło się z poezją Adama Czerniawskiego? To znana postać od "spraw polskich" na Wyspach Brytyjskich, na ile znana w Polsce? Z tego, co wiem, pan Czerniawski prowadził kiedyś warsztaty poetyckie na Uniwersytecie Jagiellońskim, więc jest szansa, że znają go tamtejsi studenci. Ja o tym nazwisku usłyszałam dopiero w Wielkiej Brytanii. Czerniawski oprócz poezji zajmuje się promocją polskiej literatury, sam przekłada na angielski (od Kochanowskiego po Różewicza). W nagraniu dla British Library możecie usłyszeć ponad dziesiątkę wierszy poety, którego głos zdradza już leciwy wiek.

Kto nigdy nie słyszał irackiej poezji, ten ma okazję. British Library prezentuje m.in. Fadhila Assultaniego (tylko część wierszy po arabsku, bo Assultani tworzy też po angielsku). Dla mnie miłym odkryciem było posłuchanie wierszy węgierskiego poety George'a Gömöri, który znany jest z niezwykle szerokiej działalności kulturalno-literackiej, w tym promocji... polskiej literatury. Kilka lat temu spotkałam go na wieczornym seminarium poświęconym tłumaczeniu wierszy Herberta. Rozmowa toczyła się po angielsku. Dzięki British Library mogłam posłuchać jego ojczystej mowej (która, nie ukrywam, jest równie egoztyczna dla mojego ucha jak perski czy arabski...)

Zapraszam do szperania w archiwum British Library na własną rekę. Swoją drogą, gdybyście mieli stworzyć podobny projekt, głos którego z żyjących poetów chcielibyście zachować?

piątek, 02 grudnia 2011

We Need to Talk About KevinŚrody i czwartki jeszcze do niedawna kojarzyły mi się z kinem. Oglądanie filmów późnym porankiem na dużym ekranie miało w sobie coś z grzesznej przyjemności. Miasto w pracy, a my z Belą zasiadałyśmy wygodnie w fotelu na projekcji z cyklu Big Scream (Wielki Krzyk - seanse dla rodziców z dziećmi do roku).

Jesień zdecydowanie upłynęła nam pod znakiem ekranizacji – zaskakująco dużo pojawiło się ich w tym roku. Zdecydowanie najbardziej porażającym był dla mnie film Lynne Ramsay "We Need to Talk About Kevin" na podstawie książki amerykańskiej pisarki Lionel Shriver. Przeszywający, chwilami mrożący dramat psychologiczny o relacji matki z synem. Eva (genialnie zagrana przez Tildę Swinton) jest pisarką free-lancerką. Jej romantyczny związek z Franklinem (w tej roli dość przypadkowo dobrany John C. Reilly) owocuje nagłą ciążą, którą Eva źle znosi. Wkrótce rodzi się Kevin. Eva jest skonana, próbując poradzić sobie z wielogodzinnym płaczem dziecka. Im Kevin staje się starszy, tym trudniejsza jest ich relacja. Eva zaczyna bać się syna, a w Kevinie dojrzewa plan spektakularnego morderstwa. Film znakomicie oddaje atmosferę pozornie statecznego, bogatego domu na amerykańskich przedmieściach. Dotyka trudnego tematu koszmarów macierzystwa i powolnego rozpadu rodziny. Najciekawsze oczywiście jest to, co niedopowiedziane. Czy Kevin urodził się "normalny"? Czy jego psychopatyczna natura to efekt matczynej porażki? Kto tak naprawdę jest tutaj czyją ofiarą? Równie dobrą odpowiedzią może być ta, że takich zależności w ogóle nie można tworzyć. Największą zaletą filmu jest według mnie siła, z jaką drąży relacje rodzinne, totalnie odwracając dynamikę tradycyjnego dramatu, w którym to dorośli przynoszą zło do świata dzieci. "We Need to Talk About Kevin" naprawdę mnie poruszył tragedią rodzicielskiego uwikłania w związek z dzieckiem, z którego nie można się wydostać, bo jak? Inteligently, porażający, świetnie zagrany i ogromem artystycznie wystylizowanych scen – jednym słowem trzeba zobaczyć!

