środa, 23 lutego 2011

PEN Atlas of World LiteratureZ niepokojem ślęczę ostatnio nad gazetami, czytając doniesienia z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Przeraża mnie liczba ofiar starć z dyktatorskimi rządami, cieszy każda nadzieja na obalenie starego reżimu i perspektwa zmian. Zauważyłam, że od kilku dni trwa cicha wojna między dziennikami o to, kto dotrze głębiej w jądro ciemności i przywiezie stamtąd bardziej soczystą relację. Podziwiam odwagę i upór reporterów, zwłaszcza w relacjonowaniu wydarzeń w Libii, do której tak trudno jest się dostać. Czytam i czytam, ale wcale nie wiem więcej o tym, czym, poza bieżącą polityką, żyją te kraje. Dlaczego oprócz wojennych doniesień, nikt nie pokusi się o przybliżenie tematów nie związanych z konfliktem? Czy ktokolwiek zna literaturę Bahrajnu? Czy wiadomo jak działa rynek książki w Libii? Co czyta się w Jordanii?

Zaczęłam szukać i znalazłam całkiem ciekawy projekt w sieci, który odpowiada na większość pytań. Nazywa się PEN Atlas of World Literature - wbrew nazwie nie jest globalnym projektem, ale, bynajmniej na razie, skupia się na podsumowaniu literackiej kultury krajów arabskich i przedstawieniu ich najważniejszych współczesnych pisarzy. Projekt zawiera krótkie opisy kulturalno-literackiej sceny 23 krajów z rejonu Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Arabii. Arabistom pewnie nie zaimponuje, ale tym, którzy nie znają arabskiego, a interesują się kulturą tamtego regionu, na pewno wyda się ciekawy.

Kiedy czytałam w niedzielę doniesienia z buntującego się Bahrajnu, zdałam sobie sprawę z tego, że oprócz nazwy stolicy nic nie wiem o tym kraju. Ani razu przez ostatnie kilka lat nie natknęłam się na relację stamtąd. Tymczasem w PEN Atlas of World Literature wyczytałam kilka interesujących faktów. Kto by przypuszczał, że właśnie w tym małym kraju wydaje się najwięcej książek na mieszkańca w całym świecie arabskim (123 w 2005 roku na 700 tys. obywateli, co, jak łatwo przeliczyć wynosi 1,7 książki na głowę. Nieźle! Z kolei średnia w krajach arabskich to 7 książek na milion (!) ludzi).

Projekt jest bardzo ciekawy, bo przywołuje sylwetki najważniejszych współczesnych pisarzy i poetów. Każdy ma osobą podstronę, która zawiera nie tylko opisy, ale też zdjęcia i multimedia. Można na przykład obejrzeć wideo z Qassimem Haddadem, poetą z Bahrajnu.

Mogę sobie wyobrazić, że zbieranie informacji do projektu wcale nie jest takie proste, bo wiele z krajów przez lata pozostawała zamknięta dla ciekawskiego oka Zachodu. Co więcej, w wielu krajach publikowanie i spotykanie się z czytelnikami jest przez rząd uniemożliwiane. Jakimś cudem twórcom udaje się migrować do sieci i prowadzić tam wirtualne życie kulturalne, docierajać przy okazji do większej grupy czytelników. Dla przykładu libijscy poeci i pisarze często właśnie w internecie publikują swoją twórczość. W kraju istnieją co prawda wydawnictwa, ale najważniejsze z nich kontrolowane i cenzurowane są przez rząd. Libia wydaje 120 nowych tytułów rocznie, co jest niewiele na 6,5-milionowe państwo.

