niedziela, 25 lipca 2010

Modlitwy buddyjskie, datsan w PetersburguNa północ powiódł nas przeładowany i spocony minibus. Petersburżanie uciekali z wypieczonej kanikułą metropolii na okołomiejskie dacze. Sunęliśmy przedpotopowym wehikułem przez szerokie aleje miasta (prędkościomierz w gruchocie żartobliwie wskazywał 0 km/godz), by dostać się na  wyspę Jełagin - zieloną alkowę miasta, która dziewiczo broni wstępu jakimkolwiek pojazdom kołowym.

Minibus odkleił nas nieco zdezorientowanych na Primorskim Prospekcie i z resztą pasażerów ruszył dziarsko dalej, ginąc gdzieś w podmiejskich lasach czy wioskach nad Zatoką Fińską.

wróble nad okapem
myszy w suficie
niebiańska muzyka*

Początkowo nie było jej słychać. Dopiero po jakimś czasie sparaliżowane ukropem zmysły odzyskały władzę: podniebną ledwo słyszalną muzykę wygrywały drobne gałązki pewnie ponad stuletnich drzew, a wypełnione mantrami i modlitwami flagi leciutko kołysały się w jej takt. Do naszych oczu dotarł wreszcie obraz tej niezwykłej (do niedawna największej w  Europie) świątyni buddyjskiej, która kryła się wśród strzępka lasu, wyglądając na drugą stronę kanału, na zieloną wyspę Jełagin.

w tej okolicy
wszystko co wzrok obejmie
takie jest chłodne

Świątynia buddyjska, Petersburg

Petersburski datsan

Modlitwy buddyjskie, datsan w Petersburgu

Modlitewne flagi delikatnie kołyszące się na wietrze (tzw. lungty, czyli wietrzne konie)

Buddyjskie młynki modlitewne, Petersburg

Buddyjskie młynki modlitewne, Petersburg

Buddyści w Rosji to przede wszystkim Buriaci czy Mongołowie ze środkowo-wschodniej części Syberii (głównie z dzisiejszej Republiki Buriacji, należącej do Rosji). Świątynię budowali w Petersburgu przez 15 lat prawie wiek temu. Zbudowali ją tak, że doskonale wpisuje się w charakter miasta: jak wszystko inne w Petersburgu musiała być ponadludzka, gigantyczna.

Kiedy przechodzimy przez małą, boczną bramkę, babka, córka i wnuczka - sądząc po rysach twarzy o mongolskich pochodzeniu - obchodzą świątynię nabożnie, modląc się i kładąc kopiejki na fasadzie budynku czy na trawie. Malutkie, rdzawe monety wyglądają jak cekiny na zielonym szalu. Jeżeli potomkowie tych kobiet byli obecni przy zakładaniu świątyni, to z pewnością widzieli też, a może i doświadczyli sami tego, jak brutalnie obeszło się z nią później państwo. Kiedy w Republice Buriacji wybuchło powstanie pod koniec lat 20-tych, w całym państwie radzieckim pozamykano buddyjskie świątynie (powstanie w środkowej Syberii spacyfikowano, zabijając ok. 35 tys. ludzi), a petersburski datsan przerobiono na muzeum etnograficzne. Dopiero w 1991 roku buddyzm odzyskał swój status jako jednej z 'tradycyjnych' religii państwa (tak jak chrześcijaństwo czy islam), wtedy też świątynia wróciła do rąk buddyjskiej społeczności.

Tamtego upalnego dnia oprócz trójki kobiet przed świątynią pojawił się też młody Rosjanin. Przyjechał się pomodlić. Nikt z nas nie mógł wejść do światyni, bo trwały w niej zajęcia. - Jak wygląda w środku? - zapytaliśmy chłopaka. - Jest przepiękna - westchnął - cudowna. Spojrzał na nią z czułością i wskoczył z powrotem na rower. My poszliśmy powzdychać nad zielenią na Jełagin i nad wodą otaczającej ją Zatoki. A młynki modlitewne ustawione w rogu stały wciąż niewzruszone.

samotność -
świerszczyk w klatce
na ścianie

Zatoka Fińska, widok z wyspy Jełagin

Cisza nad Zatoką Fińską, widok z wyspy Jełagin

 

* Poezja buddyjska Bashõ pochodzi ze strony Kosz Buddyjskiej Poezji

niedziela, 18 lipca 2010

Rodion RaskolnikowPierwszy raz czytałam "Zbrodnię i karę" w wieku 18 lat. Na długie lata utkwił mi w pamięci przede wszystkim Rodia Raskolnikow i jego neurotyczne stany. Wystarczyło jednak przeczytać powieść ponownie, by ze zdumieniem odkryć, jak wiele innych, fascynujących postaci wykreował w "Zbrodni" Dostojewski i jak szybko przy pierwszym czytaniu zniknęły za cieniem głównego bohatera.

