Oxford, Oksford

niedziela, 24 marca 2013

W tym roku było inaczej. Festiwal był prawdziwym wydarzeniem. Byli wielcy, znani i kochani, kilka znaczących książek miało swoją przedpremierę, w tym najnowsza powieść Juliana Barnesa (!). Oksford podzielił się z organizatorem (The Sunday Times) swoimi najlepszymi wnętrzami, program był przebogaty, ceny spotkań (tutaj akurat bez zmian) wysokie. Tylko pogody zabrakło, więc nikt tak jak w latach poprzednich nie mógł wylegiwać się z książką na łąkach uniwersyteckich. Dużo się działo, ale tylko w pomieszczeniach. Na zewnątrz ciął śnieg.

Byłam tylko na paru spotkaniach, bo dzieci, dzieci, a do tego jeszcze przytrafiła mi się krótka wyprawa do Polski, ale za to oba wydarzenia były po prostu świetne.

Julian Barnes Oxford Literary Festival

Julian Barnes z krytykiem Hermione Lee. Rozmawiali o pisaniu powieści, barnesowych obsesjach i o jego najnowszej książce "Levels of Life"

Oxford Literary Festival

W tle kolejka po książki Barnesa, niestety pisarz nic po spotkaniu nie podpisywał. Z przodu jeden z uczestników spotkania wyleguje się z książką na krześle, za które trzeba było zapłacić 50 funtów, jeżeli chciało się z tego rzędu oglądać Barnesa.

Oxford Literary Festival książki

Festiwalowi bohaterowie

Oxford Literary Festival książki

I jeszcze więcej bohaterów

Andrei Makine, Michail Sziszkin, Oliver Ready,

Spotkanie z rosyjskimi pisarzami. Andrei Makine ze swoją tłumaczką, Michaił Szyszkin i prowadzący Oliver Ready

Andrei Makine z czytelnikiem

Andrei Makine z czytelnikiem

Oxford Literary Festival

Michaił Szyszkin z fanami

Oxford Literary Festival

Autografy, autografy, każdy chce, ale nikt się nie pcha

Oxford Literary Festival

Jedno z wnętrz festiwalu

Oxford Literary Festival

Wierny czytelnik

Julian Barnes Levels of Life

I na koniec moja nowa zdobycz. Podpisana :) Julian Barnes 'Levels of Life". Oficjalnie wychodzi dopiero 4 kwietnia :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Dla Pietii

Przeprowadzał się i wyprowadzał z miasta kilka razy. Bo powiększała mu się rodzina, bo zmieniał pracę, bo któryś z uniwersyteckich kolegiów zaproponował lepsze lokum. Łącznie zmienial adresy kilkanaście razy. Spora liczba Tolkienowskich miejsc jest wciąż w mieście dostępna. I wcale nie trudno je wytropić, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać. Zapraszam dziś na moją własną trasę tropami Tolkiena.

Oksford Tolkiena The Mitre

The Mitre, miejsce spotkań Tolkiena z Lewisem

Spacer zaczynam na głównej ulicy miasta High Street. I to wcale nie od domu pisarza (mieszkał zaraz przy High Street na Merton Street, ale o tym za chwilę), tylko od starej knajpy. The Mitre kiedyś była zajazdem, przy niej zatrzymywały się powozy przyjeżdżające z Londynu. Teraz służy za restaurację z dość niskim sufitem, której wnętrze przypomina bardziej pub niż wyższej klasy lokal gastronomiczny (i ma coś w sobie takiegom bliżej nieokreślonego, co skutecznie zniechęca mnie do zjedzenia tam czegokolwiek :). Tutaj J. R. R. Tolkien spotykał się z C. S. Lewisem na śniadanie albo na rozmowę przy piwie. Pewnie dobrze wiecie, że obaj pisarze, a zwłaszcza autor Władcy pierścieni mieli słabość do tego trunku. Tolkien nawet posiadał w domu beczkę z piwem - do tego miejsca dojdę jednak na samym końcu.

Oksford Tolkiena Examination School

Examination Schools, miejsce wykładów Tolkiena

Oksford Tolkiena Examination School

Jedna z frontowych ścian Examination School

Z The Mitre polecam udać się w dół High Street i zatrzymać się przed (po drugiej stronie ulicy, warto jednak gmach obejrzeć z daleka). To miejsce, gdzie w maju odbywają się egzaminy, a w ciągu semestrów różnego rodzaju seminaria. To tutaj Tolkien wykładał. Studenci mieli okazję posłuchać m.in. jego cyklu wykładów o literaturze staroangielskiej.

Oksford Tolkiena Merton Street

Merton Street, ostatni adres Tolkiena

Kilka kroków dalej do High Street wcina się Merton Street. To tutaj za rogiem znajduje się ostatnie lokum Tolkiena. Po śmieci żony pisarz przyjechał z powrotem do Oksfordu (wcześniej na emeryturze mieszkali wspólnie w Bournmouth, w  nadmorskiej miejscowości na południu Anglii). Merton College, gdzie Tolkien był profesorem literatury i języka angielskiego, zaproponował mu mieszkanie na Merton Street. Do tego miejsca pielgrzymowali fani. I Tolkien narzekał, że nie może nawet spokojnie wyjść do ogródka.

Kto lubi dłuższe spacery, powinien wybrać się do Merton College (za następnym rogiem, z Merton Street trzeba skręcić w prawo). To kolegium unierwsyteckie jest nieprawdopodobnie spokojne, a z drugiego dziedzińca rozciąga się widok na szerokie łąki Christ Church Meadows. Polecam również zadrzeć głowę do góry i przyjrzeć się gargulcom wysoko na ścianach budynków. Stamtąd wracam z powrotem na High Street.

Oksford Tolkiena gargulce

Oksfordzkie gargulce

Mijam Eastgate Hotel - niegdyś były tu rogatki miasta. W tym hotelu Tolkien spotykał się, będąc już wdowcem, ze swoim wnukiem. To tutaj wyznał mu kiedyś, jak bardzo tęskni za zmarłą żoną. Edith odeszła dwa lata przed Tolkienem i choć nie byli udanym małżeństwem, pisarz czuł się po jej śmierci bardzo samotny.

Idę dalej High Street i przechodzę na drugą stronę. Wchodzę do Magdalen College. Tutaj pracował i przez jakiś czas mieszkał przyjaciel Tolkiena - C. S. Lewis. To tutaj spotkali się wieczorami na rozmowach o literaturze staroangielskiej bądź zajmowali się amatorskimi przekładami starych sag. Tu też spacerowali tzw. ścieżką Addisona (Addison's Walk), którą bardzo polecam. Wiedzie przez rozległe łąki kolegium, zaraz za parkiem z jeleniami, przy rzece Cherwell.

Oksford Tolkiena dom przy Hollywell Street

99 Hollywell Street, gdzie Tolkienowie mieszkali w latach 50.

Okford Tolkiena Hollywell Street

Hollywell Street od strony muru Magdalen College

Okford Tolkiena Hollywell Street

Środek Hollywell Street

Z Magdalen College (na marginesie Magdalen po oksfordzku wymawia się "mod-lin". W mieście zachowała się średniowieczna wymowa nazwy tego kolegium. W ten sposób miejscowi, a właściwie głównie uniwersytecka gawiedź miejska poznaje, czy ktoś jest "swój" - znaczy się wie, jak wymawia się Magdalen, czy też jest przyjezdnym), idę przez chwilkę High Street i skręcam w prawo. Idę wzdłuż muru, a potem skręcam w lewo w Hollywell Street. To śliczna uliczka, od lat 70. odcięta od ruchu samochodowego (uwaga jednak na pędzące rowery!). Tutaj po numerem 99 mieszkali Tolkienowie w latach 50.

Oksford Tolkiena Old Ashmolean Building
Miejsce jednej z pierwszych prac Tolkiena 

Hollywell łączy się dalej z Broad Street i spacerując po tej ulicy, trzeba zatrzymać się przy dwóch miejscach. Pierwszy przystanek do Museum of the History of Science. Tutaj mieściło się wydawnictwo uniwersyteckie, a dokładnie wydział, który zajmował sie tworzeniem Słownika Języka Angielskiego. Tolkien pracował tu zanim został wykładowcą.