Olivera brat parę tygodni temu przeprowadził się do Jordanii. Na początku lutego śledziliśmy na bieżąco wiadomości z Bliskiego Wschodu i nie byliśmy pewni, czy jego planowany wyjazd rzeczywiście dojdzie do skutku. Wtedy w Jordanii pojawiły się pierwsze protesty w stolicy. Na razie jest spokojnie jednak, chociaż Jordania od lat rozrywana jest przez polityczny konflikt północy z południem i wielu już wróżyło jej podział. W kraju panuje cenzura, król jednak stara się, przynajmniej w ostatnich latach, polepszyć sytuację kulturalną kraju. PEN Atlas of World Literature wspomina o jego planach zorganizowania dużego festiwalu literackiego w Petrze. Czy on się jednak wydarzył? Czy rzeczywiście pojawili się na nim Hanana al-Shaykh i Vikram Seth? Tu właśnie objawia się słabość projektu. PEN Atlas of World Literature zaczął powstawać w 2009 roku, miał ambicje bycia globalnym atlasem literackim, w tworzeniu którego  mieli być zaangażowani wszyscy zainteresowani. Tymczasem wygląda na to, że para z maszyny uszła i projekt stanął w miejscu. Wielka szkoda. Mam nadzieję, że to tylko chwilowa przerwa, a wydarzenia w krajach arabskich nie pozostawią w nas tylko obrazów zakrwawionych protestujących, ale zainspirują do spojrzenia na dorobek kulturalny tych państw.

wtorek, 22 lutego 2011

Kobiety Radżastanu

Od paru tygodni w dość chaotyczny sposób robię porządki. Segreguję zapiski popełnione w podróży. Jestem wciąż przy Indiach. Przejrzałam ostatnio zdjęcia, na których często pojawiają się radżastańskie kobiety. Na swojej drodze spotkałam ich wiele, jednak tylko z kilkoma udało mi się porozmawiać. Nie znałam ani hindi, ani radżastańskiego. Bez żadnego z tych języków naprawdę trudno o kontakt z miejscowymi w tym jednym z najbiedniejszych i konserwatywnych stanów Indii, gdzie system edukacji kobiet pozostawia wciąż wiele do życzenia.

W jednym z radżastańskich miast kupiłam książkę do nauki hindi. Pan sklepikarz uśmiechał się szeroko, kiedy za nią płaciłam. Nauczyłam się z niej kilku podstawowych zwrotów. W całej książce nie mogłam znaleźć jednak nigdzie słowa 'dziękuję'. Sprawdziłam je dopiero na jednej ze stron internetowych w miejskiej kawiarence. Kiedy indyjską herbatę z mlekiem i przyprawami masala chai podała mi jedna z Radżastanek mieszkająca we wiosce za Dongarpurem, skąd wracaliśmy i u której przypadkowo się zatrzymaliśmy, podziękowałam jej za napój w jej języku. Otrzymałam za to zdziwione spojrzenie. Jak wyjaśniła mi potem koleżanka z Delhi, ten tak mocno zakorzeniony w naszej kulturze zwrot, w Indiach raczej nie funkcjonuje w życiu codziennym. Jeżeli jesteś za coś komuś wdzięcznym, to zamiast słowa, okaż to gestem: podarunkiem, datkiem czy napiwkiem.

Kobiety na ulicach Udaipuru

Nastolatki na ulicach Udaipuru

Cyganie nad brzegami jeziora Udaipur

Rodzina Cyganów nad brzegiem jeziora Pichola

Indyjskie kobiety

Hinduski w Jaisalmerze, północy Radżastan

Kobiety Radżastanu

W drodze do domu

Radżastańskie kobiety rzadko znają angielski. Jedynie dziewczynki z zamożnych rodzin, pochodzące głównie z wyższych kast i mieszkające w miastach wysyła się do szkół z nauką języków obcych. W Udaipurze spotkałam jedną kobietę (z kasty braminów), która dobrze władała angielskim. Była to dla mnie miła niespodzianka.

Ze znajomością języka można dotrzeć znacznie głębiej, zrozumieć i dowiedzieć się więcej. Bez niej komunikacja jest jednak wciąż możliwa, a powiem nawet więcej, potrafi być zaskakująco przyjemna. Wystarczy, że chcemy wyjść na spotkanie nieznanej osobie.

Kiedyś szliśmy sobie polną drogą w szerokiej głuszy Radżastanu, kiedy z pola wyłoniły się dwie kobiety. Obie niosły na plecach chrust. Słońce już zachodziło, więc pewnie wracały do swojej wioski. Szły na przeciwko nas. Podziwiałam ich zjawiskowe stroje, okalające ich smukłe sylwetki. Widziałam, że przyglądały się mi, moim szerokim spodniom i ramionom owiniętym ciepłą, jednobarwną chustą. Przez parę minut zbliżałyśmy się do siebie, nie spuszczając z siebie wzroku. Kiedy były już bliżej, ukłoniłam się im, mówiąc namaste. Otrzymałam w zamian ciepły uśmiech i równie przyjazne pozdrowienie, którego nigdy nie zapomnę. Jedno słowo, jeden gest, a nagle byłyśmy tak blisko.