We Need to Talk About Kevin

We Need to Talk About Kevin

We Need to Talk About Kevin

We Need to Talk about Kevin, reż. Lynne Ramsay, 2011, produkcja brytyjsko-amerykańska

***

W tym roku były szpieg i autor niezwykle popularnych książek szpiegowsko-kryminalnych John le Carré doczekał się kolejnej adaptacji filmowej. "Tinker, Tailor, Soldier, Spy" – powieść z 1974 roku przeniósł na duży ekran szwedzki reżyser Tomas Alfredson. Efekt naprawdę genialny! Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sukces tego filmu zamyka się w niezwykle udanej kombinacji brytyjskiej intrygii (bardzo złożonej) ze skandynawską precyzją do budowania napięcia w grze emocji. Zdecydowaną zaletą tej historii szpiegowskiej jest to, że widz wie jedynie tyle, co główny bohater (jeżeli nie mniej) i wspólnie z nim stara się rozwikłać zagadkę. Dzięki temu intryga jest bardziej wiarygodna, a świat tajnych służb pozostaje światem trudnym do spenetrowania, gdzie wpływy i rozkazy krzyżują się, nadpisują i mają sprzeczne znaczenia. "Tinker, Tailor, Soldier, Spy" to zdecydowanie górna półka szpiegowskich thrillerów.

(po projekcji tego filmu zaobserwowałam ciekawe zjawisko u wielu widzów – nagłej potrzeby sprawdzenia w Wikipedii, jaka jest fabuła książki. My z kolei ucieliśmy sobie długą dyskusję z przyjaciółmi, by dotrzeć do sedna intrygi – o wiele przyjemniejsze).

Tinkler Taylor Soldier Spy

Tinkler Taylor Soldier Spy

Tinkler Taylor Soldier Spy

Tinker, Tailor, Soldier, Spy", reż. Tomas Alfredson, 2011

***
Wreszcie dramat historyczny i to za sprawą powieści Charlotte Brontë. "Jane Eyre" niestety mnie rozczarowała. Film owszem posiada dość poruszające sceny w szerokim krajobrazie angielskich wrzosowisk, skalistych wzgórz i potwornego deszczu, ale w sferze emocji nie oferuje zbyt wiele. W książce przecież tyle się dzieje w sercu Jane Eyre i Rochestera! Tymczasem na ekranie mamy raczej cząstkę tego, zamkniętą w konwencji tradycyjnego dramatu. Bohaterowie wydają się jednowymiarowi, brakuje gotyckiej oprawy i dreszczyku.

Co ciekawe parę tygodni temu wyszła nowa ekranizacja powieści drugiej siostry Brontë – "Wichrowych wzgórz". Jeszcze nie widziałam, boję się jednak, że moje wrażenia mogą być podobne do "Jane Eyre" .

Jane Eyre film

Jane Eyre film

Jane Eyre, reż. Cary Fukunaga, 2011

***

Na koniec parę słów o filmie, który pewnie już wszyscy widzieli (zapomnijmy o ekranizacjach). Podobała Wam się "Melancholia" von Triera? Przyznam szczerze, że ja mam mieszane uczucia. Wydaje mi się, że Trier, podążając dwoma ścieżkami: z jednej strony mentalnych uwikłań stanów depresyjnych (tytułowej melancholii) i nerwowych fermentów a z drugiej - spektakularnej katastrofy planet, trochę pod drodze traci cel tej wyprawy. Film próbuje dotrzeć do sedna emocjonalnych zaburzeń – jedna siostra cierpi przecież na depresję a druga na manię. Rodzinna historia musi więc skończyć się katastrofą. Katastrofa jednak wymyka się realistycznym konwencjom psychologicznego dramatu i ukazana jest w symbolicznym zderzeniu dwóch planet. Spektakularne i przede wszystkim dość surrealistyczne zakończenie kreuje w filmie wrażenie przesady i przesłania ciekawie zarysowany w pierwszej części dramat. Oczywiście można myśleć, że ten planetarlny kataklizm dzieje się wyłącznie w głowie głównych bohaterek, że choroba psychiczna a właściwie unicestwienie umysłu musi mieć finał w czymś totalnym i nieziemskim, ale wydaje mi się, że w tym momencie robię Trierowi zbyt dużą przysługę...
Melancholia Lars von Tier

Melancholia Lars von TierMelancholia, reż. Lars von Trier, 2011

 

Zdjęcia scen filmowych pochodzą z różnych serwisów. Dziękuję za użyczenie.

