piątek, 05 września 2014

Jest tak:

Plaza Chesil, Wielka Brytania

 Hrabstwo Dorset, plaża Chesil, zupełna końcówka sierpnia

Plaza Chesil, Wielka Brytania

 I bardzo nie chciało mi się stamtąd wyjeżdżać.

Plaza Chesil, Wielka Brytania

 

A Ian McEwan pisze o niej tak:

"Zmieniający kierunek lub wzmagający się wiatr przyniósł odgłos łamiących się fal, który brzmiał niczym odległy brzęk kieliszków. Mgła unosiła się, odsłaniając kontury niskich pagórków nad linią brzegową na wschodzie. Widzieli lśniącą szarą gładź, która mogła być jedwabistą powierzchnią morza, laguny bądź nieba – trudno było powiedzieć. Wpadająca przez uchylone drzwi bryza niosła kuszący słony zapach tlenu i otwartych przestrzeni, niepasujący do wykrochmalowanego obrusu, zabielonego kukurydzianą mąką sosu i ciężkich, srebrnych szućców, które trzymali w dłoniach. Weselny lunch był obfity i długi. Nie czuli głodu. Teoretycznie mogli śmiało zostawić talerze, złapać butelkę wina, zbiec na plażę, zdjąć buty i cieszyć się wolnością."

 

Ian McEwan, Na plaży Chesil, tłum. A. Szulc, Wyd. Albatros.

środa, 20 sierpnia 2014

Od poczatku sierpnia na sporej przestrzeni w samym sercu Oxford University Press prezentuja sie prace dwoch polskich artystow, zajmujacych sie sztuka abstracyjna. Ujmujace figury z aluzjami do pisma kultur starozytnych narysowane przez Stanislawa Olesiejuka oraz zdjecia smieci przemienione w kamienie szlachetne Izabelli Bryzek (oraz inne jej prace) mozna do nastepnego tygodnia ogladac u mnie w pracy. Kto ma ochote jeszcze wpasc, prosze dajcie znac! 

 

Stanislaw Olesiejuk, Oxford University Press

Poczatek sierpnia - zawieszam prace S. Olesiejuka w pracowej, nieformalne przestrzeni na wystawy, ktora zwiemy Fairway

 

Iza Bryzek, wystawa w Oxford University Press

Iza Bryzek, jej Matuesz Tarkowski i jej 'kamienie nieszlachetne'



ps. przepraszam za brak polskich znakow.

niedziela, 13 lipca 2014

Szalenie fajna inicjatywa. W to lato w Londynie pojawiły się ławki w kształcie książki z ilustracjami z najbardziej znanych utworów: od bajek po powieści a na publikacjach naukowych skończywszy. Pomysłodawcą jest National Literacy Trust. Ławki rozsiane są po centrum stolicy, a w październiku ruszą pod młotek aukcyjny. Chyba zacznę zbierać...

Bookbench Londyn, 80 dni dookoła świata

Bookbench Londyn, Brick Lane

Bookbench Londyn, Dzienniki Bridget Jones

Bookbench Londyn, Mrs Dalloway

Bookbench Londyn, Miś Paddington

Bookbench Londyn Mary Poppins

 Powyższe zdjęcia pochodzą ze strony projektu i to tylko mały wycinek tego, co jest już dostępne na mieście.

 

Tutaj można zobaczyć, w których miejscach Londynu można zasiąść na ławko-książce.

piątek, 11 lipca 2014

Kilka szybkich zwiastunów, które też trochę usprawiedliwią przedłużającą się ciszę na blogu (przepraszam...) Otóż, zaangażowałam się nieco w prowadzenie wystaw we własnym miejscu pracy, a że w wydawnictwie mamy sporą i bardzo intensywnie uczęszczaną przestrzeń, to ona sama niemalże zgłosiła się do bycia powierzchnią wystawową. I tak oto przed nami dwa miesiące niezwykle ciekawych prezentacji. Już od początku sierpnia będzie można oglądać dwójkę artystów:

Stanisława Olesiejuka z Gdyni z jego kosmicznymi abstrakcjami

Stanisław Olesiejuk

zdjęcia prac Stanisława Olesiejuka pochodzą z jego strony facebookowej - prace na żywo można w tej chwili obejrzeć w gdyńskiej galerii (nomen, omen)... "Tygiel"

i Izabellę Bryzek, absolwentkę warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, którą też interesuje abstrakcja i kosmos, więc myślę, że prace będą bardzo fajnie ze sobą współgrały. Iza od niedawna mieszka w Oksfordzie, a ci, którym Oksford nie po drodze, będą mogli zobaczyć jej instalacje w Tate Liverpool w sierpniu (wielkie gratulacje, Iza!).

Izabella Bryzek

Zdjęcia prac Izy pochodzą z jej strony internetowej http://ibryzek.carbonmade.com/

Od września przestrzeń zmieni się ponownie – tym razem zawładną nią intensywne kolory i zwierzaki. Emma będzie wystawiać swoje Polka Doggies.

