środa, 12 listopada 2014

Druga amerykańska wyprawa

Jest grudzień 1867 roku. Dickens szykuje się do drugiej wyprawy do Ameryki. Jest fenomenalnie sławny po obu stronach Oceanu. Oficjalnie jedzie z serią odczytów swoich powieści, które na Wyspach zrobiły furorę. Nieoficjalnie planuje przemycić swoją kochankę Nelly i wspólnie z nią podróżować, z dala od natrętnych oczu wiktoriańskiego społeczeństwa. Plan jest taki: statkiem przypłynąć do Bostonu i posłać do Nelly telegram, jak tylko rozezna teren. Umawiają się na prosty szyfr. Jeżeli wiadomość będzie brzmiała "wszystko jest dobrze", to dziewczyna spakuje kufry i dołączy do Dickensa. Jeżeli pojawi się tam zwrot "jestem cały i zdrowy", wtedy Nelly zostanie w domu - we Florencji, dokąd wysłał ją Dickens. Nelly - Ellen Ternan - jest od niego o 27 lat młodsza. Poznali się na przedstawieniu, które Dickens oglądał na północy Anglii. Dziewczyna pochodzi z aktorskiej rodziny. Jej matka i dwie siostry występują na scenie. Nelly też. Odkąd Dickens dostrzegł ją w teatrze, robi wszystko, by być blisko niej.

Wspólna podróż po Ameryce jest niewątpliwie szaleństwem. Amerykańscy przyjaciele Dickensa dają mu jednak szybko do zrozumienia, że nie chcą maczać palców w tym wariactwie, grożącym społecznym samobójstwem. Do Florencji wędruje zatem telegram "jestem cały i zdrowy". Dickens przez trzy miesiące podróżuje samotnie: Boston, Nowy Jork, Filadelfia, Waszyngton i południe, podobna trasa do poprzedniej, z jednym wyjątkiem: tym razem wojażuje pisarz o nieprawdopodobnej sławie. Fani Dickensa szaleją. Na jego odczyty przychodzą tysiące osób, co przynosi Dickensowi więcej dochodu niż sprzedaż książek w ojczystym kraju. Dickens jest zachwycony euforyczną reakcją czytelników. Spotkania autorskie to jednak potworna harówa. W Nowym Jorku szaleją śnieżyce, Dickens szybko się przeziębia. Pomimo licznych konsultacji medycznych nikt nie jest w stanie wyleczyć go z "amerykańskiego kataru". Jest zmęczony, zbolały, ale z turnée nie rezygnuje. W każdy odczyt wkłada całe swoje serce, z olbrzymim zaangażowaniem odgrywa postacie ze swoich powieści, a przy tym coraz bardziej podupada na zdrowiu. Z Ameryki wraca z bólem w stopie, ręce, sercu, lewym oku, z bezsennością i depresją. Pożyje jeszcze trzy lata w ciągle pogarszającym się zdrowiu, ale z niczego nie zrezygnuje. Dickens dowodzi, że albo żyje się pełnią, albo nie żyje się wcale.

Wojaże kontynentalne

Przemierzał kanał La Manche imponująco często. Początkowo z rodziną (powiększającą się niemalże z roku na rok), potem sam w sprawach bardziej skrytych. Pierwszy raz w Paryżu znalazł się w 1844 roku. "To jest najbardziej niesamowite miejsce na świecie" - skwitował. Przy kolejnej wizycie miasto było "nikczemne i obrzydliwe, i jednocześnie wspaniale atrakcyjne". W Paryżu Dickens poznał Victora Hugo, który nazwał Brytyjczyka geniuszem, Turgieniewa i George Sand. Uwielbiał paryskie teatry, to dla francuskich sztuk zaczął uczyć się języka. Początkowo drażnili go Paryżanie. Ich maniery, ich mieszkania. Znalezienie odpowiedniego lokum dla dużej rodziny w miarę wygodnym budynku graniczyło z cudem. Sprawami organizacyjnymi zajmowała się tam jednak nieprzecięta osoba - siostra żony, zaufana, obrotna i totalnie oddana Dickensowi. Rodzina instalowała się w paryskich domach szybko (w apartamentach na Champs Elysees czy pokojach przy rue de Rivoli), a pisarz momentalnie włączał się w życie kulturalne miasta. Z czasem, już w latach 50., kiedy Dickens władał biegle francuskim , Paryż był dla niego "czarującym miastem" a Francuzi "najwspanialszymi ludźmi na świecie".