Pierwsze dwie części powieści przeczytałam po angielsku – w nowopowstającym od zeszłego roku tłumaczeniu Olivera. Wyjazd do Petersburga był po części związany z projektem męża. Oliver planuje napisać co nie co o topografii we wstępie do nowego wydania książki, więc naszą małą misją było zobaczenie tych miejsc, w których Dostojewski umieścił akcję powieści. Tuż przed wyjazdem dowiedzieliśmy się, że akurat jak będziemy w Petersburgu odbywać się będzie Dzień Dostojewskiego (niebywałe zrządzenie losu!). Częścią obchodów była całkiem ciekawa akcja odbycia spaceru własnym tempem z mapą XIX-wiecznego Petersburga w ręce i odszukania sześciu punktów, przy których stali eksperci od geografii "Zbrodni i kary" i opowiadali o szczegółach wybranych budynków. Zabawa była przednia!

Spacer zaczęliśmy od Placu Siennego, na którym do lat 50-tych stała jeszcze cerkiew a teraz mieści się dworzec metra (zbudowany rzecz jasna w stylu "słusznym"). Informacja o tyle jest ważna, że stanowiła wskazówkę: Dostojewski bez względu na to, gdzie mieszkał, zawsze musiał ulokować się w pobliżu kościoła, którego kopuły lubił oglądać z okna. Byliśmy więc blisko domu pisarza, a dokładnie tego mieszkania, w którym napisał powieść.

Dom Dostojewskiego, Petersburg

Dom Dostojewskiego, Kaznaczieskaja 7 - tutaj pisarz tworzył "Zbrodnię i karę". To jeden z jego przeszło dwudziestu adresów w Petersburgu

Dostojewski, inscenizacja, Dzień Dostojewskiego, Petersburg

Sam mistrz Dostojewski - uliczna inscenizacja z okazji obchodów dnia pisarza

Zaskakujące było dla mnie to, jak blisko wokół siebie umieścił pisarz bohaterów. Raskolnikow, według współczesnych ustaleń (długo trwały poszukiwania kamienicy, w której do ostatniego piętra, gdzie mieszkał bohater wiodło owych, osławionych 13 schodów), ulokowany został w budynku dosłownie dwie minuty od mieszkania pisarza na ul. Stoliarnej 5. Pokój wynajmowany przez Sonię mieści się nad kanałem (dzisiejszy kanał Gribojedowa), następne 3-4 minuty od klitki Raskolnikowa. Żeby dostać się do mieszkania staruchy-lichwiarki trzeba przejść przez kanał i wykonać dokładnie sprecyzowane w książce 840 kroków. Zapewne takie "rozstawienie" bohaterów pomagało w spełnieniu zasady wierności opisywanych realiów. Myślę, że Dostojewski chciał mieć w wyobraźni swoistą scenę, na którą wprowadzał i z której wyprowadzał swoich bohaterów - teatralności w powieści jest niezaprzeczalnie sporo.

Kamienica, w której mieszkał Raskolnikow (u Dostojewskiego dom Schiela, numer 14), musiała zostać niedawno odnowiona. Widziałam jej zdjęcia sprzed 6 lat, na których wciąż miała obdrapane ściany i dziurawe podwórko. Pomyślałam sobie, że pewnie wtedy bardziej przypominała czasy Dostojewskiego, ale ekspertka od lokalizacji wyjaśniła nam, że domy w tej części miasta były nowe i w czasie, kiedy pisarz mieszkał na Kaznaczieskiej wciąż dobudowywano następne (stąd w powieści tyle opisów kurzu, wapna i prac budowlanych).