Polka Doggies

 zdjęcie Emmy z pracami pochodzi z jej strony internetowej http://www.polkadoggies.com/

Za rok z kolei zobaczymy Davida Tolley, fotografa i wykładowcę na Uniwersytecie Oksfordzkim  - będzie pokazywał swoje zdjęcia z Namibii, ale o tym więcej jak będzie bliżej do czasu wystawy.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do Oxford University Press (Great Clarendon Street, Oxford). Wystawa jest co prawda imprezą zamkniętą, ale jeżeli chcecie wpaść w czasie lunchu od poniedziałku do środy, kiedy jestem w biurze, to chętnie Was oprowadzę (możemy potem skonsumować jakiś lunczyk wspólnie).

Poza tym organizuję wycieczkę w czasie po 500-latach historii wydawniczej w Oksfordzie (trwa 40 minut i odbędzie się w Oxford University Press Museum). Pilotem będzie nikt inny jak nasz boski archiwista Martin Maw, który stoi za jednym z tomów tej opasłej historii i który zna miliony nieprawdopodobnych historyjek. Jeżeli macie ochotę się wybrać, to dajcie znać.

Z innych zajawek: pod koniec listopada w Oksfordzie będzie Mariusz Szczygieł, więc zapraszam wszystkich miłośników "Gottlandu" na promocję angielskiego wydania książki (które pojawiło się dzięki Antonii Llyod-Jones).

Tyle w szybkiej, informacyjnej pigułce, którą dowodzę też taką oczywistą prawdę, że nigdzie nie wyjeżdżam w lato, jestem na miejscu i jak widać, mało zajmuję się własnym pisaniem, z czego się rozgrzeszam lekką ręką. Póki co i tak nie wiem, jak zacząć rozdział, a ślęczenie nad pustym ekranem bądź pustą kartką i gryzdanie esów nie jest moim ulubionym sposobem na spędzanie wolnego czasu, którego i tak mam strasznie mało.

A jak Wy spędzacie lato?

środa, 14 maja 2014

Wyłączyłam się na trochę dłużej niż myśłałam i strasznie trudno było mi zebrać się, żeby otworzyć z powrotem stronę z blogiem, choć Was i samego pisania mi brakowało. Jesienio-zima łatwa nie była, a wiosną tak wszystko przygalopowało, że nawet nie próbowałam udawać, że panuję nad mijającymi tygodniami. Data bijąca z ekranu telefonu co jakiś czas wprawia mnie w stan totalnego osłupienia, a nawet wstydu, kiedy pomyślę sobie, że jeszcze nie zrobiłam tego:

Najpierw słówko od Beli: Dziekuję kochani! Gdyby Bela mogła, powiedziałby to tak słodkim głosem, który na razie znamy z Beli niewerbalnych zachwytów typu 'niii' bądź 'hej'. Bela dziękuje Wam wszystkim, którzy oddaliście dla niej 1% swojego  podatku w tym roku. Wielka buźka dla Was!

Bela


Ja dołączam się do Beli i chciałabym dodatkowo szczególnie podziękować kilku osobom, których pomoc niebywale chwyciła nas za serce. Moi drodzy:  Maćku Grabski, Katarzyno Ewo Kuroś, Joanno Crettenand, Anno i Piotrze Millati, Barbaro Jarząbska-Ziewiec, Wojciechu Majewski, Wojciechu Maciejewski, Barbaro Toruńczyk oraz Barbaro i Henryku Kahsin – jesteście kochani, ogromnie Wam dziękuję!

Za Waszą sprawą już za 10 dni Bela ponownie pojawi się w ośrodku rehabilitacyjnym Zabajka. Chcemy ją też zabrać na delfinoterapię, o której myślimy od dłuższego czasu. Już nawet wybraliśmy miejsce, ale sytuacja na Ukrainie na tyle mnie niepokoi i smuci, że na razie musimy to odłożyć, chyba że w międzyczasie znajdziemy inne miejsce gdzieś poza Ukrainą.

Moja lista podziękowań robi się coraz dłuższa, bo uwaga uwaga, zdecydowałam się specjalnie dla Beli, która ćwiczy niemalże codziennie bez względu na to, czy zadowolona czy wkurzona, zmęczona czy wyspana, zrobić coś, czego pewnie w innej sytuacji nie ośmieliłabym się wykonać, bo, cóż tu ukrywać, moja tężyzna fizyczna i zainteresowanie nią pozostawia wieeeele do życzenia. Otóż, dla Beluszki biegnę już w tą niedzielę 10 kilometrów w Regent’s Park w Londynie w ramach akcji Do It For Charity. Bieg nie byłby możliwy bez trzech absolutnie kluczowych osób: Olivera, który z łatwością (choć czasem jest bardzo zmęczony), przejmuje opiekę nad dwiema dziewczynkami, kiedy ja lecę trenować a jako że szybko nie biegam, te sesje są dość długie; mojej niesamowitej siostry Bożeny, która biegnie (jak burza!) razem ze mną i na której przyjazd właśnie czekam (gdyby nie ona, to pewnie poddałabym się ze wstydem) oraz mojej przyjaciółki Mileny, która w Barcelonie biega półmaratony i specjalnie dla nas opracowała program treningowy oraz kibicowała nam od samego początku.

