poniedziałek, 05 grudnia 2011

Between Two Worlds: Poetry and TranslationDawno, dawno temu pisałam o wystawie dotyczącej mitu miasta Babilon. Jedną z zaskakujących rzeczy zaprezentowanych wtedy w British Museum (które, tak na marginesie, przebija obecnie liczbą odwiedzających wszelkie inne atrakcje turystyczne stolicy) były nagrania z babilońską poezją - rzecz jasna, w miarę współczesne, ale próbujące odtworzyć dźwięk języka starobabilońskiego. Ten pomysł wydał mi się genialny w swojej prostocie, bo poezję przecież trzeba móc usłyszeć. Rozumienie to osobna sprawa - nawet przy tytanicznym wysiłku starobabiloński pozostaje mi niedostępny, ale przynajmniej mogłam wtedy doświadczyć rytmu i rymów dawnej poezji a potem przysłuchać się angielskiemu tłumaczeniu. Przeżycie niezapomniane!

Kiedy zatem parę dni temu zobaczyłam w Times Literary Supplement reklamę tegorocznego projektu British Library Between Two Worlds: Poetry and Translation, od razu wlazłam na ich stronę. Pomysł jest podobny - chodzi o zachowanie oryginalnego brzmienia poezji, z tą różnicą, że mówimy o poezji współczesnej. Na stronie BL  pojawiła się ponad trzydziestka współczesnych poetów, którzy czytają w oryginale i w przekładzie swoje wiersze (mała uwaga, nie wszyscy oferują angielskie tłumaczenia, jak na przykład rosyjski poeta Oleg Boruszko). Świetnie jest posłuchać poezji w tylu językach: perskim, arabskim, pundżabskim, angielskim, rosyjskim, ha, a nawet polskim!

Jestem ciekawa, ilu z Was zetknęło się z poezją Adama Czerniawskiego? To znana postać od "spraw polskich" na Wyspach Brytyjskich, na ile znana w Polsce? Z tego, co wiem, pan Czerniawski prowadził kiedyś warsztaty poetyckie na Uniwersytecie Jagiellońskim, więc jest szansa, że znają go tamtejsi studenci. Ja o tym nazwisku usłyszałam dopiero w Wielkiej Brytanii. Czerniawski oprócz poezji zajmuje się promocją polskiej literatury, sam przekłada na angielski (od Kochanowskiego po Różewicza). W nagraniu dla British Library możecie usłyszeć ponad dziesiątkę wierszy poety, którego głos zdradza już leciwy wiek.

Kto nigdy nie słyszał irackiej poezji, ten ma okazję. British Library prezentuje m.in. Fadhila Assultaniego (tylko część wierszy po arabsku, bo Assultani tworzy też po angielsku). Dla mnie miłym odkryciem było posłuchanie wierszy węgierskiego poety George'a Gömöri, który znany jest z niezwykle szerokiej działalności kulturalno-literackiej, w tym promocji... polskiej literatury. Kilka lat temu spotkałam go na wieczornym seminarium poświęconym tłumaczeniu wierszy Herberta. Rozmowa toczyła się po angielsku. Dzięki British Library mogłam posłuchać jego ojczystej mowej (która, nie ukrywam, jest równie egoztyczna dla mojego ucha jak perski czy arabski...)

Zapraszam do szperania w archiwum British Library na własną rekę. Swoją drogą, gdybyście mieli stworzyć podobny projekt, głos którego z żyjących poetów chcielibyście zachować?

piątek, 02 grudnia 2011

We Need to Talk About KevinŚrody i czwartki jeszcze do niedawna kojarzyły mi się z kinem. Oglądanie filmów późnym porankiem na dużym ekranie miało w sobie coś z grzesznej przyjemności. Miasto w pracy, a my z Belą zasiadałyśmy wygodnie w fotelu na projekcji z cyklu Big Scream (Wielki Krzyk - seanse dla rodziców z dziećmi do roku).

Jesień zdecydowanie upłynęła nam pod znakiem ekranizacji – zaskakująco dużo pojawiło się ich w tym roku. Zdecydowanie najbardziej porażającym był dla mnie film Lynne Ramsay "We Need to Talk About Kevin" na podstawie książki amerykańskiej pisarki Lionel Shriver. Przeszywający, chwilami mrożący dramat psychologiczny o relacji matki z synem. Eva (genialnie zagrana przez Tildę Swinton) jest pisarką free-lancerką. Jej romantyczny związek z Franklinem (w tej roli dość przypadkowo dobrany John C. Reilly) owocuje nagłą ciążą, którą Eva źle znosi. Wkrótce rodzi się Kevin. Eva jest skonana, próbując poradzić sobie z wielogodzinnym płaczem dziecka. Im Kevin staje się starszy, tym trudniejsza jest ich relacja. Eva zaczyna bać się syna, a w Kevinie dojrzewa plan spektakularnego morderstwa. Film znakomicie oddaje atmosferę pozornie statecznego, bogatego domu na amerykańskich przedmieściach. Dotyka trudnego tematu koszmarów macierzystwa i powolnego rozpadu rodziny. Najciekawsze oczywiście jest to, co niedopowiedziane. Czy Kevin urodził się "normalny"? Czy jego psychopatyczna natura to efekt matczynej porażki? Kto tak naprawdę jest tutaj czyją ofiarą? Równie dobrą odpowiedzią może być ta, że takich zależności w ogóle nie można tworzyć. Największą zaletą filmu jest według mnie siła, z jaką drąży relacje rodzinne, totalnie odwracając dynamikę tradycyjnego dramatu, w którym to dorośli przynoszą zło do świata dzieci. "We Need to Talk About Kevin" naprawdę mnie poruszył tragedią rodzicielskiego uwikłania w związek z dzieckiem, z którego nie można się wydostać, bo jak? Inteligently, porażający, świetnie zagrany i ogromem artystycznie wystylizowanych scen – jednym słowem trzeba zobaczyć!

