piątek, 28 września 2012

Takich historii jest oczywiście mnóstwo. Do Polski przyjechałam po dziesięciomiesięcznej przerwie, więc nie ukrywam, że przeżyłam mały szok kulturowy. A oto kilka przykładów dlaczego:

Sytuacja 1
W kawiarni kupujemy z siostrą kawę na wynos.
- Czy ma pani może nakrywki do kubków?
W odpowiedzi pojawia się ostro wysunięty paluch jednoznacznie wskazujący kupkę nakrywek w ciemnym rogu.
Cóż, nie starcza nam odwagi na słowa podziękowania :)

Sytuacja 2
Dzwonię do szpitala, szukam lekarki. Rozmawiam z kimś w dyżurce.
- Doktor C. nie ma.
- Nie wie Pani, gdzie mogę ją znaleźć?
- Dyżurka pielęgniarek
- A jaki jest tam numer?
- Końcówka 354
- Dzię... zaczynam mówić już do siebie, bo głos po drugiej stronie szybko się rozłączył.

Sytuacja 3
Zamawiam pizzę z dowozem do domu. Chcę przygotować należność dla kierowcy, więc pytam:
- Mógłby mi pan powiedzieć, ile to będzie razem kosztowało?
- Nie. I błyskawicznie odkłada słuchawkę. Nawet nie wiem, kiedy się tej pizzy spodziewać.

Sytuacja 4
Zasiedzieliśmy się w kawiarni na lotnisku i biegiem ruszamy do bramki, bo za 20 minut odlot. Wchodzimy do samolotu z dwójką małych dzieci jako jedni z ostatnich pasażerów, co ma niewątpliwie również swoje zalety - nikt się nie przepycha. Udajemy się w głąb samolotu, nagle atakuje mnie starsza pani z pretensją:
- Dlaczego pani nie weszła, jak wchodziły mamy z dziećmi?
Nie mam szansy odpowiedzieć (pomijam to, że pytanie mnie zatkało), bo pani ze złością kontynuuje: Przecież nie wchodzi się ze wszystkimi, nie wchodzi!

To, dlaczego się nie wchodzi, skoro się wchodzi, pozostaje dla mnie do teraz zagadką :)

A na koniec dobra wiadomość: przy przechodzeniu przez kontrolę mienia i ciała na lotnisku w Gdańsku już nie trzeba zdejmować butów, hurra!


czwartek, 27 września 2012

Kończy się nasz pobyt w Polsce i wracamy same. Miałam nadzieję, że uda nam się znaleźć au pair, która miałaby ochotę na małą przygodę: zamieszkać z nami, popraktykować, nauczyć się języka i może otworzyć własną działalność. Szukam bowiem kogoś zajmującego się rehabilitacją, pedagogiką specjalną bądź fizjoterapią (albo czymś zbliżonym), kto potrafiłby dobrze zająć się naszą Belą, poznać, jak pracują z nią brytyjscy terapeuci i jednocześnie zdobyć ciekawe doświadczenie a potem wykorzystać je na własną rękę. Myślę, że fajnie byłoby z nami zamieszkać. Może znacie kogoś? Albo Wasi znajomi? Ogłoszenie wciąż wisi na portalu Trójmiasto.pl. My za chwilę będzie z powrotem w Oksfordzie i mam nadzieję, że wkrótce jakaś odważna dusza do nas dołączy - będę Wam, bardzo wdzięczna za pomoc w odszukaniu takowej.

Tymczasem żegnam się z chłodnym morzem w trzech pocztówkach.

Morze Gdynia

Gdyńska trasa

Dziewczynki

Nadmorska drzemka

Czytający nad morzem

Bulwarowy czytelnik. Fota do tyglowej kolekcji Uroków czytania

wtorek, 25 września 2012

Pole Position Literacka jesień na Wyspach po polskuOd ponad dwóch tygodni jestem z dziewczynkami w Polsce i choć dobrze nam na babcinym zapiecku, to tęsknimy już trochę za własnym domem. Tym bardziej, że ta jesień niesie ze sobą sporo ciekawych wydarzeń. Dziś zareklamuję polskie spotkania literackie, bo ich w tym roku jest cały ogrom a do tego, uwaga uwaga, udało mi się namówić największą oksfordzką księgarnię Blackwell's na zorganizowanie spotkania z Jackiem Denhelem! O szczegółach napiszę wkrótce, tymczasem rezerwujcie sobie wieczór 6 listopada.