Link do strony o naszym biegu jest tutaj i jeżeli chcecie nas wspomóc, to będziemy niebywale wdzięczne. Poza tym liczę po cichu, że może ktoś z Was wpadnie nam pokibicować (bądź też popchnąć mnie w ostatnim odcinku w strone mety, haha!). Dajcie znać. Bieg zaczyna się o 11, a my przyjedziemy na miejsce przed 10-tą. Po biegu Bela ma dla wszystkich niespodziankę.


Ania i Bożena biegną dla Beli

poniedziałek, 04 listopada 2013

Eleano Catton artykuł w DwutygodnikuSukces nie mój, ale Eleanor Catton, która jak donosiłam w błyskawicznej notce po ogłoszeniu zwycięzcy nagrody Bookera, jest najmłodszą pisarką cieszącą się ze zdobycia tego wyróżnienia w całej jego historii. Catton napisała dopiero dwie powieści, a każda z nich stała się hitem, co w połączeniu z bardzo młodym wiekiem autorki sugeruje, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju literackim objawieniem.  Specjalnie dla Dwutygodnika rozgryzam ten fenomen i wszystkich zainteresowanych zapraszam do lektury tekściku.

Catton zagoniła mnie do intensywnej pracy. Niby tylko dwie powieści, ale to w sumie ponad 1100 stron (!) Przy okazji tego maratonu czytelniczego migały mi w pamięci błogie czasy studiów, kiedy pochłaniało się książki szybko i na potęgę, a po zawaleniu paru nocy można było po prostu się wyspać. A teraz praca, potem dziewczynki i następnego dnia praca...

Zwycięzką "The Luminaries" ("Ciała świetlne") czyta się jednak błyskawicznie, bo ma formę powieści kryminalnej. Książka mocno trąci Dickensem, do tego ubrana jest w astrologiczny kostium, bo każdy z głównych bohaterów ma swój zodiakalny odpowiednik, a każda z części rozpoczyna się obrazem układu nieba, który determinuje działania postaci. Znakomita większość recenzentów zachwyca się kosmiczna oprawą "The Luminaries", która mnie wydała się męcząca i w gruncie rzeczy mało ciekawa. Kto zresztą teraz potrafi czytać horoskopy? A jeżeli nawet potrafi, miałby ochotę ślęczeć nad układem planet, żeby rozszyfrować zawartość kolejnego rozdziału? A poza tym po psuć sobie frajdę czytania kryminału?

Zwycięstwo "The Luminaries" było dla mnie zaskoczeniem. Książkę, owszem dobrze się czyta, ale przeszkadzał mi jej anachronizm, nagromadzenie wątków kosztem stylu. Bardziej podobała mi się jej debiutancka powieść "The Rehearsal" ("Próba"), która ciekawie eksperymentuje z formą i ma dość teatralny charakter, a więkość jej bohaterów to albo przyszli aktorzy albo muzycy. Catton fajnie według mnie w niej oddała nastoletnie burze nastrojów, niepewność i skłonność do gry.

Zresztą przekonajcie się sami.


wtorek, 15 października 2013

I wiadomo. Najmłodsza w historii nagrody autorka i najdłuższa w historii Bookera powieść: tegoroczną zwyciężczynią jest 28-letnia Eleanor Catton i jej powieść osadzona w czasach gorączki złota na południowej wyspie Nowej Zelandii "The Luminaries".

Eleanor Catton, zwycięzczyni Man Booker Prize 2013

Stawiałam na Colma Toibina i jego "The Testament of Mary" oraz Ruth Ozeki "A Tale for the Time Being" (na szczęście tylko w myślach, nie w funciakach, bo w tym roku bym przegrała). Nie szkodzi, że żadne z nich nie zdobyło wyróżenia. Te książki i tak przeczytam.

Tymczasem zakupiłam elektroniczną wersję "The Luminaries". Ktoś z Was też czyta?

Reimagining Goya
Spotkanie z Jackiem Dehnelem  podczas Manchester Literature Festival

czwartek, 17 października 13:00
 
Manchester Art Gallery
Mosley Street
Manchester M2 3JL
Wstęp wolny
Rezerwacja telefoniczna: 08432080500

Jacek Dehnel w lózku



środa, 04 września 2013

Lato jeszcze wciaz wspaniale, ale jesien juz  u bram miasta. Wszystko nabiera jakiejs dziwnej poswiaty i na kazdej rzeczy widac zlotawy polysk, jakby kazda sekunda takiego swiatla byla na wage zlota, zanim sie to skonczy. Wstrzasajaco piekne kobiety przechodza, zeby na zawsze zniknac w koncu ulicy. Nic nie powraca. Tylko momenty, fragmenty, okruchy.

