czwartek, 27 października 2011

1.Angielka ze wschodnio-południowego pasa Wysp po rozmowie kwalifikacyjnej z Pakistanką, którą nazywa "Azjatycką kobietą":
- Koszmar, koszmar, koszmar, dla tej kobiety nigdy nie będę pracować.
- ???
- (brak odpowiedzi na pytanie) Opowiedziałam o rozmowie mojemu chłopakowi, który pracuje w policji w dziale Różnorodności kulturowo-etnicznej (Ethnicity and Diversity) i on mi poradził, żebym nie przyjmowała tej pracy, bo ta Azjatycka kobieta będzie mnie kasować za wszystko, włącznie z ciastkiem, które zjem na terenie jej domu.

2. Kuwejtczyk prowadzący sklep z czekoladkami, które produkuje w Belgii i których przeważającą większość eksportuje do sześciogwiadkowych hoteli na Półwyspie Arabskim:
- Edukuję, edukuję, edukuję Anglików, bo nic o czekoladkach nie wiedzą*, ale ich nie zatrudniam. Leniwi, nieuczciwi. I do tego rasiści, straszni rasiści.
(pracują za to u niego dwie Polki)

*Podstawowa wiedza o czekoladkach:
- kupować tylko te na wagę, bo są świeże
- średnia długość życia czekoladki to trzy tygodnie, nie więcej
- wszystkie pakowane czekoladki zawierają znacznie więcej cukru niż niepakowane i przez to mogą leżeć na półkach sklepowych znacznie dłużej (kosztem własnej świeżości)

(adres sklepu z czekoladkami u autorki bloga)

 

Targ warzywny, Oksford

Na straganie w dzień targowy

środa, 26 października 2011

Nagroda Bookera 2011W zeszłym tygodniu tuż przed ogłoszeniem zwycięzcy tegorocznej nagrody Bookera dla najlepszej powieści Padma pytała o sens przyznawania wyróżnień literackich w notce "Komu nagrodę?" Dyskuja jest bardzo ciekawa i dotyczy nie tylko kryteriów wyboru, ale nagród w ogóle. Padmę muszę przeprosić za to, że przestałam nagle brać udział w rozmowie, ale w międzyczasie Krzyś z Literatek poprosił mnie o napisanie krótkiego tekstu o Bookerze. W tym artykuliku powracam właśnie do wspomnianych wątków, skupiając się jednak głównie na kontrowersjach związanych z tegoroczną Man Booker Prize for Fiction. Kto ciekawy, o czym było w tym roku głośno, tego zapraszam do lektury tekstu "Booker wreszcie w rękach Juliana Barnesa" (zapewniam też, że akcji zwycięskiej książki nie zdradzam).

sobota, 22 października 2011

Frank Kemrode The Sense of An Ending

Wbrew pozorom nie będę pisać o najnowszej powieści Juliana Barnesa, ale o książce, której tegoroczny zwycięzca Bookera zawdzięcza swój tytuł. "The Sense of an Ending" to zbiór esejów o literaturze Franka Kermode'a, jednego z najbardziej znanych i poważanych krytyków literackich w Wielkiej Brytanii. Kermode zmarł w zeszłym roku, a Julian Barnes swoją najnowszą powieścią właściwie składa mu hołd. Dlaczego piszę o tej książce? Z dwóch powodów. Nie-brytyjski czytelnik ma nikłe szanse na skojarzenie tytułu powieści Barnesa ze zbiorem esejów z lat 60-tych (chyba, że studiował teorię lieratury na Wyspach bądź na wydziale anglistyki albo interesuje się teoriami fikcji literackiej), ale to skojarzenie jest niezwykle ważne, bo służy jako jeden z kluczy do powieści. Z kolei ten, kto kiedyś czytał Kermode'a, może niekoniecznie pamiętać, czego dokładnie dotyczyły jego wykłady zatytułowane "The Sense of an Ending". Wreszcie, ponieważ obiecałam recenzję powieści Barnesa jednemu z polskich periodyków, o książce na blogu pisać nie będę, dopóki tekst nie zostanie opublikowany (przepraszam niecierpliwych), ale za to na chwilę skupię się na Kermodzie, a właściwie tych fragmentach Kermode'a, które przebrzmiewają u Barnesa.

Eseje poświęcone są zagadnieniu szeroko rozumianej fikcji (w tym literackiej). Kermode traktuje fikcję w sposób totalny. Dla niego to życie opowiedziane w perspektywie czasu (wątek ten realizuje główny bohater powieści Barnesa Tony Webster, medytując nad swoim losem po osiągnięciu wieku emerytalnego). Kermode'a interesują zwłaszcza fikcje, które wykorzystują motyw końca, apokalipsy (też w biblijnym tego słowa znaczeniu).

Kermode uważa, że narodziny fikcji literackiej były możliwe dlatego, że natchnione, święte teksty zaczęły tracić swój autorytet. Tą historyczną perspektywą Barnes się co prawda nie zajmuje, ale myśl jest ciekawa, więc postanowiłam ją dodać.