Oksford Tolkiena Exeter College

Róg Exeter College, gdzie Tolkien był studentem (tutaj zrobił studia pierwszego stopnia)

Oksford Tolkiena Exeter College

Jeden z dziedzińców w Exeter College

Oksford Tolkiena Turl Street

Uroki Turl Street

Kawałek dalej na rogu Broad Street i Turl Street mieści się Exeter College. Tutaj studiował Tolkien (zdobył stypendium na naukę w Oksfordzie). Jego pokój niestety się nie zachował, bo narożną część budynku strawił pożar. Dlatego to, co widzicie dziś, to współczesna "odbudówka".

Oksford Tolkiena Pusley Lane

Dawna Alfred Street, jeden z pierwszych adresów pisarza w mieście

Oksford Tolkiena St Johns Street

St John's Street

Z Broad Street skręcam w prawo i idę wzdłuż ulicą, która nazywa się St Giles. Idąc po jej lewej stronie, mijam uliczkę, która teraz nazywa się Pusey Lane a kiedyś zwała się Alfred Street. Tutaj znajdował się jeden z pierwszych oksfordzkich adresów Tolkiena. O ile mnie pamięć nie myli, mieszkał tu, jak już został ojcem. Budynek już niestety nie istnieje. Z Pusley Lane można skręcić w St John's Street, gdzie przeprowadził się pisarz na większy metraż.

Oksford Tolkiena Eagle and CHild pub

Tolkienowski pub

Oksford Tolkiena The Eagle and Child

Zakątek pubu, gdzie przesiadywał Tolkien z Lewisem i przyjaciółmi

Oksford Tolkiena The Eagle and Child

Miejsce z pamiątkami po dawnych spotkaniach

Stamtąd warto jednak wrócić na St Giles, bo po lewej stronie znajduje się jeden z najbardziej znanych pubów w mieście - The Eagle and Child - przez Tolkiena i Lewisa zwanym The Bird and The Baby. To tutaj spotykali się Inglingowie. Tutaj czytali pierwsze wersje swoich powieści. A wieczory zakrapiane były mocno piwem. Podczas wojny zdarzało się, że zapasy piwa nagle się kończyły i wtedy panowie przenosili się na drugą stronę ulicy do pubu The Lamb and Flag. Dlatego polecam rozejrzeć się i w tamtych okolicach. The Eagle and Child ma specjalne utrzymany zakamarek pubu, gdzie siadali pisarze. Znajduje się tam kilka zdjęć i małe pamiątki. The Lamb anf Flag nie ma żadnych suwenirów, ale za to częściej oferuje wolne stoliki.

Oksford Tolkiena St Aloysius Church

St Aloysius Church, do którego chodził pisarz

Idę dalej St Giles. Lewa strona ulicy zmienia nazwę na Woodstock Road i tutaj po lewej stronie mieści się kościół pod wezwaniem św. Alojzego (St Aloysius Church). To jeden z najlepiej rozpoznawalnych kościołów katolickich w mieście. Warto tu wstąpić na mszę, nawet jeżeli nie dzieli się z Tolkienem wyznania czy gorliwości wiary, bo w tym kościele wciąż msze odprawiane są po łacinie. Ostrzegam jednak, że jest to łacina w angielskim wydaniu, czyli że każdy wyraz kończący się na "o" zostaje tutaj wzbogacony o dyftonga "ou". Tolkien często przychodził tutaj na msze. Dopiero jak przeprowadził się poza centrum, do dzielnicy Headington (adres 76 Sandfield Road, piękna willa, która ma nad wejściem tablicę upamiętniającą pisarza z wyrzeźbioną krainą hobbitów. Tam jednak dzisiaj się nie wybiorę), to zmienił kościół.

Ci, którzy mają jeszcze trochę siły, mogą z Woodstock Road przejść na Banbury Road a stamtąd tuż przy University Parks skręcić w niezwykle zamożną okolicę miasta - Northmoor Road, wyścieloną olbrzymimi willami z końca XIX, początku XX wieku. Tutaj mieszkał Tolkien dwa razy: najpierw pod numerem 22, a potem 20. Pod jednym z adresów w ogrodzie trzymał beczkę z piwem, z której zawartości śmiało korzystał. Każdy z domów należał do pisarza.

Tym, którzy chcieliby na chwilę odpocząć i pominąć spacer w okolicy willowej, polecam z kościoła św. Alojzego udać się dalej wzdłuż Woodstock Road, potem skręcić w małą alejkę za St Antony's College i znaleźć się na South Parade, gdzie w pubie Rose and Crown serwują bardzo dobre, miejscowe piwa (podobno najlepsze w mieście, nie mogę potwierdzić, bo sama nie zrobiłam większego rekonesansu). Tolkien na pewno z takiego zakończenia wycieczki by się ucieszył.

Mapka z trasą spaceru pojawi się za chwilkę. Do centrum z obu miejsc: Northmoor Garden czy South Parade można w 15 minut wrócić pieszo do centrum albo podjechać autobusem.

wtorek, 22 maja 2012

Student Uniwersytetu Oksfordzkiego po zdanych egzaminachZawsze wątpliwą przyjemnością wydawało mi się polewanie zwycięzcy zimnym, lepkim szampanem. Ubranie musi wtedy niewygodnie przylegać do ciała, włosy kleją się na głowie a stopy moczą się w cieczy – jednym słowem raczej przykre doświadczenie bez względu na to, jak szlachetny jest trunek, który wykorzystano do celebracji zwycięstwa. Szampanowy prysznic to jednak słodka uciecha w porównaniu z tym, co spotyka oksfordzkiego studenta po skończonych egzaminach. Dzisiejszy krótki spacer przez centrum miasta w porze lunchu pozwolił mi odsłonić zaledwie rąbek studenckiego upodobania do kleistych form rytualnych (i zdecydowaną dyspozycję do znęcania się). Uniwersyteckich "zwycięzców" traktowano dziś:

  • Workami mąki
  • Jajkami (ufam, że z wciąż aktualną datą ważności)
  • Każdym kolorem farby
  • Wodą mineralną
  • Piwem robionym na bazie jabłek (angielski cider)
  • Nutellą
  • Confetti (opcja light)
  • Sprayem
  • Kanapkami (zdecydowanie z musztardą)
  • Pianką

Co ciekawe nigdy szampanem - ten wręczany jest do ręki i konsumowany w najróżniejszych okolicznościach. Zdecydowanie zaleca się otwarcie szanownej butelczyny na wąskiej, oksfordzkiej łodzi (punt) podczas rzecznej przejażdżki, serwując go w asyście słodkich, angielskich truskawek (dopiero zaczęły pojawiać się w sklepach i uwaga, zdecydowanie jeszcze nie są słodkie).

Student Uniwersytetu Oksfordzkiego po zdanych egzaminach

Zwycięski student skąpany w mące

Celebracje studenckie po skończonych egzaminach

Celebracje w toku

Studentka na rowerze, Uniwersytet Oksfordzki

Po egzaminach. Wciąż z rumieńcem

Celebracje studenckie po skończonych egzaminachW New College

czwartek, 19 kwietnia 2012

Zygmunt MiłoszewskiTo dość wczesna zajawka, ale warto, żeby każdy wybierający się do Oksfordu w maju wpisał sobie ten wieczór do kalendarza. Panie i Panowie, 17 maja gościć będziemy polską gwiazdę historii kryminalnej -  Zygmunta Miłoszewskiego - w księgarni Albion Beatnik Bookshop (to samo miejsce, gdzie miesiąc temu pojawił się Tadeusz Dąbrowski, dokładny adres: 34 Walton Street). Wszystko wciąż dogrywam, ale wygląda na to, że wieczór rozpocznie się o 18-stej, a przy historiach z dreszczykiem będziemy mogli poraczyć się winkiem. Zygmuntowi Miłoszewskiemu będzie towarzyszyć jego angielska tłumaczka - Antonia Lloyd Jones. Mam nadzieję, że Antonia i tym razem będzie czytać fragmenty swoich przykładów, bo słuchanie jej to naprawdę wielka przyjemność.