środa, 30 listopada 2011

Strajk generalny na Wyspach BrytyjskichWczoraj byłam na znakomitym wykładzie. Do Oksfordu przyjechała Magda Heydel, znana polska tłumaczka literatury brytyjskiej, którą znacie chociażby z przekładów Virginii Woolf czy T.S. Eliota. Opowiadała o Miłoszowym przekonaniu o nieprzetłumaczalności jego własnej poezji i ścisłej kontroli, jaką sprawował nad każdym angielskim przekładem wierszy. Magda sama dobrze poznała tą szczególną cechę poety, bo pracowała z nim nad tłumaczeniem jego esejów tuż pod koniec jego życia. Interesującym apektem wykładu była dla mnie analiza przywiązania Miłosza do wyłącznie jednej sfery językowej pomimo tego, że mieszkał i tworzył w multietnicznym i wielojęzykowym środowisku (jest to pozycja zupełnie przeciwna do tej, którą zajmuje wielu współczesnych pisarzy m.in. z Chin, krajów arabskich czy Indii, którzy świadomie porzucają swoją narodową mowę i tworzą w języku angielskim, chociaż nie mają nad nim takiej władzy jak nad ojczystym). Rozmawiałyśmy o tym trochę przy kolacji a dzisiaj Magda miała z kolejnym Miłoszowym odczytem pojawić się w Rzymie. Trzymam kciuki, żeby udało jej się dolecieć, bo dzisiaj rzeczy na Wyspach są o wiele mniej pewne. Dziś na Wyspach jest wielki strajk.

Podobno czegoś na taką skalę nie doświadczyła Wielka Brytania od 30 lat. To nic w porównaniu z protestami studentów przeciwko podwyżkom opłat za studia czy tym, co niedawno działo się pod Katedrą św. Pawła. Strajk jest generalny, ponad połowa szkół państwowych dziś zamknięta i pewnie nie ma miasta na Wyspach, gdzie nie pojawili się demonstrujący przeciwko zmianom w reformie emerytalnej (i bardziej ogólnie przeciwko wzrastającej przepaści między pensjami w tzw. państwówce i zarobkami ludzi pracujących w prywatnych firmach finansowych, główie w londyńskim City).

W Oksfordzie pikietujących znalazłam dziś pod budynkiem administracyjnym uniwersytetu, gdzie składa się podania na studia. Choć sprawa dotyczy właściwie życia po 60-tce, większość demonstrujących to ludzie w wieku 20-30 lat. Może emerytura nie jest ich codziennym zmartwieniem, ale z pewnością nie są zadowoleni z tego, jak rząd radzi sobie z kryzysem gospodarczym. Protest jest wybitnie pokojowy – oprócz ulotki zatytułowanej "Stop the great pension robbery" (Powstrzymaj wielką grabież emerytur) otrzymałam płomienny uśmiech od jednej z uczestniczek. Coś grubszego szykuje się na Broad Street (najszerszej ulicy miasta), bo w południe rozstawiano tam wielką scenę pod eskortą konnej policji. Nawet na mojej cichej uliczce znalazła się grupa protestujących. Przejeżdżałam dość szybko samochodem rano, więc zdążyłam wyłowić jedynie duży napis "Koniec ze zdzierstwem".

Strajk generalny na Wyspach Brytyjskich

Strajk antyrządowy w Oksfordzie, Little Clarendon Street

Strajk generalny na Wyspach Brytyjskich

Strajkujący przed budynkiem administracyjnym uniwersytetu

Strajk generalny na Wyspach Brytyjskich

Eskorta policyjna


Protestom przyglądam się jedynie z boku i przyznam szczerze, że na usta cisną się słowa hamletowego Marcellusa o sytuacji w państwie duńskim. Martwi mnie wzrastające niezadowolenie i raczej brak nadziei na nagłą zmianę nastrojów, tym bardziej, że zmiana reformy emerytalnej to dopiero początek rządowych pomysłów na poradzenie sobie z kryzysem...