Sprzątająca, Jaisalmer

Poranne porządki

Sprzedająca, Dongarpur

Targowanie, Dongarpur

Zamyślona, Pałac Monsunów, Indie

Zamyślona, pałac Monsunów, okolice Udaipuru

Radżastan to inaczej kraj kolorów. Jest wielkości Polski. Żyje głównie z rolnictwa i turystyki. Często w politycznych debatach w Indiach pojawia się w kontekście zacofania, choć wskaźnik piśmiennictwa nie jest tam jeszcze na najniższym poziomie. Wynosi 61%. W przypadku kobiet jest znacznie mniejszy.

Radżastańskie kobiety nie mają łatwo. Wydawane są za mąż bardzo wcześnie. Jedno z indyjskich badań podaje, że aż 56% Hindusek zostało mężatkami przez piętnastym rokiem życia, 14% - przed dzięsiątymi urodzinami. W Radżastanie wciąż popularne jest aranżowanie małżeństw, kiedy para młoda wciąż jest w dziecięcym wieku (ceremonii dokonuje się podczas festiwalu Akha Teej). Chociaż tradycja nakazuje, żeby rodzina kilkuletniej panny młodej zatrzymała ją w domu aż do okresu dojrzewania, często ten nakaz jest łamany. Dziewczynki 6-7-letnie wysyłane są do domu męża i tam od tak wczesnego wieku zajmują się uprawą pola, gotowaniem, sprzątaniem, a ich los niewiele różni się od losu służącej.

Przejeżdżając przez radżastańskie wsie, przykro mi było obserwować dwie rzeczy: jak nagle wioski zaczęły brzydnąć, kiedy pojawił się w nich beton i zamiast tradycyjnych domów ze strzechą zaczęto budować kwadratowe, zimne bunkry, i kiedy wieczorami mężczyźni upijali przy sklepach z tanim alkoholem (głównie whisky bardzo złej jakości albo "angielskim winem", bo takim mianem, jak udało mi się potem rozszyfrować tą zadziwiającą nazwę, określano każde eksportowane ze Starego Kontynentu wino).

Alkohol to duży problem wielu radżastańskich małżeństw. Kobietom rzadko udaje się unikąć domowej przemocy. Nie mają jak wydostać się z zawartego w dziecięcym wieku związku - nie mają gdzie wrócić, a pomoc prawna dla nich oferowana jest jedynie w dużych miastach, gdzie działają zachodnie organizacje charytatywne.

Kobiety nie mają też dostępu do opieki zdrowotnej, jeżeli nie mają zgody męża bądź jego rodziny na udanie się na konsultacje medyczne. Same nie mogą opłacić sobie lekarzy.

Tancerki, Udaipur

Tancerki wykonujące tradycyjny radżastański taniec weselny

Uczennice, Indie

Dzieci w drodze do szkoły, Jaisalmer

Sprzedawca kukiełek z córką

Sprzedawca kukiełek z córką

Sprzedające, Dongarpur

Poranny targ

Radżastańskie rodziny są na ogół wielodzietne (za wyjątkiem tych, mieszkających w miastach, gdzie para może decydować się na posiadanie tylko jednego dziecka). W jednej z wiosek we wschodniej części stanu widziałam podwórka z kilkoma dziećmi, które miały na sobie tylko strzępy ubrań, a ich włosy wyglądały tak, jakby nigdy nie były myte. Każde miało jakieś zadanie do zrobienia: przyniesienie wody ze studni w centrum wsi, zapędzenie drobiu do zagrody, wymycie garnków. Żadne z nich nie wyglądało na szczęśliwe, żadne nie odpowiedziało na mój uśmiech.

Jak wskazują badania, na 1000 urodzonych dzieci, 73 umiera w wieku niemowlęcym, 103 poniżej piątego roku życia. Dwie trzecie dzieci poniżej 4 roku życia jest poważnie niedożywiona.