Niedawno przeczytałam, a właściwie pożarłam jednej nocy "Uwikładnie" Miłoszewskiego, które pewnie większości z Was jest dobrze znane, bo odniosło w Polsce wielki sukces i już doczekało się ekranizacji. Kryminał jest naprawde niezły. Podoba mi się warszawskie tło akcji (kto kiedykolwiek pracował w Warszawie, ten z chęcią powróci do barwnych obrazów skrajnych kontrastów stolicy - dla mnie to była sympatyczna wycieczka w przeszłość, tym właściwie sympatyczniejsza, że nie musiałam jej odbywać w rzeczywistości).

Muszę wreszcie wyznać, że historie kryminalne czytam bardzo rzadko i być może dlatego, kiedy nagle przyjdzie mi z jedną obcować, czuję się całkowicie pozbawiona kontroli nad tym, co się dzieje dookoła i muszę doczytać ją szybko do końca. Kryminały są jak na mój gust zbyt zaborcze. A Wy je podczytujecie?

Zdjęcie autora pochodzi z jego strony internetowej.

Do zobaczenia w maju!

wtorek, 10 kwietnia 2012

"We read to know we are not alone."
C. S. Lewis

Oksfordzki Festiwal Literacki

Oksfordzki Festiwal Literacki

Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytająca, Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytający, Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytający, Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytający, Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytający, Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytający, Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytający, Oksfordzki Festiwal Literacki

Czytająca, Oksfordzki Festiwal Literacki

Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że równie dużo działo się poza miejscami spotkań literackich w Christ Church college. A może nawet więcej?

Przy okazji, jaki jest Wasz ulubiony aforyzm związany z czytaniem?

sobota, 24 marca 2012

Oxford Literary FestivalZaczyna się dzisiaj. Po przejrzeniu ponad 200-stronicowego programu powiedziałabym, że to raczej festiwal książkowy niż stricte literacki. Do następnej niedzieli włącznie można spotkać się ze znanymi autorami fiction, non-fiction, biografami, krytykami książkowymi, politykami, działaczami społecznymi, ilustratorami i historykami literatury. W tym roku na całe szczęście poprawiono stronę festiwalu i przeglądanie wydarzeń zaplanowanych na każdy dzień nie jest tak karkołomne jak w latach poprzednich.

Program jest szalenie różnorodny. Spotkania obejmą dickensowskie dyskysje, wykład Vikrama Setha, wieczór z Elif Safak, rozmowy o zeszłorocznych zamieszkach w Londynie, o trendach w literaturze indyjskiej i afrykańskiej (dwie osobne sesje), o historii kawy i herbaty, o istnieniu (bądź nieistnieniu) Boga, o najśmieszniejszych kawałach, które spłatali w ciągu stuleci oksfordzcy studenci, o etyce w bankowości inwestycyjnej, o rządach królowej (wszak jubileusz panowania już tuż tuż!), o 110 rocznicy powstania bajki o Peter Rabbit (nie mam pewności, czy jest królik istnieje w wersji polskiej)...

Zatem zapraszam do Oksfordu! Ostrzegam tylko, że ceny wstępu wcale się od ubiegłych lat nie zmieniły (znaczy się jest tak drogo, jak kiedyś :)

piątek, 27 stycznia 2012

Oxford Student o zarobkach kadry uniwersytetuZ rozbawieniem przeczytałam najnowszy numer gazety prowadzonej przez studentów Uniwersytetu Oksfordzkiego The Oxford Student. Na pierwszej stronie tej żywej publikacji pojawił się artykuł zatytułowany "Spot the difference" (Rozpoznaj różnice) a poniżej dwa zdjęcia - jedno przedstawia rektora  uniwersytetu w Oksfordzie prof. Andrew Hamiltona a drugi głowę uczelni w Cambridge - prof. Leszka Borysiewicza. Jak zaznacza jedna z cytowanych w tekście studentek, niepokojące jest to, że obaj są tak do siebie podobni: są białymi mężczyznami, w zbliżonym wieku (60-61 lat), obaj to naukowcy. Różni ich jedno: prawie 200 tys. funtów rocznej pensji.

Przeprowadzone niedawno badania płac ujawniły pensje głów brytyjskich uniwersytetów, a  co za tym idzie nieoczekiwanie duże różnice w tym, kto ile zarabia. Pieprzyku dodaje historii to, że temat pensji jest powszechnie uważany za temat tabu i o nim się zwykle nie rozmawia, chyba że sprawa dotyczy pracowników sektora publicznego (i ostatnio coraz częściej szefów brytyjskich banków).

A teraz liczby, o które rozpętała się cała afera: rektor Uniwersytetu Oksfordzkiego zarabia 424 tys. funtów rocznie (dane za 2010/2011) a rektor Uniwersytetu Cambridge – 258 tys. funtów. Różnica jest rzeczywiście zaskakująca, zważywszy na to, że stanowiska są bardzo podobne a uczelnie mają zbliżony status. Mnie jednak najbardziej gryzie to, jak duża jest przepaść między pensją pracowników naukowych a rektora tej samej uczelni (średnio ok. 10-krotna). W końcu kto bez kogo nie mółgby się obejść? :)

czwartek, 09 grudnia 2010

Kiedyś miejscem, gdzie osiedlali się pisarze, naukowcy i ludzie uniwersytetu w Oksfordzie, była północna część miasta, pełna wiktoriańskich willi (bliżej centrum) i eleganckich szeregowców z początku minionego wieku (bardziej na północ). Tam (bardziej na północy) mieszkał między innymi jeszcze profesor Kołakowski. W połowie minionego wieku ceny domów w tamtej dzielnicy zaczęły osiągać astronomiczne kwoty, więc uniwersytecko-literackie środowisko nie mogło sobie już pozwolić na egzystencję w posh zakątku i zaczęło przenosić się na północny-wschód do dzielnicy na wzgórzu, do Headington. Tam zamieszkał m.in  J.R.R. Tolkien, Isaiah Berlin, Joy Gresham. Za Headington wyprowadził się też C.S. Lewis.

My mieszkamy tam już trzy lata. Lubię Headington, bo pełne jest parków, wąskich, 'hobbitowych' alei, starych, kamiennych chatek i za to, że jest na wzgórzu. Codziennie z Isabelą spacerujemy po dzielnicy, trzymając się ok. 1-milowej orbity – na wypadek nagłej potrzeby znalezienia się w domu na nieplanowe jedzenie.

I tak jednego dnia znalazłyśmy się w rejonach 'lewisowych'. C.S. Lewis mieszkał w pięknym domu The Kilns na zupełnym skraju miasta, u podnóża Shotover Hill. Drogę i dom znamy na pamięć.

Dom CS Lewisa w Oksfordzie

The Kilns - dom, gdzie CS Lewis mieszkał przez większość swojego życia

Tym razem przykuła naszą uwagę chata na przeciwko lewisowego domu. Zupełnie nieatrakcyjna, zwłaszcza w ten ponury dzień. Dopiero po chwili zdałyśmy sobie sprawę, że odnalazłyśmy Narnię (tak nazywa się budynek). Cóż, nazwa ma chyba działać jak zaklinacz, bo trudno o bardziej prozaiczną i niemagiczną konstrukcję... Przynajmniej ma na sobie trochę śniegu...

Narnia, dom, na przeciwko którego mieszkał CS Lewis

Oksfordzka Narnia

'Far overhead from beyond the veil of blue sky which hid them the stars sang again; a pure, cold, difficult music. Then there came a swift flash like fire (but it burnt nobody) either from the sky or from the Lion itself, and every drop of blood tingled in the children's bodies, and the deepest, wildest voice they had ever heard was saying: "Narnia, Narnia, Narnia, awake. Love. Think. Speak. Be walking trees. Be talking beasts. Be divine waters."
(The Chronicles of Narnia: the Magician's Nephew, str. 137)

Żeby to sobie wyobrazić, trzeba przy oksfordzkiej Narnii zamknąć oczy. I tylko przy niej, bo okolica wokół domu pisarza jest piękna. Lewis oprócz przytulnej chatki miał też ogród w postaci... sporego parku z małym jeziorkiem, po którym można było pływać łódką. A o tym, gdzie i jak mieszkał, możecie poczytać w drugim numerze Archieplagu (str. 67-69).

niedziela, 28 listopada 2010

Trudno mi naprawdę uwierzyć, że jutro zaczyna się ostatni – ósmy – tydzień uniwersyteckiego trymestru. Po nim, po ostatnich pośpiesznie oddawanych pracach, gromadnie uczęszczanych spotkaniach, gwarnie zapełnionych ulicach miasto opustoszeje, bo studenci i część wykładowców wyjedzie na tak wcześnie zaczynającą się w Oksfordzie przerwę świąteczną. Gdzie się podziało to siedem tygodni?! Gdzie zgubił się mój czas?