Tomasz Rozycki, Tomi. Notatki z miejsca postoju. Zeszyty Literackie, Warszawa 2013, s. 158

 Nasze wakacje na Sycylii sa juz dawnym i cieplym wspomnieniem, przyjemnie rozgrzewajacym wyobraznie, zwlaszcza kiedy nieopatrznie stawiam bosa stope przed domem, wykonujac szybkie prace porzadkujaco-odgruzowujace zanim znikne w aucie i popedze (spozniona) do pracy. W uszach wciaz od czasu do czasu rozbrzmiewa mi natretny zgielk sycylijskich klaksonow, i rany, ile to razy sama chetnie dusilabym, przyduszala wielki przycik na kierownicy, zeby rozbudzic wszystkich tych, co zostawiaja przepascie przestrzeni miedzy samochodami, czyniac juz i tak horrendalnie dlugi korek zatorem drogowym nad zatorami.

Rynek rybny w Katanii

Rynek rybny w Katanii, ostatnie 2 godzinki

Babie lato. Zimne poranki, chlodne wieczory. Szeregi kotow zalegajacych na slonecznych plackach trawy w naszym ogrodzie, armie pajakow zaplatajacych nie tylko ogrod, ale dom w lepka mega siec. Boje sie czegokolwiek dotykac. W kuchni wciaz pozostalo mi kilka sycylijkich cytryn, szczesliwie przywiezionych wraz ze wspomnieniem najprostszej i najwspanialnej potrawy swiata: makaronu z cytrynami ala Giuseppe Schermi, u ktorego goscilismy przez trzy dni i ktory podobnie jak tysiace doroslych Sycylijczykow na obiady udaje sie do mamy, a kolacje gotuje u siebie. Sycylijska mama jest wszechobecna, choc malo widoczna. Gotuje w wiekszosci prowadzonych przez synow tratorii i osterii, jest niedostrzegalnym sprawca najbardziej niebianskich potraw, od spaghetti z sepia i groszkiem po fritto misto az do ravioli z balkaznem w sosie pistacjowym.

Sycylijka

Sycylijka w rodzinnym barze serwujacym nieprawdopodobna granite

Sycylijska prowincja, Brukoli

Atrakcyjny rozpad w prowincjonalnym Brukoli

Kazda chwila wakacji byla na wage zlota i dlatego skwapliwie staralam sie spamietac  kazdy jej szczegol:  cisze - nieziemnska cisze - pod szczytem Etny, gdzie wszystko jest czarne od lawy i nieme; ciepla, slona i przyjemnie lepka wode Morza Jonskiego;  atrakcyjny rozklad kamienic z zachwycajaca dekompozycja tynkow, dlugie swidrujace spojrzenia Sycylijczykow, ich zachwyt mala blond dziewczynka i potoczysta mowe, dlugie zdania, wyrazna artykulacje, perfekcyjna dykcje.

Wstrzasajaco atrakcyjny, potraktowany sycylijskim sloncem Oliver zjawial sie z najbardziej wyszukanymi smakami lokalnej granity i po chwili znikal, goniac Talenke, ktora na wielkiej wyspie przezyla  niebywale przyspieszenie i choc krok ma wciaz nierowny, to zaczela pedzic wszedzie na zlamanie karku. Momenty, fragmenty, okruchy. Wszystkie przecenne.

Kolacja na balkonie

Kolacja na balkonie

Czas powakacyjny, zmeczony, niedospany. Nasze babie lato, ktorego sie boje, bo za chwile moment zmieni sie w jesien, a jesien pachnie mi szpitalem. Beli padaczka sie pogarsza, jak kazdej jesieni. Jeszcze moze uda nam sie wyjechac na kolejny turnus rehabilitacyjny do Zabajki we wrzesniu, a potem, potem pewnie szpital, eksperymenty ze zmiana lekow, male nadzieje i duze frustracje. Chcialabym wierzyc, ze nic nie powraca...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Takimi rzeczami się zwykle nie zajmuję w Tyglu, ale dziś robię wyjątek, bo te dwie oferty są dość unikalne. Pierwsza to praca na uczelni. Otóż, od bardzo niedawna na Uniwersytecie Oksfordzkim istnieje Centrum Polskie (Polish Studies Centre), które zaczął prowadzić Mikołaj Kunicki. Centrum mieści się w tym samym college'u, w którym rosyjski program kulturalny prowadzi Oliver - St Antony's College. Podobno otwarcie Centrum wzbudziło ogromne emocje w kraju nad Wisłą, zdecydowanie większe niż tutaj, choć może mówię za szybko, bo oficjalne otwarcie programu polskiego nastąpi dopiero w lutym przyszłego roku. Ale do rzeczy. Uczelnia poszukuje osoby, która zajęłaby się zarzadząniem biura Centrum. Polish Studies Administrator ma świetnie posługiwać się polskim i angielskim, do tego wymagane jest wcześniejsze doświadczenie w prowadzeniu biura. Praca jest na pół etatu (17,5 godz w tygodniu), a kontrakt - początkowo na dwa lata. Szczegóły i formularz zgłoszeniowy można znaleźć tutaj (pensja to regiony £20 172 - £23 352 rocznie, pro rata).