Kto nie zdąży do Oksfordu, temu polecam spotkanie z Jackiem w Londynie 5 listopada. To będzie początek promocji tłumaczenia jego najnowszej powieści "Saturn", którą przełożyła Antonia Lloyd Jones. Książka jest znakomita, więc liczę na to, że będzie się bardzo podobać brytyjskim czytelnikom.

Saturn

Z Antonią będziecie mieli okazję spotkać się niejednokrotnie tej jesieni, bo ona będzie towarzyszyć kilku pisarzom, których książki w tym roku przetłumaczyła (Antonio, co byśmy bez ciebie zrobili?!) Gorąco polecam spotkanie z Pawłem Huelle i Antonią, jakie odbędzie się 7 października o 12:30 w londyńskim Kings Place (tutaj szczegóły). Paweł Huelle będzie opowiadał o motywach muzycznych w swojej twórczości, przy okazji promując angielskie tłumaczenie swoich "Opowieści chłodnego morza".

Cold Sea Stories Pawel Huelle


Wymienione spotkania to tylko niewielka cząstka tego, co w tym roku zgotował Polski Instytut Kulturalny w Londynie. W ciągu najbliższych dwóch miesięcy w ramach Pole Position – polskiego festiwalu literatury polskiej odbędzie się seria wydarzeń z udziałem 6 pisarzy podróżujących po 10 miastach Wielkiej Brytanii. Więcej informacji znajdziecie na stronie Instytutu a poniżej zamieszczam skrótową listę:

26 września: Artur Domosławski, Liverpool, Toxteth Library
7 października: Paweł Huelle, London (Notes & Letters Festival), Kings Place
8 października: Paweł Huelle, David Constantine, Manchester (Manchester Literature Festival), International Anthony Burgess Foundation
9 października: Paweł Huelle, David Constantine, Ilkley (Ilkley Literature Festival), Ilkley Playhouse
10 października: Paweł Huelle, Antonia Lloyd-Jones, Liverpool, Toxteth Library
17 października: Grażyna Plebanek, Noémi Szécsi, prowadzenie: Tibor Fisher, Oxford, Albion Beatnik Bookshop
18 października: Grażyna Plebanek, Maggie Gee, London, Belgravia Books
19 października: Grażyna Plebanek, Anjali Joseph, Noémi Szécsi, Manchester (Manchester Literature Festival),  International Anthony Burgess Foundation
20 października: Grażyna Plebanek, A.M.Bakalar, Edinburgh, Blackwell's
4 listopada: A.M.Bakalar, Zygmunt Miłoszewski, prowadzenie Sophie Mayer, Folkestone (Folkestone Book Festival), Quarter House
5 listopada: Zygmunt Miłoszewski, Jacek Dehnel, London, Daunt Books
6 listopada: Jacek Dehnel, Oxford, Blackwell's
7 listopada: Magdalena Tulli, A.M.Bakalar, Sefton, Merseyside (Sefton Celebrates Writing with Writing on the Wall), Southport Town Hall


A tak poza tym to trzymajcie kciuki za moją Belę, bo jest bardzo niespokojna i boję się, że i tej jesieni czeka nas szpital albo jakaś nieprzyjemna kuracja...

czwartek, 06 września 2012

Reguła pierwsza: procedura jest święta

Zakupiłam wózek dla dwójki dzieci przez internet. Okazał się być inny niż oglądany wcześniej model w sklepie i zupełnie nie pasował Beli, więc musiałam go zwrócić. Dzwonię do sklepu:

- W jaki sposób mogę zwrócić nabyty wózek?
- Musi go pani spakować dokładnie w taki sam sposób, w jaki był spakowany, kiedy go pani otrzymała.
- Nie chcą go państwo wcześniej obejrzeć?
- Nie, wózek przejdzie inspekcję w sklepie, więc musi go pani przywieźć takim, jakim go pani otrzymała. Proszę pamiętać o tym, żeby dobrze zakleić pudło, jak włoży tam pani wszystkie części, oczywiście wcześniej odpowiednio zawinięte i złożone.
- Ale jaki jest sens zaklejania pudła i pakowania każdej części, skoro i tak będą musieli państwo wyjąć wózek i go obejrzeć?
- Taka jest nasza procedura.
- Nie szkoda podwójnego wysiłku?
- Taka jest nasza procedura.
- Naprawdę nie rozumiem, po co go rozkładać, owijać i zalepiać, skoro pani będzie musiała i tak to rozlepić, odwinąć i złożyć?
- Tak jak powiedziałam, taka jest nasza procedura.