Sprzedająca, Dongarpur

Popołudniowe zakupy

Sprzątająca, Dongarpur

Sprzątająca

Indyjska rodzina, Jaisalmer

Rodzinna dyskusja

Sprzedająca kwiaty przy świątyni Wisznu

Sprzedawczyni religijnych wianuszków

I jak po takiej wizycie nie chcieć pomóc? Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłam po przyjeździe z Indii, to poszukiwania organizacji pomagających dzieciom bądź kobietom w Radżastanie. Bardzo źle się jednak za to zabrałam. Przeszukiwałam internet, a tam, jak łatwo sobie wyobrazić, grasuje wiele oszutów, podających się za prowadzących ośrodki pomocy. Wystarczy spojrzeć na to, jak działa u nich system składania datków, by się przekonać, z kim ma się do czynienia. W pewnym momencie zniechęciłam się do internetowych poszukiwań. Opowiedziałam o nich teściowej, a ta z kolei wspomniała o ośrodku dla samotnych mam z dziećmi, który wspiera od kilkudziesięciu lat. Postanowiłam się przyłączyć. Tylko że ten ośrodek mieści się w Bangladeszu, a nie Indiach. O tobie, Radżastanie, jednak wciąż pamiętam.

Poranne zakupy, Jaisalmer

Poranek w Jaisalmerze

niedziela, 20 lutego 2011

Książkowa mapa LodnynuCo za dziwne uczucie zobaczyć, że pomysł, który chodził mi po głowie, ktoś już wcześniej zrealizował. Z jednej strony cieszę się, że mogę go sobie pooglądać i ocenić. A z drugiej nie mogę odżałować, że nie zabrałam się za niego wcześniej. Ech, mogłam być pierwsza...! Ach, ale to świetnie wygląda! A wzdycham właśnie nad interaktywną, książkową mapą Londynu.

Pomysł jest prosty, ale bardzo efektowny. Wystarczyło wziąć zwykłą mapę miasta według Google i nanieść na nią książki traktujące o mieście. Wygląda to właśnie tak:

Książkowa mapa Lodnynu

Na powyższym kawałku mapy mamy i Brick Lane, i wschodni Londyn (East End) i kawałek północnego brzegu Tamizy. Książek sporo, choć relatywnie mało w porównaniu z tym, jak wygląda mapa okolic Covent Garden:

Książkowa mapa Lodnynu - Covent Garden i okolice

Mapa tak jest zaprojektowana, że po najechaniu na każdą z okładek wyświetla się małe okienko z informacją, co to za książka i o czym traktuje. Książki można też wyszukiwać przez listę publikacji (dość męczące przy kilkuset tytułach) bądź przez wpisanie kodu pocztowego danej dzielnicy Londynu (pomysł świetny, ale użyteczny tylko dla tych, którzy wiedzą, jak działa system kodów pocztowych w mieście. Zainteresowanych odsyłam do Wikipedii).

Na literackiej mapie Londynu jest w tej chwili umieszczonych ponad 400 książek. Imponujące. Książkowy plan miasta to jednak spory misz-masz. Umieszczone są w nim zarówno powieści współczesne jak i dawne, opracowania historyczne, architektoniczne, a nawet przewodniki, więc wyszukiwanie publikacji o interesującej nas dzielnicy potrafi być dość karkołomne, jeżeli chcemy wyłowić jedynie współczesne obrazy literackie. Zresztą ze współczesną literaturą jest na mapie dość krucho. Brakuje jej chociażby literackiego obrazu Edgware Road (o wydanej w 2001 roku powieści Hanany al-Shaykh "Only in London" pisałam tutaj). Warto byłoby na mapę też nanieść zeszłorocznego zwycięzcę nagrody Bookera "The Finkler Question" - książka powędrowałaby w okolice Holborn i Hampstead Heath. Wcześniejszy Booker - "Wolf Hall" znalazłby się i w okolicach Putney i Liverpool Street. Z kolei najnowsza powieść Moniki Ali, którą recenzowałam tutaj zajęłaby okolice Victorii i Piccadilly. Przykładów można by mnożyć...

"Moją" mapę wyobrażałam sobie raczej jako stricte literacki przewodnik, głównie z nastawieniem na literaturę współczesną, która tak chętnie wybiera sobie Londyn za miejsce akcji. Planowałam też, że byłby to nieustannie aktualizowany plan miasta.