Kiedy wspólnie ze starszą babką z Syberii, fanką prozy Dostojewskiego, ciekawie zaglądaliśmy przez zamkniętą bramę na podwórko Raskolnikowa, pojawił się przed nami niespodziewany typ. Zapytał możliwie najbardziej zwyczajnym tonem, czy interesuje nas wejście do środka. Rzecz jasna, byliśmy zainteresowani (cóż za okazja, żeby dostać się za bramę!). "200 rubli i się dogadamy" - szepnął jakby w przelocie. Propozycja niezbyt nam się podobała. Ja miałam ochotę powiedzieć "nie, dziękujemy", Syberiaczka chciała się targować, a Oliver wybadał gościa i wtedy wiedzieliśmy, że nie pozostaje nam nic innego niż przystać na warunki, jeżeli rzeczywiście chcemy wejść do środka. Zatem "dogadaliśmy się."

Ten nieoficjalny przewodnik, który, jak sam wyjaśnił, mieszka w budynku od 1975 roku, odsłonił przed nami nie tylko kamienicowe podwórko, ale i zabrał nas na górę, wcześniej po dżentelmeńsku upewniając się, że dam sobie radę z wejściem pomimo "awansującej" ciąży. Raskolnikow mieszkał na samej górze, na poddaszu w niebywale małym pokoju. Próżno było jednak szukać tych "żółtawych, wystrzepionych tapet, kurzu i jego kanapki" - 'kwartiry' na górze zmieniono w komunalny strych. Wyszliśmy więc przez malutki lufcik (z pomocą Olivera zmieściłam się!) na dach, żeby się rozejrzeć – żeby zerknąć na dziedziniec, tak jak spoglądał na niego bohater ze swojego okienka:

"Zbliżył się do okna, stanął na palcach, długo na pozór z niesłychaną uwagą szukał oczyma. Lecz dziedziniec był pusty, tych, co stukali nie było widać. Na lewo, w oficyjnie widać było czyjejś otwarte okna, na framugach widniały doniczki z ubożuchnym geranium. Za oknami wisiała bielizna... Wszystko to umiał na pamięć." (str. 498)*

Dom Raskolnikowa, Petersburg

Widok z dachu, gdzie w "kwartirze" wielkości większego pudełka mieszkał Rodia Raskolnikow

Przed nami z dachu rozciągał się widok na okolicę powieści: z jednej strony na cytowany powyżej dziedziniec i dalej na dominującą kopułę soboru św. Izaaka (ciekawe czemu Raskolnikow nie widział jej z okna?), z drugiej na kanał i kamienice bohaterów. Fantastycznie było spoglądać na okolicę z takiej perspektywy! Nasz przewodnik patrzył na to, jak swobodnie poruszałam się po grzbiecie dachu z pewną obawą, ja miałam jednak pewność, że nawet z powiększającym się brzuchem jestem wciąż w stanie utrzymać koci balans.

Na dachu domu Raskolnikowa, Petersburg, literackie wycieczki

Na dachu Raskolnikowa

Widok na ulicę z domu Raskolnikowa

Widok na ulicę z dachu Raskolnikowa. Tędy bohater uda się z siekierką do staruchy

Widok z dachu na sobór św. Izaaka

Widok na drugą stronę dachu - sobór św. Izaaka

Kiedy wreszcie nasyciliśmy i oczy, i ciekawość, zaczęliśmy schodzić w dół. Prosto od Raskolnikowa, udaliśmy się do domu staruchy (rzecz jasna bez siekierki). Tam z powodzeniem zakończyliśmy tą literacką misję. To była nasza kolejna wyjazdowa ekspedycja literacka (o paryskiej pisałam wcześniej tutaj). A sam spacer śladami bohaterów "Zbrodni i kary" gorąco polecam - o innych częściach miasta (poza Placem Siennym), po których spacerują bohaterowie, napiszę osobno.

W drodze do staruchy, Petersburg, wycieczki literackie

W drodze do mieszkania staruchy - lichwiarki


*Cytaty ze "Zbrodni i kary" podaję za wydaniem Biblioteki Narodowej (tłum. Cz. Jastrzębiec-Kozłowski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1987).

piątek, 16 lipca 2010

Przed wyjazdem do Rosji udało mi się opanować cyrylicę, nauczyć się podstawowych zwrotów i kilka razy przesłuchać kasety (tak, tak, zdradzam tutaj sentyment do  starych technologii) z kursem "Teach yourself Russian" na przedpotopowym dyktafonie. I w ten sposób wykonałam niezbędne minimum, które zalecałabym każdemu, kto wybiera się do Rosji. Jak przecież poznać mieszkańców bez znajomości ich języka? (z angielskim wcale nie jest tak prosto, zwłaszcza podczas spotkań ze starszym pokoleniem, a w szczególności w zetknięciu się z jakąkolwiek kobiecą władzą w kasie biletowej czy urzędzie).