wtorek, 22 listopada 2011

Zdobywca nagrody Bookera 2011 Julian Barnes Tradycyjnie udało mi się kompletnie przegapić moment publikacji mojego artykułu w Dwutygodniku. Tekst dostępny jest już od ponad tygodnia, nie jest jednak wcale za późno, żeby go przeczytać, bo książka, o której piszę, jeszcze przez pewnie kilka dobrych miesięcy nie będzie dostępna po polsku. A mowa o tegorocznym zdobywcy nagrody Bookera - krótkiej powieści Juliana Barnesa "The Sense of an Ending". Artykuł dostępny jest tutaj.

Zapewniam, że nie zdradzam treści, poza niezbędnym minimum (pozwolę sobie fragmencik przytoczyć - mam nadzieję, że Dwutygodnik nie będzie miał mi za złe):

Głównym bohaterem "The Sense of an Ending" jest Tony Webster, emeryt, który wybrał "życie spokojne": po studiach objechał Stany Zjednoczone, wrócił do domu, zdobył ciepłą posadę, ożenił się, został ojcem, rozwiódł się bez większych emocji. O sobie mówi, że "nie jest złym człowiekiem". To typowy Barnesowski przeciętniak, niewymagający i osamotniony. Barnes nie pozwala mu jednak na spokojną starość.

"Z pewnością nigdy nie próbował nikogo zranić" - czytamy w pierwszej części tej 150-stronicowej powieści. "Pamięć jest jednak niedoskonała. I może płatać figle".

Więcej w Dwutygodniku. Miłej lektury!


czwartek, 17 listopada 2011

W piątek 11-tego listopada jesteśmy z Isabel pasażerkami miejskiego autobusu, który tuż przed jedenastą zatrzymuje się, by o pełnej dwiema minutami ciszy uczcić poległych na wojnach (tak obchodzi się 11-tego listopada na Wyspach). Naprzeciwko nas siedzi opiekunka społeczna z angielską wersją Lukrecji z "Lubiewa" Witkowskiego (oksfordzka Lukrecja  ma przerzedzone włosy koloru śliwki, mocny makijaż i równie mocny zarost. Krótka spódniczka, kolorowe skarpetki i trampki zastępują komunistyczne wdzianko lubiewskiego oryginału).

11.00 - gaśnie silnik autobusu, opiekunka zaczyna głośno objaśniać przyczynę nagłego przystanku.

11.01 - cały autobus słyszał już kilka razy o dwóch minutach ciszy. Nie słyszał jednak żadnej ciszy.

11.02 - autobus rusza. Opiekunka przystępuje do wyjaśniania, dlaczego odjeżdżamy po czym uśmiecha się do Beli i zaczyna nam opowiadać o słodyczach, którymi codziennie raczą się z Lukrecją (różowe, ciągnące gumki). Na koniec podróży życzy mi "Radości z powodu bycia rodzicem!", na co ja jej odpowiadam równie głośnym życzeniem "Miłego dnia!" i rozchodzimy się każda w swoją stronę. Lukrecja szturcha opiekunkę w ramię, wesoło rechocząc, a ja szczypię się w rękę.

Listopadowe maki - symbol pamięciOksfordzcy chłopacy przybrani w czerwone, listopadowe maki (w klapie) - brytyjski symbol pamięci.

środa, 09 listopada 2011

Tate Modern Film Unilever SeriesW tym roku duża zmiana. Po kilku latach wielkich, koceptualistycznych prac (min. Sunflower seeds Ai Weiwei czy czarnego pudła Mirosława Bałki) w Hali Turbin w Tate Modern pojawił się film, a dokładnie nostalgiczna, 11-minutowa, niema produkcja nazwiązująca do początków filmu. Wszyscy, którzy liczą na podobnie spektakularne efekty co w przypadku poprzednich prac, będą, w moim przekonaniu, rozczarowani. Nie chcę jednak przez to powiedzieć, że "Film" jest nieciekawy. Wręcz przeciwnie. Pracę brytyjskiej artystki Tacity Dean można porozkładać na wiele warstw i w każdej doszukać się intrygujących aluzji. Przyglądanie się "Filmowi" przypominało mi trochę zabawę w "Wysielca" (na pewno ją pamiętacie - chodzi o odgadnięcie wyrazu przez odkrywanie liter. W tym przypadku litery trzeba zamienic na obrazy).