Mapa "Books in London" jest jednak bardzo dobrym źródłem londyńskich wędrówek w czasie i przestrzeni, dlatego gorąco polecam chociażby przejść się wirtualnie po literackim mieście. "Books in London" dostępna jest tutaj. Mapę przygotował Book Trust w ramach akcji Get London Reading, która odbyła się dwa lata temu.

A jak wyglądałaby literacka mapa Waszego miasta/miejsca/okolic? Kto by się na niej znalazł? A kogo chcielibyście tam znaleźć? Mnie marzyłaby się na przykład oksfordzka powieść według JM Coetzee...

czwartek, 17 lutego 2011

Jewish Book FestivalOdbywający się co roku w Londynie Jewish Book Week (Żydowski Tydzień Książki) ma wypełniony po brzegi program. Dominują spotkania z autorami żydowskiego pochodzenia z całego świata (z cyklu Travel Round the World), dyskusje na temat historii narodu i Holocaustu. W tym roku dodatkowo dużo uwagi poświęca się konfliktowi izraelsko-palestyńskiemu. Program otrzymałam już jakiś czas temu, ale dopiero teraz przejrzałam go do końca. Chciałabym polecić szczególnie kilka książkowych popołudni i wieczorów:

Simon Sebag Montefiore "Jeruzalem: The Biography"  (sobota, 26 lutego 19:30)
Montefiore jest potomkiem jednego z założycieli współczesnej Jerozolimy i biografem miasta. Podczas spotkania będzie opowiadał o współczesnym, jerozolimskim konflikcie religii. To spotkanie oficjalnie otworzy Jewish Week Book.

"Stefan Zweig: Words and Music" (niedziela, 27 lutego 17:00)
Podczas wieczornego spotkania profesjonalni aktorzy będą czytać wybrane fragmenty prozy Zweiga, przeplatane muzyką z jego domowej kolekcji.
W zeszłym roku byłam na podobym wieczorze w ramach Jewish Book Week, który poświęcony był recytacji tekstów Schulza, Tuwima, Leśmiana przy akompaniamencie muzyki  klezmer, wykonanej przez londyński zespół. Aranżacje muzyczno-słowne były naprawdę świetne (zdecydowanie przewyższyły moje oczekiwania), więc myślę, że i w tym roku warto pozwolić zmysłom poddać się sile połączenia dwóch muz.

"The Hare with Amber Eyes" – spotkanie z Edmundem de Waalem (poniedziałek 28 lutego 20:30)
Tytuł spotkania to tytuł książki de Waala, którą niedawno przeczytałam i którą serdecznie polecam. To piękna i niezwykle dramatyczna próba odtworzenia dziejów jednej z najbogatszych i najbardziej wpływowych rodzin żydowskich w Europie sprzed II wojny światowej. De Waal jest jej potomkiem, który odziedziczył rodzinną kolekcję japońskich figurynek netsuke. Tropiąc historię rodzinnej pamiątki, de Waal zabiera czytelnika na wyprawę po XIX wiecznym Paryżu, Wiedniu z okresu międzywojnia oraz powojennego Tokio i angielskiego Tunbrige Wells. Opowieść jest bardzo osobista, przejmująca i tragiczna. Mam nadzieję, że uda mi się o tej książce wkrótce napisać.

"Haunting Memories and Fractured Identities" (środa, 2 marca 13:00)
Pod takim hasłem odbędzie się rozmowa z Julyą Rabinovich, o spotkaniu z którą pisałam w notce z European Literature Night. Niedawno ukazało się angielskie wydanie na poły autobiograficznej powieści pisarki – angielski tytuł to "Splithead". Książka zapowiadała się bardzo ciekawie. Może znajdzie i polskiego wydawcę?

"Jellyfish" (czwartek, 3 marca, 13:00)
Projekcja filmu, który wyreżyserował Etgar Keret wspólnie ze swoją żoną Shirą Geffen. Film opowiada trzy historie kobiet z Izraela: młodej kelnerki, panny młodej i filipińskiej opiekunki.