Oksford, centrum miasta

Oksfordzkie przebieranki: pan-żywa reklama sklepu z plakatami, który stara się pozyskać studencką klientelę

Rower - oksfordzki niezbędnik

Rower - niezbędnik w mieście

We wrześniu leniwie snułam plany: jesienią będziemy z małą Isabel wpadać na lunch do Olivera do St. Antony’s college, będziemy spacerować po mieście w cieple październikowego słońca a dla Was przygotuję serię notek o oksfordzkim uniwersytecie. Do centrum udało mi się pojechać jednak tylko raz. I do kolegium nie dotarłam. Wpadliśmy z rodzicami i małą Isabel do pizzerii w centrum miasta na szybki lunch z Oliverem. Pizzeria (stara, dobra Pizza Express) mieści się w jednym z najstarszych oksfordzkim budynków – XII-wiecznym zajeździe, w którym, jak głosi miejska legenda, zatrzymał się Szekspir podczas podróży powrotnej z Londynu do Stratford-upon-Avon. Na dziedzińcu, tuż przed karczmą, miała rzekomo dokonać się pierwsza próba "Hamleta". O ile dobrze mi wiadomo, to wydarzenie nigdzie w pisanych źródłach nie zostało odnotowane. Nie mniej jednak wskakując do środka po brukowanej kostce, zawsze wyobrażam sobie tą scenę: szekspirowa trupa w dobrym nastroju, po skonsumowaniu tego i owego zabiera się do działania. Okrzyki, powtarzanie roli, zbierająca się grupka gapiów... I pojawia się szamoczący się z sobą Hamlet. A z nim pierwsze oznaki rychle nadchodzącej nocy.

Oksford, centrum miasta

Centrum elegancko zawłaszczone przez uniwersytet

czytający, Bodelain Library, Oksford

Czytający, dziedziniec Bodleain Library

W karczmie szekspirowej, że ją tak sobie nazwę, zachowało się w co nie co z oryginalnego wystroju (ciekawym polecam udanie się na pięterko do ostatniej sali na samym końcu). W tej właśnie karczmie minęła mi w przejściu studencka gawiedź. Z sentymentem popatrzałam na ten beztroski krok, nonszalancki chwyt segregatora i błysk w oku, który mówi, że wszystko jest wciąż w zasięgu ręki. I nie chcę przez to powiedzieć, że moje własne oko tak nie potrafi błyszczeć. Wręcz przeciwnie. Muszę jednak przyznać, że mój studencki czas już za mną, to jest studencko-nastoletni. Bo jeżeli znowu wybiorę się na studia, a chciałabym jeszcze skończyć historię sztuki, to wszystko będzie już inne.

Tegoroczna jesień, która właśnie bezpowrotnie mija, wydarzyła się zupełnie poza mną. Zdążyłam przed wyjazdem do szpiatala wybrać się jedynie na krótki spacer po jednym z kolegiów (który był pierwszym collegem Olivera. Sylwia z pewnościa miejsce rozpozna, choć zwiedzała je w nieco innej aurze) i przypatrzeć się troszeczkę jesiennej piękności, której zdjęcia załączam do tej notki. Ach, dlaczego już czas na ciebie, zimo...?

dziedziniec Worecester College

Dziedziniec Worecester College

worecester college, akademic, oksford

Ogród na fasadzie (college warto odwiedzić chociażby dla niezwykłych dzieł uniewersyteckiego ogrodnika)

kolegialny park, oksford

Park Worecester College

jesień, oksford

Ostatnie westchnienie ginącej zieleni

czwartek, 07 października 2010

Ceremonia zakończenia uczelni w OksfordzieOksford ma cudowną a nawet cudotwórczą zdolność odradzania zamierzchłej przeszłości, tchnąc życie w stare rytuały, które w innych okolicznościach powinny już dawno wyginąć. Hiszpański pisarz Javier Marias, który spędził w mieście rok na stypendium, nazwał to oksfordzkim konserwowaniem się w gęstym syropie. Ja w oksfordzkim talencie nie widzę ani tej lepkiej gęstwiny, ani dusznego kiszenia. Ono wręcz stworzone jest od odtwarzania tych samych obrzędów, w które wciąż wierzy i które dzięki tej wierze przeradzają się w spektakularne ceremonie, a czasami i nawet uczelniane sakramenty.

Mocną stroną Oksfordu z pewnością nie są powitania. Przyjeżdżający często czują się totalnie zagubieni, jak zjawiają się na uczelni. Uniwersytet nie lubi się witać, woli, aby przybywający od XI wieku goście sami wtłoczyli się w jego życie, dopasowali i stali się jego częścią.

Oksford za to żegna się w wielkim stylu. Rytuał pożegnania, czyli sama uroczystość zapieczętowania zdobytego tytułu i opuszczenia uczelni, jest żyjącą od dziewięciu stuleci tradycją, żyjącą, rzecz jasna po łacinie.

Ceremonia odbywa się dwa razy w roku: latem, kiedy maszerujące w średniowiecznych strojach głowy uczelni, połyskują w słonecznych promieniach, ogrzewających na złoto też jasne kamienie uniwersyteckich budynków; a potem jesienią, jak już zwiewne czarne płaszcze mocno potrafi targać wiatr. Parada jest spektakularna i tak efektowna, że ci, co stoją z boku we współczesnych ubraniach potrafią czuć się zupełnie nie na miejscu. Pamiętam, jak nagle zrobiło mi się nieswojo, kiedy stojąc w satynowej sukience, otoczyła mnie grupa dziarsko maszerujących studentów w średniowiecznych płaszczach z powiewającymi z tyłu dwoma płatami materiału. Chciałam tak, jak oni być częścią tej pielgrzymki z przeszłości, która powracała jako oksfordzka teraźniejszość, a nie zbytecznym, współczesnym widzem.

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Absolwenci zmierzający do Sheldonian Theatre, Oksford

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Wypełniający się powoli dziedziniec Bodleian Library

Olivera ceremonia przypadła na lato. Było ciepło, słonecznie i tłoczno. XVII-wieczny budynek Sheldonian Theatre, gdzie odbywa się uroczystość, potrafi mocno nagrzewać się ludzkimi ciałami w zimę, a co dopiero w lato. Siedzieliśmy więc spoceni na wyższych piętrach sali, my, zwykli obserwatorzy, podczas gdy absolwenci ze swoimi profesorami i opiekunami zwarli się w nieprawdopodobnych szykach na dole. Każde kolegium (a Uniwersytet Oksfordzki ma ich ponad 40) miało swojego naukowego przedstawiciela, a ten pod sobą tą szczęśliwą grupkę studentów, którzy ukończyli studia. Każdy ze względu na rodzaj studiów i ich poziom ubrany był w inny strój: ci, z magisterką z nauk humianistycznych mieli kapturek z białym kożuchem, u tych z wydziału teologii kożuch zastępowała zwykła tkanina, a tamci z dyplomem pierwszego stopnia (czyli bacheloriatem) byli zupełnie bezkapurkowi.

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Pierwsze wejście

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Prezentacja studentów - po łacinie

Ceremonię otworzył wicekanclerz uczelni – jak w każdej ważnej instyucji "wice" ma przecież rozleglejszą władzę i rozmach działania od tego na samej górze – i to był pierwszy i jedyny moment, kiedy słowa wypowiadane były po angielsku. Potem górowała już tylko łacina, podczas słuchania której niejeden uśmiech pojawił mi się na twarzy i to wcale nie z powodu jakiś sentymentalnych wspominek zajęć z łacińskiego na własnym uniwersytecie (bo szczerze mówiąc nie ma naprawdę co wspominać), ale jej angielskiej wymowy, w której każde ego zyskiwało gigantyczny dyftong egoł a głoska r potrafiła zupełnie zniknąć, zmieniając testor w testooo.