W lato Dickens zabierał rodzinę dalej: do Boulogne, do Włoch, do Szwajcarii. Musiała to być nie lada wyprawa z kilkorgiem dzieci, nianiami, kuframi, sporym dobytkiem. Podróż trwała kilka dni, a Dickensowie przemieszczali się w kilku dyliżansach. Niewygoda podróży nigdy jednak nie zniechęciła go do zmiany powziętych planów. Dickens chciał wyjechać na wakacje na kontynent i wyjeżdżał, bez względu na to, czy właśnie urodziło mu się kolejne dziecko, czy musiał zorganizować spakowanie rzeczy dla kilkunastu osób, wynająć londyńskie lokum bądź zmienić adres zamieszkania po powrocie. Wszystko było dla niego do załatwienia: nowa niania, nowa mamka, nowy dom. Na wakacjach Dickensowie zwykle zajmowali przestronne wille. Pisarz przemierzał wiejskie okolice i często tęsknił za wielkim miastem. Najgorzej zniósł pobyt na szwajcarskiej wsi, gdzie nie mógł pisać, wszystko go drażniło, a tęsknota za londyńskim gwarem i przyjaciółmi wydawała się nie do zniesienia. Wrócili więc ze wsi do Genewy, a tam było już inaczej, bo Dickens poznał Augustę De La Rue, zamężną kobietę trapioną traumami, którą zaczął leczyć seansami spirytualistycznymi. Seanse były nieformalne, odbywały się w winnicach, gajach oliwnych, polegały na wprowadzaniu Augusty w trans i wyzwoleniu jej od nawiedzających ją zjaw z przeszłości. Żona Dickensa musiała być zazdrosna i pewnie czuła się niezręcznie - była ponownie w ciąży, kiedy jej mąż znikał na spirytualistyczne seanse z mężatką. Między Dickensami musiało dochodzić wtedy do spięć, Charles twierdził jednak, że Catherine przesadza i próbował ją uciszyć.

Wspólne wakacje staną się dla małżonków coraz trudniejsze. Dzielący ich mur pretensji i niezrozumienia będą ze sobą zabierać w europejskie podróże, aż do momentu, kiedy Dickens, zapatrzony już w młodziutką Nelly, postanowi doprowadzić do separacji z żoną i rodzinne wyjazdy  ukrócić. Sam jednak z wojażowania nie zrezygnuje. Znów pojawi się w Paryżu, we włoskich miastach, bo tam łatwiej mu będzie pojawiać się z kochanką u boku. Francuska stolica będzie miała dla niego jeszcze jedno znaczenie: to tutaj w 1863 albo w 1864 roku urodzi mu się syn z nieprawego łoża. Dickens będzie już po pięćdziesiątce, a przyjście na świat dziecka Nelly zostanie dokładnie zakamuflowane, tak dokładnie, żeby nikt nie wiedział ani się nie domyślił. Dickens będzie jeździł do Paryża niemalże co miesiąc aż do maja 1864 roku, kiedy najpewniej dziecko umarło. Nelly nie pojawi się w Wielkiej Brytanii aż do następnego roku. Jak wskazuje autorka biografii Dickensa i Nelly, Claire Tomalin, kochanka pisarza najpewniej wpadła w depresję po stracie synka i nie była w stanie przyjechać z powrotem na Wyspy. Wrócą dopiero w czerwcu 1865 roku, a ich podróż będzie co najmniej niefortunna. Po przeprawieniu się przez kanał La Manche Dickens i Nelly wsiądą do pociągu. Będzie wieczór, kiedy część z pędzących wagonów nagle się wykolei. Dickens wybiegnie z pociągu i zamiast pomagać Nelly, skoczy na ratunek innym, bo za wszelką cenę nie chce, by zauważono go podróżującego z kochanką. Nelly to przeżyje, ale po wypadku chorować będzie przez długie tygodnie. Okres paryski zakończy się gorzkim wspomnieniem.

 

Pierwsza część o podróżach Dickensa dostępna jest tutaj.

Ciąg dalszy nastąpi.