Drugie ogłoszenie dotyczy wyjazdu do Nowej Zelandii. Travel Channel poszukuje Polaka/Polki mieszkającej w Wielkiej Brytanii, który/a był/aby zainteresowany/a wyprawą na koniec świata, gdzie kręcony będzie nowy program podróżniczy. Ogłoszenie brzmi bardzo zachęcajaco: jeżeli chcesz posmakować nowozelandzkiego wina albo zobaczyć scenerię z "Władcy Pierścieni", skontaktuj się z nami. Ogłoszenie wklejam poniżej. Może ktoś się skusi? 
Wyprawa do Nowej Zelandii dla Polaka/Polki

środa, 31 lipca 2013

Pewnego dnia pojawiły się na ścianie oksfordzkiego szpitala i cały korytarz rozweselił się kropkami, kolorami i swoiskim psim pyskiem. Polka Doggies to radosne kreacje artystki Emmy Davis. Pieski w kropaski to cudne kolaże różnych materiałów pokryte farbą akryliczną.

Polka doggies exhibition

Wystawa Polka Doggies w szpitalu. Zdjęcie autorstwa artystki, pochodzi z jej strony na FB.

Musiałam przynajmniej jednego przygarnąć  do domu. Sposobność znalazła się szybko, bo akurat trafiły się pierwsze urodziny Talenki. Tak zawitał do nas scottie na niebieskim tle.

Polka doggie  blue

W międzyczasie Emma odkryła stronę Beli opowiadąjącą o jej historii i postanowiła podarować jej jednego z kropkowanych psiaków.  Do domu przyszedł duży, czerwony scottie.

Polka doggie red

Radość podróżuje łatwo i szybko. Tęczowe kropki zamigały mi w oku i scottie na pomarańczowym tle trafił w moje łapki. Ten powędruje do mojej kochanej siostrzenicy Zuzetki, która za kilka dni skończy cztery lata.

Polka doggie orange

Trzy zwierzaki patrzą na mnie przy śniadaniu, a ja chciałabym, żeby popatrzał na nie większy świat i żeby psia wesołość koloru powędrowala dalej. Dlatego chcę zaprosić Emme do mnie do pracy, aby tu zrobiła wystawę. Jeżeli się uda, to będzie dopiero coś! Tym, co daleko, polecam odwiedzenie jej strony na Facebooku (chyba jeszcze kilka psiaków czeka na nowych właścicieli), a miejscowych mam nadzieję wkrótce zaprosić na obejrzenie polka doggies na żywo.

wtorek, 30 lipca 2013

Mam nadzieję, że wydawca wybaczy a autor nie będzie miał nic przeciwko. Nie mogłam się powstrzymać i muszę się z wami tym wierszem podzielić:

 ***

Długim korytarzem idzie chirurg, właśnie

skończył operować mojego ojca. Idzie

 

tak już od lat, a we mnie nadzieja przymierza

na zmianę czarną i białą sukienkę. W domu

 

zostawiłem, tato, twoją śmierć - wściekłego

psa, którego nienawidzę, lecz karmię

 

by móc go wziąć na ręce,

jeżeli się nie obudzisz.

 

Tadeusz Dąbrowski, Pomiędzy

 

Piękny. Pamiętam, jak sama przebierałam czarne na białe i z powrotem białe na czarne kiecki, kiedy Bela była na intensywnej terapii. Wściekły pies wciąż mnie nawiedza w domu, ale już nie jest lękiem przed śmiercią.

Tadeusz Dabrowski Pomiedzy

niedziela, 28 lipca 2013

Moda jest formą brzydoty tak straszną, że musimy ją zmieniać co sześć miesięcy.

Oscar Wilde

Są miejsca w Londynie, gdzie brak reakcji na sezonową zmianę kolekcji ubiorów, potrafi wykluczyć z towarzystwa, ale to tylko punkciki na wielkim planie miasta. Mnie Londyn zawsze będzie się kojarzył z nieprawdopodobną wolnością w doborze stroju, swobodą w łączeniu kolorów i materiałów. Może być dziwacznie, śmiesznie, wątpliwie, ważne, żeby było oryginalnie. I to mi się szalenie podoba.

Zapraszam dziś na szybki spacer po stolicy, będzie trendy, antymodnie i też mocno klasycznie :)

Moda, Londyn, Knigsbridge

Harvey Nichols - witryna jednego z najbardziej znanych sklepów w londyńskiej dzielnicy Knightsbridge.

Harvey Nicols, luksusowy dom towarowy w Londynie

Druga strona Harvey Nichols

Knightsbridge, dzielnica mody, Londyn

"Ubierz się brzydko, a zapamiętają sukienkę; ubierz się nieskazitelnie, a zapamiętają kobietę" Coco Chanel
Ulica wielkich marek, Knightsbridge.

Moda uliczna, Londyn


"Moda przemija, ale styl pozostaje wieczny." Yves Saint-Laurent.

Wciąż Knightsbridge, ale już nie z żurnalu :)

Szczęsliwiec z apple


"Kobiety myślą o wszystkich kolorach poza brakiem koloru. Powiedziałam, że czerń ma wszystko. Biel też. Ich piękno jest całkowite. To idealna harmonia." Coco Chanel.

Widać, że pan wziął sobie słowa Chanel mocno do serca. Turysta na Tower Bridge. Ipad pod kolor :)

Angielska moda


"Powinno się być albo dziełem sztuki albo nosić na sobie dzieło sztuki." Oscar Wilde

Trochę starej, angielskiej elegancji.