W tej zangielszczonej łacinie każdy z profesorów z kolegiów przedstawiał wicekanclerzowi swoich studentów. Studenci ci oficjalnie 'błagali' (cały proces nazywa się supplication, czyli właśnie błaganie) o przyznanie im należnych tytułów. Po wygłoszeniu nazwisk na środku sali pojawili się nagle dwaj nadzorujący uroczystość (proctors), których zadaniem było wykonanie kilkuminutowego marszu, by w tym czasie ci, którzy mieli obiekcje co do któregokolwiek ze studentów mogli powstać i pociągnąć stróżów średniowieczego porządku za falujące przy szybkim kroku połacie płaszcza. Tak reagowano od XII wieku, kiedy ten zwyczaj powstwał. Taką możliwość ma każdy i dziś, choć tamtego letniego popołudnia nikt nie odważył się zakwestionować żadnego z przyznawanych tytułów.

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Maszerujący proctors - ostatnia chwila na wyrażenie sprzeciwu

Potem profesorowie prowadzili swoich studentów do wicekancelrza po rytualny uścisk dłoni i wyprowadzali ich z teatru, by wrócić za dłuższą chwilę jak dworzanie z królewskiego orszaku w przepięknie kolorowych kapotach odpowiadających zdobytym przez nich wyróżnieniom. Mieniły się zatem czerwienie i fiolety doktorów nauk humanistycznych, czarno-liliowe szaty magistrów nauk ścisłych, czerwono-czarne profile filologów-magistrów... W tej ferii kolorów przebijało złote berło wicekanclerza, który gotowy był do finalnego zadania: odebrania od każdego ze studentów przysięgi, że będą wierni uniwersyteckim zasadom i wolnościom po opuszczeniu uczelni. A każdy z podchodzących trójkami abolwentów wypowiadał sakramentalne Do fidem.

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Już oficjalnie tytułowani doktorzy nauk humanistycznych

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Finalna przysięga przed ostatecznym odejściem

A potem? Potem na zewnątrz już w dziedzińcu Bodleian Library nastąpiła eksplozja euforii. W górę strzelały czarne nakrycia głowy,  w bok kręcili się fotografowie, próbując uchwycić jak najlepsze momenty. Kiedy teść robił zdjęcia Oliverowi przyodzianemu w niemalże świętobliwą czerwień z fioletem, rozejrzałam się dookoła. Owszem dominowały uniwersyteckie kolory, ale wśród nich co rusz przebijały kolorowe indyjskie sari, jedwabne angielskie sukienki, afrykańskie turbany i francuskie garsonki. Rytuał, który przed nami się odbył, jakże angielski, jakże średniowieczny w swoim charakterze, pochłonął z połowę globu.

Oksford, ceremonia wręczenia dyplomów

Letnia ceremonia ukończenia Uniwersytetu Oksfordzkiego

***

Beacie S., która była, ale której się nie trafiło.

niedziela, 03 października 2010

Oksfordzkie księgarniePrzyszła kolej na trzecią i pewnie ostatnią w tym roku (chyba że nagle pojawi się coś fenomenalnego) część spaceru po oksfordzkich księgarniach. Finalny odcinek poświęcam przede wszystkim księgarniom specjalistycznym i pełnym uroku niszowym sklepikom, związanym z rynkiem bukinistycznym. Zainteresowanych wędrówką po wielopoziomowej i jednej z najbardziej znanych na świecie księgarni Blackwell odsyłam do pierwszego odcinka serii, a tym, którzy lubią robić tanie zakupy - do drugiej części, poświęconej ekspansji sklepów charytatywnych i nowym fenomenie sklepików za 2 funty.


W zeszłym roku przy okazji wystawy o sztuce oprawiania książek pisałam o publikacjach Folio Society - wyrafinowanie złożonych książkach o pięknych, twardych okładkach i znakomitych ilustracjach. Żeby te cudeńka nabyć, trzeba zostać członkiem stowarzyszenia i co roku odchudzić portfel o co najmniej trzy publikacje... albo udać się do oksfordzkiego sklepiku Scriptum. Do tej pory to jedyne miejsce, w którym widziałam wydania Folio Society udostępnione do publicznej sprzedaży, może poza dosłownie dwoma sklepami charytatywnymi, gdzie pojawiły się sporadycznie pojedyncze egzemplarze. Wcale się jednak nie dziwię, że stowarzyszenie zgodziło się sprzedwać swoje wydawnicze perełki właśnie przez Scriptum. To nie tylko uroczy sklepik, ale i nawet elitarna instytucja, podtrzymująca przy życiu sztukę pisania piórem (piór wiecznych mają bez liku), kunszt kaligraficzny i artyzm epistolografii (od rozmaitości w wyborze papieru do pisania, kopert, noży do rozcinania korespondencji, bibułek i setek biurkowych ozdobników kręci się w głowie). Na pierwszym piętrze, na które wchodzi się starymi, skrzypiącymi schodami przy asyście powieści, masek (Scriptum sprowadza też weneckie, karnawałowe maski) i podpórek do książek, stoją ustawione dumnie publikacje Folio. Co ciekawe, ich ceny wcale nie są wyższe od tych, które figurują w Foliowym katalogu (kupując książkę tego wydawnictwa liczyć się musimy z wydatkiem rzędu 15-60 funtów, w zależności od publikacji). Do Scriptum warto zajrzeć nawet bez planów zakupowych, bo każde wejście to spotkanie z niezwykłym światem, które ma w sobie coś z przygody Alicji w Krainie Czarów, zwłaszcza jeżeli trafi się na dzień, kiedy obsługuje niezwykle wyrafinowany (marynarka, fular pod szyją) i posługujący się najbardziej artystokratyczną odmianą angielskiego sprzedawca.

Scriptum, sklepik z książkami i piórami wiecznymi

Oksfordzki sklepik Scriptum - świat sztuki pisania i pięknie oprawionych książek

Niedaleko od Scriptum na HighStreet mieszczą się dwa inne, ciekawe sklepy. Pierwszy - Sanders of Oxford - to miejsce, gdzie można zaszyć się na długie godziny w poszukiwaniu druków starych map i ilustracji. Sklepik jest bardzo tradycyjny i bardzo dobrze zaopatrzony. Ilustracje pochodzą zarówno ze starych traktatów, jak i XIX wiecznych książek podróżniczych. Dla poszukujących starych map i obrazków Sanders of Oxford przygotował wielkie szuflady posegregowane kontynentami i regionami. Osobną i niezwykle bogatą sekcję stanowią ilustracje związane z Wyspami Brytyjskimi. Sprzedawcy w sklepie są niezwykle uprzejmi. Przeszukiwać zbiory można na własną rękę (w sklepie spędziliśmy w zeszłym roku dwie godziny, wybierając prezent na ślub przyjaciół i przegrzebując się przez setki rycin a przez ten cały czas z twarzy sprzedawcy nie schodził uśmiech), można liczyć również na pomoc w wysuwaniu wielkich szuflad.

Sklepik z rycinami

Sanders of Oxford - cała planeta starych rycin, map i ilustracji książkowych

Parę kroków od Sanders of Oxford mieści się sklep akademickiego wydawcy Oxford University Press. Księgarnia jest pozornie niewielka. Wystarczy jednak przejść przez przednią część poświęconą głównie słownikom, wydaniom klasyków literatury i bardzo pożytecznej serii Very Short Introduction to (małych książeczek napisanych przez specjalistów i ogarniających tematycznie setki dziedzin), by znaleźć się przy schodach, które prowadzą aż trzy poziomy w dół do rozmaitych działów: od teoretycznoliterackich, muzycznych, artystycznych, po religie świata, na matematyce i informatyce skończywszy. W rogu z kolei mieści się oświetlony ciepłym światłem pokoik, gdzie znajdują się publikacje dla dzieci (wydawnictwo specjalizuje się też w seriach książeczek uczących dzieci sztuki czytania, począwszy od dwóch lat w górę).