"Last Word" – spotkanie z Howardem Jacobsonem (niedziela, 6 marca, 20:00)
Jacobsona już nie trzeba przedstawiać. Zeszłoroczna nagroda Bookera za powieść "The Finkler Question" przyniosła mu międzynarodową sławę. Jego zwycięzką książkę przeczytałam pod koniec zeszłego roku i była to jedno z większych literackich zawodów 2010 roku. "The Finkler Question" to średnia powieść z przerysowanymi bohaterami, którzy, zwłaszcza w przypadku głównego bohatera bardzo lubią się powtarzać. Wkrótce napiszę o niej więcej. Przestrzegam jednak tych, którzy liczą na powieść z górnej półki...

W tegorocznym programie festiwalu nie ma już akcentów stricte polskich. W poprzednim roku oprócz fragmentów polskiej prozy organizatorzy zaproponowali przemiłe spotkanie z Pawłem Huelle, o którym wspomniałam na blogu i szerzej pisałam w pierwszym numerze Archipelagu.

Na koniec dodatkowa uwaga: wszystkie spotkania z pisarzami podczas Jewish Book Week są płatne (ceny od 8-12 funtów). Przy tak różnorodnym programie i sporej liczbie wydarzeń można więc mocno uszczuplić kieszeń. Na miejscu w Bloomsbury będzie działać też księgarnia Blackwell's i z pewnością będzie można tam kupić książki wszystkich zaproszonych gości.

Jewish Book Week 26 lutego – 6 marca 2011, Bloomsbury, Londyn

niedziela, 13 lutego 2011

Bookarnia, SopotTadeusz Peiper niegdyś wygrywał pieśń współczesności zamkniętą w 3M: Mieście, Masie i Maszynie. Nie chcę, broń boże, iść z Peiperem w zawody i diagnozować współczesnej cywilizacji. Skromnie jedynie zanucę o przyszłości księgarni. A potrzebne mi do tego będzie 3K: książka, kawa i kanapa, bo współczesne księgarnie coraz częściej zmieniają się w czytelnio-kawiarnie. Do nich przychodzi się zasiąść w wygodnym fotelu, wybrać lekturę z półki i zapić ją kawą bądź winem. Niekoniecznie w tym menu jest miejsce na zakup, nie wspominając już o księgarzu znającym każdą ze swoich literackich owieczek niemalże na pamięć. Współczesne księgarnie typu 3K mają swój urok. Mają też ambicję przejęcia roli literackich kawiarni.

Siedząc w trójmiejskiej kafejce nad morzem z kolegą ze studiów, wspominaliśmy uniwersyteckie czasy. Wspominaliśmy Sopot i zgodnie przyznaliśmy,  że upadek miasta zaczął się wraz z zamknięciem Kawiaretu – kawiarni literacko-jazzowej, do której chodziło się poczytać, pogadać i posłuchać. Teraz nie ma podobnego miejsca na całym Monciaku i z pewnością nie będzie, bo zmierzająca do morza główna ulica przejęta została przez minimalistyczny i szybkokonsumpcyjny typ lokalu (może jeszcze poza Błękitnym Pudlem). Na Monte Cassino straszy też księgarnia, cudem ocalała z czasów komunistycznych, w której próżno szukać czegokolwiek poza znanym dobrze zapachem wyleniałego linoleum. Kultura kawiarni pojawia się dopiero poza Monciakiem, a dokładnie na Haffnera w postaci Bookarni. Jest to właśnie księgarnia typu 3K.

Bookarnia działa już ponad dwa lata. Jest niewielka, nowocześnie urządzona i z takim samym zapałem podchodzi do wyposażenia półek w literaturę współczesną, co w przygotowanie dobrego cappuccino. Małe miejsce gwarantuje spokój, a fotel na antresoli dodatkowo przyjemny widok na piętrzące się poniżej książki.

Bookarnia, Sopot

Do Bookarni wybrałam się w jedno z zimowych, ale słonecznych popołudni.  Byłyśmy trzy: trzymiesięczna córa, przyjaciółka i ja. Ruch był przyjemnie niewielki. Wolna kanapa przy schodach ulokowała mnie zaraz na przeciwko "Ballad i romansów" Karpowicza, które udało mi się nieco podczytać. Obok była Sylvia Plath. Nad głową cała masa grzbietów wydawnictwa Czarne. Próbowałam zrozumieć porządek, według którego układane są książki, ale trudno było mi znaleźć jakiś klucz. Obsługująca bar i zamówienia książek sympatyczna studentka logopedii wyjaśniła, że książki dzielą się dość luźno według gatunku i wydawcy. Biografie przy oknie, poezja po drugiej stronie, kryminał przy schodach, seria z Miotłą na dwóch górnych półkach.