Usługi krawieckie

Krawiec! Nie wyginął (wciąż na szczęście)

Londyńska moda

Moda na ulicach multikulturowej i wciąż dość dobitej dzielnicy Stoke Newington

Polsko-rosyjski sklep

Polskie akcenty na pograniczu Stoke Newington i Stamford Hill

Ortodoksyjny

Religijno-kulturowe przywiązanie

Mundurek

 Moda szkolna, niezmienna

Londyńskie garnitury

Londyński klasyk dzielnicy finansowej.

 

A co Wy nosicie i proponujecie w tym sezonie? :)

środa, 24 lipca 2013

Jest jednym z najdłużej piszących blogerów spoza Polski, jakich znam. Wnikliwy, wyczulony na zmiany polityczne na Węgrzech, celnie komentujący i  ciekawie fotografujący Budapeszt. O kim mowa? Oczywiście o Jerzym - Jeżu Węgierskim, którego po prostu musieliście napotkać. Jest mi niezmiernie miło, że Jerzy zgodził się opowiedzieć historię swojej przeprowadzki, która przydarzyła się w bardzo interesującym momencie – zaraz na samym początku lat 90. Serdecznie zapraszam do przeczytania wywiadu!

Jak to się stało, że znalazłeś się w Budapeszcie? Dlaczego akurat tam?

Jak to często bywa, przez kobietę - moją żonę, a było to tak. Jako dziecko, jak trzeba, regularnie myliłem Budapeszt z Bukaresztem, i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym mieszkać w Budapeszcie (zresztą w Bukareszcie też nie). Aż tu w czasie studiów w Warszawie w drugiej połowie lat 90-tych poznałem ładną węgierkę, która przyjechała tam na Jazz Jamboree. Wtedy Węgrzy mieli, jak na Europę Wschodnią, masę pieniędzy, ale nie mieli jazzu, który akurat był w Polsce - był nawet Miles Davis - więc przyjeżdzali tu całymi samolotami i pociągami. I tak to się zaczęło.

Pisywaliśmy do siebie listy, które szły cztery tygodnie, odwiedzaliśmy się kiedy tylko dało radę aż w końcu 1991 roku, skończywszy studia, przeniosłem się na Węgry. Wszyscy pukali się życzliwie w głowę bo przecież był to jeszcze początek wolności i jak wyjeżdzać to na zachód, wyraźnie nie byłem zupełnie w porządku.

Wtedy wszyscy wiedzieli jak się wyjeżdza z kraju nielegalnie ale jak powinna wyglądać legalna emigracja było mniej oczywiste. Zadzwoniłem do MSZ-tu. Wyjeżdzam z Polski. Na stałe, mówię. A oni na to: Powodzenia! Szerokiej drogi! Poszedłem do ambasady węgierskiej, że przenoszę się na Węgry. Kazali przynieść szereg papierów i tyle. Tydzień po przyjeździe dostałem dowód osobisty dla cudzoziemców (niebieski, najlepszy!) z prawem pobytu i pracy na dziesięć lat a także prawo głosowania w wyborach lokalnych. Teraz te wszystkie prawa dostaje się na rok, wszystko jest na tyle bardziej skomplikowane, że zatrudniać trzeba za grube pieniądze wyspecjalizowaną firmę, która zajmuje się formalnościami, no i trzeba płacić. A mnie tak łatwo poszło, ach te błogie początki lat 90-tych!

ACTA, Budapeszt

Demostracja przeciw ACTA

Jakie były Twoje pierwsze wrażenia z pierwszych tygodni pobytu? Pamiętasz je jeszcze?

Wylądowałem początkowo w Szolnoku. Jest to niewielkie miasto z jakimiś osiemdziesięcioma tysiącami mieszkańców na wschodzie Węgier. Prowincja w każdym calu. Nie było wówczas telewizji satelitartnej, internetu, niewielu ludzi mówiło po angielsku więc nagle dużo rzeczy mi się urwało. Z perspektywy czasu widzę, że nie był to łatwy okres.

Zacząłem się uczyć - sam - węgierskiego, znalazłem pracę w szkole językowej. Ludzie byli generalnie mili, jak to w niewielkich miastach często bywa. Nosiłem wówczas kolczyki w uszach i gdy napisano o mnie artykuł w miejscowej gazecie to te kolczyki zajęły prominentne miejsce w tekście.

Ponadto jako Polak zawsze mogłem liczyć na sympatię bo tu się Polaków autentycznie i spontanicznie lubi (jakby ktoś chciał emigrować i szukał miejsca gdzie nie będzie wciąż słyszeć, że zabiera komuś pracę czy też jest niekulturalny natomiast będą go lubić to polecam Węgry). Z czasem znalazłem paru innych Polaków i założyliśmy klub polski, który nawet do dziś działa. Jakoś oswoiłem to miejsce choć gdy tylko nadarzyła się okazja przenieść się do Budapesztu zrobiliśmy to z wielką radością.

Rowerzysci w Bupadeszcie

Podnoszenie rowerów na Masie Krytycznej

Jak Ci się teraz mieszka w Budapeszcie? Jak traktujesz miasto?