Oxford University Press

Sklep oksfordzkiego wydawnictwa, który rozciąga się trzy piętra pod ziemią

Pięć minut drogi od sklepu Oxford University Press na rogu Broad Street mieści się wielki Waterstone's. Nie jest to ani księgarnia specjalistyczna, ani niszowa, więc wspominam ją tutaj w ramach wyjątku. Waterstone's usytuowane jest w wielkiej kamienicy z wysokimi sufitami (zresztą księgarnia ma tendencje do osadzania się w tego typu miejscach) na czterech piętrach. Na ostatnim - podobnie jak w innych sieciowych księgarniach -  znaleźć można kawiarnię (Waterstone's sparował się z siecią Costa Coffee). To, czego brakuje w tym miejscu, to porządnych krzeseł i foteli. Jeżeli chcę coś podczytać, to muszę niestety zalec na podłodze, co zwłaszcza w deszczowy dzień nie jest zbyt przyjemne. Z tego i paru innych względów wolę chodzić do Blackwell's.

Waterstone's Oksford

Gmaszysty świat książek według Waterstone's

Waterstone's Oksford

Polując na okazję

Oksford ma również dwie religijne księgarnie. Pierwsza ulokowana w centrum to St Peter's Bookshop (pod restauracją orientalną) jest na poły antykwariatem i nie ogranicza się do książek stricte chrześcijańskich. Na półkach, pomiędzy którymi jest tak ciasno, że czasami trudno się zmieścić w dwie osoby, znaleźć można sporo opracowań dotyczących judaizmu, Torę jak i zbiór pism kardynała Newmana. Inny, bo ograniczony do książek chrześcijańskich, charakter ma Christian Bookshop na St Clemens Road, która specjalizuje się też w książeczkach religijnych dla dzieci.

Christian Bookshop, Oksford

Bukinistyczny spacer po Oksfordzie zakończyć się może tylko w jednym miejscu – w największej na Wyspach bibliotece, która dostaje kopię każdej wydanej w UK książki – Bodleian Library. Stara, dobra Bodleian szczodrze dzieli się swoim zbiorami, organizując wystawy, na które wyjmuje ze swoich wnętrz prawdziwie unikatowe egzemplarze. W tej chwili trwa wystawa poświęcona pismom i życiu XVII-wiecznego naukowca Johna Aubrey, jednego z założycieli Royal Society of London, a w zapowiedziach jest już następna, brzmiąca bardzo ciekawie: Shelley's Ghost: Reshaping the Image of a Literary Family (o wcześniejszych pisałam m.in. tutaj). Ten, kto ma ochotę zobaczyć rzadkie, stare egzemplarze, koniecznie powinien wstąpić do Bodleian (wystawy są zawsze bezpłatne).

Bodleain Library wieczorem, Oksford

Bodleian Library jesiennym wieczorem

Ten spacer kończy się wieczorem, ale jeszcze nie bardzo późnym, bo w oksfordzkich bibliotekach, których są dziesiątki, jeżeli nie setki, wciąż palą się światła. I tak krążąc po wąskich uliczkach miasta, podpatruję te symetryczne układy woluminów, finezyjne kostelacje ksiąg, nieprawdopodnie przeładowane kształty biurek, nad którymi wciąż czule ślęczy niejedna dusza. Dlatego nie mówię jeszcze dobranoc, a opowieść o bibliotecznych domach książek zostawiam na inną okazję.

Oksfordzka biblioteka przy Broad Street

Biblioteka przy Broad Street

Oksford nocą

Oksfordzka alejka za New College

środa, 01 września 2010

Oksfordzkie księgarnieZapraszam dziś na drugi odcinek bibliofilskiej wycieczki po mieście książek (pierwszą część poświeconą przede wszystkim kilku obliczom najbardziej znanej na świecie brytyjskiej księgarni Blackwell Bookshop znaleźć można tutaj a trzecią - tutaj).

W ostatnich sześciu latach na oksfordzkim rynku książkowym zauważyłam dwie duże zmiany. Przede wszystkim poznikały stare antykwariaty, które poza tanimi powieściami z XX wieku oferowały całą masę rzadkich, kolekcjonerskich wydań. Najpierw zniknął ten zielony w wydawniczo-rybackiej dzielnicy Jericho, a potem ten wielki, wytwory na High Street. Pierwszy już nie istnieje, zastąpiony przez pozującą na włoską kawiarnię QL. Pozostało po nim tylko wspomnienie - zresztą dość namacalne: książki wmurowane w fasady. Kawiarnia jest raczej kiepska, ale czasami z sentymentu wchodzę tam na zieloną herbatę i tłuste panini, żeby pobawić się w wyławianie tych literackich cegieł w ścianach, popatrzeć na ulicę i przypomnieć sobie zapach tego miejsca, które kiedyś pełne było staro-drzewno-książkowych oparów.

Książki w murze zamiast cegieł

Książki zamiast cegłówek - pozostałość po antykwariacie. Obecnie wnętrze kawiarni QL w oksfordzkim Jericho, 48 Walton Street

Drugi antykwariat (o którym zresztą pisał Javier Marias w swojej powieści ("Wszystkie dusze") przeniósł się do mniejszego, drogiego miasteczka o kilkuseteltniej historii i nie wiem, jak sobie radzi. Te zniknięcia tłumaczę przede wszystkim ekspansją sklepów charytatywnych, które zaczęły (zwłaszcza Oxfam i Helen and Douglas House) oferować bardzo bogatą ofertę używanych książek - w tym i białych kruków. Co roku oksfordzki Oxfam na St Giles Street organizuje aukcje najcenniejszych wydań i wierzcie mi, otrzymuje za nie tysiące funtów.

Drugą znaczącą zmianą było pojawienie się nowego zjawiska - sklepów The Last Bookshop ("ostatniej księgarni"), które sprzedają najnowsze książki z każdego gatunku za jedyne 2 funty (za tyle można dostać najnowszą powieść Pamuka, album fotografii o Nowym Jorku czy książkę kucharską). W tym nowym objawieniu widzę kasandryczną zapowiedź losów rynku wydawniczego. Papierowe wydania książek można dostać coraz taniej (coraz większa konkurencja i ceny coraz niższe), książki elektroniczne zaczynają się upowszechniać (więc jest mocna alternatywa dla wydania papierowego) a wydawcy mają problemy z kosztami przechowywania nakładów, które nie opuściły magazynów tak szybko, jak planowali - stąd, jak przypuszczam, wziął się fenomen księgarni za dwa funty czy książek sprzedawanych za jednego pensa przez internet (popularny w Amazonie). Jest to świetny pomysł na poprawienie krążenia książek w ludzkim obiegu i podejrzewam, że takich miejsc będzie wkrótce w Wielkiej Brytanii bardzo dużo.

The Last Bookshop - książki za 2 funty, Oksford, St Aldates

Wnętrze The Last Bookshop na St. Aldates w Oksfordzie - okolice 20-stej.

Oksford ma dwa sklepy The Last Bookshop: jeden ogromny w centrum na St. Aldates Street, zaraz przy kilku przystankach autobusowych (przed witryną jest zwykle tłoczno) i drugi, znacznie mniejszy ale o wiele lepiej zaopatrzony we wspomnianej już, bardzo lubianej przeze mnie dzielnicy Jericho (10 minut piechotą od centrum na północ). Na półkach przeważają paperbacki z niedawno wydaną prozą z najróżniejszych stron świata. Można dostać AS Byatt, Doris Lessing, Pamuka, Llosę, Petera Carey, Tolkiena czy wydania klasyków: Chaucera, Woolf, Bronte. Książki pojawiają się w nikomu nieznanym porządku, nakłady nie są duże, więc potrafią błyskawicznie znikać. Kupowanie książek w The Last Bookshop ma w sobie coś z dziecięcej przygody odkrywania nowego: nigdy nie wiesz, na co trafisz, nigdy nie przewidzisz, z iloma wyjdziesz (bez specjalnej katastrofy dla portfela) i wreszcie nie masz też pojęcia, kiedy znienacka zada ci pytanie rozgadany Jeff, nowojorski emigrant, sprzedający książki w The Last Bookshop w Jericho od poniedziałku do środy (w czwartki-soboty obsługuje cicha i sympatyczna Rumunka). Dodatkowym błogosławieństwem są godziny otwarcia księgarni - nikt nie zamyka przed 20-stą.