Bookarnia, Sopot

Mocną stroną Bookarni jest literatura piękna, a dokładnie jej współczesne wydania. Siedziałam przy całkiem sporej liczbie dopiero co wydanych książek, które bardzo chciałam przeczytać. Z kolei półki z poezją są mniej atrakcyjne, bo wybór jest nieduży. Siedząc przy powieści Sylvii Plath, pomyślałam o jej wierszach i chciałam skorzystać z okazji, że jestem w Polsce i podejrzeć polskie tłumaczenie, ale niestety żadnego tomiku nie było na półce. Książkę mogłam jednak zamówić. Bookarnia chętnie i z tego, co zdążyłam się zorientować, często realizuje zamówienia na książki.

Bookarnia, Sopot

W Bookarni czułam się trochę jak w pracowni – tam można poczytać, popisać albo najzwyczajniej w świecie się zadumać, przeszywając witrynę księgarni dalekim wzrokiem. Porządna kawa jest na wyciągnięcie ręki, świeże ciastko tuż obok, a wygodna kanapa pozbawia skłonności do podejmowania pochopnych decyzji. Szelest przekładanych kartek, syczenie kawowego ekspresu, szmer rozmów w rogu... Hmmm, kto się dosiada?

Bookarnia, Sopot

Bookarnia, Sopot, ul. Haffnera 9

 

***

Inne opowieści o księgarniach:
Oksfordzkie księgarnie w trzech odcinkach: 1, 2, 3
Paryska Shakespeare and Company

czwartek, 10 lutego 2011

World Book NightNiedawno zapowiadałam, że na początku marca będziemy obchodzić w Wielkiej Brytanii Światową Noc Książki (World Book Night). Podczas celebracji wielkiej bukinistycznej nocy rozdanych zostanie milion książek, a ja niedawno dowiedziałam się, że zostałam jednym z 20 tysięcy dawców! Akcja jest nie tyle wspaniała, co szalona. Do organizatorów napłynęło ponad 24 tys. zgłoszeń z całych Wysp (w tym z Irlandii Północnej), które rozpatrzono jedynie w tydzień. Kilka dni później dostałam kolejnego maila z propozycjami, gdzie w Oksfordzie chciałabym odebrać 48 egzemplarzy wybranej przeze mnie książki "A Fine Balance" Mistry'ego. Na stronie World Book Night pojawiła się lista oksfordzkich miejsc ze wskazówką o dokładnym dystansie między księgarnią a moim domem. W kilka sekund wybrałam najbliższą księgarnię, a zaraz potem nadszedł mail z wiadomością, że książki będą czekać na mnie pod koniec lutego w Blackwell Bookshop w mojej dzielnicy. "Mówisz, masz" – cisnęło się na usta. Podziwiam inicjatywę, a jeszcze bardziej jej stronę organizacyjną, bo rozesłanie miliona książek w 20 tys. różnych miejsc w kraju o powierzchni prawie 245 tys. km² jest nie lada wyzwaniem. Brytyjczycy lubią jednak takie sprawdziany, a ja ich za to uwielbiam.

Nie zdecydowałam jeszcze do końca, gdzie dokładnie powędruje 48 egzemplarzy "A Fine Balance". Z pewnością część z nich wzbogaci kolekcje małych bibliotek w hrabstwie Oxfordshire. Myślę o tym, żeby kilka książek wysłać do polskich bibliotek – czy są jacyś chętni? Proszę o kontakt na adres emailowy. Jeden egzemplarz chciałabym powierzyć czytelnikom "Tygla". Kto ma ochotę poczytać Mistry'ego? Gorąco polecam! Kto lubi powieść w klasycznej formie, z pewnością się nie zawiedzie.

A Fine Balance

Wszystkim życzę udanego czuwania przy książce nocą 5 marca! :)

Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...