W Budapeszcie mieszka mi się super. Miasto jest ładne i pełne uroczych miejsc a ponadto mieszkamy w samym centrum więc w bardzo wiele miejsc chodzimy na piechotę czy też jedziemy na rowerze. Całe życie mieszkałem poza centrum i do dziś pamiętam te wieczne czekanie na tramwaj czy autobus, wreszcie jest inaczej.

Tak się złożyło, że siódma dzielnica, w której mieszkam, stała się zagłębiem kultowych romkocsm czyli knajpek otwieranych w walących się domach. Są one wszędzie, a dzięki nim trafia tutaj masa ludzi więc okolica zrobiła się bardzo żywa. Budapeszt też powoli wyrasta na potęgę rowerową, coraz więcej ludzi jeździ na rowerze, buduje się ścieżki, genialne są masy krytyczne, w tą sobotę będzie niestety ostatnia. Tu da się żyć.

Cały czas jeszcze odkrywam Budapeszt. Czytam sobie o różnych aspektach miasta, jak daję radę to chodzę na przechadzki po mniej znanych okolicach. Blog pomaga mi nieco głębiej wejść w pewne rzeczy, które mnie zainteresują. A przy tym po tylu latach czuję się już budapeszteńczykiem. Udzielam się nieco w internetowych lokalnych wspólnotach, chodzę na demonstracje. Jak widzę turystów z mapą w mojej okolicy to pytam czy może pomóc i wiele razy miło sobie z nimi pogadałem.


Jakie były Twoje największe zdziwienia, odkrycia, kulturalne wpadki, rozczarowania?

Fascynuje mnie odkrywanie Węgier - Węgrów, różnic między Węgrami a Polską. Kiedyś myślałem, że to dwa środkowoeuropejskie kraje o niemal identycznej historii i kulturze, teraz widzę jak bardzo się myliłem. Parę przykładów: przenoszę się na Węgry a tam w telewizji leci serial niemiecki. Niemiecki??? W Polsce, wtedy przynajmniej, rzecz niewyobrażalna. Albo niechęć do Rosji: jest i tu i tu. Tyle, że na Węgrzech przybiera ona formę strachu przed jakimiś przerażającymi innymi, obcymi a w Polsce Rosjan choć też się nie lubi to nie lubi ich się tak jak się nie lubi kuzyna, który mimo, że parszywy to jednak jest rodziną.

Z innych rzeczy, musiałem się nauczyć, że chleb kupuje się na kilogramy ("poproszę o pół kilo chleba") a napoje na decylitry ("dwa deci soku" - tak tu się mówi). Ze wszędzie w mieszkaniach albo zdejmuje się buty albo przynajmniej należy zaoferować, że się to zrobi. Gospodarz gościnnie zsuwa z nóg swoje kapcie oferując je gościowi - takie cieple jeszcze, blee!

No i herbata. W Polsce rzecz oczywista ale tutaj już nie. Na Węgrzech pije się jej dużo mniej, zwykłą herbatę jeszcze rzadziej i to w dodatku w zasadzie wyłącznie jako Earl Greya, w resturacjach innej najczęściej wogóle nie ma. Spotkałem już się ze stwierdzeniem: herbata? Już po 15-tej, dziękuję, jak wypiję to nie będę mógł spać. Za to kawa płynie tu strumieniami. I tak dalej, te mniejsze-większe różnice nie mają końca.

Romkocsma, Budapeszt

Romkocsma

Jakie książki o Budapeszcie poleciłbyś czytelnikom?

Ze starszych to 'Chłopców z placu broni'. Nie wiem ilu ludzi wie ale jest to najpopularniejsza na świecie książka napisana przez węgierskiego autora. Przetłumaczono ją na masę języków i wydano w wielkich nakładach. Sam pamiętam jak czytałem ją jako lekturę w szkole. Akcja dzieje się w Budapeszcie, w ósmej dzielnicy stoi zresztą pomnik bohaterów książki.
I choć książka uchodzi na powieść młodzieżową to gdy wróciłem do niej niedawno dotarła do mnie na nowo. Dla mnie jest to książka o tym jakie społeczeństwo umożliwiło pierwszą wojnę światową. Kult formalnej organizacji, honoru, poświęcenia mimo jego nadaremności, strach przed wykluczeniem wszystko to sprawiło, że miliony ludzi - w dzieciństwie tacy chłopcy jak ci opisani w powieści - karnie pomaszerowało na śmierć. Czyli książka dla młodych i starszych.
Druga książka, a może niedługo i książki jak więcej ich przetłumaczą na polski, to kryminał Vilmosa Kondora pt. 'Budapest noir'. Akcja tej serii ma miejsce w Budapeszcie przed wojną, w czasie niej i w okresie powojennym. Miasto opisane jest w detalach i z całą pieczołowitością, czyta się trochę jak przewodnik po przeszłości Budapesztu. Ciekawostką są pojawiające się wątki polskie. Książka nie unika polityki: bohater ma proangielskie poglądy - w przeciwieństwie do dominujących wówczas sympatii proniemieckich - żył w Stanach Zjednoczonych i nie lubi strzałokrzyżowców. Po takiej książce chce się odwiedzić Budapeszt!