Najważniejszy jest jednak rozdział poświęcony relacji między fikcją a rzeczywistością, zwłaszcza we współczesnej literaturze - współczesnej dla Kermode'a w trakcie pisania wykładów, czyli w latach 60-tych minionego wieku. Krytyk cytuje m.in. stwierdzenie Karla Poppera o tym, że nie ma historii (liczba pojedyncza), są tylko historie (liczba mnoga). Barnes w swoim "The Sense of an Ending" pokazuje, jak historia życia Tonego Webstera ułożona i poszufladkowana w jego głowie nagle zostaje rozbita. Okazuje się, że to, co Webster pamiętał, poddane zostało bezpiecznej obróbce, zapewniającej mu spokój i pewnego rodzaju pasywność w życiu. Kiedy jednak bohater nagle otrzymuje w spadku po zmarłej kobiecie pamiętnik swojego kolegi, który popełnił samobójstwo, zostaje wystawiony na konfrontację z historiami innych bohaterów, blisko z nim związanych.

Wreszcie Kermode rozprawia o pewnej technice literackiej, dobrze znanej z tragedii greckiej, a mianowicie perypetii, czyli "nagłej zmianie", kiedy to pojawia się nieoczekiwane wydarzenie, które znacząco obciąża losy bohatera. Barnes znakomicie przeprowadził taką zmianę w swojej powieści (na dosłownie ostatnich 2-3 stronach). Więcej powiedzieć jednak nie mogę. Dla wszystkich tych, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś o najnowszej powieści Barnesa, a nie mają możliwości przeczytania jeszcze książki, mam małą radę: nie czytajcie dokładnych streszczeń fabuły, bo to zabije w Was nieodpartą chęć powrotu do książki po przeczytaniu ostatniej strony - doświadczenia, które wcale nie jest takie częste przy czytaniu współczesnej prozy.

Frank Kemrode The Sense of An Ending

Sens zakończenia wg Kermode'a

wtorek, 18 października 2011

Jestem absolutnie zachwycona wyborem tegorocznego zwycięzcy nagrody Bookera. "The Sense of an Ending" Juliana Barnesa to znakomita powieść: błyskotliwa, intrygująca i napisana z wielką precyzją i jak na tego pisarza przystało - autoliteracka. Bardzo podoba mi się też jej wydanie - obrzeża jej stron są pofarbowane na czarno, podkreślając część z tematów przewodnich powieści - śmierć i tajemnicę (spróbujcie czytać ją na deszczu - farba wtedy lekko rozpłynie się po kawałku strony - efekt znakomity! :)

Fabuły nie będę dzisiaj zdradzać. Za jakiś czas napiszę recenzję. Tymczasem wznoszę toast za zwycięzcę. Panie Barnes, moje najserdeczniejsze gratulacje!

Julian Barnes, zwycięzca Nagrody Bookera 2011

Julian Barnes przyjmuje nagrodę Man Booker Prize 2011

The Sense of an Ending Julian Barnes

A oto zwyciężczyni - powieść "The Sense of an Ending"



Archipelag nr 6Jakiś czas temu poprosiliśmy czytelników Archipelagu o wypełnienie ankiety na temat pisma. Z Waszych komentarzy wynika, że chcielibyście otrzymywać magazyn raz na miesiąc, najlepiej w każdym lokalnym kiosku. Bardzo się cieszę, że tak entuzjastycznie podchodzicie do naszego przedsięwzięcia! Póki co pozostaniemy jednak kwartalnikiem, bo pismo tworzymy właściwie po godzinach i własnym sumptem, ale za to dzięki internetowi może ono być dostępne w każdym domu od równin Chin po amerykańskie wzgórza, co przyznacie, jest nie lada zasięgiem :)

Wczoraj skończyliśmy pracę nad kolejnym numerem, a dziś Archipelag nr 6 jest już gotowy do pobrania ze strony. Serdecznie zapraszam do lektury i dzielenia się swoimi wrażeniami. Myślę, że  ten numer bardzo Was zainteresuje, bo jego tematem przewodnim jest tożsamość.

W kontekście rozważań tożsamościowych rozmawiam z polską poetką, pisarką i publicystką Bożeną Umińską (aka Keff), którą poznałam w Londynie podczas European Literature Night. W brytyjskiej stolicy pani Bożena mówiła m.in. o antysemityzmie w Europie Środkowo-Wschodniej. Rozmawiamy o szczegółach jej polskich obserwacji i doświadczeń. Jestem ciekawa, jakie są Wasze opinie na temat skali antysemityzmu w Polsce i czy kiedykolwiek spotykaliście się z figurką Żyda z pieniążkiem? Przyznam, że pani Bożenie udało się mnie tym zaskoczyć, bo ja nigdy się czegoś takiego nie widziałam.

