wtorek, 16 grudnia 2014

Krajowe trasy przelotowe

Trudno powiedzieć, czy więcej mil pokonał Dickens, podróżując po Europie czy po Wielkiej Brytanii. Jego typowy spacer po Londynie to około 12-20 mil, w zależności od czasu i nastroju. Przejażdżka konna to zbliżony dystans. Już jako chłopiec uwielbiał wędrować po stolicy. Gwarne ulice Londynu dodawały mu siły, były inspiracją, ucieczką, wytchnieniem. Po śmierci ojca Dickens przez trzy noce łaził po gościńcach miasta. Wspominał, otwierał i zamykał rany. Gdyby nie długi ojca, Charles pewnie nigdy nie pracowałby jako dziecko w fabryce. Gdyby nie to doświadczenie, pewnie nie byłoby Olivera Twista. Gdyby nie musiał sam się utrzymać, pewnie nie napisałby tak dużo. Gdyby nie, gdyby... Czy to ojciec uczynił z niego gwiazdę, podziwianego self made mana właśnie tym, że sam był zupełnie nieporadny? Czy Charles powinien mu za to dziękować, czy do końca życia przeklinać?

W 1847 roku Dickens zarobił 3,8 tys. funtów i po raz pierwszy w życiu miał tyle pieniędzy, że mógł w coś zainwestować. Postanowił to uczcić. Najpierw kolacją dla przyjaciół, potem wyjazdem do hrabstwa Wiltshire na kilka dni, potem galopowaniem przez równiny w okolicach Salisbury, potem powrotem do Londynu, następną kolacją. Jeżeli nie czcił i celebrował, to jeździł z odczytami, gdzie był czczony i celebrowany. Poruszał się szybko, a turnée miał zwykle wyładowane spotkaniami do granic możliwości. Do wymagających przelotów przez miasta brytyjskie był już zresztą bardzo przyzwyczajony. Zanim został pisarzem, pracował jako reporter i jeździł: na północ, na spotkania, na miejskie obrady potem szybko na południe, bo tam zbierał się parlament i trzeba było o tym napisać. Uwielbiał ten pęd. Kiedy był młody, katowanie ciała intensywnym wojażowaniem nie robiło na nim większego wrażenia. W latach 60., kiedy był już dobrze po 50-tce wciąż wydawało mu się, że potrafi poruszać się szybko po Wyspach jak młodzik. Jeździł zatem: Leamington, Cheltenham, Plymouth, Torquay, Exeter, potem Manchester i Liverpool – jak Anglia długa i szeroka. I dostawał zadyszki. Odczyty przynosiły mu fortunę (już w latach 50. Dickens pozwał sobie wydawać 8-9 tys. funtów rocznie), ale bardziej od pieniędzy ciągnęło go do oddanych mu ludzi, do uwielbiającego go tłumu czytelników, którzy ładowali jego schorowane ciało. Dlatego nie przestawał. Wiosna 1866 roku to trzymiesięczne tournée po Szkocji. Potem wyjazdy do  Birmingham i Clifton. Następny rok to czteromiesięczna trasa: Irlandia, Walia, Hereford, łącznie 36 odczytów (sic!). Potem przyszedł czas na wyjazd do Chester, ale w Chester już nie poszło tak gładko. Tą podróż Dickens przypłacił atakiem apopleksji. Potem już było gorzej.