Reguła druga: chroń przed zagrożeniem teoretycznym

W poczekalni kliniki szpitalnej czekam na lekarza (spóźnia się już 40 minut). W końcu wychodzi piguła i wykrzykuje nazwisko mojej córki. Trzymam Natalie na jednym ramieniu, a drugą ręką pcham wózek. Piguła rozkazuje:
- Proszę natychmiast włożyć dziecko do wózka.
- Słucham?
- Proszę włożyć dziecko do wózka. Może się pani pośliznąć na mokrej podłodze.
Rozglądam się dookoła, korytarz suchuteńki .
- Jakiej mokrej podłodze? Tutaj nic nie jest mokre.
- Ale mogłoby być, to szpital.

Reguła trzecia: kurtuazja królową korespondencji

Czekam na paszport córki, który nie przychodzi i nie przychodzi. Sprawdzam w internecie, na jakim jest etapie przygotowania. Otrzymuję odpowiedź, że biuro paszportowe dostało dokumenty 28 sierpnia (wysłałam je dwa tygodnie wcześniej, ale mniejsza o to). Odpisuję, że dziękuję za informację, cieszę się, że aplikacja dotarła, ale interesuje mnie najbardziej to, jak bliska jest sfinalizowania.

Dostaję maila:
Dziękujemy za przesłaną wiadomość. Informujemy, że biuro paszportowe otrzymało dokumenty 28 sierpnia.

Piszę kolejnego maila z kolejną prośbą o wskazanie, na jakim etapie materializowania się jest paszport Natalie. Przychodzi odpowiedź:
Dziękujemy za przesłaną wiadomość. Informujemy, że biuro paszportowe otrzymało dokumenty 28 sierpnia. Dokumenty muszą przejść proces weryfikacji.

Piszę znowu:
Bardzo się cieszę, że otrzymałam trzykrotne potwierdzenie daty dostarczenia dokumentów. Będą państwo łaskawi powiadomić mnie, na jakim etapie weryfikacji znajduje się paszport mojej córki?

Przychodzi odpowiedź:
Dziękujemy za przesłaną wiadomość. Dokumenty leżą w kolejce do weryfikacji.

Piszę następnego dnia i przychodzi dobrze już znana odpowiedź: Dziękujemy za przesłaną wiadomość. Informujemy, że biuro paszportowe otrzymało dokumenty 28 sierpnia.

 

***

Mogłabym pisać wiele, co o tym sądzę, ale powiem tylko tyle, że kto żyje według takich reguł, ten martw za życia.

niedziela, 02 września 2012

Olimpiada kulturalnaO ósmej rano w piątek 27 lipca zbudził mnie dźwięk dzwonów dochodzący z pobliskiego kościoła anglikańskiego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pastor zwykle oszczędnie się z nimi obchodzi. Bogu dzięki nie był to ani zwiastun pogrzebu, ani zapowiedź nowego zwyczaju na piątkowy poranek. Chwilę mi to zajęło, zanim zorientowałam się, że pastor brał udział w artystycznym projekcie a ja - podobnie jak i cała kilkudziesięciomilionowa społeczność Wielkiej Brytanii - zostaliśmy do niego zaproszeni. Tamtego poranka powinnam więc była łączyć cokolwiek, co dzwoni: telefon komórkowy, klakson, dzwonek rowerowy, etc., by przez trzy minuty partycypować w pracy Martina Creeda, zdobywcy brytyjskiej nagrody Turnera dla najlepszego artysty, zatytułowanej skromnie Work no 1197. Po cóż? Ano, by w ten sposób włączyć się w wielki dzień otwarcia Igrzysk Olimpijskich pracą będącą częścią Olimpiady Kulturalnej.

Ósma rano na mojej ulicy jest porą wzmożonego ruchu: samochody peregrynują w stronę centrum, dzieciaki wybierają się do szkoły, zaczyna kręcić się listonosz i pierwsi roznosiciele niechcianych ulotek. Każdy zmierza w jakimś celu. Nie słyszałam jednak, żeby ktokolwiek dzwonił i wcale mnie to nie dziwi.