W Parku  przed soborem Izaaka

Jeden z niewielu parków w mieście, gdzie można zalec na trawie (a zaleganie w mieście na trawie wcale nie jest taką oczywistością)

Nad Newą

Portercistka na nabrzeżu Newy z bardzo wdzięcznymi modelami

Amatorzy balkonowej opalenizny, Petersburg

Amatorzy balkonowej opalenizny, centrum Petersburga

Bohaterki Dostojewskiego

Kobiety z Dostojewskiego w domu, który był ostatnim adresem pisarza w Petersburgu.

Napotkani mieszkańcy okazali się przede wszystkim życzliwi i serdeczni. Sprzedawczynie były zwykle pomocne, a nawet jak nie mogłyśmy się dogadać, bo ja nie znałam rosyjskiego słowa, a polskie brzmiało zupełnie nieznajomo, finalizowałyśmy sprawę kupna w języku migowym. Nikt mi tyle razy nie ustępował miejsca w środkach transportu, ile właśnie w Petersburgu. Kobiety po 50-tce czy nawet 60-tce czasami wręcz kazały mi usiąść, nie znosząc żadnych słów sprzeciwu, jak tylko zauważyły, że jestem w ciąży. Nie znam innego miejsca, w którym widok kobiety z ciążowym brzuszkiem, wywoływałby taką natychmiastową reakcję (przyznam szczerze, że aż chwilami mnie to krępowało).

Przestrzeń osobista jest w Rosji traktowana zupełnie inaczej niż w Wielkiej Brytanii. Anglicy cenią prywatność i ten chociażby skraweczek wolnej przestrzeni dookoła siebie. Dlatego wystarczy tylko, że ktoś niebezpiecznie zbliży się i przypadkiem dotknie nieznajomego w metrze czy autobusie, a momentalnie słychać słowo przepraszam, często nawet wypowiadane po kilka razy. W Petersburgu ludzie egzystują i poruszają się, będąc znacznie bliżej siebie. Bardzo popularne w mieście minibusy dosłownie napychane są ludźmi aż do granic możliwości i dopiero wtedy ruszają, a nikt nie ma nic przeciwko jechaniu "przyklejonym" do nieznajomego pasażera. W teatrze zdarzyło mi się, że siedząca obok mnie Rosjanka nagle w czasie antraktu najzwyczajniej w świecie poklepała mnie po brzuchu i zapytała, czy przedstawienie podoba sie też maluszkowi. Zdziwiło mnie to i rozbawiło, zwłaszcza kiedy próbowałam sobie wyobrazić, jak nieprawdopodobne, ba niedorzeczne byłoby to zdarzenie w Oksfordzie (obca ręka na obcym, prywatnym ciele?!!!).

Petersburscy nowożeńcy

Lipiec w mieście jest miesiącem nowożeńców

Petersburskie targowisko

W dzień targowy

Petersburska dzielnica handlowa, dobijanie targu

Rozprawa biznesowa na ładzie

O nowojorczykach mówi się, że szalenie się spieszą. Tymczasem przemieszczający się, zwłaszcza w tunelach metra, petersburżanie są znacznie szybsi. Pędzą przed siebie, a jeżeli wejdziesz takiemu w drogę (a nam zdarzało się to na początku często, zanim poznaliśmy dobrze linie metra), nastąpi prędkie zderzenie i zanim zdążysz wydukać 'przepraszam', tej osoby już dawno nie będzie. W metrze widzieliśmy też sporo rozbawionych, młodych ludzi, co było dla Olivera miłym zaskoczeniem, bo  jeszcze kilka lat temu taki widok był rzadkością. Podróż do Rosji była moją pierwszą, Oliver był tam dziesiątki razy, spędzając w kraju ponad trzy lata, więc tylko on mógł zauważyć, że ludzie stali się bardziej radośni, otwarci, mniej przygnębieni.