Tate Modern Film Unilever Series

Kształt wielkiego ekranu imituje taśmę filmową. Obraz zmienia się na nim po kawałku. Nagle jedna część zmienia się w czerwony kwadrat, potem druga w żółty, by po chwili pokazać coś, co ewidentnie wywołuje skojarzenia z obrazami Joana Miró. Ok, zatem Joan Miró! (udaje mi się uniknąć wiśnięcia) Potem są spadające jajka na tle wielkiego budynku, który jest zdjeciem boku Tate Modern. Jajka, jakie absuralne?! Oczywiście jajka nawiązują do prac brytyjskich surrealistów z początku wieku (znowu uchodzę z życiem). Pojawiają się też najróżniejsze motywy wanitatywne: zachodzącego słonca, spadających liści. I pewnie dziesiątki innych, których najzwyczajniej świecie już nie wyłapuję (jednak wisielec!)

Tate Modern Film Unilever Series

Dobór kadrów każe mi jednak pozostać głównie w czasach modernizmu. Nie bez przyczyny. Bo "Film" Tacity Dean jest przede wszystkim filmem o filmie (w tej epoce rodzi się przecież ruchomy obraz). Artystka  pokazuje jednak coś, co bezpowrotnie mija: jego analogową, niemą formę. "Film" czytam więc jako refleksję nad samym medium. 

Tate Modern Film Unilever Series

Wszystko dobrze. Można tak stać w nieskonczoność w monstrualnych ciemnościach Hali Turbin w Tate Modern i odgadywać nawarstwione znaczenia poszczególnych klatek filmowych. To jednak, co mi przeszkadza, to to, że właściwie nie mam w tym żadnej frajdy. "Filmu" Tacity Dean nie potrafię kontemplować. Mój umysł nie poddaje się magicznej sile medium, bo w tej pracy za dużo jest o samym medium, a za mało treści. Dlatego w tym roku wyszłam z Tate Modern w stanie totalnej obojętności.

Na koniec muszę się pochwalić, że w tegorocznym wydaniu anglojęzycznego czasopisma "Ikonotheka" wydawanego przez Instytut Historii Sztuki (które ukaże się w grudniu) pojawią się moje zdjęcia z Tate Modern prezentujące pracę Mirosława Bałki "How it is".

Tate Modern Film Unilever Series

Tacita Dean "Film", Unilever Series 2011,  Tate Modern

niedziela, 06 listopada 2011

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym CityPrzez ostatnie parę miesiący nie śledziłam na bieżąco wiadomości, a od połowy października, kiedy to wyrzekliśmy się abonamentu telewizyjnego, nie oglądałam właściwie żadnych. I przyznam szczerze, że mi tego wcale nie brakuje. Wczoraj podczas spaceru południowym brzegiem Tamizy teściowa powiedziała mi o antykapitalistycznym proteście, który zaczął się 15 października w Londynie i o którym, rzecz jasna, nigdy wcześniej nie słyszałam. Wiadomość mnie zafascynowała i postanowiłam natychmiast zmienić się z błogiego ignoranta w zaangażowanego obywatela. Poszłyśmy pod katedrę. Katedrę św. Pawła, to jest. Chciałyśmy sprawdzić, czy wciąż tam są.

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City

Namioty protestujących przy katedrze św. Pawła w Londynie

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City

Ogłoszenia, obwieszczenia i hasła protestu

Podejrzewam, że większość z Was słyszała o tym, co stało się w połowie minionego miesiąca w Londynie? Dla tych, który podobnie jak ja trwali w przyjemnej niewiedzy, wyjaśnię, że grupa ludzi postanowiła ruszyć na londyńskie city i doprowadzić do zamknięcia giełdy papierów wartościowych. Tłum miał być podobno nieźle nabuzowany antykapitalistycznymi hasłami, a w szczególności hasłem końca korporacyjnej zachłanności i nieprawdopodobnie wielkim pensjom osób pracujących w dzielnicy finansowej. Z jakiś powodów cel marszu nie mógł być osiągnięty, więc protestujący osiedli na wielkim placu przed katedrą św. Pawła. Osiedli to właściwie za mało powiedziane, bo większość z nich koczuje tam w namiotach.