Tania księgarnia, Oksford,

Kameralny The Last Bookshop w oksfordzkiej dzielnicy Jericho. W środku: książki za 2 funty i gadatliwy Jeff za ladą.

Jericho warto odwiedzić nie tylko ze względu na The Last Bookshop. Po drugiej stronie sklepu znajduje się bardzo sympatyczna księgarnia Albion specjalizująca się w prozie XX-wieku, w której można posiedzieć nawet długimi godzinami, czytając to, co mają na półkach i pijąc kawę bądź herbatę (wcześniej wybiera się swoją ulubioną filiżankę z chińskiej porcelany bądź kubek - Albion ma duży wybór). Kawa jest marna, ale kawa jest tutaj tylko pretekstem do tego, by poczuć się jak u siebie i przedłużyć radość czytania w cichej, niespiesznej i sympatycznej atmosferze w wygodnym fotelu z możliwością zerkania od czasu do czasu na to, co dzieje się na ulicy. Albion to zresztą nie tylko sklep czy przyjazna czytelnia. Tutaj działa Klub Książki. Księgarnia organizuje też dwa razy w tygodniu długie noce, kiedy można nawiedzać ją aż do 23-ciej. Właściciel zawsze służy radą, lubi porozmawiać na tematy literackie (czy wymienić opinie na temat pomidorów, które choduje w donicach przed sklepem). Na tyłach Albiona jest antykwariat. Latem przecenione książki pojawiają się też na regale przed wejściem do ksiągarni (tuż obok owych dojrzewających pomidorów) - do wyboru jest sporo klasyki (każda książka za jednego funta).

Albion Beatnik, księgarnia w Oksfordzie

Albion Beatnik na Walton Street o poranku

Na tanie książki poluje się w mieście też, rzecz jasna, w sklepach charytatywnych, a tych jest coraz więcej. W centrum miasta największy wybór mają dwa sklepy Oxfamu. Starszy na St Giles Street ma nie tylko najnowszą prozę (zwykle za 2-4 funty), ale i książki w innych językach, albumy i wreszcie piękne, stare edycje dla kolekcjonerów. To tutaj zwykle lądują znaczące zasoby bibliofilskie pracowników uniewersytetu, których to zbiorów nie są w stanie pomieścić żadne biblioteki i dlatego można znaleźć tutaj prawdziwe perełki. Kiedyś natrafiłam na niezłą kolekcję polskiej literatury wydanej w latach 60/70-tych (chyba wiem po kim, ale pewności nie mam, bo książki nie są podpisane). Lubię też przeglądać wydania z lat 20-tych (na przykład małe książeczki podróżnicze, sprzedawane za 3-5 funtów), w których można trafić na urzekające dedykacje z wyznaniami miłosnymi pięknie wykaligrafowanymi atramentem, stare listy pisane ręcznie bądź na maszynie czy intrygujące komentarze na marginesach. Po poszukiwaniach bibiofilskich w tym sklepie-antykwariacie można udać się kilka kroków dalej na północ do pubu The Eagle and Child na małe co nie co, gdzie niegdyś spotykali się CS Lewis i Tolkien i czytali swoje książki przed ich wydaniem.

Oxfam, księgarnia w Oksfordzie na St Giles Street

Nieśmiertelna księgarnia Oxfamu, St Giles Street

Oksford, St Giles Street, pub Tolkiena i Lewisa w tle

A to St. Giles Street, w oddali widać szyld literackiego pubu The Eagle and Child

Drugi sklep Oxfamu mieści się na jednej z najpiękniejszych ulic miasta - Turl Street. Na wykonanej z drewna wystawie znaleźć można współczesne powieści najbardziej znanych pisarzy, sporo podręczników akademickich (wszak sklep mieści się w pobliżu kilku college’y, więc często wpadają tu studenci), biografie, albumy, opracowania - czego dusza zapragnie. Niedawno za grosze udało mi się tam nabyć zabawny zbiorek literackich anegdod ("The Oxford Book of Literary Anecdotes". Wiecie na przykład jak Oscar Wilde zdawał egzamin z greki? Egzaminatorzy kazali mu przełumaczyć fragment Biblii dotyczący ukrzyżowania. Wilde tłumaczył bardzo dobrze i szybko, więc przerwano mu w połowie i podziękowano. Na co on odpowiedział: "ale proszę, pozwólcie mi tłumaczyć dalej, jestem bardzo ciekaw, jak ta historia się kończy.") Cały Wilde!

Księgarnia Oxfamu na uroczej Turl Street

Oxfam na Turl Street robi za studencki antykwariat

Oxfam ma swoje sklepy nie tylko w centrum, ale właściwie w każdej dzielnicy miasta (najwięcej książek w peryferyjnych oddziałach można dostać na Cowley Road we wschodniej części Oksfordu). Ci, którzy lubią przegrzebywać się przez spore stosy i stosiki, powinni też odwiedzić rynek na Gloucester Green (niedaleko dworca autobusowego w centrum), gdzie w każdą środę i w czwartek rozkładane są bukinistyczne stoiska. Książki lądują też w wielkiej skrzyni przy wejściu do anglikańskiego kościoła na Woodstock Road, skąd można je sobie po prostu wziąć, nie należy jednak liczyć na bardzo interesujące łowy.

Rynek książkowy w środę

Oksfordzki bukinista podczas środowego rynku na placu przed dworcem autobusowym

Wreszcie używane książki, a dokładnie wydane przez Penguina w pierwszej połowie XX wieku powieści można za kilka funtów dostać w Arcadii - sklepiku przypominającym buduar grzecznej pensjonarki, gdzie sprzedaje się dekoracje stylizowane na XIX-wieczne. Może to niezupełnie bibliofilska arkadia, ale z pewnością dobre miejsce, żeby skończyć ten rozdział o tanich, oksfordzkich ksiągarniach.

Księgarnia i buduar, Oksford

Oksfordzka Arcadia z całą masą starych wydań książek Penguina

wtorek, 01 czerwca 2010

Bo jak nazwać je inaczej? Bestyjki, straszydła i kapryśne malowidła? Rym częstochowski jest jak najbardziej na miejscu, bo wyławia z nich humor i przekorę, zabawę formą – zabawę w przekraczanie ustalonych granic. A mowa o śledzonych przeze mnie od dłuższego czasu oksfordzkich ozdobnikach szanownych kolegiów uniwersyteckich, kościołów i bibliotek. Tzw. groteski, choć wolę o nich mówić per 'gargulce', przyjmują formy najbardziej wymyślne. Najwięcej naliczyłam kaprysów i grymasów: powykręcanych twarzy czy gęb raczej, którymi chociażby taki Gombrowicz mógłby być absolutnie uraczony. Dla przykładu:

Gargulec, Oksford

Zniesmaczony

Gargulec, Oksford

Rozogniony

Gargulec, Oksford

Zawieszony

Gargulec, Oksford

W stanie ekstazy

Gargulec, Oksford

Słodki wytrzeszcz

Tradycja tych dekoracji jest zacna, starożytna. Średniowieczni murarze przydali jej z kolei karnawałowy rozmach. Na ścianach poważnego uniwersytetu nie szczędzi się samego ciała naukowego:

Gargulec, Oksford

Kartoflany profesor

Gargulec, Oksford

Szczęśliwy poszukiwacz

Gargulec, Oksford

Zagubiony student

Dowcipni rzemieśnicy nie szczędzili ani mieszczan, ani kolegów po fachu. Zachwycająca jest ich fantazja i prześmiewcze nieskępowanie. Oprócz miejskich karykaturek na oksfordzkich budynkach zobaczyć też można sceny romatyczne czy sentymentalne. Tym, którzy będą się wspinali na wieżę Kościoła Św. Marii, polecam odkręcić głowę w lewo w połowie wspinaczki, gdzie śpi jak aniolątko skulony osioł.