Mnie Rosjanie wydali się cisi. Rozmowy prowadzone są w środkach transportu często półszeptem i ku mojej radości okazało się, że ta zasada obejmuje też rozmowy przez telefon komórkowy. Jedną z najbardziej irytujących rzeczy w Oksfordzie czy Londynie są głośne, porażająco banalne, niekończące się pogaduchy prowadzone przez podróżujących w środkach transportu. Ludzie potrafią się w UK wzajemnie zagłuszać, więc często moje próby przeczytania choć kilku stron książki w autobusie czy pociągu okazują się rzeczą zupełnie niemożliwą.

Rosyjska "cisza" przejawia się również w stroju, a zwłaszcza w jego kolorach, które często są jedynie odmiennymi tonacjami brązu, beżu czy granatu (byłam bardzo zdziwiona, z jaką sensacją patrzono na moje czerwone pantofle). Mężczyźni, jak się okazało, potrafią i lubią paradować topless w centrum miasta. Kobiety z kolei bardzo śmiało odsłaniają piersi, nie wywołując tym jednak żadnej reakcji wśród mężczyzn. Młode dziewczyny mają zwykle długie włosy (co najmniej do ramion, często do pasa), ale nie widziałam ani jednej kobiety po 40-stce z taką fryzurą. Jeżeli mogę uogólnić, to powiedziałabym, że Rosjanie mniej uwagi zwracają na "obcych", zdecydowanie nie gapią się tak, jak potrafią Polacy czy Włosi.

Na ulicach  dominują wysokie obcasy

Bardzo wysoki obcas w bardzo upalny dzień to coś bardzo oczywistego w Petersburgu

Żywa  reklama, Petersburg

Żywa reklama - dziewczyny rozdające ulotki w upalnym Petersburgu

Kolor skóry jest czymś, na przykuwa oko i to w bardzo nieprzyjemny sposób. Osoby o ciemniejszej karnacji, wskazujące na to, że pochodzą z południowych republik, traktowane są z podejrzliwością, a co więcej, padają ofiarami bandyckich ataków.  Brat mojej tadżikistańskiej koleżanki, który studiuje w Moskwie, został tam dwa razy pobity właśnie ze względu na pochodzenie. Na lotnisku zauważyłam, że osoby o ciemniejszej karnacji przechodziły o wiele dłuższe kontrole niż pozostali obcokrajowcy, co zresztą musiało być Rosjanom powszechnie znane, bo ci ustawiali się w kolejkach do okienek, w których nie stali "południowcy". W Petersburgu musi być spora społeczność Gruzinów i Uzbekistańczyków, bo w mieście jest dużo prowadzonych przez nich restauracji (jak się sami przekonaliśmy o różnym standardzie), a Gruzini mają dodatkowo niesamowity rynek owoco-warzywny niedaleko stacji metra Gorkovskaja, który był jednym z moich dużych odkryć w mieście.

I wreszcie muszę słówko powiedzieć o tej grupie osób, którą nazwałam zbiorczo "administracją turystyczną". Moje doświadczenia z paniami w kasach, instytucjach czy urzędach są bardzo mieszane. Z miejsc, gdzie sprawy po rosyjsku załatwiał Oliver bądź tam, gdzie samej udało mi się dogadać po polsko-rosyjsku, wychodziliśmy zwykle w pogodnym nastroju. Wystarczyło jednak, żeby ktoś usłyszał, że mówimy między sobą po angielsku, a natychmiast traktowani byliśmy z zaskakującą opryskliwością. W Muzeum Rosyjskim Oliver zamówił po rosyjsku dwa bilety, kobieta w kasie zapytała, czy chcielibyśmy kupić bilet też na tymczasowe wystawy, Oliver mi to powtórzył po angielsku, po czym odpowiedział kobiecie po rosyjsku. Wtedy babka przestała z nim rozmawiać i bez słowa wybiła gwałtownie na kalkulatorze liczbę rubli, którą mieliśmy zapłacić i grubym paluchem nam ją wskazała. Paluch był właśnie tym uosobieniem wyższości, z którym w Petersburgu turstyczna administracja często traktuje obcokrajowców. Pierwsze doświadczenie  z "władzą palucha" jest szokujące. Innym razem próbowałam kupić kilka znaczków na pocztówki na poczcie, ale kobieta zupełnie odmówiła mi sprzedania wyznaczonej liczby, bo nie miałam ze sobą tylu kartek, żeby jej okazać. Te, które miałam ze sobą oglądała długo, po czym przez 15 minut nalepiała na nie sześć różnych znaczków na kwotę głupich 25 rubli. Obie straciłyśmy na tym dwadzieścia minut.