We Need to Talk About Kevin

We Need to Talk About Kevin

We Need to Talk About Kevin

We Need to Talk about Kevin, reż. Lynne Ramsay, 2011, produkcja brytyjsko-amerykańska

***

W tym roku były szpieg i autor niezwykle popularnych książek szpiegowsko-kryminalnych John le Carré doczekał się kolejnej adaptacji filmowej. "Tinker, Tailor, Soldier, Spy" – powieść z 1974 roku przeniósł na duży ekran szwedzki reżyser Tomas Alfredson. Efekt naprawdę genialny! Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sukces tego filmu zamyka się w niezwykle udanej kombinacji brytyjskiej intrygii (bardzo złożonej) ze skandynawską precyzją do budowania napięcia w grze emocji. Zdecydowaną zaletą tej historii szpiegowskiej jest to, że widz wie jedynie tyle, co główny bohater (jeżeli nie mniej) i wspólnie z nim stara się rozwikłać zagadkę. Dzięki temu intryga jest bardziej wiarygodna, a świat tajnych służb pozostaje światem trudnym do spenetrowania, gdzie wpływy i rozkazy krzyżują się, nadpisują i mają sprzeczne znaczenia. "Tinker, Tailor, Soldier, Spy" to zdecydowanie górna półka szpiegowskich thrillerów.

(po projekcji tego filmu zaobserwowałam ciekawe zjawisko u wielu widzów – nagłej potrzeby sprawdzenia w Wikipedii, jaka jest fabuła książki. My z kolei ucieliśmy sobie długą dyskusję z przyjaciółmi, by dotrzeć do sedna intrygi – o wiele przyjemniejsze).

Tinkler Taylor Soldier Spy

Tinkler Taylor Soldier Spy

Tinkler Taylor Soldier Spy

Tinker, Tailor, Soldier, Spy", reż. Tomas Alfredson, 2011

***
Wreszcie dramat historyczny i to za sprawą powieści Charlotte Brontë. "Jane Eyre" niestety mnie rozczarowała. Film owszem posiada dość poruszające sceny w szerokim krajobrazie angielskich wrzosowisk, skalistych wzgórz i potwornego deszczu, ale w sferze emocji nie oferuje zbyt wiele. W książce przecież tyle się dzieje w sercu Jane Eyre i Rochestera! Tymczasem na ekranie mamy raczej cząstkę tego, zamkniętą w konwencji tradycyjnego dramatu. Bohaterowie wydają się jednowymiarowi, brakuje gotyckiej oprawy i dreszczyku.

Co ciekawe parę tygodni temu wyszła nowa ekranizacja powieści drugiej siostry Brontë – "Wichrowych wzgórz". Jeszcze nie widziałam, boję się jednak, że moje wrażenia mogą być podobne do "Jane Eyre" .

Jane Eyre film

Jane Eyre film

Jane Eyre, reż. Cary Fukunaga, 2011

***

Na koniec parę słów o filmie, który pewnie już wszyscy widzieli (zapomnijmy o ekranizacjach). Podobała Wam się "Melancholia" von Triera? Przyznam szczerze, że ja mam mieszane uczucia. Wydaje mi się, że Trier, podążając dwoma ścieżkami: z jednej strony mentalnych uwikłań stanów depresyjnych (tytułowej melancholii) i nerwowych fermentów a z drugiej - spektakularnej katastrofy planet, trochę pod drodze traci cel tej wyprawy. Film próbuje dotrzeć do sedna emocjonalnych zaburzeń – jedna siostra cierpi przecież na depresję a druga na manię. Rodzinna historia musi więc skończyć się katastrofą. Katastrofa jednak wymyka się realistycznym konwencjom psychologicznego dramatu i ukazana jest w symbolicznym zderzeniu dwóch planet. Spektakularne i przede wszystkim dość surrealistyczne zakończenie kreuje w filmie wrażenie przesady i przesłania ciekawie zarysowany w pierwszej części dramat. Oczywiście można myśleć, że ten planetarlny kataklizm dzieje się wyłącznie w głowie głównych bohaterek, że choroba psychiczna a właściwie unicestwienie umysłu musi mieć finał w czymś totalnym i nieziemskim, ale wydaje mi się, że w tym momencie robię Trierowi zbyt dużą przysługę...
Melancholia Lars von Tier

Melancholia Lars von TierMelancholia, reż. Lars von Trier, 2011

 

Zdjęcia scen filmowych pochodzą z różnych serwisów. Dziękuję za użyczenie.

Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...