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City

Nieszczęsny monopol, który prowadzi li tylko do bankructwa i biedy

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City

"Jeżeli przestępcy nie mogą drukować pieniędzy, to dlaczego pozwala się na to bankom?" jedno z haseł protestu

Sprawa przybrała dość ciekawy obrót, kiedy o losie protestujących zaczęły rozmawiać największe głowy kościoła anglikańskiego, a potem dwójka z najbardziej znaczących duchownych katedry św. Pawła podała się do dymisji. Bo protest przeciw bogactwu i zwiększającej się na Wyspach przepaści między najbogatszymi i najbiedniejszymi zaczął powoli dotyczyć też sytuacji kościoła. Widok przepychu kościelnych obrzędów jest też dla mnie niekomfortowy, więc doskonale rozumiem, jak szybko protest przeciwko londyńskiej city mógł zmienić się w protest antyklerykalny.

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City

"Teraz czas prawdziwej demokracji"

Zatem przyszłyśmy na miejsce. Na placu katedralnym namiotów było wciąż mnóstwo, ale znacznie więcej kręciło się jednak gapiów niż protestujących. Atmosfera okazała się dość "poimprezowa". Z wywieszonego przy jednym z namiotów harmonogramu dnia wyczytałam, że większość wydarzeń już się odbyła i rzeczywiście mogły być one na tyle wyczerpujące, że protestujący musieli wieczorem odpocząć (po południu odbył się m.in. marsz na parlament). Jedyną aktywną osobą był chłopak zrobiony na karykaturę Tony’ego Blaira rozdający ulotki z programem (na koszulce miał wielki napis "Proszę zabrać mnie do Hagi). Protestujący, jak szybko zdążyłam zauważyć, mieli też zacięcie antywojenne (Tony Blair wciąż najsilniej kojarzony jest z inwazją Iraku). Był też inny chłopak, który udzielał wywiadu dziennikarce radiowej.

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City

Karykatura Tony'ego Blaira na schodach katedry św. Pawła

Plakaty antykapitalistyczno-pacyfistyczno-socjalistyczne

Obwieszczenia na płocie "chroniącym" wyjście awaryjne z katedry

Ciekawe było dla mnie to, jak różnorodne hasła i żądania mają "ludzie sprzed katedry". Są pacyfiści, greenpeacowcy, antykapitaliści, antyklerykałowie, hipisi, sprzymierzeńcy Palestyńczyków, rewolucjoniści, obrońcy praw Kurdów... Czy oni rzeczywiście wszyscy walczą o to samo? Czy każdy walczy o co innego? Trudno było mi się w tym połapać. Paradoskalnie, będąc w centrum wydarzeń, rozumiałam znacznie mniej, niż gdybym oglądała przekaz medialny. I może tak lepiej. Może lepiej przyjrzeć się samemu i samemu postarać się zrozumieć, a nie liczyć na interpretację z góry. Bo przecież prawda nie jest ani prosta, ani jedna...

Wracając z placu św. Pawła, myślałam o osobowości tych ludzi. Jaką trzeba być osobą, żeby pójść i protestować? Czy może: jak bardzo trzeba być wściekłym, żeby wyjść na ulicę? Choć osobiście nie podoba mi się ani sposób, w jaki poczynają sobie brytyjskie banki, ani konflikt na Bliskim Wschodzie, ani wreszcie wojna w Iraku, nie wyobrażam sobie, żebym dołączyła do koczujących przy katedrze. Być może za mało wierzę w to, że mogłabym coś osiągnąć. Być może za mało boli mnie ta rzeczywistość. Może wreszcie odpycha mnie bycie w dużej grupie, gdzie ginie się wśród wielkości haseł. A może po prostu to wynik łagodnego usposobienia. A może kiedyś się jeszcze zaskoczę...? 

A co zrobilibyście Wy?