Chlopcy z placu broni

Pomnik Chłopców z placu broni

 

Wszystkie zdjęcia są autorstwa Jeża

 

***

TYGLOWY CYKL "PRZEPROWADZKA" - poprzednie odcinki:

Latająca pyza w Mediolanie

Katasia w Cannes

Dabarai w Londynie

Holly w Paryżu

Invitada w Edynburgu

Kasia Hordyniec w Donegalu

Stuffed mice w Buenos Aires

Lilithin w Czandigarze

Asia Kusy w Karaczi

Kamila Sławińska w Nowym Jorku

Czara w Paryżu

Magamara w Oksfordzie



wtorek, 23 lipca 2013

Przeprowadziliśmy się! A dokładnie przeprowadzono nas. Oksfordzka firma przeprowadzkowa spakowała nas w ciągu dwóch dni w ponad 100 kartonow, następnego dnia przewiozła cały dobytek pod nowy adres i zaczęło się życie na styl kampingowy. Pogoda była łaskawa, od początku lipca słonko praży i smaży, więc brak kuchni nie doskwierał tak bardzo jakby to robił w trakcie mniej letniej aury.

Dziś mijają trzy tygodnie odkąd jesteśmy pod nowym adresem na podoksfordzkiej wsi i oddychamy już z ulgą. Dziewczynki się zadomowiły, rzeczy się powoli rozlokowują, pojawiła się kuchnia i pierwsze celebracyjne ciacho upieczone przez Anią, nasza au pairkę. Ogród jest satysfakcjonująco wypalony przez słońce, więc jego totalne zaniedbanie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy niespecjalnie rzuca się w oczy. Sąsiedzi bliźsi i dalsi są mili.

Eynsham ma pocztę, bibliotekę, sklep z rekodziełem i kawiarenkę, genialną knajpkę bangladeską, kwiaciarnię, winiarnię (!), sklep z mydłem i powidłem, aptekę, kilka pubów, w tym gastro-pub nad samą Tamizą, przychodnie, całkiem satysfakcjonujący sklep spożywczy, kilka kosciołów różnorakich wyznań, chińskie take-away i objazdowego wana z pizzą, który przyjeżdża zawsze we wtorek wieczorem. Eynsham jest zaskakująco pełne życia. Pamiętam bezludne, niedzielne poranki w naszej dzielnicy Oksfordu, spodziewając się, że na wsi bedzie jeszcze bardziej cicho, tymczasem jest zupelnie inaczej. Do Oksfordu mamy sześć mil. Przy dobrej pogodzie na drogach to tylko 15 minut autem bądź 20 minut autobusem.

Przeżyliśmy przeprowadzkę, otrzepaliśmy sie z budowlanego kurzu, zaczęło się życie na nowo. Wrócilam do pracy (jestem szczęśliwym pół-etatowcem!). Moje podróże autobusem do biura sprzyjają lekturze. Bardzo polecam najnowszą powieść Coetzee 'The Childhood of Jesus' - tą przeczytałam jeszcze w maju w Polsce i jestem wciaż pod wielkim wrażeniem: świetnie wyobrażona, niepokojąca powieść bazująca na dobrze znanej historii, której nie sposób nie traktować z podejrzeniem.

Jak byłam w Gdyni, to zakupiłam egzemplarz książki, o której trudno było nie słyszeć - i którą, o dziwo, czytam już drugi miesiac. 'Morfina' Twardocha początkowo bardzo mi sie podobała, przede wszystkim ze względu na psychodeliczną narrację, ale po 150 stronach eksperyment nie przeszedł moim zdaniem próby czasu i czytam powieść wyłacznie dlatego, żeby móc ją skomentować w londyńskiej Polish Reading Group.

Tuż przed przeprowadzką wpadła mi w ręce książka Charlotte Moore 'George and Sam' – historia kobiety samotnie wychowującej trójkę chłopców, w tym dwóch autystykow. Fascynująca i bolesna. Też wciąż niedoczytana - może dlatego, że przenosi mnie do świata zbyt niepokojącego?

Poszukuję teraz powieści, które mogłabym zabrać ze sobą na Sycylię (wcale niekoniecznie dziejące się w tym regionie), żeby trochę odpocząć. Cudownie będzie zmienić otoczenie i wyjechać do miejsca, które jest tak różne od zielonych Wysp. Co polecacie?

I powoli czekam na jesień, kiedy znowu wszystko przyspieszy. Chcę zabrać Belę na dwa turnusy rehabilitacyne (wracamy do Zabajki na pewno w listopadzie i może jeszcze we wrześniu, juhu!). I planuję zorganizowanie kolejnego spotkania autorskiego – tym razem gościem będzie Ewa Lipska, co mnie niezmiernie cieszy (szczegóły wkrótce). Obiecuję też powrócic do pisania :) Zatem witam po dłuższej przerwie i przepraszam za brak polski znakow - pisze na nieczulym na polska ortografie komputerze.

Domowe pielesze. Dom letni Virginii Woolf

Domowe pielesze. Domek letni Virginii Woolf, poludnie Anglii.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...