Gargulec, Oksford

Wypłoszowaty kobziarz

Gargulec, Oksford

Marni bracia

Gargulec, Oksford

W miłosnym uściku

Zresztą zwierzęta, a raczej bestie to kolejna fantastyczna rodzina, w której ludzkie miesza się ze zwierzęcym, straszne ze śmiesznym a boskie z piekielnym. Ciekawe jest to, że żaden z gargulców nie trafia nigdy do środka instytucji. Żyją tylko na zewnątrz, strasząc i śmiesząc. Oczywiście teorii o tym, dlaczego tak i po co, jest mnóstwo. Jak katarynka przewija się motyw o analfabetyzmie ludzi wieków średnich, do których przemawiać trzeba było obrazami. Tylko to, co widnieje na murach, wcale niekoniecznie wpasowuje się w kościelną politykę, religijne dogmaty czy społeczne normy. Według mnie w tych oksfordzkich gargulcach, podobnie jak w erotycznych rzeźbach indyskich świątyń (o których pisał Logos) objawia się chęć zaklinania świata i fantastyczna siła kreacji. W zdobieniach tkwią ludzkie myśli, lęki i fantazje, które chronią święte czy poważne wnętrze budowli przed tym, co kotłuje się na zewnątrz.

Gargulec, Oksford

Z pazurem

Gargulec, Oksford

Małpio-szczęśliwy

Kiedy zawitacie do Oksfrodu, nie zapomnijcie zadzierać wysoko nosa (głowy). Miasto to lubi. Cieszą się straszydła.

Oksford, High Street

High Street, na uniwersyteckich gzymsach czają się całe stada gargulców

wtorek, 27 kwietnia 2010

Geoffrey Hill, zdjęcie poety z Guradian.co.ukW zeszłym roku zakończyło się fiaskiem, w tym roku powinno obejść się bez skandalu. Wybory na jedną z najbardziej prestiżowych pozycji na Oksfordzkim Uniwersytecie właśnie się rozpoczęły – lista kandydatów ubiegających się na stanowisko Profesora od Poezji została wreszcie ogołoszona.

W tym roku o tą 300-letnią pozycję rywalizują trzy osoby, przyznam szczerze mało bądź w ogóle mi nieznane (czas nadrobić zaległości!): Geoffrey Hill, znany angielski poeta i profesor literatury angielskiej, Paula Claire, zwolenniczka poezji mówionej (jej wierszy możecie posłuchać/bądź poczytać tutaj) oraz Sean Haldane, neuropsycholog z wykształcenia i zawodu, którego tomiki cieszą się na rynku dużym powodzeniem.

Podejrzewam, że wygra Geoffrey Hill. Oksford woli wybierać znane nazwiska, zwłaszcza na swoje prestiżowe pozycje. A poza tym już od początku pan Hill zdecydowanie prowadzi w liczbie zwolenników. Głosować mogą obecni i byli członkowie Uniwersytetu między 21 maja a 16 czerwca. Dwa dni później poznamy zwycięzcę.

A Wy mielibyście swojego faworyta?

Mam nadzieję, że w tym roku wybory obędą się bez gorących epizodów i medialnych potyczek. W 2009 r. ubiegająca się o pozycję poetka Ruth Padel rozpętała wściekłą kampanię przeciwko rywalowi Derkowi Walcottowi, wywlekając na światło dzienne jego dwie sprawy o molestowanie seksualne studentek sprzed 20 lat. Walcott z wyborów się wycofał, a Padel po tym jak media ujawniły, że ona była ich "donosicielem", z pozycji zrezygnowała.

Wybory wyborami, a w samym Oksfordzie cudnie. Rozpoczyna się okres studenckich bali, więc wieczorami z drodze do domu wśród kwitnących magnolii, kasztanowców, bzów i tysiąca innych krzewów skaczą przez chodniki pięknne panny w szpileczkach i kolorowych sukienusiach, asystowane przez smukłych paniczów we frakach. Zbliża się maj, mili Państwo!

(czas na zdjęcia)

Oksfordzka wiosna

Wiosna w mieście: odsłona pierwsza

W drodze na bal, Oksford, kwiecień

W drodze na bal

W kolejce na bal, Oksford

W kolejce na bal

Wiosenny ślub w ogrodzie botanicznym, Oksford

Wiosenny ślub w ogrodzie botanicznym (wiosna 2009)

Wiosenna eksplozja, Wielka Brytania

Wiosenna ekspolozja

wtorek, 02 marca 2010

Oxford Literary FestivalZa trzy tygodnie miasto spuchnie od wszelkiego rodzaju literackich głów: celebrities, literackich person, literacko-zainteresowanych, książkowo-wrażliwych czy literaturnie głodnych. Oxford Literary Festival to duże wydarzenie. Trwa dziesięć dni, zasadza się w najbardziej znanych i najbardziej wytwornych punktach miasta, jak teatr Sheldonian czy plener filmowy Harrego Pottera - Christ Church College.

Każdego roku, kiedy dostaję program, mam problem z przełknięciem dwóch rzeczy. Pierwsza jest banalna i automatycznie zniechęcająca: cena. Festiwal oferuje dziesiątki spotkań z pisarzami, historykami, autorami opracowań politycznych, naukowych, kulinarnych i wszelkich innych – każda sesja kosztuje 10 funtów bądź więcej. Program jest tak bogaty, że nawet przy dość bezwzględnej eliminacji, chciałabym wybrać się na co najmniej dziesięć wydarzeń. Kalkulacja jest prosta i nie do przetrawienia.

Przeszkadza mi też promowany wizerunek tego wydarzenia, które skoro już organizowane jest w Oksfordzie, to musi mieć (zupełnie niepotrzebnie) od razu elitarny charakter. Organizator przedsięwzięcia The Sunday Times (do którego dobrze pasuje angielskie określenie a mixed bag, czyli coś, co budzi mieszane uczucia) jest niewątpliwie miłośnikiem znanych streotypów, wierząc, że tak najlepiej będzie zyskać publikę.

Mnie to niestety zniechęca, choć przyznam możliwość wybrania się na spotkanie poświęcone literaturze afrykańskiej, ponowne usłyszenie Hilary Mantel czy Iana McEwana czy wreszcie wykład Juang Chang są jednak dość kuszące.

Po tygodniu wątpliwości już nawet miałam rezerwować bilet na parę spotkań na pierwszy weekend (20-21 marca), ale zdałam sobie sprawę, że wcześniej kupiłam już bilety na wyprawę do Barcelony w tym czasie, więc dylemat rozwiązał się właściwie sam.

Tym, którym będzie jednak Oksford po drodze, z długiej listy programowej mogłabym polecić:

16 marca

  • Wykład Juang Chang, autorki bestsellera o trzech pokoleniach kobiet w Chinach (książka jest zakazana w Chinach). Chang pojawi się w Oksfordzie na specjalne zaproszenie Kanclerza Uniwersytetu Oksfordzkiego

20 marca

  • "Literatura afrykańska" spotkanie prowadzą pisarz z Zimbabwe Brian Chikwava i nigeryjski twórca Chioma Okereke
  • "Chopin" – o pianiście będzie opowiadał jeden z jego biografów, częsty gość w Oksfordzie, głównie w kontekście spotkań poświęconych polskiej historii Adam Zamojski
  • "Patrząc w przeszłość i w przyszłość" rozmowa naukowców, w tym współczesnego boga nauki Richarda Dawkinsa

25 marca

  • Pokaz filmu o George'u  Orwellu

26 marca

  • Pokaz filmu, o którym pisała już Chihiro – wstrząsający obraz z Birmy "Burma VJ"
  • Spotkanie z Ianem McEwanem

27 marca

  • O "The Pregnant Widow" będzie opowiadał sam Martin Amis

28 marca

  • Rozmowa z Hilary Mantel

Listę wszystkich autorów można znaleźć tutaj.

Spotkaniom i rozmowom towarzyszyć będą dostojne kolacje - w czwartek 25 marca można załapać się na honorową - wydawaną na cześć AS Byatt (jedyne... 85 funtów). W drugi weekend festiwalu organizatorzy proponują pożywić się w stylu jadalnii Hogwarts (czyli w Christ Church College. Jadalnię pokazywałam przy okazji tej notki). Nie mam nic przeciwko mitologizowaniu na modłę Harrego Pottera – jednak 27 funtów za 45 minut obiadowania w tym miejscu uważam za zwykłe naciągactwo.

Oxford z saksonskiej wiezy

Oxford: widok na centrum miasta

Więcej informacji o Festiwalu znajdziecie na stronie internetowej tu.

***

Oxford Literary Festival  20-28 marca 2010

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...