Jak już wcześniej wspominałam, podzieliłyśmy niedawno obowiązki w piśmie i każda z redaktorek zajmuje się kilkoma działami magazynu. Ja opiekuję się sekcją "Przez obiektyw", w której w tym numerze prezentuję pisarzy o tak silnych mocach kreacyjnych, że muszą one formować ich życie i wizerunek, a nie tylko literaturę. Zapraszam do obejrzenia "Autokreacji". Jednocześnie jeżeli chcecie zrecenzować niewydaną w Polsce książkę do sekcji "Z obcego podwórka", to zapraszam serdecznie do współpracy. Poszukuję też osób, które mogłyby zaprezentować rynki wydawnicze krajów mniej znanych, jak to w tym numerze świetnie zrobiła dla nas Asia Kusy w tekście "Co teraz czyta Pakistan?"

Tyle słowem wstępu. Zapraszam do lektury! Magazyn jest pełny wspaniałości. Pobrać można go tutaj.

Przez łąki przez polaJak najlepiej rozliczyć czas z wydarzeń? Spróbuję to zrobić w formie listy, choć to trochę dziwaczne. To tak, jakbym robiła listę zakupów miesiące po wyjściu ze sklepu. Podróże myślą w czasie są trudne. Powroty do miejsc, w których się dawno nie było - niezręczne.

1. Październik to pierwsze urodziny Beli. Tym większa radość dla nas, bo zdaniem medyków próbujących swoich sił w przepowiadaniu przyszłości, pierwszej świeczki na torcie miało nigdy nie być. Bela uważa to za niedorzeczność.

2. Październik - powrót do pracy. Miła odmiana. Olly w swojej nowej pracy jest w przyjemnym pobliżu. Mieliśmy raz w tygodniu wybierać się na lunch. Wygląda na to, że przy takiej ilości pracy czas rozciągnie się do trzech tygodni.

3. Wrzesień - w magazynie "Książki" pojawiły się moje typy książek z Wielkiej Brytanii i USA w dziale "50-ciu czytanych z całego świata". Przy minimalnej ilości czasu dla siebie uznaję opracowanie tej sekcji za wielki wyczyn 2011 roku. Wśród  proponowanych przeze mnie powieści pojawił się jeden z pretendentów do tegorocznej nagrody Bookera (swoją drogą już jutro/dziś poznamy tegorocznego zwycięzcę!). Pierwszy raz w historii śledzenia nagrody zdążyłam przeczytać powieść ze ścisłej czołówki na długo przed ogłoszeniem zwycięzcy. A mowa o "The Sense of an Ending" Juliana Barnesa, którą gorąco polecam (o książce mam nadzieję napisać więcej wkrótce... hmm... mniej więcej wkrótce).

4. Sierpień - doświadczyłam Florencji. Wciąż jestem pod wrażeniem.

5. Sierpień - Beli przebił się ząb. Bela jest zdania, że spokojnie można obejść się bez.

6. Sierpień - przez Włochy przeszła fala nieprawdopodobnego gorąca. Bela postanowiła ją popołudniami przespać, a my ogłupieliśmy, mając nagle trzy godziny wolnego.

7. Wciąż Włochy - jak się przekonałam, prawdziwym przełomem w zrozumieniu mentalności mieszkańców tego kraju jest przyjechanie do niego z małym dzieckiem. Wtedy trzeba osobiście zmierzyć się z siłą narodowej obsesji. Uważam to za ekstremalne przeżycie.

Florencka ulica

Oto, co Florencja myśli o sztuce Północy :)

8. Sierpień - nieszczęsny sierpień był też miesiącem zabierania. Najpierw w płomieniach zginął samochód naszego szwagra, kiedy przez Oksford przewinęła się fala bezmyślnej przemocy po kilku dniach starć w Londynie. Podobno ten sam osobnik, który podpalił samochód Charliego, wcześniej zaatakował swoją lokalną restaurację (McDonald's), a w drodze od nas podobny los zgotował kilku innym autom. Sprawca został złapany tej samej nocy i podobno tłumaczył się na komisariacie, że on w ten sposób odbierał swoją należność z płaconych podatków (sic!). Szybko jednak wyszło na jaw, że delikwent nigdy nie pracował, więc rola Robin Hooda okazała się mocno na wyrost.

Sierpniowe zamieszki w brytyjskich miastach, włączając ten przykry incydent na naszej małej ulicy, były dla mnie naprawdę przerażające. Odsłoniły stare podziały i szyte grubymi nićmi łaty, którymi poprzedni rząd zlepiał rozszczepione sąsiedztwa, klasowe różnice i etniczne konflikty w Wielkiej Brytanii. Z tego, co widzę tegoroczne łatki też na za długo nie starczą, bo w obecnym klimacie ekonomicznym sytuacja robi się jeszcze trudniejsza.

W czasie sierpniowego niespokoju zostaliśmy ofiarami. Kwadrans po przylocie do Włoch w mistrzowski sposób obrabował nas lokalny złodziej. Przez następne dwa tygodnie próbowałam sobie wmówić, że strata laptopa to tylko strata laptopa. Nic bardziej mylnego. To męcząca, codzienna gimnastyka, żeby ocalić trochę czasu konsumowanego na banalne zadania, które z komputerem w ręku można załatwić miliony razy szybciej. Nigdy nie przypuszczałam, że będę tak tęsknić za maszyną :)

Tyle w międzyczasie. Witam serdecznie po dłuższej przerwie. Co słychać u Was?

Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...