Projekty mające na celu angażować społeczność, czasem zwane dość niemądrze sztuką 2.0 (z tego, co wiem od krajowych technokratów, świat ruszył do przodu i mamy już czasy 3.0, dominację smartphonów i społeczności wokół nich skupionych) czy też twórczością spod znaku Twittera, potrafią znakomicie chybić w ideę zbiorowej partycypacji. W przypadku "dzwonkopiady" Creeda grzechem głównym była banalność pomysłu, nieodpowiedni moment, bo kto w porannym pośpiechu myśli dzwonić z okazji otwarcia olimpiady, która oficjalnie rozpocznie się dopiero wieczorem? Zresztą pozwolę sobie tutaj wysunąć śmiałą tezę o dzwonku: dzwonek staje się antyspołecznym symbolem, bo jak Wyspy długie i szerokie, nic bardziej nie irytuje niż rozdzwonione telefony komórkowe w autobusie czy pociągu (i dlatego też brytyjskie koleje wystarały się o to, by dołączyć do składu tzw. quiet coach, czyli wagon, gdzie dzwonienie i rozmawianie przez telefon jest zabronione).

Niech żyje GB team!

Niech żyje GB team!

Społecznościowy eksperyment Creeda okazał się pudłem również z innej przyczyny - bo rozminął się zupełnie z brytyjskim podejściem do zbiorowych projektów. Idea dla idei jest mało atrakcyjna, za to możliwość wspólnego stworzenia czegoś z potencjalnie niczego to już na Wyspach zupełnie inna sprawa. Dlatego właśnie zbudowano łódź.

The Boat to inny społecznościowy projekt wciąż trwającej Olimpiady Kulturalnej. Łódź nazywa się Collective Spirit i zbudowana została z podarowanych przez mieszkańców Wysp kawałków drewna. Niektóre z nich są całkiem szczególne, jak na przykład odłamek gitary Jimiego Hendrixa, a łącznie zebrano ich ponad 1,2 tys. Łódź w to lato opływa Wyspy i do połowy września zawita jeszcze w czterech portach. Pomysł jest prosty, efekt ciekawy, a zaangażowanie społeczne całkiem wysokie.

Nie chcę przez to powiedzieć, że wolę bardziej "konkretne" czy użyteczne projekty arystyczne. Jeżeli jednak ktoś chce wykorzystać mój czas, to wolę, żeby włączył mnie w przedsięwzięcie, które ma albo lepszy estetycznie pomysł, albo fajny efekt, o wiele wiele głębszy niż głupie, zbiorowe dzwonienie. 

Nie wiem, czy śledzicie program Kulturalnych Igrzysk na Wyspach. Zdecydowanie dominują w nim społecznościowe i widowiskowe przedsięwzięcia. W artystyczne igrzyska zaangażowano 25 tys. twórców, a do połowy września ma w nich wziąć udział 10 milionów osób. Na to lato zaplanowano 137 światowych premier. Londyński teatr The Globe już sprzedał 85 tys. biletów. Obracamy się w świecie dużych liczb i nic w tym dziwnego. Organizatorzy postawili przede wszystkim na to, by wielkość sportowych zawodów zmierzyć ze spektakularnym show. I tak w projekcie Tree of Light bierze udział 1200 performerów i 450-osobowy chór, opowiadający historię o mitycznym drzewie (przedstawienie wędruje po kilku miastach Wysp), Godiva Awakes to pomysł budowy 10-metrowej kukły, która w asyście 100 rowerzystów przemieści się ze środkowej Anglii do Londynu, Whispering Woods to 200 piosenkarzy śpiewających po zmroku w prastarym lesie, performance na Trafalgar Square to 2 tys. tancerzy, podobna liczba akrobatów, artystów i kuglarzy wystąpi w Irlandii Północnej w ramach widowiska Land of Gigants.

Liczby to jedno, wielkie nazwiska to druga strona kulturalnego medalu. Artystyczna olimpiada ma swojego faworyta, którym bezwzględnie jest, jak zresztą nietrudo zgadnąć nieśmiertelny Szekspir. W tym roku w miejscu urodzin wielkiego barda - Stratford-upon-Avon - wystawiane są międzynarodowe koprodukcje teatralne w ramach World Shakespeare Festival. I tak szekspirowski świat nabiera zupełnie innego kolorytu: Wiele hałasu o nic  zabiera widza do współczesnych Indii (produkcja w reżyserii Iqbala Khana) a Sen nocy letniej według Dimitrija Krymowa gwarantuje wzięcie udziału w rosyjskim eksperymencie. Pomysł jest według mnie bardzo ciekawy, a spektakle całkiem zróżnicowane.