***
Przy pisaniu tekstu korzystałam z następujących źródeł:
Claire Tomalin Charles Dickens, wyd. Viking 2011
Ruth Richardson Dickens and the Workhouse, wyd. OUP 2012
Wystawa Dickens and his World¸ Bodleian Library, Oksford, 2 czerwca - 28 października 2012


wtorek, 11 listopada 2014

Lift Marc IssacsZima. Wiezowiec w londynskiej White Chapel. Troche taka wieza Babel. Wysoka bryla wbita pod ciemne niebo. Wspolna winda, wspolny mianownik dla wielu niekompatybilnych jezykow w tym bloku. Na sama gore jedzie Marc Issacs, obok jego kamera. Ciasno. Zamknieta przestrzen windy nadaje kadrom ciekawa, spojna oprawe.

Pierwszy tydzien filmowania w windzie: nie kazdy chce wsiadac. Kamera rejestruje profile i tyly glow mieszkancow. Tylko starsza pani, Zydowka z angielskim akcentem wyzszych sfer, czuje sie wyrozniona. "W srodku jest reporter!" wymachuje do wspolmieszkanca bloku, ktory tez chce wsiasc i ostentacyjnie wywala go z windy. Jej chwila sam na sam przed kamera. Podarowuje nam dlugi, przebiegly usmiech i pozdrowienie "Mazel tov" przed wyjsciem z windy. Jestem ciekawa, co dalej.

Lift Marc Issacs

Kadr z "Windy"

Marc Issacs: "Jak jeszcze pracowalem dla BBC, ktos kiedys powiedzial, ze fajnie byloby zrobic film w windzie. I to zostalo mi w pamieci. Wczesniej to byloby niemozliwe, bo do filmu trzeba bylo miec dzwiekowca, operatora kamery, asystenta, nikt wiecej by sie w takiej windzie nie zmiescil. Potem weszly cyfrowe kamery i wszystko sie zmienilo."

Winda jest miejscem pomiedzy. Ani w domu, ani jeszcze poza nim, na zewnatrz. Przestrzen do przypadkowych spotkan, przykrego uwiezienia z kims na chwile, z kim nie ma sie ochoty specjalnie gadac. Po kilku tygodniach zaczynaja rozmawiac z Markiem coraz czesciej i dluzej. Jeden z mieszkancow zaczyna przynosic mu jedzenie.

"Lift" to pierwszy film dokumentalny Issacsa. 24 godziny nagranego materialu obrobione do 24 minut. Genialnie prosta formula, swietny efekt. Z cierpliwych tygodni filmowania na kilku metrach kwadratowych powstal film o tym, jak rodzi sie relacja miedzy ludzmi. To moim zdaniem tez troche dokument o pracy dokumentalisty.

Issacs: "To byla dosc nietypowa sytuacja dla dokumentalisty. Nie chodzilem do ludzi, tylko oni przychodzili do mnie, zawsze mogli spotkac mnie w windzie. Filmowalem w tym bloku przez dwa miesiace."

Lift Marc Issacs

Kadr z "Windy"

Mnie sie bardzo podoba tez to, co dodane. Mucha (sprowadzona przez Issacsa ze sklepu zoologicznego) spacerujaca po lustrze w windzie, do ktorej nalezy final filmu, odglosy z mieszkan wlaczone w trybiki kursujacej windy. Artystyczne ingerencje.

Issacs: "Moja prace w filmie zaczalem w BBC u polskiego rezysera, ktory do swoich dokumentow dodawal duzo watkow literackich". Aha, u Pawlikowskiego! Jak sie okazuje, razem pracowali tez pozniej przy "Last Resort".

Issacs po windzie jezdzil pociagami po Wyspach, zbierajac historie podrozych. Potem filmowal przy granicy francusko-brytyjskiej w Calais, gdzie zlikwidowano oboz dla uchodzcow i gdzie ladowali ci, ktorym nie udalo sie wjechac do Anglii. Dokumenty laczy dosc znaczaca geografia: Issacs spotyka swoich bohaterow w miejscach przejscia, w przestrzeni i warunkach, ktore powoduja mentalne zawieszenie czy niepokoj.  Wszystkie sa swietnie zrobione, z artystycznym szlifem. Koniecznie zobaczcie sami.

 

***

Marca Issacsa opowiadajacego o swojej pracy sluchalam wczoraj w ramach serii dyskusji filmowych Pembroke Film Masterclass
(i przepraszam za brak polskich znakow).

Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...