Zaskoczyło nas to, jak dużo ludzi w Petersburgu pracuje w 'pilnujących' zawodach, które wydają mi się w takiej masie zupełnie niepotrzebne: każda sala (bądż salka, wielkość nie gra roli) w muzeum ma swoją dyżurujacą osobę (dla przykładu Ermitaż ma 350 sal, Muzeum Rosyjskie pewnie co najmniej połowę tego, więc możecie sobie wyobrazić wielkość 'obstawy'), każdy wagon tramwaju ma swojego konduktora, każda seria schodów w metrze osobę siedzącą w budce i obserwującą ruch... i tak można by wymieniać bez końca. Nie muszę dodawać, że spotkanie z 'pilnującym' zwykle jest mało przyjemne, bo oznacza, że 'pilnowany' złamał jakąś obowiazujacą zasadę. W tej samej sekundzie, kiedy ze śmiechem zbiegaliśmy po schodach metra, żeby zdążyć dojechać na wieczorny koncert, odezwał się przez mikrofon ponury głos strażniczki strofujący nas bezlitośnie. W metrze, rzecz jasna nie biega się, zreszta metro jest w Petersburgu dość osobliwym doświadczeniem, o którym napiszę przy innej okazji.

Tylko raz mnie zaczepiono. W metrze metna rozmową próbował zabawić mnie poczciwy pijak, błyskając przy tym złotym zebem. Kiedy okazało sie, że nie mówię po rosyjsku, probówał pochwalić się swoją znajomoscią niemieckiego, ograniczającą się do kilku zapamiętanych pewnie z telewizji czy filmow zwrotów.

I wreszcie na koniec zostawiłam sprawę kierowcow. Niestety to najgorszy sort, bo nieprawdopodobnie bezczelny. Nigdy się nie zatrzymują, jak chce się przemknać przez ulicę, wymuszają pierwszeństwo nawet na przejściu dla pieszych, więc zdarzyło mi się nie raz klepnąć w karoserię ze złości (zwłaszcza samochody terenowe). Ruch w mieście jest niewiarygodny i permanentny (mniej aut wyjeżdża jednak na ulice w weekendy), przypomina mi trochę Indie w uporządkowanym stylu i bez zwierząt wkraczających na pasma autostrady. Z pewnością nie odważylibysmy się w Petersburgu wynająć samochodu. Auto, mieliśmy wrażenie, stało sie emblematem agresywnej ekspansji materialnej i nowego poczucia władzy.

Petersburscy weselnicy

Petersburscy weselnicy

 

Uliczni widzowie, dni Dostojewskiego, Petersburg

Uliczni widzowie oglądający inscenizacje fragmentów powieści Dostojewskiego

Nieśmiertelny Fiedia i Pietia

Nieśmiertelni Pietia i Fiedia z ulicznego teatrzyku

wtorek, 13 lipca 2010

Sankt PetersburgPetersburg mnie zafascynował i pochłonął bez reszty. Mieliśmy jechać do Moskwy, mieliśmy wpaść do Nowogrodu, ale wszystkie plany dalszych wypraw straciły sens, jak tylko znaleźliśmy się w Pitrze. Są miasta, które zbudowane zostały w człowieczej skali, są ludziom przyjazne i wygodne. Taka jest dla mnie Lozanna, Paryż, Gdańsk, Turyn, Londyn, izraelska Haifa bądź wreszcie marokański Fez. Petersburg, jak się szybko przekonałam do tej grupy nie należy. To miasto o zupełnie innych rozmiarach i to zdecydowanie ponadludzkich! Wszystko w nim jest kolosane, zbudowane z nieprawdopodobnym rozmachem: pałace, teatry, światynie potrafią być gigantyczne i zniewalające, kanały są misternie wydrążone, by połączyć rozlewające się na 42 wyspach miasto, aleje szerokie na cztery pasy jazdy w każdą stronę, krawężniki wysokie na dwa schody (niektóre rzeczywiście przy przejściach mają dwa schodki), stacje metra to podziemne pałace i wreszcie rzeka potężna, mogąca łatwo zmieścić kilka innych z południa kontynentu. Kiedy wypłynęliśmy radziecką łódką na Newę, ogarnęła mnie niemała panika. Łódka, która w skali rzeki była tylko mizernym pudełkiem od zapałek, skrzypiała, a fale, znane mi raczej z podróży po Śródziemnomorskim czy Bałtyku niż jakiejkolwiek rzece groźnie rozbijały się o burtę. Newa postanowiła nas jednak wielkodusznie nie tratować.

Sobór, Petersburg, Rosja

Sobór Zmartwychwstania Pańskiego, Cerkiew na Krwi

Na Newie, Petersburg,  Rosja

Na potężnej Newie

Petersburskie kanały

Petersburskie kanały

Most Aniczkowski, Petersburg Rosja

Most Aniczkowski, centrum miasta

Chodząc po mieście aż trudno było mi zrozumieć, że w tej nieprawdopodobnej skali przyszło żyć ludziom a nie gigantom, bo tylko oni mogliby czuć się tam jak w domu. Nie chcę jednak wcale powiedzieć, że miasto człowieka wyklucza. Wręcz przeciwnie, ono fascynuje i pociąga jak charyzmatyczny przywódca. Właśnie w tej charyzmie widać rękę założyciela – cara Piotra, który swój pomysł kazał wcielić w życie, choć wydawało się, że na tym bagnistym terenie wysoko na 60 równoleżniku nigdy nie mogłaby powstać wielka stolica. Nieprawdopodobne stało się jednak możliwe.

Sobór św. Izaaka, Petersburg, Rosja

Sobór św. Izaaka

Newski Prospekt, Petersburg

Newski Prospekt

Plac przy Pałacu Zimowym, Petersburg, Rosja

Plac Pałacowy

Dworzec Lenina, Petersburg

Dworzec Lenina

O Petersburgu mówi się, że jest Wenecją Północy ze względu na liczne kanały rozcinające miasto i budynki zaprojektowane przez włoskich architektów. Car Piotr miał jednak w głowie Amsterdam, kiedy planował nową stolicę. Dla mnie jednak żadne z tych porównań nie jest właściwe, bo sugeruje, że miasto jest jedynie kopią. Petersburg jest przede wszystkim Petersburgiem, innemu miejscu niepodobnym. Panie Dostojewski, miał pan rację, to fantastyczne miasto!

Muzeum Rosyjskie, Petersburg

Muzeum Rosyjskie

Kanał przy Ermitażu

Kanał przy Ermitażu

Plac Sienny

Plac Sienny

piątek, 02 lipca 2010

Wreszcie. Dolecielismy. Dojechalismy. Jestesmy w Petersburgu juz drugi dzien. Nie mam wrazenia wcale, ze pojechalam bardzo daleko, choc zakradanie sie do miasta przez Szwecje wydawalo sie dosc dluga droga. Pompatyczny splendor budynkow w centrum przypomina mi nieco fragmenty Warszawy czy Wroclawia. Jest goraco, wiec staramy sie wybierac zacienione ulice, spacery nad kanalami czy bliskosc newskiej bryzy.

Udalo nam sie jako obcokrajowcom juz zarejestrowac w miescie. Biurokracja nie az taka straszna jak sie o niej odpowiada. Musimy tylko nasza karteczke wizytke odebrac w poniedzialek.

Pomimo tego ze stracilismy trzy godziny w roznicy czasowej, dzien wydluzyl sie do granic:

18.00- swieci slonce

19:00 - wciaz swieci

20:00 - zaszlo, ale wciaz jasno zakrylo sie za chmurami w dzien przyjazdu, byl dzien burzowy. Zachodzi dopiero ok. 23-ciej

21:00, 22:00, 23:00 - wciaz siedze bez zapalonej lampki

Polnoc - samochody zapalaja swiatla, ale prawdziwy zmrok wciaz nie zapadl. Najciekawsze jest to, ze na wielu ulicach w ogole nie zapalaja sie swiatla, wiec jest po 1, 2 w nocy rzeczywiscie BARDZO ciemno.

 

"Miasto nie kryje sie w ciemnosci,

w mgle bialej drzemie, w mlecznej dali

Jak ktos, kto noca swiece pali

Bojac sie duchow i przeszlosci"

- pisal niegdys Slonimski o Petersburgu w swojej 'Podrozy do Rosji"

C.d.n.

Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...