Podróże synów według planu ojca

Dickens zmarł w 1870 roku. W czerwcu dostał kolejnego ataku apopleksji i już z niego nie wyszedł. Zostawił po sobie ósemkę dzieci (dwójka zmarła przed nim), w tym większość synów, których nie kochał, a którymi zajmować się musiał. Między 1844 a 1849 Catherine urodziła mu czterech chłopców, żaden z nich nie był chciany. Pisarz nie krył niezadowolenia. Mierziło go bycie ojcem dla męskiej gawiedzi. Twierdził wręcz, że chłopcy dziedziczą najgorsze cechy w rodzinie: pasywność, nieumiejętne zarządzanie pieniędzmi, gnuśność. Będąc u szczytu kariery, czuł, że ma za dużo synów, których musi wykształcić i ustawić w życiu. Chłopcy mu przeszkadzali. Byli głośni, Dickens uważał ich za trudnych do rozmów, choć łatwo sobie wyobrazić, że synowskie milczenie sprowokowane było ojcowską niechęcią. Sposobem Dickensa na synów było szybkie wyprawianie ich z domu. Część chłopców wysłał do szkoły z internatem we Francji. Jednemu z nich było tam tak źle, że zaczął się potwornie jąkać i już nigdy tej wady się nie pozbył, tracąc przez to na zawsze możliwość pracy w brytyjskich urzędach. Jak tylko ich wyszkolił, to słał ich dalej: Franka do Indii, Alfreda i Plorna do Australii (Plorn miał jedynie 16 lat, kiedy ojciec go wyprawił), Sydneya na morze. Żaden z nich nie chciał jechać, ale nie mieli wyboru. Wreszcie Henry miał jechać do Indii jako urzędnik Imperium Brytyjskiego, ale on jako jedyny postawił się ojcu. Chciał pójść na studia, ojciec kręcił nosem, ale ostatecznie się zgodził. I to tylko Henry’emu powiodło się w życiu: skończył uniwersytet w Cambridge i z powodzeniem prowadził prywatną praktykę doradztwa prawnego. Reszta synów skończyła z pewnością nie tak, jak zaplanował to sobie ojciec. Charlie zmarł w wieku 50 lat, zostawiając wdowę z piątką niezamężnych córek zupełnie bez grosza. Plornowi nie udało się w Australii, porzuciła go żona, a on sam utonął w długach. Sydney zachorował na morzu i tam też zmarł, nie spłaciwszy wcześniej pożyczonych pieniędzy.

Zaplanowane przez Dickensa wyjazdy synów to pasmo porażek, przede wszystkim porażek samego ojca, który nie dał chłopcom miłości. Dickens potrafił w chwilach słabości płakać na ramieniu córki, wyrzucając sobie złe ojcostwo, ale swoich decyzji nie cofnął. Podróż była dla niego nieodzowną częścią życia, sprawdzianem siebie, ćwiczeniem, które jeżeli nie zostało dobrowolnie podjęte, to musiało być z góry narzucone.

 

Cześć pierwsza jest dostępna tu a druga tutaj.

 

***
Przy pisaniu tekstu korzystałam z następujących źródeł:
Claire Tomalin Charles Dickens, wyd. Viking 2011
Ruth Richardson Dickens and the Workhouse, wyd. OUP 2012
Wystawa Dickens and his World¸ Bodleian Library, Oksford, 2 czerwca - 28 października 2012

piątek, 12 grudnia 2014

To poniekąd wyjaśni przedłużającą się ciszę na blogu. Od początku grudnia u mnie w pracy można oglądać nową wystawę fotograficzną zatytułowaną Gleis 17. To opowieść w 19 obrazach wykonana przez Davida Tolley, fotografa i artystę pracującego na Uniwersytecie Oksfordzkim. To historia jednego miejsca w Berlinie, które niby funkcjonuje jak zwykła stacja – Grunewald – ale które też mocno uwikłane jest w historię II wojny światowej. David w bardzo stoicki sposób przedstawia to uwikłanie i pokazuje, jak życie toczy się dalej – na torach i na peronie. Praca przypomina mi nieco swoją wymową film Mirosława Bałki z sarenką w oświęcimskim lesie w roli głównej.

Gleis 17, wystawa w Oxford University Press

Szalenie się cieszę z przygotowanej wystawy i serdecznie zapraszam wszystkich tych, którzy są w pobliżu, żeby wstąpili do Oxford University Press (wejście od Great Clarendon Street, Oxford) i ją obejrzeli. Gleis 17 będzie dostępna w Fairway Gallery do 5 stycznia 2015 roku. Za rok wystawa pojawi się też w Polsce (hurra!)

 

Gleis 17 – wystawa fotograficzna Davida Tolley, 1 grudnia 2014 – 5 stycznia 2015, Fairway Gallery, Oxford University Press.



Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...