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City"Cięcia kosztów wojny, a nie opieki społecznej"

Antykapitaliści koczujący przy katedrze św. Pawła w Londynie, przy finansowym City

 Protestujący w masce Guya Fawksa

sobota, 05 listopada 2011

William GoldingPytanie pierwsze: ile razy wydawcy odrzucili Williamowi Goldingowi rękopis "Władcy much"? Podpowiem, że każda odpowiedź wskazująca na liczbę poniżej dziesięciu jest nieprawidłowa. No dobrze, dokładnej liczby nie znamy, ale wiemy, że co najmniej dziesięciu wydawców uznało tekst powieści za niewarty publikacji. Co stało się z rękopisem, kiedy dotarł do wydawnictwa Faber and Faber? Został odrzucony. Co by się stało, gdyby "Władcy much" nigdy nie przeczytał młody stażem redaktor Charles Monteith? Powieść pewnie nigdy nie ujrzałby światła dzienniego. William Golding nie zdobyłby nagrody Bookera. Nie otrzymałby nagrody Nobla. I pewnie nie byłoby go też na liście "50 najbardziej znaczących, powojennych pisarzy Wielkiej Brytanii".

Zagadką historii jest to, jak co najmniej 10 wydawców mogło się tak strasznie pomylić.

Kto ciekaw jest mniej zagadkowych stron całej historii, powinien koniecznie wpaść do oksfordzkiej Bodleian Library, gdzie w tym tygodniu otwarta została mała, ale pasjonująca wystawa powięcona "Władcy much" (przy okazji celebracji setnej rocznicy urodzin pisarza). Zobaczyć można m.in. sam rzeczony manuskrypt, listy Goldinga do Monteitha dotyczące ustaleń tytułu powieści, a nawet rodzinne zdjęcia pisarza. Gorąco polecam.

***

William Golding
Bodleian Library, gmach główny
Wystawa trwa do 23 grudnia

zdjęcie Goldinga pochodzi z dziennika Guardian (mam nadzieję, że się nie obrażą)

środa, 02 listopada 2011

Guardian Independent Bookshop DirectoryPamiętacie nasz projekt spisu najlepszych księgarni świata, który dzięki Wam wciąż się rozrasta? Otóż okazał się takim hitem, że musiał zainspirować dziennikarzy brytjskiego Guardiana do stworzenia własnej listy. W październikowym, sobotnim wydaniu gazety pojawił się dodatek z najlepszymi niezależnymi księgarniami na Wyspach. Wertowanie guardianowej listy jest ciekawym zajęciem, choć przyznam, że najbardziej interesującą sekcję stanowi wyłącznie Londyn. Ogrom niezależnych miejsc w stolicy może być przytłaczający, więc "Independent Bookshop Directory" rzeczywiście działa jak uspokajający kompres na rozgrzaną głowę. Guardian wspomina m.in. takie legendy niezależnej sceny księgarnianej Londynu jak "Gay's the word" - zalożoną w latach 70-tych księgarnię gejowsko-lesbijsko-transgenderową, właściwie jedyne takie miejsce na całych Wyspach. Kilka lat temu księgarni groziło zamknięcie, bo jej pozycja słabła kosztem internetowych sklepów. "Gay's the word" udało się jednak ocalić, a niedawno czytał w niej fragmenty swojej najnowszej powieści sam Alan Hollinghurst.

 

Gay's the Word, ksiegarnia gejowska w Londynie

Gay's the Word, 66 Marchmond Street, Londyn


Guardian Independent Bookshop Directory

Przewodnik Guardiana po niezależnych ksiegarniach

Jedną z księgarni, która była moim letnim odkryciem, jest "The Bookshop" mieszcząca się w jednym z niewielkich, historycznych miasteczek Anglii – East Grinstead. Wspominam ją przed wpisaniem jej na naszą listę dlatego, że to dość unikatowe miejsce wymaga osobnej wzmianki głównie ze względu na swój charakter. "The Bookshop" ma idealnie zachowaną atmosferę strychu (zwłaszcza na pięterku)  i doskonale zakonserwowany klimat tzw. tea roomu - czyli staroświeckiego miejsca serwującego tradycyjną, popołudniową herbatę. Ruch niewielki, obsługa przyzwoita, wybór ciekawy. Zdecydowanie polecam, jeżeli znajdziecie się w okolicy. Uroku dodaje też to, że księgarnia mieści się  na ulicy, przy której mieści się najwięcej historycznych domów z czasów Tudorów. Księgarnia znajduje się też na guardianowej liście (czyżby dziennikarze gazety mieli też dostęp do moich prywatnych notatek?!).