Krok dalej zrobił londyński The Globe, angażując w olbrzymi projekt 37 teatrów z całego świata, w tym z krajów, które trawiła bądź wciąż trawi wojna: południowego Sudanu czy Afganistanu. Po raz pierwszy na deskach londyńskiego teatru wystąpiła też narodowa, chińska grupa teatralna, wystawiając Ryszarda III. Najciekawsze moim zdaniem jest to, że każdy spektakl zrealizowany został w języku narodowym (Polska prezentowała Makbeta 8 maja). Globe to Globe, bo tak nazwano wielojęzykowe rozgrywki szekspirowe w Londynie, można było oglądać w iście igrzyskowych zestawach: biathlony (dwie sztuki ze specjalną zniżką), trójboje, maratony a nawet całość zestawie olimpijskim (38 sztuk o 90 funtów taniej niż bilety nabywane indywidualnie). Całkiem przyjemne sporty, prawda?

Szekspirem żyje też Muzeum Brytyjskie, które stanęło w zawodach Olimpiady Kulturalnej, przygotowując wystawę Shakespeare: Staging the World, pokazując m.in. Londyn z czasów artysty. W stolicy można też zobaczyć dokonania innego nieśmiertelnego Brytyjczyka - Alfreda Hitchcocka. Projekcje jego niemych filmów (niedawno odrestaurowanych) dostępne są m.in. na dziedzińcu Muzeum. Film jest zdecydowanie jedną z ważniejszych dyscyplin Kulturalnej Olimpiady - festiwale odbywają się od południa Wysp aż po Szetlandy (oddalone o 200 km od Brytanii wysepki zorganizowały Screenplay Film Festival).

Trailer filmów Hitchcocka

Trailer filmów Hitchcocka

Innym ważnym sportem jest czytanie, zwłaszcza wśród najmłodszych. Zresztą nic w tym zaskakującego, bo Brytyjczycy wykorzystają każdą okazję, żeby móc promować książki (to tutaj narodziła się Wielka Noc Książki, podczas której rozdawanych jest milion specjalnie na tą okazję drukowanych książek. Sama ze sportowym zacięciem biorę w tym udział). Co roku na Wyspach organizowane jest wyzwanie czytelnicze dla dzieci podczas wakacji letnich. W ramach Olimpiady ruszył też projekt StoryCloud, którego celem jest stworzenie bezpłatnej biblioteki internetowej z bajkami. Znani autorzy dostali specjalne zlecenie napisania historii dla dzieci właśnie w ramach tej inicjatywy, a podczas ich odczytów w centrach dla dzieci we wschodnim Londynie najmłodsi przygotowują do nich ilustracje (galeria dostępna jest na tej stronie).

Bez wątpienia igrzyska kulturalne oferują wiele dyscyplin. Organizatorzy postawili, według mnie, na dwa czarne konie: megawidowiska popkulturalne, które przyciągną uwagę szerokiej publiczności, zwłaszcza turystów z całego świata, i na narodowych sportsmenów brytyjskiej klasyki: Szekspira, Lewisa Carolla, Alfreda Hitchcocka, etc. Czy Olimpiada nie zaniża poprzeczki, serwując sporą dawkę popu w ramach kulturalnych rozgrywek? Moim zdaniem nie, bo widowiskowość i show to nieodłączny element igrzysk, więc trudno, żeby tego zabrakło w artystycznym programie. Zresztą czy nie jest tak, jak w przypadku sportowej olimpiady, że siadamy oglądać tylko ulubione sporty? A tych na "Cudownych Wyspach" (cytując Dannego Boyla, cytującego Szekspirową Burzę) jest bez liku, więc naprawdę jest w czym wybierać.

Mnie została jeszcze do obejrzenia wystawa ilustracji Alicji w Krainie Czarów prezentowana w nowym oksfordzkim muzeum The Story Museum w ramach Olimpiady. A jaka impreza kulturalna zrobiła na Was największe wydarzenie w to lato? Czy Wasze kraje też postawiły w tym roku na kulturalne sporty?

 

***

Olimpiada Kulturalna towarzyszy Letnim Igrzyskom i Paraigrzyskom w Wielkiej Brytanii. Jej kulminacją jest London Festival 2012: 21 czerwca - 9 września. Więcej informacji na stronie projektu.

Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...