strefa bella Italia

sobota, 25 kwietnia 2009
Stereotypowo Włochy kojarzone są z ultra katolicyzmem. I choć wierzących tu nie brakuje, trudno mi się nie oprzeć wrażeniu, że dla wielu Włochów kościół to przede wszystkim instytucja społeczna. Na msze przynosi się jajka, słodycze, listy i karteczki, by potem je wymienić czy sprzedać znajomym. Podczas nabożeństwa raczej nikt nie śpiewa z chórem, dużo jest jednak ruchu: rozglądania się na boki w poszukiwaniu znajomych, znajdywania dla stojących koleżanek siedzenia. Kiedy wreszcie ksiądz oznajmia "la mesa é finita", gawiedź rusza do drzwi i wtedy rozpoczynają się niekończące się pozdrowienia, zapytania o zdrowie, uściski i wymiana towaru, płatności, przekazywanie listów.

Po zakończeniu mszy wielkanocnej ksiądz z lekkim zdumieniem i rezygnacją szedł przez kościół w stronę głównych drzwi, pozdrawiając tych, którzy zostali w tyle fali wymieniającej pozdrowienia na tyłach świątyni. Wyglądał, jakby z jednej strony poddawał się wyższości tej szalonej wymiany społecznej a z drugiej ciężko powtarzał na duchu: "Boże, daj mi siłę, kiedyś do ciebie wrócą." Tego dnia jednak nikt nigdzie nie wracał, bo rozpoczęło się rodzinne świętowanie Wielkanocy, które we Włoszech oznacza kilku daniowy, przekraczający wszelkie możliwości spożycia w całości obiad.

Muszę jedno wyjaśnić: opisywany kościół znajduje się w prowincjonalnym miasteczku. Kilka lat temu zdumiałam się, kiedy w parafii pojawił się indyjski ksiądz. Po włosku mówił z tak silnym akcentem swojego ojczystego języka, że trudno było cokolwiek zrozumieć. Społeczność musiała go jednak zaakceptować, co dla zamkniętych na "obcych", zwłaszcza w tym regionie Włochów, wydało mi się niezwykłe. Z drugiej strony odsłoniło problem współczesnego kościoła w całej jego ostrości: brak kapłanów, których zaczęto do Europy sprowadzać z odległych zakątków świata.
Włochy, Asti, główna ulica miasta
Asti, północne Włochy, główna ulica starego miasta

Włosi obsesyjnie podchodzą do kwestii jedzenia. Jeść dobrze to w ich rozumieniu już poniekąd dobrze żyć i życie wypełniać. Dyskusje o jedzeniu zajmują sporą część rozmów podczas posiłków: zdradzane są wtedy przepisy, zasady gotowania, tajemne techniki uczynienia potrawy jeszcze lepszą. Do tego obowiązkowo je się dużo. Włoskie obiady są wielodaniowe. Niedzielne i świąteczne składają się z dwóch, trzech przystawek, talerza makaronu bądź pierożków, potem głównego, mięsnego dania. Potem jest krótka pauza i rozpoczyna się parada deserów. Ciasta, ciasteczka. Znowu pauza i oczekiwanie na kawę. Naturalnie mocne espresso, które w połączeniu z czekoladką ma pomóc w strawieniu tej całej przesady. Pod koniec włoskiego posiłku kawa ma zupełnie odwrotny efekt w moim ciele i nie mogę się ruszać. Moje ciało jest ociężałe i napuchnięte od potraw i wina. Przechodzą mi przez głowę mgliste słowa o umiarkowaniu w jedzeniu i piciu. To przykazanie we Włoszech zostało skutecznie wymazane, pewnie za zgodą samych papieży.

Włoskie espresso
Finał włoskiego posiłku: mocne espresso
Zakładki:
Autorka
80 dni dookoła świata
Art art art
Ciekawe kadry
Kolorowe jarmarki
Literackie
Media
Na muzycznej fali
Organizacje
Pogranicza
Raj utracony
Wyzwania czytelnicze
Zyg-zag
Tagi
Pomóż Beli, podaruj jej 1% podatku!
KRS: 0000037904, konto: 17277 Isabel Ready



Najlepsze księgarnie w Polsce

Najlepsze księgarnie świata

Archipelag
dobrej literatury

Debiut w Wyborczej
Zjednoczone Królestwo Książek

© copyright

Jeżeli chcesz coś ode mnie z bloga pożyczyć, proszę skontaktuj się ze mną.

Blogowisko.org blogi

Statystyki od 26 grudnia 2010
statystyka
tylko dla maga-mara szablon wykonała kate_mac
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...