Księgarnio-kawiarnia East Grinstead

The Bookshop, High Street, East Grinstead

Księgarnio-kawiarnia East Grinstead

Schody są wygodnym miejscem do wertowania zasobów regałów i czytania

Inne sekcje katalogu Guardiana są już nieco rozczarowujące. Nie ma niezwykle wąskiej i znakomicie zaopatrzonej księgarni z Yorku, Cambridge nie pojawia się na liście wcale, a przy Oksfordzie brakuje genialnej Albion Beatnik, do której od jakiegoś czasu zaczęłam wpadać na przerwę na lunch i która z pewnością jest jedną z najlepszych niezależnych księgarni na Wyspach. Ba, jest właściwie moją ulubioną księgarnio-kawiarnią z prężnym programem muzyczno-poetyckim.

Albion Beatnik Bookshop, Oksford

Kawiarniana część Albionu

Albion Beatnik Bookshop, Oksford

Właściciele: pani i pies

Albion Beatnik Bookshop, Oksford

Druga część księgarni z widokiem na Walton Street

Albion prowadzi swój klub książki, organizuje koncerty jazzowe, zrzesza poetów. Przede wszystkim jest cudownym miejscem, w którym można uciec od miasta i poczytać. I za to uwielbiam go najbardziej (herbata jaśminowa jest tylko bonusem).

Czasami gra tam też ta pani:


Sarah Gillespie, brytyjsko-amerykańska piosenkarka jazzowa i autorka tekstów

Przez chwilę po głowie krążyła mi myśl, żeby stworzyć spis najlepszych księgarnio-kawiarni, ale przecież sporo ich już mamy na naszej niezależnej liście, więc wystarczy, że je czymś odznaczę. Na pewno nie spisaliśmy jeszcze wszystkich najlepszych, więc czekam na Wasze propozycje (i uwaga uwaga, dziennikarze Guardiana ostrzą swoje ołówki, więc wiecie czego się spodziewać w najbliższym czasie w ich dodatku, prawda?)

czwartek, 27 października 2011

1.Angielka ze wschodnio-południowego pasa Wysp po rozmowie kwalifikacyjnej z Pakistanką, którą nazywa "Azjatycką kobietą":
- Koszmar, koszmar, koszmar, dla tej kobiety nigdy nie będę pracować.
- ???
- (brak odpowiedzi na pytanie) Opowiedziałam o rozmowie mojemu chłopakowi, który pracuje w policji w dziale Różnorodności kulturowo-etnicznej (Ethnicity and Diversity) i on mi poradził, żebym nie przyjmowała tej pracy, bo ta Azjatycka kobieta będzie mnie kasować za wszystko, włącznie z ciastkiem, które zjem na terenie jej domu.

2. Kuwejtczyk prowadzący sklep z czekoladkami, które produkuje w Belgii i których przeważającą większość eksportuje do sześciogwiadkowych hoteli na Półwyspie Arabskim:
- Edukuję, edukuję, edukuję Anglików, bo nic o czekoladkach nie wiedzą*, ale ich nie zatrudniam. Leniwi, nieuczciwi. I do tego rasiści, straszni rasiści.
(pracują za to u niego dwie Polki)

*Podstawowa wiedza o czekoladkach:
- kupować tylko te na wagę, bo są świeże
- średnia długość życia czekoladki to trzy tygodnie, nie więcej
- wszystkie pakowane czekoladki zawierają znacznie więcej cukru niż niepakowane i przez to mogą leżeć na półkach sklepowych znacznie dłużej (kosztem własnej świeżości)

(adres sklepu z czekoladkami u autorki bloga)

 

Targ warzywny, Oksford

Na straganie w dzień targowy

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi

Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
Wyspy dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie bądź wykorzystywanie treści bloga bez zgody autorki jest zabronione.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac