środa, 31 lipca 2013

Pewnego dnia pojawiły się na ścianie oksfordzkiego szpitala i cały korytarz rozweselił się kropkami, kolorami i swoiskim psim pyskiem. Polka Doggies to radosne kreacje artystki Emmy Davis. Pieski w kropaski to cudne kolaże różnych materiałów pokryte farbą akryliczną.

Polka doggies exhibition

Wystawa Polka Doggies w szpitalu. Zdjęcie autorstwa artystki, pochodzi z jej strony na FB.

Musiałam przynajmniej jednego przygarnąć  do domu. Sposobność znalazła się szybko, bo akurat trafiły się pierwsze urodziny Talenki. Tak zawitał do nas scottie na niebieskim tle.

Polka doggie  blue

W międzyczasie Emma odkryła stronę Beli opowiadąjącą o jej historii i postanowiła podarować jej jednego z kropkowanych psiaków.  Do domu przyszedł duży, czerwony scottie.

Polka doggie red

Radość podróżuje łatwo i szybko. Tęczowe kropki zamigały mi w oku i scottie na pomarańczowym tle trafił w moje łapki. Ten powędruje do mojej kochanej siostrzenicy Zuzetki, która za kilka dni skończy cztery lata.

Polka doggie orange

Trzy zwierzaki patrzą na mnie przy śniadaniu, a ja chciałabym, żeby popatrzał na nie większy świat i żeby psia wesołość koloru powędrowala dalej. Dlatego chcę zaprosić Emme do mnie do pracy, aby tu zrobiła wystawę. Jeżeli się uda, to będzie dopiero coś! Tym, co daleko, polecam odwiedzenie jej strony na Facebooku (chyba jeszcze kilka psiaków czeka na nowych właścicieli), a miejscowych mam nadzieję wkrótce zaprosić na obejrzenie polka doggies na żywo.

wtorek, 30 lipca 2013

Mam nadzieję, że wydawca wybaczy a autor nie będzie miał nic przeciwko. Nie mogłam się powstrzymać i muszę się z wami tym wierszem podzielić:

 ***

Długim korytarzem idzie chirurg, właśnie

skończył operować mojego ojca. Idzie

 

tak już od lat, a we mnie nadzieja przymierza

na zmianę czarną i białą sukienkę. W domu

 

zostawiłem, tato, twoją śmierć - wściekłego

psa, którego nienawidzę, lecz karmię

 

by móc go wziąć na ręce,

jeżeli się nie obudzisz.

 

Tadeusz Dąbrowski, Pomiędzy

 

Piękny. Pamiętam, jak sama przebierałam czarne na białe i z powrotem białe na czarne kiecki, kiedy Bela była na intensywnej terapii. Wściekły pies wciąż mnie nawiedza w domu, ale już nie jest lękiem przed śmiercią.

Tadeusz Dabrowski Pomiedzy

niedziela, 28 lipca 2013

Moda jest formą brzydoty tak straszną, że musimy ją zmieniać co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

Są miejsca w Londynie, gdzie brak reakcji na sezonową zmianę kolekcji ubiorów, potrafi wykluczyć z towarzystwa, ale to tylko punkciki na wielkim planie miasta. Mnie Londyn zawsze będzie się kojarzył z nieprawdopodobną wolnością w doborze stroju, swobodą w łączeniu kolorów i materiałów. Może być dziwacznie, śmiesznie, wątpliwie, ważne, żeby było oryginalnie. I to mi się szalenie podoba.

Zapraszam dziś na szybki spacer po stolicy, będzie trendy, antymodnie i też mocno klasycznie :)

Moda, Londyn, Knigsbridge

Harvey Nichols - witryna jednego z najbardziej znanych sklepów w londyńskiej dzielnicy Knightsbridge.

Harvey Nicols, luksusowy dom towarowy w Londynie

Druga strona Harvey Nichols

Knightsbridge, dzielnica mody, Londyn

"Ubierz się brzydko, a zapamiętają sukienkę; ubierz się nieskazitelnie, a zapamiętają kobietę" Coco Chanel
Ulica wielkich marek, Knightsbridge.

Moda uliczna, Londyn


"Moda przemija, ale styl pozostaje wieczny." Yves Saint-Laurent.

Wciąż Knightsbridge, ale już nie z żurnalu :)

Szczęsliwiec z apple


"Kobiety myślą o wszystkich kolorach poza brakiem koloru. Powiedziałam, że czerń ma wszystko. Biel też. Ich piękno jest całkowite. To idealna harmonia." Coco Chanel.

Widać, że pan wziął sobie słowa Chanel mocno do serca. Turysta na Tower Bridge. Ipad pod kolor :)

Angielska moda


"Powinno się być albo dziełem sztuki albo nosić na sobie dzieło sztuki." Oscar Wilde

Trochę starej, angielskiej elegancji.

Usługi krawieckie

Krawiec! Nie wyginął (wciąż na szczęście)

Londyńska moda

Moda na ulicach multikulturowej i wciąż dość dobitej dzielnicy Stoke Newington

Polsko-rosyjski sklep

Polskie akcenty na pograniczu Stoke Newington i Stamford Hill

Ortodoksyjny

Religijno-kulturowe przywiązanie

Mundurek

 Moda szkolna, niezmienna

Londyńskie garnitury

Londyński klasyk dzielnicy finansowej.

 

A co Wy nosicie i proponujecie w tym sezonie? :)

środa, 24 lipca 2013

Jest jednym z najdłużej piszących blogerów spoza Polski, jakich znam. Wnikliwy, wyczulony na zmiany polityczne na Węgrzech, celnie komentujący i  ciekawie fotografujący Budapeszt. O kim mowa? Oczywiście o Jerzym - Jeżu Węgierskim, którego po prostu musieliście napotkać. Jest mi niezmiernie miło, że Jerzy zgodził się opowiedzieć historię swojej przeprowadzki, która przydarzyła się w bardzo interesującym momencie – zaraz na samym początku lat 90. Serdecznie zapraszam do przeczytania wywiadu!

Jak to się stało, że znalazłeś się w Budapeszcie? Dlaczego akurat tam?

Jak to często bywa, przez kobietę - moją żonę, a było to tak. Jako dziecko, jak trzeba, regularnie myliłem Budapeszt z Bukaresztem, i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym mieszkać w Budapeszcie (zresztą w Bukareszcie też nie). Aż tu w czasie studiów w Warszawie w drugiej połowie lat 90-tych poznałem ładną węgierkę, która przyjechała tam na Jazz Jamboree. Wtedy Węgrzy mieli, jak na Europę Wschodnią, masę pieniędzy, ale nie mieli jazzu, który akurat był w Polsce - był nawet Miles Davis - więc przyjeżdzali tu całymi samolotami i pociągami. I tak to się zaczęło.

Pisywaliśmy do siebie listy, które szły cztery tygodnie, odwiedzaliśmy się kiedy tylko dało radę aż w końcu 1991 roku, skończywszy studia, przeniosłem się na Węgry. Wszyscy pukali się życzliwie w głowę bo przecież był to jeszcze początek wolności i jak wyjeżdzać to na zachód, wyraźnie nie byłem zupełnie w porządku.

Wtedy wszyscy wiedzieli jak się wyjeżdza z kraju nielegalnie ale jak powinna wyglądać legalna emigracja było mniej oczywiste. Zadzwoniłem do MSZ-tu. Wyjeżdzam z Polski. Na stałe, mówię. A oni na to: Powodzenia! Szerokiej drogi! Poszedłem do ambasady węgierskiej, że przenoszę się na Węgry. Kazali przynieść szereg papierów i tyle. Tydzień po przyjeździe dostałem dowód osobisty dla cudzoziemców (niebieski, najlepszy!) z prawem pobytu i pracy na dziesięć lat a także prawo głosowania w wyborach lokalnych. Teraz te wszystkie prawa dostaje się na rok, wszystko jest na tyle bardziej skomplikowane, że zatrudniać trzeba za grube pieniądze wyspecjalizowaną firmę, która zajmuje się formalnościami, no i trzeba płacić. A mnie tak łatwo poszło, ach te błogie początki lat 90-tych!

ACTA, Budapeszt

Demostracja przeciw ACTA

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz je jeszcze?

Wylądowałem początkowo w Szolnoku. Jest to niewielkie miasto z jakimiś osiemdziesięcioma tysiącami mieszkańców na wschodzie Węgier. Prowincja w każdym calu. Nie było wówczas telewizji satelitartnej, internetu, niewielu ludzi mówiło po angielsku więc nagle dużo rzeczy mi się urwało. Z perspektywy czasu widzę, że nie był to łatwy okres.

Zacząłem się uczyć - sam - węgierskiego, znalazłem pracę w szkole językowej. Ludzie byli generalnie mili, jak to w niewielkich miastach często bywa. Nosiłem wówczas kolczyki w uszach i gdy napisano o mnie artykuł w miejscowej gazecie to te kolczyki zajęły prominentne miejsce w tekście.

Ponadto jako Polak zawsze mogłem liczyć na sympatię bo tu się Polaków autentycznie i spontanicznie lubi (jakby ktoś chciał emigrować i szukał miejsca gdzie nie będzie wciąż słyszeć, że zabiera komuś pracę czy też jest niekulturalny natomiast będą go lubić to polecam Węgry). Z czasem znalazłem paru innych Polaków i założyliśmy klub polski, który nawet do dziś działa. Jakoś oswoiłem to miejsce choć gdy tylko nadarzyła się okazja przenieść się do Budapesztu zrobiliśmy to z wielką radością.

Rowerzysci w Bupadeszcie

Podnoszenie rowerów na Masie Krytycznej

Jak Ci się teraz mieszka w Budapeszcie? Jak traktujesz miasto?

W Budapeszcie mieszka mi się super. Miasto jest ładne i pełne uroczych miejsc a ponadto mieszkamy w samym centrum więc w bardzo wiele miejsc chodzimy na piechotę czy też jedziemy na rowerze. Całe życie mieszkałem poza centrum i do dziś pamiętam te wieczne czekanie na tramwaj czy autobus, wreszcie jest inaczej.

Tak się złożyło, że siódma dzielnica, w której mieszkam, stała się zagłębiem kultowych romkocsm czyli knajpek otwieranych w walących się domach. Są one wszędzie, a dzięki nim trafia tutaj masa ludzi więc okolica zrobiła się bardzo żywa. Budapeszt też powoli wyrasta na potęgę rowerową, coraz więcej ludzi jeździ na rowerze, buduje się ścieżki, genialne są masy krytyczne, w tą sobotę będzie niestety ostatnia. Tu da się żyć.

Cały czas jeszcze odkrywam Budapeszt. Czytam sobie o różnych aspektach miasta, jak daję radę to chodzę na przechadzki po mniej znanych okolicach. Blog pomaga mi nieco głębiej wejść w pewne rzeczy, które mnie zainteresują. A przy tym po tylu latach czuję się już budapeszteńczykiem. Udzielam się nieco w internetowych lokalnych wspólnotach, chodzę na demonstracje. Jak widzę turystów z mapą w mojej okolicy to pytam czy może pomóc i wiele razy miło sobie z nimi pogadałem.


Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Fascynuje mnie odkrywanie Węgier - Węgrów, różnic między Węgrami a Polską. Kiedyś myślałem, że to dwa środkowoeuropejskie kraje o niemal identycznej historii i kulturze, teraz widzę jak bardzo się myliłem. Parę przykładów: przenoszę się na Węgry a tam w telewizji leci serial niemiecki. Niemiecki??? W Polsce, wtedy przynajmniej, rzecz niewyobrażalna. Albo niechęć do Rosji: jest i tu i tu. Tyle, że na Węgrzech przybiera ona formę strachu przed jakimiś przerażającymi innymi, obcymi a w Polsce Rosjan choć też się nie lubi to nie lubi ich się tak jak się nie lubi kuzyna, który mimo, że parszywy to jednak jest rodziną.

Z innych rzeczy, musiałem się nauczyć, że chleb kupuje się na kilogramy ("poproszę o pół kilo chleba") a napoje na decylitry ("dwa deci soku" - tak tu się mówi). Ze wszędzie w mieszkaniach albo zdejmuje się buty albo przynajmniej należy zaoferować, że się to zrobi. Gospodarz gościnnie zsuwa z nóg swoje kapcie oferując je gościowi - takie cieple jeszcze, blee!

No i herbata. W Polsce rzecz oczywista ale tutaj już nie. Na Węgrzech pije się jej dużo mniej, zwykłą herbatę jeszcze rzadziej i to w dodatku w zasadzie wyłącznie jako Earl Greya, w resturacjach innej najczęściej wogóle nie ma. Spotkałem już się ze stwierdzeniem: herbata? Już po 15-tej, dziękuję, jak wypiję to nie będę mógł spać. Za to kawa płynie tu strumieniami. I tak dalej, te mniejsze-większe różnice nie mają końca.

Romkocsma, Budapeszt

Romkocsma

Jakie książki o Budapeszcie poleciłbyś czytelnikom?

Ze starszych to 'Chłopców z placu broni'. Nie wiem ilu ludzi wie ale jest to najpopularniejsza na świecie książka napisana przez węgierskiego autora. Przetłumaczono ją na masę języków i wydano w wielkich nakładach. Sam pamiętam jak czytałem ją jako lekturę w szkole. Akcja dzieje się w Budapeszcie, w ósmej dzielnicy stoi zresztą pomnik bohaterów książki.
I choć książka uchodzi na powieść młodzieżową to gdy wróciłem do niej niedawno dotarła do mnie na nowo. Dla mnie jest to książka o tym jakie społeczeństwo umożliwiło pierwszą wojnę światową. Kult formalnej organizacji, honoru, poświęcenia mimo jego nadaremności, strach przed wykluczeniem wszystko to sprawiło, że miliony ludzi - w dzieciństwie tacy chłopcy jak ci opisani w powieści - karnie pomaszerowało na śmierć. Czyli książka dla młodych i starszych.
Druga książka, a może niedługo i książki jak więcej ich przetłumaczą na polski, to kryminał Vilmosa Kondora pt. 'Budapest noir'. Akcja tej serii ma miejsce w Budapeszcie przed wojną, w czasie niej i w okresie powojennym. Miasto opisane jest w detalach i z całą pieczołowitością, czyta się trochę jak przewodnik po przeszłości Budapesztu. Ciekawostką są pojawiające się wątki polskie. Książka nie unika polityki: bohater ma proangielskie poglądy - w przeciwieństwie do dominujących wówczas sympatii proniemieckich - żył w Stanach Zjednoczonych i nie lubi strzałokrzyżowców. Po takiej książce chce się odwiedzić Budapeszt!

Chlopcy z placu broni

Pomnik Chłopców z placu broni

 

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Jeża

 

***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki:

Latająca pyza w Mediolanie

Katasia w Cannes

Dabarai w Londynie

Holly w Paryżu

Invitada w Edynburgu

Kasia Hordyniec w Donegalu

Stuffed mice w Buenos Aires

Lilithin w Czandigarze

Asia Kusy w Karaczi

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie



wtorek, 23 lipca 2013

Przeprowadziliśmy się! A dokładnie przeprowadzono nas. Oksfordzka firma przeprowadzkowa spakowała nas w ciągu dwóch dni w ponad 100 kartonow, następnego dnia przewiozła cały dobytek pod nowy adres i zaczęło się życie na styl kampingowy. Pogoda była łaskawa, od początku lipca słonko praży i smaży, więc brak kuchni nie doskwierał tak bardzo jakby to robił w trakcie mniej letniej aury.

Dziś mijają trzy tygodnie odkąd jesteśmy pod nowym adresem na podoksfordzkiej wsi i oddychamy już z ulgą. Dziewczynki się zadomowiły, rzeczy się powoli rozlokowują, pojawiła się kuchnia i pierwsze celebracyjne ciacho upieczone przez Anią, nasza au pairkę. Ogród jest satysfakcjonująco wypalony przez słońce, więc jego totalne zaniedbanie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy niespecjalnie rzuca się w oczy. Sąsiedzi bliźsi i dalsi są mili.

Eynsham ma pocztę, bibliotekę, sklep z rekodziełem i kawiarenkę, genialną knajpkę bangladeską, kwiaciarnię, winiarnię (!), sklep z mydłem i powidłem, aptekę, kilka pubów, w tym gastro-pub nad samą Tamizą, przychodnie, całkiem satysfakcjonujący sklep spożywczy, kilka kosciołów różnorakich wyznań, chińskie take-away i objazdowego wana z pizzą, który przyjeżdża zawsze we wtorek wieczorem. Eynsham jest zaskakująco pełne życia. Pamiętam bezludne, niedzielne poranki w naszej dzielnicy Oksfordu, spodziewając się, że na wsi bedzie jeszcze bardziej cicho, tymczasem jest zupelnie inaczej. Do Oksfordu mamy sześć mil. Przy dobrej pogodzie na drogach to tylko 15 minut autem bądź 20 minut autobusem.

Przeżyliśmy przeprowadzkę, otrzepaliśmy sie z budowlanego kurzu, zaczęło się życie na nowo. Wrócilam do pracy (jestem szczęśliwym pół-etatowcem!). Moje podróże autobusem do biura sprzyjają lekturze. Bardzo polecam najnowszą powieść Coetzee 'The Childhood of Jesus' - tą przeczytałam jeszcze w maju w Polsce i jestem wciaż pod wielkim wrażeniem: świetnie wyobrażona, niepokojąca powieść bazująca na dobrze znanej historii, której nie sposób nie traktować z podejrzeniem.

Jak byłam w Gdyni, to zakupiłam egzemplarz książki, o której trudno było nie słyszeć - i którą, o dziwo, czytam już drugi miesiac. 'Morfina' Twardocha początkowo bardzo mi sie podobała, przede wszystkim ze względu na psychodeliczną narrację, ale po 150 stronach eksperyment nie przeszedł moim zdaniem próby czasu i czytam powieść wyłacznie dlatego, żeby móc ją skomentować w londyńskiej Polish Reading Group.

Tuż przed przeprowadzką wpadła mi w ręce książka Charlotte Moore 'George and Sam' – historia kobiety samotnie wychowującej trójkę chłopców, w tym dwóch autystykow. Fascynująca i bolesna. Też wciąż niedoczytana - może dlatego, że przenosi mnie do świata zbyt niepokojącego?

Poszukuję teraz powieści, które mogłabym zabrać ze sobą na Sycylię (wcale niekoniecznie dziejące się w tym regionie), żeby trochę odpocząć. Cudownie będzie zmienić otoczenie i wyjechać do miejsca, które jest tak różne od zielonych Wysp. Co polecacie?

I powoli czekam na jesień, kiedy znowu wszystko przyspieszy. Chcę zabrać Belę na dwa turnusy rehabilitacyne (wracamy do Zabajki na pewno w listopadzie i może jeszcze we wrześniu, juhu!). I planuję zorganizowanie kolejnego spotkania autorskiego – tym razem gościem będzie Ewa Lipska, co mnie niezmiernie cieszy (szczegóły wkrótce). Obiecuję też powrócic do pisania :) Zatem witam po dłuższej przerwie i przepraszam za brak polski znakow - pisze na nieczulym na polska ortografie komputerze.

Domowe pielesze. Dom letni Virginii Woolf

Domowe pielesze. Domek letni Virginii Woolf, poludnie Anglii.

Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...